Torpedo (2019), reż. Sven Huybrechts.
Torpedo (2019), reż. Sven Huybrechts.

Torpedo. Recenzja belgijskiego filmu wojennego

Wybudzam się na chwilę z recenzenckiej śpiączki, bo widzę niesprawiedliwość, jaka spotyka ten skromny belgijski film na wszelkich stronach z opiniami (dwóch). Stając w opozycji do osób, którym przeszkadza obecność bazooki, której nie powinno tu być, pragnę oznajmić, że to bardzo fajny film wojenny… mógłby być, gdyby trzymał poziom pierwszej pół godziny. Potem jest już tylko OK, ale i tak całość wypada na plus. Recenzja filmu Torpedo.

O czym jest film Torpedo

Rok bodaj 1941. Grupa belgijskich renegatów urządza sobie polowanie na nazistów (czyt. Niemców) okupujących ich kraj. Uprawiając partyzantkę stają się postrachem kolejnych szwabów, którzy nigdzie nie mogą się czuć bezpiecznie. Nawet w wannie. Działalność naszych bohaterów zwraca uwagę alianckiego szefostwa, które szykuje dla nich samobójczą misję. Na pokładzie zdezelowanej łodzi podwodnej zabiorą z Kongo ładunek uranu, który ma być dostarczony do Stanów, zanim Hitler pierwszy wymyśli bombę atomową.

Zwiastun filmu Torpedo

Recenzja filmu Torpedo

Dawno już nie widziałem takiego filmu jak Torpedo. Przygodowe widowiska wojenne zostały skutecznie wyparte przez mroczne dramaty o bezsensowności wojny bądź produkcje lubujące się w jak największym rozmachu, żeby jak najwyraźniej pokazać ową bezsensowność. A gdzie w tym wszystkim miejsce na produkcje spod znaku jugosłowiańskich partyzantów Broza Tito? Belgijski Torpedo świetnie wypełnia tę lukę. Dopóki nie zamienia się w kino z gatunku łodziopodwodnego.

Torpedo to klasyczna VHS-owa produkcja, w trakcie oglądania której chce się chwycić za pepeszę i iść postrzelać do Niemców. Przygodowe kino wojenne z lekką formą, obowiązkowym przygodowo-wojennym motywem muzycznym, bohaterami rzucającymi onelinerami i widowiskowymi scenami śmierci. Niemcy są tutaj przeokropni, a że topią noworodki (no dobra, to było mało rozrywkowe i przygodowe), to bezapelacyjnie trzeba im oderwać łeb granatem. Sensu w tym wiele nie ma, ważne, żeby naoliwić w lesie karabin, postrzelać treningowo z dum-dumów do wiewiórek, a potem iść zabijać kolejnych Niemców.

I gdyby taka forma została utrzymana przez cały film, z pewnością byłbym zachwycony. Dawno już tak dobrze nie bawiłem się na filmie wojennym, a przynajmniej na jego pół godzinie. Niestety potem bohaterowie wsiedli na pokład łodzi podwodnej i już do końca z niego nie wyszli.

Torpedo ogląda się dalej siłą rozpędu i jeśli polubiło się bohaterów, to będzie się za nich trzymać kciuki do końca. Nawet jeśli film wypełnią kiepsko zrealizowane strzelaniny torpedowe dwóch łodzi podwodnych, jak również w miarę sprawnie kreowane napięcie związane z samobójczą misją i niebezpieczeństwem kryjącym się za każdą pokonywaną milą morską. Ogląda się to OK, ale tęskni się za tym, co było na początku.

Belgijski film wojenny Svena Huybrechtsa jest przeznaczony tylko i wyłącznie dla widzów, którym nie przeszkadza wysoki poziom niewiarygodności opowiadanej historii. W momencie, w którym zaczynasz szukać w niej sensu, możesz kończyć seans, bo nic dobrego cię tu już nie czeka. W przypadku Torpedo trzeba uwierzyć, że grupa zabijaków bez doświadczenia na morzu wsiądzie do zdezelowanego U-Boota, by przewieźć nim uran z Kongo do Stanów pod okiem niemieckiego oficera, którego wszyscy chcą zabić. Przecież nikt inny w żaden inny sposób nie mógł dostarczyć takiego towaru na miejsce.

(2414)

Wybudzam się na chwilę z recenzenckiej śpiączki, bo widzę niesprawiedliwość, jaka spotyka ten skromny belgijski film na wszelkich stronach z opiniami (dwóch). Stając w opozycji do osób, którym przeszkadza obecność bazooki, której nie powinno tu być, pragnę oznajmić, że to bardzo fajny film wojenny... mógłby być, gdyby trzymał poziom pierwszej pół godziny. Potem jest już tylko OK, ale i tak całość wypada na plus. Recenzja filmu Torpedo. O czym jest film Torpedo Rok bodaj 1941. Grupa belgijskich renegatów urządza sobie polowanie na nazistów (czyt. Niemców) okupujących ich kraj. Uprawiając partyzantkę stają się postrachem kolejnych szwabów, którzy nigdzie nie mogą się…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa belgijskich partyzantów rusza z misją przewiezienia uranu z Kongo do Ameryki na pokładzie niemieckiego U-Boota. Przygodowe kino wojenne, którego nie powstydziliby się jugosłowiańscy twórcy 50 lat temu. Szkoda, że później zamienia się w opowieść umiejscowioną w całości na pokładzie łodzi podwodnej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.