Armia umarłych, Army of the Dead (2021), reż. Zack Snyder. ARMY OF THE DEAD (L to R) DAVE BAUTISTA as SCOTT WARD, OMARI HARDWICK as VANDEROHE, TIG NOTARO as PETERS, SAMANTHA WIN as CHAMBERS, COLIN JONES as DAMON, MATTHIAS SCHWEIGH…FER as DIETER, RAôL CASTILLO as MICKEY GUZMAN, ANA DE LA REGUERA as CRUZ in ARMY OF THE DEAD. Cr. CLAY ENOS/NETFLIX © 2021
Armia umarłych, Army of the Dead (2021), reż. Zack Snyder.

Armia umarłych. Recenzja filmu Army of the Dead. Netflix

Nie ulega wątpliwości, że spodziewałem się po Armii umarłych czegoś innego. Jak również nie ulega wątpliwości, że w połowie seansu przysnąłem i musiałem wrócić do momentu tegoż przyśnięcia. Finalnie jednak, im dłużej myślę o filmie Armia umarłych, to podoba mi się bardziej niż w momencie przyśnięcia, kiedy to przeklinałem pod nosem jak bardzo jest statyczny, choć obiecywał nieustanną nawalankę oko w oko z zombiehordą. Recenzja filmu Armia umarłych. Netflix.

O czym jest film Armia umarłych

Konwój wojskowy przewożący supertajną przesyłkę zostaje zatrzymany w trakcie przejazdu przez pustynię. Wystarczy mały blowjob i już wojskowe furgonetki płoną. Dla obstawiających konwój żołnierzy to zła wiadomość, bo okazuje się, że przesyłka została naruszona, a na wolność wydostaje się wyjątkowej sprawności zombie. Rach ciach ciach i zombie jest już więcej. Ruszają na pobliskie Las Vegas i za chwilę miasto rozpusty zamienia się w Jerozolimę z World War Z. Wyjątkowo aktywne zombiaki wylegają na główne ulice miasta jak Polacy w trakcie pandemii na Krupówki, a jedynie ostatkiem sił Las Vegas udaje się otoczyć szczelnym murem. Bezpośrednio obok muru po bezpiecznej stronie Las Vegas zbudowany zostaje obóz dla uchodźców, w którym na kwarantannie czekają ocalali z zombiemasakry. Prezydent USA szykuje nuklearny atak na miasto, który ma ostatecznie wytępić zombiaki, ale zanim do niego dojdzie, oddział śmiałków postara się zinfiltrować miasto, by dotrzeć do podziemnego sejfu, w którym zdeponowane zostały setki milionów dolarów.

Zwiastun filmu Armia umarłych

Recenzja filmu Armia umarłych

W stosunku do Armii umarłych trzeba się od razu zderzyć ze zjawiskiem opisywanym w Internecie jako „oczekiwania/rzeczywistość”. Na tym poziomie często rozbijają się z hukiem wrażenia widzów, którzy oczekiwali czegoś innego, a dostali co innego. Oczekiwali zombie Złota dla zuchwałych z szybką akcją i zabawnym humorem, a dostali film Zacka Snydera ze zwolnionym tempem gdzie się da i próbą udowodnienia, że niepoważny gatunek może zrodzić poważny film.

Sam oczekiwałem tego pierwszego, bo napakowane zombiakami do zatłuczenia zwiastuny zapowiadały właśnie coś takiego. Skrzący humorem i akcją film, w którym ta druga nie zatrzymuje się nawet na chwilę. Niezależnie od tego, do czego Zack Snyder przyzwyczaił w swoich poprzednich filmach. Niby człowiek wiedzioł, a jednak się łudził – by znów oddać głos internetom.

Dlatego też, seans Armii umarłych uznałem początkowo za nieudany. O zawodzie trudno było mówić, bo naprawdę nie oczekiwałem arcydzieła i byłem gotowy na wszystko, ale o niezadowoleniu już tak. A potem przemyślałem to wszystko i doszedłem do wniosku, że film podobał mi się bardziej niż myślałem, że mi się nie podobał.

Jest w Armii umarłych większość z tego, co potrzebne do zrobienia fajnego kina rozrywkowego. Problem w tym, że ta większość ukryta jest w niepotrzebnie przegadanych scenach rozwlekających całość do dwóch i pół godziny. Nie pierwszy to film, z którego wycięcie czterdziestu minut sprawiłoby, że całość stałaby się lepsza, a przecież nadal trwałaby ponad zwyczajowe 90 minut. No ale znów, to film Zacka Snydera, to dlaczego liczyć na samą esencję szybkiego, krwawego montażu jednej efektownej rozpierduchy za drugą? Może gdyby posadzić za kamerą Michaela Baya to tak, ale w tym przypadku?

Krytyka na Armię umarłych rozlewa się z każdego zakątka sieci i ja w sumie z tą krytyką się zgadzam. Uważam jednak, że podawane tam argumenty nie sprawiają, że film Snydera trzeba ocenić na Jedynkę, bo takie oceny również często się pojawiają. Armia umarłych ma swoje wady, ma ich dużo, ale finalnie i tak zostaje wystarczająco rozrywkowy film, żeby zamknąć mózg w drugim pokoju i cieszyć się tym, co tam dobre.

Winnym takiego stanu rzeczy jest pewnie sam Snyder, który spróbował zrobić mądry film, więc teraz nie powinien się dziwić, że ludzie wytykają mu wszystkie głupoty scenariusza. Powinien zrobić niemądry, ale atrakcyjny wizualnie film i nie byłoby problemu. No ale problem jest, a winnym tego stanu rzeczy niezdecydowanie reżysera, który nie wie, czy kręci psychologiczny rodzinny dramat, pastisz zombiekina czy może efektowne kino akcji. Próbując tego wszystkiego na raz, sam sobie zaprzecza, bo przecież pastisz nie będzie psychodramą i na odwrót. Albo rybki albo akwarium. Nie można machnąć ręką i pomyśleć, że jakoś to będzie. Że widzowie cierpliwie wysłuchają wszystkich patetycznych dialogów w oczekiwaniu na rozpoczęcie strzelania. Nie wysłuchają, zniecierpliwią się i trudno jest się im dziwić.

A jednak trochę się dziwię temu narzekaniu na poziom rzekomego dna reprezentowany przez Armię umarłych. Osoby tak mówiące o tym filmie chyba nigdy nie widziały filmowego dna. OK, wkurzyli się, że wszystko to, co zapowiadał zwiastun, znalazło się już w napisach początkowych, ale to nie powód, żeby przeżywać to przez cały film. Weźcie się w garść, cholera jasna!

Jak piszę, osobiście też spodziewałbym się drugiego Złota dla zuchwałych, czyli opowieści z humorem zamiast patosu. No ale dostałem, co dostałem i zamiast rozpamiętywać, postarałem się dobrze bawić (no już po przyśnięciu :P). Włączyłem też rozmyślania o innym podobnym filmie – Predatorze. Najpierw stwierdziłem, że Armii umarłych potrzeba humoru, a potem pomyślałem: hej, ale w Predatorze nie było humoru, a mimo to oglądało się go znakomicie. Wyszło więc na to, że Armię umarłych można by uratować nie tylko humorem, by widz był zadowolony. Zawinił Snyder, bo to on był za to wszystko odpowiedzialny, ale jakimś cudem to, co zostało, wystarczyło na przyjemny seans. Z nieustającą świadomością, że do poprawy jest tu sporo.

Przede wszystkim Armia umarłych powiela błąd nadgorliwości popełniany przez wiele rozrywkowych produkcji. Masz pomysł na film o komandosach wybierających się obrabować sejf w niebezpiecznej lokacji to o tym nakręć film. Nie potrzebujesz już niczego więcej pod względem fabuły, skup się na akcji i bohaterach, których podczas zbierania przez dowódcę widz ma zdążyć polubić. Po co dodatkowe kombinacje? Jest ekipa, ma wspólny cel, chce go wykonać – kropka. Wszystko, co dodane przez Snydera jest zwyczajnie głupie, począwszy od tego zróżnicowania finansowego za udział w akcji. I od tego, że nikt tam o nic nie pyta, niczego nie kwestionuje. Bo jeszcze ktoś wymyśliłby, że po kasę można skoczyć już po wybuchu, przecież cały czas tam będzie, a dodatkowo nikt w tym nie zagrozi. Albo, co gorsza, szybko odkrył, że Heniek dostanie więcej i już zrobił aferę. Równie głupie, a może jeszcze bardziej, jest też to, że drugie dno akcji można by zrealizować bez tej całej otoczki. Po prostu wejść, zabrać i wyjść, znów koniec filmu po dziesięciu minutach. Po co więc te kombinacje, które niczemu nie służą? „Prostota”, jak cytował bodaj za Markiem Aureliuszem, Hannibal Lecter. Snyder przekombinował.

Co się zaś tyczy zarzutów pod kątem takich drobiazgów jak np. to, że jeden ugryziony od razu się przemienia, a inny przemienia się w tydzień w zależności od potrzeby scenarzysty – nie ma o czym gadać. To nie jest film popularnonaukowy i oczekiwanie konsekwencji w tej kwestii nie ma sensu. Zombiedziecko też raczej nie powinno zaskoczyć nikogo, kto widział Świt żywych trupów Snydera.

Skrócić o czterdzieści minut, skomponować fajną muzykę (nowe aranże znanych utworów są fajne, ale muzyka oryginalna tragiczna – w niczym nie pomaga filmowi), zrezygnować z psychodramy i uprościć fabułę do minimum – oto przepis na fajną Armię umarłych. Do tego, jaką jest Armia umarłych teraz, trzeba mieć cierpliwość, ale gdzieś tam w głębi jest tym filmem o grupce śmiałków ruszających na samobójczą misję. Fajnie zrealizowanym filmem, bo zupełnie nie rozumiem zarzutów pod kątem jego realizacji. Helikopterem frunącym nad zgliszczami Las Vegas byłem wręcz zauroczony.

(2481)

Nie ulega wątpliwości, że spodziewałem się po Armii umarłych czegoś innego. Jak również nie ulega wątpliwości, że w połowie seansu przysnąłem i musiałem wrócić do momentu tegoż przyśnięcia. Finalnie jednak, im dłużej myślę o filmie Armia umarłych, to podoba mi się bardziej niż w momencie przyśnięcia, kiedy to przeklinałem pod nosem jak bardzo jest statyczny, choć obiecywał nieustanną nawalankę oko w oko z zombiehordą. Recenzja filmu Armia umarłych. Netflix. O czym jest film Armia umarłych Konwój wojskowy przewożący supertajną przesyłkę zostaje zatrzymany w trakcie przejazdu przez pustynię. Wystarczy mały blowjob i już wojskowe furgonetki płoną. Dla obstawiających konwój żołnierzy to…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa śmiałków wyrusza do opanowanego przez zombie Las Vegas, by zdobyć schowane w sejfie setki milionów dolarów. Choć całość jest o 40 minut za długa, brakuje jej zdecydowania co do tego, jaki reprezentuje gatunek i nie oferuje tego, co obiecywały zwiastuny, zapewnia porządną dawkę dobrze zrealizowanej rozrywki.

5 odpowiedzi

  1. Powrót Zacka Snydera do zombiaków to połączenie postapokalipsy, heist movie z Aliens Jamesa Camerona. I to dosłownie bo niektóre sekwencje(i bohaterowie), to żywcem przeniesione są z tego arcydzieła. Chambers przypomina Vasquez. Kumpel Chambers, Guzman, ginie tak jak Vasquez i Gorman w Aliens. Żołnierz grany przez Dillahunta jest trochę jak Carter J. Burke. Nawet jedna akcja jest podobnie rozegrana jak w Aliens. U Camerona jest scena jak Carter zamknął Ripley z facehuggerami, a w Armii Umarłych, gdy Chambers nie ufa Martinowi, to prawa ręka Japończyka wprowadza Chambers w pułapkę.

    Jak na Snydera film zaskakuje małą ilością slow motion i stroną wizualną. Chodzi mi o to, że niektóre sekwencje wyglądają super, ale inne są jakieś takie nijakie, a przecież Snyder odpowiada za zdjęcia. No i to rozmycie obrazu, po co?

    Doceniam za to, że dostaliśmy inne zombiaki. Nie chodzi mi o to, że są szybkie jak z filmu 28 dni później, bo to też już jest klisza, ale stanowią społeczeństwo. Jest król i królowa, którzy są inteligentni, mają nawet tygrysa zombi, są podwładni, o różnych poziomach inteligencji, mają swoje zasady w swoim królestwie. No i szkoda że więcej miejsca nie poświęcono, żeby pokazać ich społeczność, życie. Chciałbym to zobaczyć.

    Odniosłem wrażenie, że Snyder mimo swobody twórczej za bardzo się kontrolował, bo mógłby jeszcze bardziej poszaleć. Dave Bautista całkiem dobrze sobie radzi, nawet próbuje grać i nie wypada źle. Niech będzie 6/10.

  2. A słyszałes o akcji z wymazaniem aktora i podmianie na aktorkę, która nagrywała osobno swoje sceny? Nie widać tej podmiany, ale jak tak teraz myślę, to właśnie pilotka helikoptera jest taką postacią, bo ma najmniej scen z resztą ekipy. I to jest też jedna z ciekawszych postaci.

    https://deadline.com/2021/05/army-of-the-dead-zack-deborah-snyder-recasting-chris-delia-tig-notaro-1234762457/

  3. Quentin

    Tak, słyszałem. Dave Bautista się skarżył niedawno, że miał WTF podczas oglądania filmu, bo nawet się z Notaro nie spotkał na planie, a mają furę wspólnych scen. Kręcił je z D’Elią, a w filmie jest z Notaro. Nie znają się nawet hehe. Tylko z tą jego latynoską kumpelą się spotkała na planie dokrętek, a tak to z Johnem Greenscreenem wszystko. Wyszło git, nie sposób się zorientować nawet jeśli się wie.

    A co do filmu to bezapelacyjnie, stracili niepowtarzalną okazję do tego, żeby tej drugiej Latynosce dać na imię Vasquez :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl