Steel Rain 2: Summit, Gangcheolbi 2: Jeongsanghoedam (2020), reż. Yang Woo-suk.
Steel Rain 2: Summit, Gangcheolbi 2: Jeongsanghoedam (2020), reż. Yang Woo-suk.

Steel Rain 2: Summit. Recenzja kontynuacji południowokoreańskiego hitu

Steel Rain z 2017 roku to jeden z fajniejszych filmów akcji, jakie można sobie obejrzeć na Netfliksie. Dwójki, która opowiada zupełnie nową historię, więc nie ma potrzeby posiadania wiedzy na temat jedynki, na razie tam nie dorzucono, ale nie ma co rwać szat, bo niestety nie dorównuje swojemu poprzednikowi. Recenzja filmu Steel Rain 2. Summit.

O czym jest film Steel Rain 2: Summit

Oto w historii świata po raz kolejny zbliża się moment przełomowy. Koree Południowa i Północna mają podpisać dokumenty unifikacyjne i połączyć podzieloną kiedyś ojczyznę w jedną całość. Nie do końca wszystko jest dogadane, jakby tego chcieli, ale liderzy dwóch państw, oraz prezydent Stanów Zjednoczonych, który pomógł w zjednoczeniu, są przekonani, że różnice da się szybko dogadać. W tym celu zorganizowany zostaje tytułowy szczyt, na którym spotyka się cała trójka przywódców: prezydent Korei Południowej Chul-woo Eom (Jung Woo-sung), Słońce Narodu Korei Północnej (Yoo Yeon-Seok) oraz amerykański prezydent Smoot (Angus Macfayden). Nie wszystkim na północy podoba się idea unifikacji. Głośnym jej przeciwnikiem jest niejaki Chul-woo Kwak (Kwak Do-won), który porywa trzech przywódców i ładuje ich na pokład atomowej łodzi podwodnej.

Zwiastun filmu Steel Rain 2: Summit

Recenzja filmu Steel Rain 2: Summit

Jak przystało na Koreę Południową, fabuła filmu Steel Rain 2: Summit przygotowana została z przytupem. Może nie aż z takim przytupem jak w Ashfall, gdzie wybuch wulkanu mający zniszczyć Półwysep Koreański można powstrzymać eksplozją nuklearną bomby atomowej czekającej na wykradzenie jej z Korei Północnej, ale jednak z przytupem. Bo jak inaczej nazwać uwięzienie na łodzi podwodnej prezydentów Stanów Zjednoczonych, Korei Południowej i Ukochanego Lidera Korei Północnej?

Uwięzienie to nie zostaje zorganizowane samo dla siebie, ale przyświeca mu głębszy plan. Dość skomplikowany plan, w którym łatwo się pogubić, ale który sprowadza się do znanego z innych politycznych thrillerów schematu: jeśli chcesz pokonać silniejszego wroga, spraw, że wplącze się w wojnę z innym supermocarstwem. Tak to wygląda w Steel Rain 2: Summit, ale nie jest specjalnie ciekawie pokazane i łatwe w odbiorze. Tak jak pewnie dla południowokoreańskiego widza trudne byłoby zrozumienie niechęci Torunia do Bydgoszczy, gdyby tego dobrze nie wytłumaczyć. BTW Steel Rain 2: Summit popełnia ten sam błąd co bezsensownie w tym roku nominowany przez Koreę Południową do Oscara, The Man Standing Next. W obu nie potrafią opowiedzieć tej historii dla zachodniego widza. Przy czym w TMSN bardziej, bo Steel Rain 2 to jednak rozrywka i nie ma to aż takiego znaczenia.

I głównie właśnie w tym tkwi problem drugiej części Steel Rain. O ile pierwsza część była akcyjniakiem z domieszką thrillera politycznego, to Steel Rain 2: Summit jest thrillerem politycznym z domieszką akcyjniaka. Też zresztą nieciekawego, bo sprowadzającego się do ostrzeliwujących się pod wodą łodzi podwodnych.

W tej sytuacji najciekawsze, co oferuje Steel Rain 2: Summit, to sceny, których w hollywoodzkich produkcjach by się nie uświadczyło. Nieomal slapstickowa komedia z udziałem trzech przywódców mocarstw, którzy znaleźli się w trudnej sytuacji, ale trudniejsze dla nich jest dogadanie się między sobą. Widz, który nie jest przyzwyczajony do azjatyckich wariactw pewnie machnie ręką i uzna, że to jakaś kpina (no wiecie, „Kim Dzong-Un” zapala papierosa, a „Donald Trump” nie chcąc być biernym palaczem zmusza go do zgaszenia fajki śmierdzącym pierdem i pójściem się załatwić przy otwartych drzwiach) udająca poważne kino, ale bardziej wprawieni w bojach będą mogli się trochę pośmiać. Świetnie swoją rolą bawi się Macfayden (to rzadkie w południowokoreańskich filmach, żeby zachodnie gwiazdy dobrze w nich wypadały), który co prawda nazywa się tu Smoot, ale jest wypisz-wymalujem Donalda Trumpa i nawet go przypomina (z kolei „Kim Dzong-Una” można było ograć dużo lepiej – mam wrażenie, że autorzy nie chcieli przesadzać). Takie „znormalizowanie” i „uczłowieczenie” wpływowego polityka zaczyna się zresztą wcześniej, bo zanim zacznie się hucpa na łodzi podwodnej, wcześniej pooglądamy sobie południowokoreańskiego prezydenta w pieleszach domowych, gdzie jest papuciem swojej żony.

Finalnie pozostaje więc zawód i kolejna miejscowa produkcja lubująca się w mrzonkach o tym, że zjednoczenie obydwu Korei jest możliwe. To w Korei Południowej osobny gatunek filmowy, a Steel Rain 2: Summit z jego finałową przemową – kolejną jego odsłoną.

(2491)

Steel Rain z 2017 roku to jeden z fajniejszych filmów akcji, jakie można sobie obejrzeć na Netfliksie. Dwójki, która opowiada zupełnie nową historię, więc nie ma potrzeby posiadania wiedzy na temat jedynki, na razie tam nie dorzucono, ale nie ma co rwać szat, bo niestety nie dorównuje swojemu poprzednikowi. Recenzja filmu Steel Rain 2. Summit. O czym jest film Steel Rain 2: Summit Oto w historii świata po raz kolejny zbliża się moment przełomowy. Koree Południowa i Północna mają podpisać dokumenty unifikacyjne i połączyć podzieloną kiedyś ojczyznę w jedną całość. Nie do końca wszystko jest dogadane, jakby tego chcieli, ale…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Północnokoreański patriota porywa na pokładzie łodzi podwodnej prezydentów Stanów Zjednoczonych oraz Korei Południowej i Północnej, aby zapobiec zjednoczeniu tych dwóch ostatnich. Thriller polityczny, który nie potrafi w emocjonujący sposób pokazać geopolitycznego konfliktu regionu i który najlepiej wypada w komediowych wstawkach, które dla zachodniego widza będą trudne do przełknięcia.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.