Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Diabelska plansza Ouija [Ouija]

A zwiastun był taki fajny…

Miałem nadzieję, że film też będzie. Dostał nawet ode mnie zielone światło, choć mam nadzieję (znów), że jasno wytłumaczyłem, że to duży kredyt zaufania z mojej strony („nie chce mi się sprawdzać”). Jasne, zapowiadał sztampowy teen-horror bez żadnych fajerwerków, taki skrojony pod 13-latków, ale było w nim coś takiego „ejtisowego”. Takie przypomnienie dawno zapomnianej przyjemności z czasów, gdy miało się naście lat i oglądało pierwsze filmy na wideo.

Cóż, widocznie zatrudnili dobrego reżysera trailerów. Szkoda, że całego filmu nie zrobił.

Ouija
Ta brunetka nie może już patrzeć na film „Diabelska plansza Ouija.

Brutalne samobójstwo popełnia młoda dziewczyna. Pogrążona w żalu przyjaciółka nie może uwierzyć, że tak po prostu targnęła się na swoje życie – nic tego nie zapowiadało. Postanawia trochę powęszyć i odnajduje tajemniczą planszę do kontaktowania się z duchami. Wraz ze znajomymi postanawia sobie uciąć krótką pogawędkę z zaświatami.

Trochę obawiałem się przed seansem, że pozbawiony tej przydatnej porcji nostalgii za zabawką z dzieciństwa (tabliczki Ouija nigdy u nas żadnej kariery nie zrobiły; rzadkość w przypadku rzeczy przychodzących do nas ze Stanów, ale czasem się zdarza) równie obco potraktuję film. Wiadomo, w końcu inaczej ogląda się film o czymś, co miało się w rękach i z wypiekami na twarzy rozmawiało z duchami, a inaczej o czymś, co jest tylko kawałkiem drewna z literkami. Okazało się, że to najmniejszy problem filmu Stilesa White’a. Filmu sztampowego i nieoryginalnego do bólu.

Nie trzeba geniusza, żeby domyślić się jak powstawał proces realizacji filmu. Hasbro wyciagnęło ze swojego skarbczyka kolejną zabawkę i rzucając parę milionów drobnych poprosiło, żeby zrobić o niej film. Nie pierwszy i nie ostatni zapewne. Wystarczyło im, że ten film powstanie, a na końcu, żeby nie było wątpliwości, pojawi się dupny napis „film na podstawie gry Hasbro”. A skoro większych oczekiwań nie było to wzorem Adama Hofmana ktoś tam pobrał zaliczkę na duży film, a poleciał do kin tanimi liniami lotniczymi.

„Ouija” to kolejny przykład filmu z Wielkiego Leksykonu Klisz Filmowych, podobnie jak opisywany tu niedawno The Judge. Ktoś się zabija, znajomi węszą w jego domu, okazuje się, że przed laty miała tu miejsce jakaś tragedia, a związek z nią ma tajemniczy przedmiot, przed którym mądra gospodyni domowa przestrzega, żeby go nie dotykać. Itd. itp. do spodziewanego końca. Wszystko na chłodno i bez choćby odrobiny polotu, który jako jedyny potrafiłby zmienić wałkowany na milion sposobów temat w coś, co mimo to ogląda się z przyjemnością. No ale do tego potrzeba by się było przyłożyć i mieć trochę talentu. 5/10

(1820)

2 odpowiedzi

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.