Juliusz (2018), reż. Aleksander Pietrzak.
Juliusz (2018), reż. Aleksander Pietrzak.

Juliusz. Recenzja komedii w reżyserii Aleksandra Pietrzaka

Pewnego dnia polskim standuperom Abelardowi Gizie i Kacprowi Rucińskiemu (resztę obsady scenariusza uzupełniają Aleksander Pietrzak, Michał Chaciński i Łukasz Światowiec, ale poza Chacińskim to nie wiem czy są standuperami) przyśniło się, że są drugim (i trzecim) Markiem Koterskim. Spisali w kupę kilka gagów i ruszyli na podbój kin filmem Juliusz. Recenzja filmu Juliusz.

O czym jest film Juliusz

Juliusz (Wojciech Mecwaldowski) to nauczyciel plastyki w jednym z liceów, w którym wszyscy traktują go jak nauczyciela plastyki. Życie Juliusza toczy się wokół nadmiaru pracy, opieki nad ojcem alkoholikiem (Jan Peszek) i bazgraniem rysunków do szuflady. Nic specjalnego. Poza dręczącym go bez ustanku pechem. „Po co taki człowiek żyje? Po co taki człowiek żyje?” powtórzyłby pewnie Łysy z Psów 2. Egzystencja Juliusza jest tak szara jak to się tylko da. I kiedy już pozna fajną dziewczynę (Anna Smołowik), to i tak okaże się jest ona w szóstym miesiącu ciąży z koleżką, który wziął i ją opuścił. Zresztą dziewczyna, Dorota, nie ma szczęścia do facetów. Jak nie nieodpowiedzialny ojciec dziecka, to nieodpowiedzialny wspólnik (Maciej Stuhr). Albo żywy półmisek (to nie metafora). Okazuje się jednak, że z tej pechowej mąki może być jakiś chleb. Juliusz i Dorota zaczynają się spotykać i choć jest fajnie i romantycznie, to szybko dopada ich podwójny pech. Kłopoty wspólnika Doroty sprawiają, że spada na nią jego dług, który trzeba oddać chyba-bezwzględnemu marszandowi (Jerzy Skolimowski).

Recenzja filmu Juliusz

Polskie kabarety jakie są, każdy widzi. Jeśli chodzi o standuperów to w sumie nie wiem, bo rzadko wytrzymuję kilka pierwszych zdań ich monologów, ale może to moja wina, bo nie do końca kupuję konwencję standupu. Fakt jednak faktem, że na ze dwóch monologach Abelarda Gizy się uśmiałem (polecam ten o myśliwych), więc podstawa do polubienia się z Juliuszem była.

Film to jednak nie jest standup. Film potrzebuje scenariusza, a jeśli nie ma tego scenariusza to dobrze, żeby był choć inteligentny. Filmowi Juliusz brakuje obydwu – i scenariusza i inteligencji. Tej inteligencji, którą posiada Marek Koterski i kręcone przez niego filmy pokroju Dnia świra. Juliusz to taki Dzień świra dla bardzo ubogich. Tak najłatwiej go określić. Totalnie brakuje mu bystrego oka do obśmiania naszej rzeczywistości, a nawet jeśli ociera się o poważniejsze tematy – głównie relację ojciec-syn – to sprowadza się do żartów o, pardon my French, „ruchaniu” Angeli Merkel. No zajebiście.

Juliusz rzeczywistości nie obśmiewa, zamiast tego skupia się na serii luźno powiązanych ze sobą skeczów obyczajowych, które śmieszą średnio albo wcale. Kręcą się one wokół rodzącego się związku Juliusza i Doroty, a źródłem komizmu jest często przyjaciel Julka, Rafał (Rafał Rutkowski). A to zabierze ich do chińskiej knajpy, gdzie sobie wybiorą kurę do zaszlachtowania, a to przebierze się za śmieszne zwierzątko, a to w majtkach się ukopci. Takie tam standardowe miejskie codzienności.

Z zapewne eksperymentu, jakim miał być pierwszy polski film stworzony przez standuperów (EDIT: podpowiadają mi na Q-Fejsie, że Giza i Ruciński w 2012 roku zrobili już film „Swing” KONIEC EDITA), nie wyszło za dużo. Nawet jeśli są tu jakieś lepsze żarty to przykrywają je sceny z usypianiem psa, Krystyną Jandą jedzącą kiełbasę, czy klnący Krzysztof Materna. W przypadku tego ostatniego po raz kolejny zostało udowodnione, że nie wystarczy dodać do zdania kurwy i spierdalaja, żeby było śmiesznie. I nawet gdy już miałem chwalić za niespodziewane nawiązanie do filmu Chłopaki nie płaczą, to szybko okazało się, że to nie nawiązanie tylko większa część fabuły. Cokolwiek, by pchnąć ją do przodu.

Byłem dobrej myśli w stosunku do Juliusza. Film otrzeźwił mnie i przywrócił niewiarę w polskie komedie.

(2178)

Pewnego dnia polskim standuperom Abelardowi Gizie i Kacprowi Rucińskiemu (resztę obsady scenariusza uzupełniają Aleksander Pietrzak, Michał Chaciński i Łukasz Światowiec, ale poza Chacińskim to nie wiem czy są standuperami) przyśniło się, że są drugim (i trzecim) Markiem Koterskim. Spisali w kupę kilka gagów i ruszyli na podbój kin filmem Juliusz. Recenzja filmu Juliusz. O czym jest film Juliusz Juliusz (Wojciech Mecwaldowski) to nauczyciel plastyki w jednym z liceów, w którym wszyscy traktują go jak nauczyciela plastyki. Życie Juliusza toczy się wokół nadmiaru pracy, opieki nad ojcem alkoholikiem (Jan Peszek) i bazgraniem rysunków do szuflady. Nic specjalnego. Poza dręczącym go bez…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Pechowy nauczyciel plastyki zakochuje się w pechowej pani weterynarz. Dzień świra dla bardzo ubogich. Przywraca niewiarę w polskie komedie.

7 odpowiedzi

  1. czyli szkoda czasu.. a spodziewałem się fajnej komedii…

  2. polarbear_pl

    Gwoli ścisłości to drugi film standuperow (tych samych zresztą) – pierwszy był Swing(?) ale był na pewno jeszcze gorszy.

  3. Quentin

    @polar
    Tak, już zedytowałem reckę o tego „Swinga”, o którym usłyszałem po raz pierwszy dziś rano :)

  4. Jak szanuję opinie Quentina to w przypadku komedii wolę sprawdzić sam, bo każdy ma inne poczucie humoru, a trailery zapowiadały fajny film. No i to jest dopiero druga recenzja negatywna, większość jest na plus, z tych jakie oglądałem i czytałem. Jestem ciekaw też jak sobie poradził w roli współscenarzysty Michał Chaciński, który dla Janusza pożegnał się z Tygodnikiem Kulturalnym rok temu. Szanuję gościa za prowadzenie tego programu i świetne analizy oraz recenzje jakie wieki temu pisał dla Esensji. Planeta Singli którą wyprodukował była spoko i ten film też z tego co o nim słyszałem i czytałem wydaje się być spoko, czyli jest szansa że minę się z oceną Quentina całkowicie na co liczę:-)

  5. Quentin

    Warto dodać, że to jedyne słuszne podejście :).
    PS. „Planetę singli” uważam za przereklamowaną :), ale jednak lepszą od „Juliusza”.

  6. już kiedyś kabareciarze z Mumio zrobili film-komedie… nie dałem rady obejrzeć… jeśli wyszło tym razem podobnie to kicha.. poczekam jak puszczą w tv…:-)

  7. Quentin

    „Hi Way”, pamiętam, że chyba nawet pozytywnie ją odebrałem, ale głównie dlatego, że spodziewałem się shitu całkowitego. No ale to kabareciarze nie standupiści więc się nie liczy :).

    „Juliusz” jest normalniejszy od „Hi Waya”, bo i Mumio to specyficzny humor (którego nigdy nie kupowałem zresztą).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.