Psy 3. W imię zasad (2020), reż. Władysław Pasikowski.
Psy 3. W imię zasad (2020), reż. Władysław Pasikowski.

Psy 3. W imię zasad. Recenzja filmu Władysława Pasikowskiego

Może i byłoby coś prawdy w twierdzeniu, że poprzednie części Psów nie były aż takie fajne, jak pamiętamy, bo były to zupełnie inne czasy dla polskiego kina, człowiek był młodszy, inaczej je odbierał, gdy trafiały do kina. Gdyby nie to, że oglądane teraz dalej są bardzo dobre. Dwójka też, a może i przede wszystkim, bo o jedynce mało kto powie złe słowo, a z dwójką to już różnie. Oglądałem niedawno, nawet dzisiaj nikt nie robi u nas tak amerykańskiego kina, jakim była dwójka. W pozytywnym tych słowa znaczeniu.

Nie mają więc racji bytu powyższe argumenty w kontekście obrony części numer trzy. Która jest filmem słabym, który nijak nie dorasta do legendy poprzedników. A szkoda, bo był potencjał, choćby i w tym, że Pasikowski miał 25 lat na obmyślenie wszystkiego na tip top. Tymczasem zrobił ten film tak jakby miał na niego dziesięć minut w przerwie na lunch. Szkoda. Recenzja filmu Psy 3. W imię zasad.

O czym jest film Psy 3. W imię zasad

Po 25 latach odsiadki Franz Maurer (Bogusław Linda) wychodzi z więzienia. Za bramą już czeka syn Jakuszyna, który nie zostawia Franzowi wyboru. Albo odda mu milion dolarów i zginie lekką śmiercią, albo nie odda i zginie w męczarniach. Ma na to tydzień. Stawką jest nie tylko życie Franza, bo i rodziny Nowego (Waldemar Morawiec). Były glina, obecnie prezes kółka działkowców, ma swoje problemy. Bez śladu znika jego syn. Tymczasem nieprzekupny glina (Marcin Dorociński) zaczyna węszyć wokół swoich kolegów z komisariatu (Tomasz Schuchardt, Jacek Beler), którzy nawet nie próbują udawać, że kombinują coś na boku.

Zwiastun filmu Psy 3. W imię zasad

Recenzja filmu Psy 3. W imię zasad

Dwadzieścia pięć lat miał Pasikowski na zrobienie trzeciej części i wymyślił coś takiego. Niewiarygodne w sumie, bo wydaje się, że tego samograja zepsuć się nie dało. Co innego z dotrzymaniem kroku poprzednim częściom, bo o to było już dużo trudniej, ale żeby nie zrobić porządnego kina rozrywkowego z bohaterami, których widzowie kochają?

Potencjał był, to bez wątpienia. Dobra obsada, dobra realizacja, kultowa muzyka, stare psy w nowym świecie. To o wiele większy potencjał na punkt wyjścia niż ma większość dzisiejszych polskich filmów. I w sumie przez dłuższy czas trwania seansu było całkiem znośnie. Takie solidne 6/10 po doliczeniu punktów za sentyment. Potem wszystko posypało się w sposób spektakularny.

Najwięcej dobrego, czego łatwo się było domyślić, jest w filmie Psy 3. W imię zasad związane z poprzednimi częściami. Franz nie ma grosza przy duszy, ale wyłazi z pierdla w świetnie skrojonym garniaku, co pokazuje stosunek Pasikowskiego do swojego filmu. Ma być z klasą, nie musi być w tym dużo sensu. No i git, kupuję tę wściekłopsową konwencję wizualną sprzed lat. Jest Franz, musi być i Nowy. Ich spotkanie po latach ogląda się fajnie. Najlepiej scenę na  balkonie. Razem z widzem przypominają sobie stare czasy, padają znane nazwiska, znane sytuacje. Kaniewski zginął w wypadku samochodowym, aha, pewnie panewki – se myślisz. Nostalgia za starymi czasami i konstatacja, że kiedyś było się panem świata, ale wszystko co dobre szybko się skończyło. Tak samo jak wszystko co dobre w filmie Psy 3. W imię zasad. Z nowych wątków jeszcze tylko Panicz (Jan Frycz) daje radę.

Cały zaś wątek nowych psów z Dorocińskim na czele jest i kant tyłka potłuc. Wątek miłosny ze sprzedawczynią (Dominika Walo) zanudza przeokropnie. Nie dziwi, bo kobiety u Pasikowskiego w Psach są wiadomo jakie i trudno było się spodziewać czegoś innego, ale gdy Ola rozmawia z Witem o życiu chciałoby się kliknąć przewijanie. Totalnie zbędny to wątek, którego brak skróciłby film o dobry kwadrans, co pewnie podwójnie wyszłoby mu na lepsze.

Policyjny wątek z Wróblem, głupim zbiegiem okoliczności, debilami policjantami, którzy nawet nie starają się udawać porządnych – panie Pasikowski, przyszliśmy tu oglądać starą gwardię i tylko z nimi na ekranie Psy 3. W imię zasad można uznać za w miarę udane…

Do momentu wizyty u Wolfa, przy dużej dozie dobrej woli, można uznać, że Psy 3 W imię zasad jest filmem przyzwoitym. Posiadającym słabości, które jest jednak w stanie przysłonić sentyment związany ze starymi, lubianymi bohaterami. Potem na scenie pojawia się dowcip o deskach (wiem, wiem, „spóźniłeś się o 22 dechy”) i do końca jest już żenująco i absurdalnie. Scenariusz leży i kwiczy, realizacja scen akcji trąci amatorką, a festiwal facepalmów zdaje się nie mieć końca (mój ulubiony to reporter Polo TV; komandos z nożyczkami też był fajny). Jak można to było tak zepsuć?

I trochę spoilerów na koniec, więc ostrzegam. Nie wiem, co miał Pasikowski w głowie serwując na koniec strzelaninę z policjantami. Dlaczego fajni bohaterowie, którym kibicujemy strzelają się z całą policją? OK, chcieli dopaść czterech skurwieli, ale to nie uprawnia ich do bezmyślnego zabijania niewinnych gliniarzy. Przyjeżdża se taki anonimowy policjant, wysiada z wozu, a Fabijański zdejmuje go ze snajperki. W imię jakich zasad ja się pytam? W ogóle snajper Fabijański jest rozkoszny. Miałem pisać, że oto najlepsza rola Fabijańskiego w karierze, a tu chłopina wyciąga foto i chwali się, jakim to american snajperem był w Afganistanie. Równie zabawne było dźwiganie czterech ciężkich toreb ze sprzętem, żeby wychodząc na akcję pozabierać z nich po jednym pistolecie. A potem ten segment z ruskimi. Boki zrywać. Dwadzieścia pięć lat czekali, a tu pif paf i wszyscy pozabijani łącznie z bossem. Koniec interesującego wątku, który powinien być sednem krucjaty Franza i Nowego, a stał się pięciominutowym, durnym zapychaczem. I ten Franz skradający się w środku dnia za samochodem Schuchardta. Podejrzewam, że w którejś z wersji montażowych Psy 3. W imię zasad miały być komedią.

Rozstrzał między początkiem, a końcem filmu jest duży, co nie oznacza, że i wcześniej nie było durnie. Np. ten pościg po autostradzie. Tam z pięć osób musiało zginąć, ale luz, żadnej odpowiedzialności, choćby komentarza. Grunt, żeby dać efektowną scenę z ciężarówką.

Albo groźny boss Spinaker. Dwie sceny i wątek znika bez śladu. Chaos rządzi i to na wielką skalę.

Z jednej strony żal patrzeć, jak Pasikowski potraktował swoich kultowych bohaterów. Z drugiej jakoś specjalnie nie żałuję seansu. Choćby dla samej sceny na balkonie warto rzucić okiem. Najbardziej boli chyba to, że naprawdę łatwo było zrobić to lepiej. Wywalić wątek z nowymi policjantami, wywalić wątek miłosny ze sprzedawczynią, czarnymi charakterami zrobić ruskich i z nimi zrobić efektowną kilkuminutową rozpierduchę na zakończenie. Voila, film naprawiony.

(2391)

Może i byłoby coś prawdy w twierdzeniu, że poprzednie części Psów nie były aż takie fajne, jak pamiętamy, bo były to zupełnie inne czasy dla polskiego kina, człowiek był młodszy, inaczej je odbierał, gdy trafiały do kina. Gdyby nie to, że oglądane teraz dalej są bardzo dobre. Dwójka też, a może i przede wszystkim, bo o jedynce mało kto powie złe słowo, a z dwójką to już różnie. Oglądałem niedawno, nawet dzisiaj nikt nie robi u nas tak amerykańskiego kina, jakim była dwójka. W pozytywnym tych słowa znaczeniu. Nie mają więc racji bytu powyższe argumenty w kontekście obrony części numer…

Czas na ocenę:

Ocena: 3

3

wg Q-skali

Podsumowanie: Po wyjściu z więzienia Franz pomaga Nowemu w poszukiwaniach jego zaginionego syna. Żal patrzeć na to, co Pasikowski zrobił z kultowymi bohaterami. Pisany na kolanie scenariusz i brak jakichkolwiek "tekstów" do zapamiętania ratuje w dwóch scenach na krzyż nostalgia za starymi "Psami".

2 odpowiedzi

  1. Ech.
    Nie ma mnie teraz w kraju, więc nie dopóki nie obejrzę nie czytam recenzji, ale ocena nie napawa optymizmem. Wrócę jak się zapoznam z filmem.

  2. Ech, wyszło na VOD i się niestety w pełni zgadzam.
    Do tego sceny z ruskimi bez napisów i musiałem trzy razy przewijać (nie załapałem się na naukę tego pięknego języka).
    Wizyta u Wolfa jeszcze była śmieszna: Angela z podmienioną aktorką, sielska kolacyjka itd…
    Ale od strzelaniny z policją to już był absurd.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.