Dzikość serca, Wild at Heart (1990), reż. David Lynch.
Dzikość serca, Wild at Heart (1990), reż. David Lynch.

Filmowy czerwiec 2020 w ocenach

Czyli co Q-Słonko widziało w czerwcu.

Filmowy czerwiec 2020 w ocenach

8

Wild at Heart. Dzikość serca

Młodzi kochankowie Sailor i Lula uciekają przed oprychami nasłanymi przez matkę dziewczyny. Seans powtórkowy. Lynchowi udaje się to, co nie udało się Dario Argento. Kiczowaty i przesadnie kiepsko zagrany film jakimś cudem broni się w zupełności. Wielka, amerykańska opowieść drogi w niepowtarzalnym lynchowskim stylu – pulsuje i wciąga.

7

Ashfall

Czego więcej chcieć od świetnie zrealizowanego południowokoreańskiego akcyjniaka o saperze, którzy współpracując z północnokoreańskim szpiegiem musi ukraść głowice nuklearne i detonując je zapobiec katastrofie związanej z wybuchem wulkanu?

Becky

Nastoletnia Becky w położonym na odludziu domu stawia czoła grupie neonazistów. Potencjał tej krwawej wersji „Home Alone” był o wiele większy, ale cieszy Kevin James w niestandardowej roli, sporo krwi i scena z okiem.

Eurovision. Eurovision Song Contest: Historia zespołu Fire Saga

Islandzki duet wokalny spełnia swoje marzenie biorąc udział w kolejnej edycji Konkursu Piosenki Eurowizja. Sympatyczna komedia dla wszystkich, która z sympatią obśmiewa Eurowizję. Najmocniejszymi punktami programu są tu piosenki oraz Dan Stevens.

Innocent Witness. Jeung-in

Szansą na zrobienie wielkiej kariery staje się dla samotnego adwokata sprawa, w której jedynym świadkiem jest autystyczna nastolatka. Bardzo ładnie wplecione zostało tu w konwencję dramatu prawniczego kino obyczajowe o kilku uniwersalnych sprawach, które ostatecznie przysłaniają przeciętną zagadkę kryminalną.

Spelling the Dream. Mistrzowie dyktand

Dokument zgłębiający tajemnicę sukcesu uczniów pochodzenia indyjskiego, którzy od kilkunastu lat rządzą i dzielą w ogólnokrajowym konkursie Scripps National Spelling Bee. Sympatyczne, ale to wszystko (minus indyjska dominacja) już było w „Spellbound” z 2002 roku.

Torpedo

Grupa belgijskich partyzantów rusza z misją przewiezienia uranu z Kongo do Ameryki na pokładzie niemieckiego U-Boota. Przygodowe kino wojenne, którego nie powstydziliby się jugosłowiańscy twórcy 50 lat temu. Szkoda, że później zamienia się w opowieść umiejscowioną w całości na pokładzie łodzi podwodnej.

You Should Have Left

Rodzina 2+1 wybiera się na wypoczynek do położonego na odludziu walijskiego domu. Jak to mówią: „Zaczyna się jak japoński horror”. Filmy napisane przez dobrych scenarzystów ogląda się dobrze, nawet jeśli nie ma w nich niczego wyjątkowego.

6

7500

Pilot uprowadzonego przez terrorystów samolotu podejmuje walkę o przetrwanie swoje i pasażerów. Solidny thriller, który zwraca uwagę trzymaniem się procedur i brakiem typowego w takich filmach kowbojowania. Mimo to nie zaangażował mnie na tyle, na ile powinien.

Da 5 Bloods. Pięciu braci

Pięciu weteranów wojny w Wietnamie wraca do Azji, by odnaleźć zakopany skarb i szczątki swojego dowódcy. Byłby to zapewne świetny film w starym, dobry stylu VHS, gdyby Spike Lee nachalnie nie powpychał tu afroamerykańskiej martyrologii i pretensji do białego świata. A także nie eksperymentował niepotrzebnie z formą.

5

Lost Bullet. Zagubiona kula aka Balle pardue

Zdolny mechanik kryminalista musi udowodnić swoją niewinność, gdy zostaje wrobiony w morderstwo policjanta. Przeciętny akcyjniak, którego nakręcenie nie ma żadnego prawa bytu w dobie tak dopracowanych produkcji jak m.in. „Atomic Blonde”.

Man Standing Next, The. Nam-san-eui Bu-jang-deul

Oparty na faktach film opowiadający o kulisach zabójstwa południowokoreańskiego prezydenta dyktatora. Statyczne kino polityczne przypominające sztukę teatralną, które przyporządkować należy do filmów dla widzów, którzy dobrze znają realia opowiadanej historii.

Pollywood

Polski dokumentalista wyrusza do Hollywood, by odkrywając jego polskie początki, odnaleźć sposób na zaistnienie w Krainie Snów. Z dużej chmury mały deszcz. Interesujący pomysł rozbił się o nieinteresującą opowieść o autorze filmu i parę niezbyt sprytnych sztuczek, które miały udowodnić, że ów autor dobił się do Wszystkich Świętych Hollywood.

3

Force of Nature

Emerytowany glina i znudzony życiem krawężnik walczą z bezwzględnymi oprychami w trakcie huraganu. Jest tu niby wszystko, co trzeba, żeby dostać niezobowiązujący akcyjniak z Melem Gibsonem. Mimo to „Force of Nature” to niewątpliwy idiotyzm i strata czasu.

5 odpowiedzi

  1. Widzę że wziąłeś się za trochę klasyki, np. Dzikość serca, to tak jak ja, bo obejrzałem większość filmów Lumeta i już lepszy filmowo mam miesiąc jak poprzedni (około 20 filmów). A co do filmu Lyncha, to nie zgadzam się, że jest przesadnie kiepsko zagrany. Przecież rola Cage’a to kult na kulty (tak jak jego kurtka), jedna z najlepszych ról w karierze, jak jeszcze był uważany za dobrego aktora. Ale nie tylko on jest świetny, bo też Dern, a zwłaszcza Ladd i Dafoe.

  2. Quentin

    Większość, a w zasadzie wszystkie postaci w „Dzikości serca” są na maksa przerysowane. Takiego też podejścia aktorskiego potrzebowały. Można było poszarżować, żeby jak najbardziej podkreślić „amerykańskość” przedstawionych tu archetypów. I to się sprawdza bardzo dobrze, szczególnie w kiczowatej konwencji filmu. To jedna sprawa. Inna sprawa to pytanie, czy tego typu aktorskie szarże łapią się do kategorii „wielkie aktorstwo”, bo wyjęte z kontekstu, powtórzone w innych „normalnych” filmach, biły będą po oczach sztucznością. Dlatego np. nominację do Oscara dla Ladd uważam za nieporozumienie. Wyszła ze swojej strefy komfortu i dla mnie bardziej docenili ją za odwagę niż za rolę (która wg mnie była kiepska). To jak z tymi komikami, którzy nagle grają w poważnych filmach. Wszyscy cmokają nad niespodziewanym aktorstwem, a oni zwykle grają to, co zawsze tylko w normalnym filmie (vide Carrey w Trumanie). Dern wg mnie również była tu kiepska. Lepiej wypadli chłopaki. Głównie Dafoe i ten koleś od Santosa. Cage do takich ról jest idealny, więc też na plus.

  3. Nie zgadzam się do końca co do Carreya, gdy podałeś przykład komika, który w filmach poważnych grał to co zawsze, czyli to w komediach. No może w Truman Show jest w jego postaci coś z jego ról komediowych, ale to jest komediodramat, podobnie jest z rolą w The Kidding, która jest fenomenalna, ale to też komediodramat. Choć akurat w Kidding to wydaje mi się, że on nie tyle grał bohatera z depresją, z problemami, co jest po prostu sobą. Ale za to w Zakochanym bez pamięci, Człowieku z księżyca, czy w tym polskim beznadziejnym i nudnym filmie nie przypominał mi Ace Ventury czy Riddlera z Batman Forever.

    A co do tej polskiej produkcji z Carreyem to pamiętam do dzisiaj ostatnią scenę, która mnie niezamierzenie rozbawiła i muszę napisać dlaczego. Carrey grał bohatera zmęczonego i wcale mu sie nie dziwię. Film był tak okrutnie nudny, że w ostatniej scenie aktor usnął, tak się zmęczył tą chałą. Po prostu bohater/aktor tak znudził się tą chałą, że usnął ze znudzenia na kanapie w ostatniej scenie, więc film musiał się skończyć 😉

  4. Carrey potem udowodnił, że jest więcej niż komikiem. Miałem na myśli moment wchodzenia Trumana do kin, gdy nie myślano o nim inaczej niż o komediancie.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.