Premiery kinowe weekendu 20.22-10.2017. Geostorm (2017).
Geostrom (2017), reż. Dean Devlin.

Poszedłbym, odc. 198

Przed nami weekend, jaki zdarza się rzadko. Szczegóły na końcu wpisu :P.

Premiery kinowe weekendu 20.22-10.2017

Geostorm (2017) –  Poszedłbym 

Dużoekranowej rozpierdusze nie odmówię. Przeżyłem to coś z Sarą Wayne Callies o złej pogodzie (i nawet mi się względnie podobało), to i nowy blockbuster z Butlerem przeżyję. Jestem gotowy na głupoty fabularne i niezniszczalnych bohaterów, nie widzę innych powodów, które miałyby zepsuć ten film.

Choć niepokoi cienka promocja, często nie kończy się to dobrze. Jakby ktoś zdążył się zorientować, że film i tak nie zarobi i postanowił nie topić w nim więcej kasy.

Pomiędzy nami góry, The Mountain Between Us (2017) –  Poszedłbym 

No i proszę. Nie trzeba już horroru kręcić, żeby cię zgarnęli do Hollywoodu. Wystarczy świetnego Omara i mniej dobrego Idola z ulicy. Pomiędzy nami góry to nowy film Hany’ego Abu-Assada, choć sądząc po zwiastunie, to nie miał on tu zbyt wiele do gadania. Standardowo.

Standardowa jest również historia i nic w niej zaskakującego się nie znajdzie. Co nie znaczy, że Pomiędzy nami góry trzeba przekreślać. Wiadomo po zwiastunie wszystko, czego należy się spodziewać, stąd nie powinno być problemu z decyzją o seansie bądź odpuszczeniu. Szczególnie gdy lubi się Kate Winslet.

A tak swoją drogą: skoro dotarli do lasu to nie znaczy, że już są prawie bezpieczni? (o ile ich puma nie zje, ale wiadomo, że nie :P).

Ach śpij kochanie (2017) –  Poszedłbym 

Pierwszy zwiastun Ach śpij kochanie był dość absurdalny, potem pojawił się już normalny trailer i wszystko wróciło na swoje tory. Produkcje tego typu chętnie oglądam, bo jestem ciekaw, jak nasi radzą sobie z, tutaj, seryjnymi mordercami. Wiem, że mogę srogo pożałować, ale na razie nic nie wskazuje na to, że poziom Ach śpij kochanie może być marny. Jedynie co, to przestałbym już dawać Grabowskiemu jedne i te same role, bo to jest już nudne. Wiem, że aktor nie chce zostać zapamiętany jako Ferdek, no ale niestety.

Człowiek z magicznym pudełkiem (2017) –  Poszedłbym 

A ściślej rzecz biorąc: poszedłem. 7/10. Nie mam kiedy sieknąć recenzji, więc może dla lepszego zarysowania sytuacji zacytuję dyskusyjkę z Q-Fejsa:

Q: Film udany (poza standardowymi niewyraźnymi dialogami, god bless angielskie napisy), ale nie na tyle, żeby ach i och. W zbyt artystycznym kierunku wszystko podążyło. No i tej wielkiej miłości nie było co to by chciał reżyser, żeby widz ją poczuł. Plus zmarnowali piosenkę Maanamu na słabą scenę. Z wartych uwagi rzeczy: fajny twiścik był.

Wujek Ekran: Najlepiej zagrał tu chyba odkurzacz. Ja trochę jestem rozczarowany. Przyszłość kiczowata, a za obraz i dźwięk marsz do kąta. Fabuła i logika też mają dziury, no i za dużo nawiązań do świata (Man in Black, Fight club, Zakochani bez pamięci). Niemniej trzeba szanować Koxa, bo jako jeden z nielicznych przynajmniej stara się nad tą Wisłą fruwać pod prąd.

Q: Odkurzacz rzeczywiście skradł szoł :), choć mnie akurat podobał się główny aktor, którego wszyscy będą mylić z Piotrem Polkiem. Przyszłość taka budżetowa, żeby za jednym zamachem robiła 2030 i 1952. Nawiązania raczej z pełną świadomością, że każdy rozpozna, początkowe odniesienie do MiB traktuje jako oświadczenie: „tak, kopiujemy też inne filmy, nie będziemy tego ukrywać”. A Fight Club twórczo rozwinęli :)

Ana, mon amour (2017) –  Nie poszedłbym 

Trafia Ana, mon amour na naprawdę mocną konkurencję kinową, w starciu z którą jest bez szans. Pozostaje więc jedynie lekka ochota na domowy seans, ale tylko i wyłącznie z powodu pierwiastka rumuńskiego. Jak bowiem wiadomo w Rumunii dobrze potrafią w kino społeczne.

Choć to bardziej kino intymne niż społeczne chyba. Stąd dalej ta ochota lekka jedynie.

Potworna rodzinka, Happy Family (2017) –  Nie poszedłbym 

Miałem napisać, że jak animacje to tylko – i to też jedynie od czasu do czasu – Disneyów i innych Pixarów (no amerykańskie), ale obejrzałem zwiastun i jest całkiem w porządku. Oryginalności zero, ale dzieciarni na Halloween może się nadać. Inna sprawa, że tu by się bardziej przydało coś, na co można pójść na pierwszą w życiu randkę mając ze 12 lat, a zdaje się, że film omija ten target.

Whatever, ja i tak bym nie poszedł.

Patti Cake$ (2017) –  Nie poszedłbym 

Dziwne to było, ale mnie zaciekawiło #NieCzujęŻeRymuję

Lata lecą, a problemy młodych ludzi z Jersey dalej takie same. Patti Cake$ bardziej pasuje na festiwalowe ekrany niż do zwyczajnej dystrybucji. Tudzież do obejrzenia w domu i zdecydowanie ku temu bym się skłaniał.

Biegacze (2017) –  Nie poszedłbym 

Hoho, zdaje się weekend bez użycia czerwonego Nieposzedłbyma. Tu miałem go użyć, bo nie chodzę do kina na 72-minutowe filmy, ale zwiastun nie pozwolił mi aż tak bardzo krzywdzić filmu Biegacze. Aczkolwiek bardziej przemawia do mnie humorystyczny ton The Barkley Marathons: The Race That Eats Its Young opowiadającego chyba podobną historię.

4 odpowiedzi

  1. Czekaj, czekaj, ja tam widzę polski film z elementami S-F? 😮

  2. Quentin

    Z elemenciorami nawet :).

  3. Ach śpij kochanie. Faktycznie pierwszy zwiastun pozwalał przypuszczać, ze jest kolejny film który trzeba unikać jak ognia. Ten o wiele lepszy, ale wygląda jakby cały film w nim opowiedzieli…

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.