Liga Sprawiedliwości, Justice League (2017), reż. Zack Snyder.
Liga Sprawiedliwości, Justice League (2017), reż. Zack Snyder.

Liga Sprawiedliwości. Recenzja filmu Justice League

Totalnie kuriozalna sytuacja. Im dłużej myślę o filmie Liga Sprawiedliwości, tym bardziej zauważam, że mam do niego same zastrzeżenia. Kuriozum polega zaś na tym, że film mi się podobał, uważam, że czasu nie straciłem i bawiłem się tak, jak się tego spodziewałem. Solidnie, choć bez fajerwerków. Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości.

O czym jest film Liga Sprawiedliwości

Po śmierci Supermana Ziemia pogrąża się w chaosie. Przestępcy znów zaczynają być bezkarni i brakuje superbohaterskich rąk do roboty. Miga w tytule jednej z gazet sugestia, że superbohaterowie zaczynają wracać na swoje planety, ale temat nie jest ciągnięty dalej, więc nie do końca ogarniam sytuację. Jedni uciekają, inni się pojawiają. Tak jak niejaki Steppenwolf (głos Ciarána Hindsa), który pojawia się na Temiskyrze, rozwala przy pomocy swoich latających ćmoczłowieków waleczne Amazonki i kradnie przechowywany na wyspie Mother Box. To jeden z trzech artefaktów, jakie przed wiekami zostały ukryte na Ziemi. Jeden u Amazonek, drugi w Atantydzie, a trzeci nie wiadomo gdzie w królestwie ludzi („Three were given to the elves…”). Zebrane razem dadzą Steppenwolfowi moc zniszczenia Ziemi. Bo wiecie, Steppenwolf to niszczyciel planet, który przed wiekami już zasadzał się na Błękitną Planetę, ale został powstrzymany przez sojusz ludzi, Atlantydów, Amazonek i bogów. Teraz, gdy Ziemi nie strzeże już Superman, są spore szanse na to, że podbój odbędzie się bez komplikacji. Jedynym, kto może powstrzymać Steppenwolfa jest Bruce Wayne (Ben Affleck), który w porę zaczyna dostrzegać realne zagrożenie. Nocami przebierający się za Batmana mściciel postanawia zebrać ekipę podobnych sobie superbohaterów i razem spróbować nakopać Steppenwolfowi. Jeden wybór jest prosty, to Diana z Temiskry alias Wonder Woman (Gal Gadot). Pozostałych sojuszników dopiero trzeba zwerbować. Na liście kandydatów znajdują się Arthur Curry alias Aquaman (Jason Momoa), Barry Allen alias Flash (Ezra Miller) oraz Victor Stone alias Cyborg (Ray Fisher). Idealnym sojusznikiem byłby też Superman (Henry Cavill), ale tego trzeba by wcześniej wskrzesić. A czasu jest mało.

Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości

Zanim przejdę do długiej listy zastrzeżeń – typowej dla filmu ocenianego przeze mnie na mocną Siódemkę :) – powtórzę już to, o czym pisałem na początku. Liga Sprawiedliwości zapewniła mi solidną porcję rozrywki, której do produkcji stajni Marvela jeszcze dużo brakuje, ale na pewno bliższa jest sukcesu niż napompowany patosem i powagą Człowiek ze stali. I chyba tak trzeba traktować film Liga Sprawiedliwości, jako krok w kierunku naprostowania uniwersum na taką formę, jaka widzom najbardziej przypadnie do gustu. Wyznacznikiem tego typu rozrywki na chwilę obecną jest uniwersum Marvela, więc trudno się dziwić, że i DC do tego finalnie dąży. Chcieli na poważnie, nie wyszło i nie ma co ryzykować dalej. Co za tym idzie, sądzę, że trzeba dać filmowi Liga Sprawiedliwości trochę forów i traktować go jak film, który mając po drodze tyle problemów, różnych wizji i koncepcji – nie miał prawa się udać, a jednak udało się go uratować i wyszło coś, co da się oglądać jako dobrą kinową rozrywkę. Ale też przede wszystkim coś, co otworzyło drogę do jeszcze lepszych filmów w przyszłości.

Przy okazji warto pamiętać, że nie jestem fanem/znawcą komiksów, więc w moim przypadku odpada porównywanie filmu do materiału źródłowego i ewentualny zawód z tym związany. Bo takiego widzę po necie sporo. Ważną informacją będzie też chyba to, że podobał mi się Batman vs Superman: Świt Sprawiedliwości, choć w zasadzie nie ma to znaczenia, bo to inny film niż Liga Sprawiedliwości.

Problemów Liga Sprawiedliwości ma sporo. Największy to nadmiar komputerowych efektów, które biją po oczach nawet w scenach, gdzie wydawałoby się, że żadne CGI nie powinno być potrzebne (usunęli komputerowo wąsy jednej z postaci; to spoiler w ogóle jest, czy nie muszę być aż tak oczywiście tajemniczy?). Oczywistym fakapem jest animowany Steppenwolf, który nie dość, że wygląda sztucznie, to nawet mu ruchu warg nie ogarnęli, żeby zsynchronizowały się z tym, co mówi. Tak jakby nie wystarczyło, że jego postać wpisuje się w coraz dłuższy kanon słabych złoczyńców w filmach superbohaterskich (niszczyciel światów, zieeew), to jeszcze jego wygląd pozostawia sporo do życzenia.

Wybierając się na film Liga Sprawiedliwości warto chyba mieć z tyłu głowy, że jest to film o formowaniu się tytułowej ekipy, a cała reszta to jedynie dodatki do tego. Stąd nie ma w filmie jakichś spektakularnych akcji, rozpierduch, czy trzymających w napięciu konfrontacji. Wszystkie to porządny standard i tyle. Do konfrontacji w końcu dochodzi, bo musi, ale będą mieli rację ci, którzy powiedzą, że nie zaprezentowano w niej niczego godnego uwagi. Więcej, można też zauważyć, że cały jej przebieg pokazuje, że żadna Liga Sprawiedliwości potrzebna nie jest. To zresztą również bliźniaczo podobna sytuacja do Avengersów, gdzie pojawia się Hulk i załatwia sprawę. (Cała Liga Sprawiedliwości to taki bliźniak Avengersów i każdemu z członków ekipy można by znaleźć identyczne zastępstwo w drugiej. Aquaman/Thor, Flash/Spider-Man itd.)

Zastrzeżenia co do składu Ligi Sprawiedliwości miałem już przy zwiastunach (bezpłciowy Cyborg), a cały film nie zmienił mojego zdania na ten temat. Nowe nabytki do DC-składu wprowadzają do filmu Liga Sprawiedliwości nieobecny w Człowieku ze Stali humor i właściwie na tym ich rola się kończy. Flash z czasem zaczyna irytować, a jego kostium jest średnio udany. Na dodatek pokracznie biega i naprawdę komicznie to wygląda. Dość kuriozalny jest też Aquaman, który jak na jego ksywę przystało… praktycznie w ogóle nie wojuje w wodzie. Na komiksach się nie znam, ale na chłopski rozum poza wodą nie powinien być jakoś specjalnie pomocny, a jeśli jest, to warto byłoby przybliżyć jego postać niezorientowanym widzom. Nie wróżę powodzenia solowemu filmowi o Aquamanie, nie uratuje go Amber Heard w obsadzie, która tutaj na razie tylko mignęła. Mimo egzystencjalnych rozkmin Cyborg pozostaje bezpłciowy i chciałoby mu się powiedzieć: nigdy nie będziesz Tonym Starkiem. Pomijając to, że jeden Tony Stark już jest – Bruce Wayne. Co do Afflecka, którego lubię, totalnie nie rozumiem, czemu przez cały film jest taki spięty? Wrzuciłby na luz i od razu byłoby lepiej.

Dobrze, że choć Wonder Woman daje radę bez zastrzeżeń (BTW po co im Flash, kiedy Wonder Woman momentami jest równie szybka?), choć z tych jej Amazonek to zaczynam mieć coraz większą bekę. Siedzą od stuleci na tajnej wyspie i ćwiczą sztukę wojenną, żeby nikt im nie podskoczył. A potem wpada ktoś z karabinami i za każdym razem je rozpierdziela. Pora przemyśleć i unowocześnić szkolenie, dziewczęta!

Nie urzekła mnie również muzyka, która wyróżniła się jedynie krótkimi fragmencikami, w których można było usłyszeć znane, klasyczne motywy z Supermana i Batmana.

No nic, to se ponarzekałem. Film mi się podobał :).

Czy jest scena po napisach w filmie Liga Sprawiedliwości?

Tak. Są dwie. Jedna w środku, druga po. Obie fajne i warto na nie poczekać.

(2323)

Totalnie kuriozalna sytuacja. Im dłużej myślę o filmie Liga Sprawiedliwości, tym bardziej zauważam, że mam do niego same zastrzeżenia. Kuriozum polega zaś na tym, że film mi się podobał, uważam, że czasu nie straciłem i bawiłem się tak, jak się tego spodziewałem. Solidnie, choć bez fajerwerków. Recenzja filmu Liga Sprawiedliwości. O czym jest film Liga Sprawiedliwości Po śmierci Supermana Ziemia pogrąża się w chaosie. Przestępcy znów zaczynają być bezkarni i brakuje superbohaterskich rąk do roboty. Miga w tytule jednej z gazet sugestia, że superbohaterowie zaczynają wracać na swoje planety, ale temat nie jest ciągnięty dalej, więc nie do końca ogarniam…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Kiedy Ziemi grozi totalna anihilacja z rąk Steppenwolfa, Batman montuje ekipę superbohaterów, którzy być może zdołają go powstrzymać. Dobry krok w kierunku kolejnego superbohaterskiego serialu kinowego. Mimo wielu niedoróbek zapewnia sporą dawkę niezobowiązującej rozrywki i humoru.

Odpowiedź

  1. Według mnie Marvel przez te lata wychował sobie publiczność, której można serwować ten sam chłam (bo niestety tak oceniam filmy z tej stajni), byle był sygnowany logiem Marvela.
    http://www.mojcodziennik.pl/swietlana-przyszlosc-ligi-sprawiedliwosci/

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.