Ouija. Narodziny zła [Ouija. Origin of Evil] (2016), reż. Mike Flanagan.
Ouija. Narodziny zła [Ouija. Origin of Evil] (2016), reż. Mike Flanagan.

Ouija. Narodziny zła. Recenzja filmu Ouija. Origin of Evil

Masło orzechowe, marshmellowsy, baseball – są amerykańskie rzeczy, które nigdy nie zrobiły u nas kariery. Podobnie jest z tabliczką ouija, której – gdyby nie kino – nikt by pewnie nawet w Polsce nie poznał. I dziwić się nie ma czemu, bo my kraj niehorrorowaty ani niehalloweenowaty, raczej żadnemu dziecku nie przyszłoby do głowy, żeby wywoływać duchy. Tym bardziej teraz w czasach Dobrej Zmiany. I dobrze, bo to się naprawdę źle kończy! Tak przekonują w kolejnej odsłonie serii Ouija, która nigdy nie miała prawa być serią, bo już pierwszy z niej film był słabiutki. Widocznie jednak jest to kolejna rzecz, której u nas nie potrafimy zrozumieć i w sumie nie ma co nawet próbować tego robić. Bo i po co. Zrobili kolejną część to zrobili, na cholerę drążyć temat. Recenzja filmu Ouija. Narodziny zła.

Widać już, że mi się nie chce nic pisać i pieprzę trzypotrzy, czy jeszcze nie widać?

O czym jest film Ouija. Narodziny zła

Bohaterkami filmu Ouija. Narodziny zła jest trzyosobowa rodzina złożona z matki (Elizabeth Reaser) i dwóch córek – zbuntowanej nastolatki (Annalise Basso) i jej młodszej siostry (Lulu Wilson). Jakoś sobie radzą naciągając klientów na seanse spirytystyczne, ale kłopoty związane ze stratą domu zbliżają się coraz szybszymi krokami. Pan domu – mąż i ojciec naszej trójki – zginął bodaj w wypadku samochodowym (poprawcie mnie, jeśli się mylę; wiem, wiem, zrobicie to nawet bez tej prośby :P) i tym samym rodzina straciła główne źródło dochodu. Co martwi wdowę po nim zamartwiającą się, skąd wziąć potrzebne pieniądze. Tymczasem w domu pojawia się tytułowa bohaterka filmu, tabliczka Ouija. Częściowo z ciekawości, częściowo z nadziei zostaje ona wykorzystana do kontaktu ze zmarłym ojcem. I wtedy kłopoty zaczynają się robić jeszcze poważniejsze, bo najmłodsza latorośl zaczyna zachowywać się dziwnie. Gada z pustką, szeroko rozdziawia japę i zaczyna zapisywać kartki pamiętnikami w języku polskim. Do tego znajduje ukrytą w piwnicy sporą kwotę pieniędzy, która pozwala co prawda uratować dom, ale z drugiej strony: skąd się ona tam wzięła?

Recenzja filmu Ouija. Narodziny zła

Wiadomo już było po zwiastunie, że będzie lepiej niż w pierwszej części i rzeczywiście, jest lepiej niż w pierwszej części. Nie było to jakieś specjalnie trudne osiągnięcie, ale mimo wszystko. Ta „lepszość” spowodowana jest głównie przeniesieniem czasu akcji do lat 60. ubiegłego wieku. Sam taki przeskok nic by nie zmienił, ale trzeba uczciwie przyznać, że te lata 60. wyglądają na ekranie bardzo ładnie i są głównym atutem filmu Ouija. Narodziny zła. Nie wiem z czego to wynika, ale film ma taki specyficzny vibe, który wyróżnia go na tle innych produkcji umiejscowionych w tym okresie. Może to zastosowana kamera, nie znam się na tym, ale patrzy się ładnie.

I to właściwie tyle zalet filmu Ouija. Narodziny zła. I może jeszcze ładne dziewczyny. Cała reszta jest już całkowicie sztampowa i nie została tu podjęta żadna próba zrobienia czegoś nowego. Dom okazuje się nawiedzony, duchy wkurwione, a do walki z nimi oddelegowany zostaje dziwny ksiądz (gdyby nie koloratka, to można by się nie domyślić), w którego rolę kiepsko wcielił się E.T.-weteran Henry Thomas. Po stronie małych plusów można jeszcze zaliczyć zakończenie (jest scena po napisach, gdyby ktoś był ciekaw) filmu Ouija. Narodziny zła, ale wszystko co do niego prowadzi było już en razy.

I choć z jednej strony nie widzę żadnego powodu do tego, żeby Ouija. Narodziny zła oglądać, to jednak z drugiej byłbym świnią, gdybym napisał, że to kompletna strata czasu. No może i tak :), ale głównie z powodu ładnych wizualiów zerknąć można. Z pewnością nie jest to film dla kogoś, kto szuka w horrorze czegoś nowego/świeżego, a reżyser Ouija. Narodziny zła Mike Flanagan kontynuuje swój horrorowy rollercoaster, w którego trakcie raz wyjdzie mu fajny film (Oculus, Hush), a raz mocno średni (Zanim się obudzę). Ciekawe, jaki los czeka jego kolejna produkcję, opartą na powieści Stephena Kinga Grę Geralda.

(2150)

Masło orzechowe, marshmellowsy, baseball - są amerykańskie rzeczy, które nigdy nie zrobiły u nas kariery. Podobnie jest z tabliczką ouija, której - gdyby nie kino - nikt by pewnie nawet w Polsce nie poznał. I dziwić się nie ma czemu, bo my kraj niehorrorowaty ani niehalloweenowaty, raczej żadnemu dziecku nie przyszłoby do głowy, żeby wywoływać duchy. Tym bardziej teraz w czasach Dobrej Zmiany. I dobrze, bo to się naprawdę źle kończy! Tak przekonują w kolejnej odsłonie serii Ouija, która nigdy nie miała prawa być serią, bo już pierwszy z niej film był słabiutki. Widocznie jednak jest to kolejna rzecz, której…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Niewinna zabawa tabliczką do dyskusji z duchami zamienia się w grę o przeżycie. Ładnie nakręcony horror, który nie wnosi do gatunku zupełnie niczego nowego.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.