Final Score (2018), reż. Scott Mann. Patryk Vega (na zdj.).
Final Score (2018), reż. Scott Mann. Patryk Vega (na zdj.).

Final Score. Recenzja filmu akcji z Dave’em Bautistą

Gdyby prześledzić światowe kino rozrywkowe, stałoby się jasne, że najgorszym zagrożeniem dla terrorystów wcale nie jest prężnie działająca agencja rządowa, ukryty w ich ekipie kret-superagent czy wadliwy sprzęt kupiony od ukraińskiego handlarza broni. Największym zagrożeniem dla terrorystów jest facet, który zupełnym przypadkiem znalazł się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Oraz oczywiście Jack Bauer. Recenzja filmu Final Score.

O czym jest film Final Score

Michael Knox (Dave Bautista) to mężczyzna z przeszłością oraz najemnik, który nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca. Jeździ tam, gdzie tylko rozpętuje się jakaś wojna i pyta czy może pomóc. Aktualnie jednak ma wolne i postanawia spędzić ten czas z rodziną swojego najlepszego martwego przyjaciela. A konkretniej z jego córką Danni (Lara Peake), którą chce zabrać na ważny mecz w europejskich pucharach, w którym zmierzy się drużyna West Ham United oraz jakieś Dynamo z wyimaginowanej byłej radzieckiej republiki. Jak przystało na Amerykanina, Michael soccera nie lubi, ale hej, czego się nie robi dla córki najlepszego martwego przyjaciela? Nadchodzi wieczór, Michael i Danni zasiadają na trybunach londyńskiego stadionu West Hamu United. To ostatni mecz, jaki zostanie rozegrany na stadionie Boleyn Ground, ale nie z tego powodu zostanie on zapamiętany. Wszystko za sprawą terrorystów, którzy szczelnie zamykają wszystkie wyjścia ze stadionu i biorą na zakładników 35 tysięcy widzów. Rząd ma 90 minut spotkania na spełnienie ich żądań, inaczej wysadzą stadion w powietrze razem z widzami. Terrorystami dowodzi niejaki Arkady (Ray Stevenson), który przed kilkunastu laty zorganizował wojnę domową w swoim kraju. Teraz najwyraźniej chce wrócić do tematu, ale nie spodziewa się, że może mu w tym przeszkodzić wkurzony Knox.

Recenzja filmu Final Score

Nie jest specjalną tajemnicą i rzeczą trudną do rozgryzienia, że proces myślowy w trakcie preprodukcji filmu Final Score wyglądał tak: – No dobra, chłopaki, czego jeszcze nie było? Samotnie przeciwko terrorystom w wieżowcu? Było. Samotnie przeciwko terrorystom w pociągu? Było. Samotnie przeciwko terrorystom na lotniskowcu? Było. Samotnie przeciwko terrorystom w samolocie? Było. Samotnie przeciwko terrorystom na meczu hokeja? Było. Samotnie przeciwko terrorystom na meczu piłki nożnej…? Nie było, kręcimy! Nikt im nie powiedział, że też już trochę było w południowokoreańskim Shiri.

Jest jedna rzecz, którą w takich filmach doceniam i nie mogę przejść nad nią do porządku dziennego bez większego pochwalenia. Zdecydowany badgaj. Nie ma nic gorszego niż niezdecydowany czarny charakter. Dej helikopter, bo pozabijam wszystkich, time’s up, ale dam wam jeszcze pół godziny. Itp. Trudno mi szanować takich terrorystów. Natomiast szanuję tych, którzy co obiecają, to zrobią. Zabiję wszystkie dzieci, jak nie dacie mi worka piniendzy! Nie damy. O kurde, pozabijał wszystkie dzieci! Tego się nie spodziewaliśmy. I taki właśnie terrorysta sieje postrach na zapleczu stadionu West Hamu United. Arkady zabija na lewo i prawo nie czekając aż może jednak dostanie autobus podwieszony pod helikopterem. Co zresztą stanowi jeszcze jeden element wspólny filmów Final Score i Nagła śmierć, Sudden Death z Jean Claude’em Van Dammem. Tam też Powers Boothe był równie zdecydowany.

Tutaj jednak pochwały pod adresem filmu Final Score się kończą zanim na dobre się zaczęły. Pragnących przeżyć choćby 1/3 funu co w przypadku Szklanej pułapki czy Pasażera 57 obejdą się ze smakiem, bo Final Score to odbębnione sztampowe kino bez większej kreatywności za to z opowiastką o kurniku w wykonaniu Pierce’a Brosnana. Dziwna to produkcja. Z jednej strony sprawiająca wrażenie telewizyjnej, z drugiej pełna fucków i krwawiącej brutalności. Te dwie rzeczy zawsze dają solidną podstawę do zadowolenia widza, niestety w Final Score nie udało się tego przekuć na bezpretensjonalny fun z gatunku jeden przeciw wszystkim.

Co za tym idzie wszystko jest tutaj sztampowe, onelinery drętwe, a Dave Bautista jeszcze bardziej drętwy. Kiedy zaczyna płakać tęsknisz za Bruce’em Willisem i musisz przyznać, że The Rock sprawdza się w takich rolach bardziej. No ale nie mieli kasy na The Rocka, więc poszli po linii najmniejszego oporu. Wypromowany na Strażnikach Galaktyki Bautista stara się być drugim Arnie’em, ale póki co jest drugim Johnem Ceną. W dziwnym filmie, który ma wszelkie zadatki na fajny seans, a jednak okazuje się być tanio zrealizowanym przeciętniakiem.

(2176)

Gdyby prześledzić światowe kino rozrywkowe, stałoby się jasne, że najgorszym zagrożeniem dla terrorystów wcale nie jest prężnie działająca agencja rządowa, ukryty w ich ekipie kret-superagent czy wadliwy sprzęt kupiony od ukraińskiego handlarza broni. Największym zagrożeniem dla terrorystów jest facet, który zupełnym przypadkiem znalazł się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Oraz oczywiście Jack Bauer. Recenzja filmu Final Score. O czym jest film Final Score Michael Knox (Dave Bautista) to mężczyzna z przeszłością oraz najemnik, który nie potrafi nigdzie zagrzać miejsca. Jeździ tam, gdzie tylko rozpętuje się jakaś wojna i pyta czy może pomóc. Aktualnie jednak ma wolne i postanawia spędzić ten…

Czas na ocenę:

Ocena: 4

4

wg Q-skali

Podsumowanie: Zupełnym przypadkiem najemnik trafia na mecz piłki nożnej, podczas którego dochodzi do ataku terrorystów. Klasyczny koncept "jeden przeciw wszystkim" nie wypalił w tej dziwnej produkcji, która finalnie okazuje się tanio zrealizowanym przeciętniakiem.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.