Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera, Zack Snyder's Justice League (2021), reż. Zack Snyder. HBO GO.
Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera, Zack Snyder's Justice League (2021), reż. Zack Snyder. HBO GO.

Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera. Recenzja filmu Zack Snyder’s Justice League. HBO GO

Chciałem zacząć od tego, że w poniższej recenzji nie znajdziecie porównań do poprzedniej wersji tego filmu wyreżyserowanej przez Jossa Whedona, bo jej nie pamiętam, ale nie zacznę, bo przeczytałem sobie moją recenzję i jestem trochę mądrzejszy. Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera.

Przy okazji wyszło na to, że jasnowidz ze mnie kiepski, bo pisałem tam, że „Nie wróżę powodzenia solowemu filmowi o Aquamanie, nie uratuje go Amber Heard w obsadzie, która tutaj na razie tylko mignęła”. Tymczasem film zarobił miliard, a do tego mi się podobał.

Ale też, jak to zwykle bywa, pozytywnie rozbawiłem samego siebie, bo pisałem również, że „z Amazonek to zaczynam mieć coraz większą bekę. Siedzą od stuleci na tajnej wyspie i ćwiczą sztukę wojenną, żeby nikt im nie podskoczył. A potem wpada ktoś z karabinami i za każdym razem je rozpierdziela. Pora przemyśleć i unowocześnić szkolenie, dziewczęta!”.

O czym jest film Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Przez skute lodem przestrzenie do małej wioski rybackiej dociera Bruce Wayne (Ben Affleck). Szuka tam niejakiego Aquamana (Jason Momoa), który od stuleci dba o to, żeby mieszkańcom wyspy nie działa się żadna krzywda (jak już raz na sto lat ktoś tam dotrze helikopterem, bo inaczej, gdy nie jesteś Bruce’m Wayne’m – nie można). Ma do niego interes. Chce, żeby pomógł mu bronić Ziemi przed bliżej nieokreślonym zagrożeniem mającym raz na zawsze zniszczyć wszelkie życie i cywilizację, jaką znamy. Aquaman nie jest zainteresowany. W tej sytuacji w orbicie zainteresowań Bruce’a pozostają Flash (Ezra Miller) i Cyborg (Ray „Na planie filmu DC robili mi krzywdę” Fisher). Zwerbowaniem pierwszego ma zająć się sam Wayne, drugiego zamierza odwiedzić jego jedyna sojuszniczka, która też czuje, że coś jest nie tak, Wonder Woman (Gal Gadot). Superman (Henry Cavill) nie żyje, więc na niego nie ma co liczyć. Tymczasem na Temiskyrę dociera niejaki Steppenwolf (głos Ciarana Hindsa) i po dłuższej wymianie ciosów z Amazonkami, wykrada im tzw. Mother Box. Jak uzbiera wszystkie trzy, będzie mógł podarować Ziemię swojemu panu, któremu kiedyś podpadł, Darkseidowi (głos Raya Portera). W tym celu będzie musiał odwiedzić jeszcze królestwo Atlantydów i Ziemian, gdzie ukryte są pozostałe Mother Boksy.

Zwiastun filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Syndera

Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera

Zupełnie ominęły mnie te wszystkie zawirowania na linii Zack Snyder/Joss Whedon/Komputerowo Dodane Wąsy, bo nie jestem targetem komiksowym, nie znam pierwowzorów, nie śledzę, co się dzieje na planie, a kolejne filmy Marvela i DC Comics oglądam jedynie pod kątem rozrywkowym. Chcę zobaczyć efektowne, komiksowe widowisko i to mi w zupełności wystarczy. A jak coś pozmieniają w komiksach na gorsze, to mnie nie obchodzi, bo nie mam nawet tego świadomości. Z tego też względu było mi obojętne w kwestii „ej, Warner, dawaj wersję Snydera, bo na pewno jest w dechę!”. Nie przepadam za komiksowymi filmami Snydera z powodu ich patosu i napuszenia (choć of koz na przekór wszystkim Batman vs. Superman mi się podobał), wolę wesołe i kolorowe podejście do sprawy Whedona.

No ale skoro już się ta czterogodzinna wersja pojawiła, to żal było nie obejrzeć. Wrażenia? Pozytywne, choć z tego, co czytam, na wersję Whedona też nie narzekałem. Choć powstały dwa filmy w zasadzie o tym samym, jedynie z nieco większymi przesunięciami na linii humor-mrok, obie warto zobaczyć przy zachowaniu w pamięci faktu, że Snyder nie nakręcił innej wersji, a jedynie przemontował poprzednią, dodając do niej ze dwie godziny materiału nakręconego w większości przed pojawieniem się Whedona.

Z jednej strony jest trochę Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera przykładem serialu nakręconego na podstawie filmu (więcej czasu na wszystko; pierwotnie ta wersja miała zostać wypuszczona w formie serialu, ale poszła jako film ze śródtytułami), z drugiej pozmienianych zostało sporo akcentów związanych głównie z filmowymi badgajami. Zupełnie nie jestem fanem animowanych złoli (to samo myślę o Thanosie) i wolałbym ich w bardziej ludzkiej formie. Niby wyjątkowa zbroja Steppenwolfa mnie nie zachwyca, bo kryje się w niej słodki szczeniaczek z dużymi oczkami, ale rozbudowanie wątku o jego przeboje z Darkseidem sprawiło, że nie ma się już wrażenia, że Liga Sprawiedliwości to film jedynie o zawiązaniu tytułowej paczki z zupełnie nieistotnym zagrożeniem w tle. W końcu zagrożenie stojące przed tym naszym łez padołem jest wyraźne na tyle, że można się ekscytować tym, czy naszym superbohaterom się uda, czy może jednak nie. Wiadomo, że tak, o czym my tu gadamy, ale mimo to w powietrzu cały czas wisi, że ciąg dalszy nastąpi.

Jak przystało na Zacka Snydera, nowa wersja Ligi Sprawiedliwości napompowana została patosem, zwolnionym tempem (gdyby przyspieszyć te sceny do normalnego tempa, film trwałby trzy godziny), mrokiem i kolejną próbą przekonania widza, że komiks to poważna sztuka o rozterkach postaci, a nie o kolorowych facetach w rajtuzkach. Doszły przekleństwa i trochę krwawych plam na ścianach, choć w tych drugich panuje wolna amerykanka i niekonsekwencja. Jakby wyciągnęli z szafy usunięte splattery na rzecz PG-13, ale do pozostałej części filmu już im się nie chciało nic dodawać. Ponieważ Snyder nie musi się tu na nic oglądać, bo i tak wszyscy czekają na jego wersję, a ona sama ląduje na streamingach, nie spieszy się z niczym. Jak chce pokazać przez pięć minut lodowy krajobraz w rytm patetycznej muzyki to pokazuje. Jak chce się pościskać w kukurydzy z Amy Adams i Diane Lane to się ściska. Widać, że nie musiał iść na żaden kompromis, co może nie zaowocowało historią kina, ale filmem, który pomimo czterogodzinnego metrażu ogląda się bez nudy.

Wiadoma sprawa, że za sprawą dłuższego metrażu w filmie znalazła się kupa czasu na przybliżenie postaci wchodzących w skład Ligi Sprawiedliwości. Dłuższych dla postaci, które nie miały jeszcze wtedy swoich filmów (i nie będą miały, a przynajmniej nie z Rayem Fisherem hłe, hłe), krótszych dla tych, które wkrótce poszły na solo (Diana Prince). Nie ma się więc wrażenia, że coś zostało na podłodze montażowni i w pełni można wczuć się w opowiadaną historię i tradycyjne już tragedie, jakie ukształtowały naszych bohaterów na drodze do superbohaterstwa. A wszystko w mroku, stalowej szarości i innych atrybutów kojarzących się z psychologicznym dramatem zamiast kolorowego filmu o gadającym szopie.

Co się zaś tyczy finałowej sceny wprowadzającej do ewentualnej kontynuacji, to moim zdaniem było o nią za dużo. Film spokojnie mógłby się obyć bez tej konwersacji z nowymi bohaterami wprowadzającej w ciąg dalszy i w pięć minut dostarczającej większej liczby informacji i spekulacji niż w przeciągu wcześniejszych czterech godzin. Odniosłem wrażenie, że to taka ordynarna popisówka przed fanami, ale filmu mi ona nie zepsuła.

(2467)

Chciałem zacząć od tego, że w poniższej recenzji nie znajdziecie porównań do poprzedniej wersji tego filmu wyreżyserowanej przez Jossa Whedona, bo jej nie pamiętam, ale nie zacznę, bo przeczytałem sobie moją recenzję i jestem trochę mądrzejszy. Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości Zacka Snydera. Przy okazji wyszło na to, że jasnowidz ze mnie kiepski, bo pisałem tam, że „Nie wróżę powodzenia solowemu filmowi o Aquamanie, nie uratuje go Amber Heard w obsadzie, która tutaj na razie tylko mignęła”. Tymczasem film zarobił miliard, a do tego mi się podobał. Ale też, jak to zwykle bywa, pozytywnie rozbawiłem samego siebie, bo pisałem również, że…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Batman skrzykuje superbohaterskich kumpli, żeby powalczyć ze zdyskredytowanym kumplem Darkseida, Steppenwolfem. Za bezapelacyjny sukces trzeba uznać fakt, że pomimo czterogodzinnego metrażu ogląda się ten film bez znudzenia. Przeciętny widz, który ma gdzieś przepychanki komiksowych geeków, otrzymuje solidne widowisko, na którym czasu nie straci. Musi też jednak pamiętać, że to tylko przystanek, a nie stacja końcowa.

Odpowiedź

  1. Zacznę od problemów jakie produkcja miała, bo chcę napisać jakie mam zdanie co do tej całej walki o wersję Snydera. Zaczęło się od odejścia Snydera i jego żony w czasie postprodukcji przez tragedię jaka ich spotkała, jak nakręcił materiał ściągnięto Jossa Whedona, reżysera o zupełnie innym stylu, więc nie dziwne, że film się nie udał. A potem zaczęła się akcja/ruch #ReleasetheSnyderCut, który popierała też obsada filmu i doszło rok temu do precedensu bo okazało się, że będzie wydana wersja Snydera na którą przeznaczono dodatkowe 70 mln na dokończenie efektów specjalnych i postprodukcji. No i też w październiku 2020 roku część obsady miała dokrętki (domyślam się że głównie epilog).

    Nie podoba mi się ten precedens, z prostego powodu, bo wszystkie fandomy (a przynajmniej te z którymi się spotkałem) są coraz bardziej toksyczne i roszczeniowe, a teraz jak dostali to co chcieli, to wszystkie fandomy obrosną (jeszcze bardziej) w piórka, pomyślą że mogą wpływać na wytwórnie, producentów, filmowców. Pewnie pojawi się inny film w kinach za jakiś czas, na planie którego będzie sporo problemów, a nawet nie musi być burdel na planie, po prostu nie spodoba się części widzów, poniesie klapę finansową i jakaś grupa będzie chciała dostać swoją wersję i będą powoływać się na wersję Snydera.

    A moim zdaniem szefostwo HBO Max i WarnerMedia nie przeznaczyli 70 mln, bo chcieli zrobić dobrze fanom Snydera, tylko z innego powodu. HBO Max to jest najgorszy streaming z tych liczących się, wg wielu amerykanów (jednak HBO traktuję osobno), a muszą mieć jakieś swoje produkcje, które im nie znikną, nie tylko klasyki WB (filmy i seriale), ale coś nowego. Więc będą reklamować się tym rodzynkiem, choć jak tak myślę to nie pierwszy film w dwóch różnych wersjach. I nie chodzi mi o dircuty, np dłuższe wersje filmów Jamesa Camerona, rozszerzone wersje Władcy Pierścieni (jedyne wersje które uznaję), ale o filmy, które są zupełnie w innym klimacie i stylu. Jest np. prequel Egzorcysty w reżyserii Renny Harlina z Izabelą Scorupco, a wyszła też wersja Paula Schradera, którego wywalono w czasie produkcji i zastąpiono właśnie reżyserem kina akcji.

    Nie podoba mi się ten precedens też przez to na co krytycy i dziennikarze zwracają uwagę, że część tego ruchu jest bardzo toksyczna, potrafili nękać, grozić, jeśli ktoś ma odmienne zdanie od tej części fandomu. Choć też jest dobra strona tej akcji, czyli ruch przeciwko samobójstwom, ale jednak ta toksyczna mniejszość ruchu o wersję Snydera jest tak głośna, że wpływa na to jak odbiera się cały ruch.

    Kolejna rzecz, to taka, że widzowie się podzielili bardzo co do Snydera. Część uwielbia Snydera, nie widzi wad reżysera (chodzi mi o jego styl, ale też o to jakim potrafi być dupkiem do dziennikarzy), a druga strona nienawidzi i wyśmiewa fandom Snydera, też toksycznie się zachowuje. A ja nie jestem po żadnej ze stron, nawet więcej powiem, że podoba mi się większość jego filmów.

    Człowieka ze stali bardzo lubię, jedna z najlepszych rozpierduch jakie widziałem na ekranie. Nie przeszkadza mi poważne i ponure podejście do Supcia. Watchmen, 300 i debiut z zombiakami to dobre filmy, a Sucker Punch i Legendy sowiego królestwa to nie są aż tak złe filmy jak się mówi. Jedynie BvS to średniak, choć nie jest to jeden z najgorszych filmów, ma kilka fajnych momentów.

    Snyder dla mnie to trochę taki reżyser jak Michael Bay, ma bardzo wyróżniający się styl, idealny do teledysków, klipów (pewnie dlatego czołówka Watchmen to jeden z najlepszych elementów filmu), ale powinien wybierać sobie lepszych scenarzystów, zwłaszcza przy ostatnich filmach. Scenarzystą Ligi Snydera jest Chris Terrio, facet który napisał scenariusz do BvS, a ostatnio do SW – Skywalker. Odrodzenie, co nie najlepiej o poziomie filmów świadczy.

    No i tak jest w wersji Snydera, bo dialogi są okropne, teksty brzmią jak przemówienia albo są ekspozycją najgorszego rodzaju (jak powiedziała Wonder Woman – to cyborg – to śmiechłem, przecież wiem, że nie kucharz).

    Problemem filmu, jak do niego podejść jest też to, że dla reżysera to osobisty projekt, przepracowywanie traumy po samobójstwie córki, jak sam o filmie powiedział, zresztą film jest jej poświęcony, a to jest proste komiksowe kino, o superbohaterach walczących ze złem.

    Ale jakoś udało mi się obejrzeć LSZS odcinając się od tego wszystkiego i oglądałem jak kolejny dircut/alternatywną wersję. No i muszę przyznać, że jest lepiej jak się spodziewałem. To nie jest dobry film ale też nie tak słaby jak kinowa wersja. A nawet miło spędziłem czas na tych czterech godzinach. Początkowo rozważano serial i to widać, bo film podzielony jest na kilka segmentów z tytułami, które trwają mniej więcej tyle co odcinki serialu.

    Obejrzałem film na 3 razy, po kilka rozdziałów, jak serial. Nie miałem tyle czasu by zasiąść i obejrzeć za jednym zamachem, ale może dobrze się stało, bo oglądało się nawet fajnie i nie zmęczyłem się seansem. Fani Snydera są wniebowzięci, widzowie którzy nie cierpią jego stylu już jadą równo, a ja jestem po środku z moją oceną.

    Dostałem dokładnie to czego oczekiwałem od ostatnich filmów Snydera, czyli słabe dialogi, dużo kiepskich, plastikowych efektów specjalnych, dużo scen wyglądających jak klipy muzyczne, dużo slow motion nawet w takich scenach jak kupowanie kawy przez Lois Lane, fajne sceny akcji, choć niektóre to powtórka z filmów Snydera, jak sceny akcji z retrospekcji z Amazonkami, które wyglądają jak w 300, ale pewnie dlatego, że lubię Batmana, Supermana, Aquamana i Wonder Woman w tej wersji, z tymi aktorami dałem się wciągnąć w historię, która jest taka sama jak w kinowej wersji, tylko przez dłuższy metraż postacie sporo zyskują.

    Zyskał Flash, a przede wszystkim Cyborg, który w poprzednim filmie nie istniał. I to właśnie Ray Fisher jest najlepszym elementem filmu, obok, i tu zaskoczenie dla mnie Wonder Woman, którą wolę w wersji snyderowej jak z filmów Patty Jenkins. Nie dość że Wonder Woman ma lepszą scenę akcji na początku filmu, jak w całym WW 84, to ogólnie w całym filmie Gal Gadot wypada lepiej jak w filmie Jenkins.

    Dużo zyskał w tej wersji też Steppenwolf. Jest to jakiś zły charakter, a nie nijaka i beznadziejna postać, jaką był w kinowej wersji. Pojawia się też Joker w wersji Jareda Leto, ale co mnie zaskoczyło Snyder zażartował a widzów, bo nie ma scen z Jokerem z trailerów i plakatów, na których wyglądał jak Jezus i rzucił tekstem w trailerze – żyjemy w społeczeństwie – czy jakoś tak.

    Więc to nie jest tak zła produkcja jak niektórzy chcieli, ani żadne arcydzieło, jakby fandom Snydera chciał. Choć przyznam, że obejrzałbym sequel w wersji postapokaliptycznej z wizji jakie pojawiają się w filmie. Czytałem kilka artykułów w związku z premierą filmu i kolejny film Snydera miał być o tym jak Flash i Batman cofają się w czasie, żeby nie dopuścić do śmierci Lois, Batman miał oddać życie za nią, czy jakoś tak, by nie doszło właśnie do takiego postapokaliptycznego świata.

    Chętnie zobaczyłbym kolejną Ligę w klimatach Mad Maxa z Batmanem i złym Supciem, ale wiadomo, że nie będzie, bo Snyder już nie szefuje kinowym DC (choć nie wierzyłem w tą wersję, wiec wszystkich pieniędzy nie postawię na to), poszli w inną stronę z DC, więc wszystkie te sceny z są zupełnie niepotrzebne, tak samo sceny z tym marsjańskim wysłannikiem czy kto to był można było wyciąć. Ocena: 6-/10 (poprzedniej wersji dałem 4/10).

    A jeszcze co do czasu trwania, to wiadomo, że w wersji czterogodzinnej nie trafiłby do kin, góra 3 godziny by miała kinowa wersja, a na dvd/blu wyszła by wersja rozszerzona, tylko ciekawe coby wyciął Snyder. Choć wycinać za bardzo nie musiałby, tylko mniej slow motion i wtedy film trwały 180 minut.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.