WFF 2013 – Dotyk grzechu [Tian zhu ding aka A Touch of Sin]

Bardzo często nie opuszcza mnie wrażenie, że niektórzy widzą w filmach więcej niż w nich rzeczywiście jest. Tak było po seansie „Dotyku grzechu”, który rozpoczęła płomienna deklaracja dyrektora festiwalu zapewniającego, że widział film w Cannes, dał mu on po głowie, no i że w jego odczuciu to jeden z najważniejszych filmów tego roku. Nie wydaje mi się. A przynajmniej nie, jeśli rozpatrywać go jako po prostu film nie patrząc na drugie, trzecie dno, które trzeba sobie dośpiewać. A do czego potrzebna jest odpowiednia wiedza.

W opinii innych komentatorów bardzo często przewija się to, że film Jia Zhangke bardzo odważnie i bez lukrowania opowiada o współczesnych Chinach, które wcale nie są takie, jak próbują nas o tym przekonać pekińscy propagandziści w ustach których wszystko w Chinach jest największe, najlepsze i najpiękniejsze. I to z pewnością duża wartość tego filmu, który bez dwóch zdań nie jest laurką spod znaku oszałamiających widowisk (choć historycznych; ale przecież też tego okraszającego otwarcie igrzysk w Pekinie) Zhanga Yimou. Ale czy nie dało się tego zrobić w postaci bardziej emocjonującego i mniej nudnego filmu?

Być może problem leży po stronie tej azjatyckiej mentalności i ichniego sposobu bycia, nie zawsze trafiającej w to, do czego przyzwyczajeni jesteśmy my. Tylko skąd w takim razie takie przychylne opinie jak ta Laudyna? Czy on niby rozumie więcej/bardziej, a może chce dostrzec więcej niż widzi? Skłaniam się ku tej drugiej opcji. Także i dlatego, że głosy opuszczających ze mną salę kinową widzów były podobne do mojego. Za długi, za nudny, za dużo zwierzęcych metafor. No dobra, to ostatnie to moje tylko 😉 – zwierzęta spełniają w filmie ważną rolę zapewne, ale chyba jednak trzeba mieć w małym palcu chiński kalendarz, żeby zrozumieć ich obecność (poza tą oczywistą, końską) – czyli znów, być Azjatą.

W lekki błąd wprowadza też widza angielski/polski tytuł filmu, który w fabule każe dopatrywać się nawiązań do „W sieci zła” z Denzelem. Oto ścieżki bohaterów filmu krzyżują się z pewnym bezwzględnym mordercą, co wydawać by się mogło jest owym tytułowym dotykiem zła. Ale to chyba tylko nadinterpretacja sugerowana tytułem, bo dosłowne tłumaczenie chińskiego tytułu filmu to „Niebiosa tak postanowiły”.

„Dotyk grzechu” oparty został na prawdziwych wydarzeniach i z pewnością pokazuje nam Chiny inaczej niż inne tamtejsze filmy. I rozpatrywane jako pojedyncze historie (film składa się z kilku takich) są ciekawe i dają do myślenia. Jednak połączone w całość zbyt szybko nudzą, a w odbiorze filmu nie pomagają te typowe „azjatyzmy”, o których czasem tu wspominam. Np. wstrząsająca z założenia scena okładania bohaterki filmu plikiem pieniędzy w wydaniu azjatyckim wygląda dla nas niestety komicznie. 6/10

PS. Film będzie pewnie można zobaczyć w polskich kinach, gdyż seans festiwalowy odbył się dzięki uprzejmości polskiego dystrybutora, a sam film miał już wtłoczone polskie hardsuby. Trochę smutno, że spośród tylu fajnych azjatyckich filmów ów dystrybutor sprowadził akurat taki, na którym nie zarobi.

(1608)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.