Armia złodziei, Army of Thieves (2021), reż. Matthias Schweighöfer. Netflix.
Armia złodziei, Army of Thieves (2021), reż. Matthias Schweighöfer. Netflix.

Armia złodziei. Recenzja filmu Army of Thieves. Netflix

Będzie to niepopularna opinia jednak przy okazji Armii złodziei warto wyartykułować ją głośno. Podniósł się poziom rozrywkowych filmów Netfliksa. Jeszcze niedawno każdy z nich kandydować mógł do miana „tradycyjnego filmu Netfliksa”, co zdecydowanie nie było komplementem. Aż tu nagle… I ja wiem, że zarówno Czerwona nota, jak i Armia złodziei nie cieszą się sympatią osób piszących o filmach – czy to w formie jednego zdania, czy kilku akapitów – ale osobiście nie podzielam tych opinii. Obydwa sprawdzają się jako czysta rozrywka, a także jako porządne w ten czy inny sposób heist-movies. Recenzja filmu Armia złodziei. Netflix.

O czym jest film Armia złodziei

Ludwik Dieter (Matthias Schweighöfer – skąd oni go wytrzasnęli? ma jakieś haki na Snydera, że grywa w jego filmach za miliony monet?) to utalentowany kasiarz, który swoją wiedzą dzieli się za pośrednictwem niepopularnego kanału na YT, który ogląda tylko on sam. Owszem, nie wiadomo, skąd u niego taka wiedza praktyczna – być może trenuje po nocach w robocie, bo pracuje w banku – ale ją posiada i deal with it. Ludwik interesuje się nie tylko otwieraniem sejfów, ale i ich historią. Szczególnie historią najsłynniejszego twórcy sejfów, Hansa Wagnera. Stworzył on przed śmiercią cztery sejfowe arcydzieła, które rozsiane są aktualnie po całej Europie. No i niejaka Gwendoline (Nathalie Emmanuel) szuka cwaniaka, który pomoże w ich obrobieniu. Dieter nadaje się do tego najlepiej, przynajmniej jeśli chodzi o umiejętności kasiarskie, bo z odwagą i tężyzną fizyczną jest u niego różnie. No ale te sprawy ma ogarnąć reszta ekipy. Razem z nią rusza do Paryża, gdzie znajduje się sejf numer jeden.

Zwiastun filmu Armia złodziei

Recenzja filmu Armia złodziei. Netflix

Lekki, przyjemny i wartki heist-movie z porządnym budżetem i fajnym pomysłem na fabułę. Co może pójść nie tak? Ano może być o pół godziny za długi, co jednak znacząco wpływa na jego końcową ocenę. Jest to jednak jedyna jego poważna wada.

Bardzo podoba mi się pomysł na ten film. Generalnie ładnie kontynuuje mitologię rozpoczętą wcześniejszą, ale rozgrywającą się później, Armią złodziei, ale i bez tego dobrze się sprawdza. Ładnie została obmyślana z tą całą nieomal mitologiczną opowieścią o Hansie Wagnerze podbudowaną muzyką Richarda Wagnera i opowieściami z jego oper. Tak to się właśnie powinno robić. Obmyślasz sobie jakąś rzeczywistość i w jej granicach tworzysz fabułę. Mogli rabować jakieś randomowe banki, ale z taką ramą jest to o wiele fajniejsze. Szybko się angażujesz, a potem przeskakujesz do właściwego heist-movie. Choć może nie tak zaraz potem, bo wcześniej też już leci kolejny dobry pomysł – zawody dla kasiarzy. Niby w tych filmach Netfliksa nic nie ma poza odgrzewanymi kotletami, a jakoś nie przypominam sobie w innych filmach takiej eliminacji do ostatecznej ekipy.

Jest więc i ona, ekipa zróżnicowanych złodziei, z których każdy ma „particular set of skills”. Podbitych naprawdę śliczną ekranową grafiką. Za chwilę ruszą na pierwszą akcję, a do tego momentu oglądasz i zastanawiasz się: co ci ludzie pierdzielą, że to jest marny film?

Potem też jest dobrze, choć tempo siada poprzez nadmierne rozwleczenie wątków, które spokojnie można by opędzlować szybciej i bez zatrzymywania się na jakieś dobudówki wybiegające poza konkretne skoki. Pierwsze do wywalenia są animacje mechanizmów kolejnych sejfów, bo co to za frajda przyglądać się na kręcące się zębatki? OK, zatrudniliście zdolnych grafików komputerowych, super, cieszę się.

Armia złodziei w ogóle wygląda ładnie dla oka. To jej bezsprzeczny plus. Zwroty akcji związane z motywami heist-movie może nie należą do oryginalnych, ale też nie jest tak, że brakuje im odpowiedniego pierwiastka funu. Jasne, większość z nich była już przerabiana w podobnych filmach, ale nie ma się wrażenia odsmażanego kotleta. Szczególnie że to nie jeden, a kilka skoków w obrębie jednego filmu, co ułatwia zaangażowanie widza, dla którego jeden, długi włam mógłby być dawką zbyt dużą.

No i fajnie w tej Armii złodziei widać, jak skurczył się świat. Gdzieś tam w Stanach za miliony dolarów Zack Snyder kręci film o zombie, za chwilę w Niemczech powstaje jego spin-off, a potem Bóg wie co jeszcze, bo na tym na pewno nie koniec. Strasznie zmienił się filmowy świat przez ostatnie lata. Jeszcze niedawno było sobie Hollywood, a oprócz niego jakieś inne krainy, z których filmy znali tylko wyjątkowi zapaleńcy. A teraz coraz bardziej wygląda to jakby cały świat był Hollywoodem. Daje to duże możliwości tworzenia filmów z hollywoodzkim budżetem, a wyobraźnią kinematografii lokalnych. Armia złodziei nie jest może filmem, w którym widać to jakoś wyjątkowo, ale dajmy się rozkręcić tej machinie. I może w końcu doczekam się tej krajowej edycji The Walking Dead: Poland.

(2507)

Będzie to niepopularna opinia jednak przy okazji Armii złodziei warto wyartykułować ją głośno. Podniósł się poziom rozrywkowych filmów Netfliksa. Jeszcze niedawno każdy z nich kandydować mógł do miana „tradycyjnego filmu Netfliksa”, co zdecydowanie nie było komplementem. Aż tu nagle… I ja wiem, że zarówno Czerwona nota, jak i Armia złodziei nie cieszą się sympatią osób piszących o filmach – czy to w formie jednego zdania, czy kilku akapitów – ale osobiście nie podzielam tych opinii. Obydwa sprawdzają się jako czysta rozrywka, a także jako porządne w ten czy inny sposób heist-movies. Recenzja filmu Armia złodziei. Netflix. O czym jest film…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Międzynarodowa grupa złodziei planuje obrabowanie kilku sejfów stworzonych przez legendarnego ślusarza Hansa Wagnera. Przyjemnie rozrywkowe kino z gatunku heist-movie. Wartkie, choć o te pół godziny za długie, przez co traci na wartości.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl