Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Pierwsza noc oczyszczenia The First Purge (2018), reż. Gerard McMurray.
Pierwsza noc oczyszczenia The First Purge (2018), reż. Gerard McMurray.

Pierwsza noc oczyszczenia. Recenzja filmu The First Purge

Noc oczyszczenia to jeden z lepszych oryginalnych konceptów, jakie w ostatnich latach przyniosło kino. Czy się z tym zgadzacie czy nie. Nie dziwi więc fakt, że żyłują na nim, ile wlezie. Po trzech kolejnych filmach serii przyszedł czas na prequel. Nie wiadomo po co, bo przecież wszystkiego dowiedzieliśmy się już z poprzednich filmów. No ale w końcu i tak wszystko sprowadza się do zabijania, więc może nie ma na co narzekać? Recenzja filmu Pierwsza noc oczyszczenia.

O czym jest film Pierwsza noc oczyszczenia

Ameryka upada. Ekonomia leży i kwiczy, coraz więcej mieszkańców żyje w biedzie. To najlepszy moment do zaistnienia na scenie politycznej radykalnych partii takich jak ruch Nowych Ojców Założycieli Ameryki, czy jak tam się ci radykałowie zwą. Szybko rośnie ich poparcie w efekcie czego wygrywają wybory i przystępują do rządzenia. Niedługo potem planują przeprowadzić eksperyment społeczny, w którym na 12 godzin zalegalizowane zostaną wszystkie przestępstwa, łącznie z morderstwem. Ma to pozwolić społeczeństwu na odreagowanie stresów i frustracji, co w efekcie ma poprawić ich samopoczucie na kolejne dni po tzw. Nocy Oczyszczenia. Na miejsce eksperymentu wybrane zostaje Staten Island, a chętni do wzięcia udziału w Nocy zostają hojnie wynagrodzeni. Tym hojniej, im aktywniej będą brać udział w Nocy Oczyszczenia. Wkrótce wybija godzina zero, rozpoczyna się oczyszczanie. W samym jego epicentrum znajdą się lokalny gangster Dmitri (Y’lan Noel) oraz jego była dziewczyna Nya (Lex Scott Davis) i jej niesforny brat (Joivan Wade).

Recenzja filmu Pierwsza noc oczyszczenia

No więc jest na co narzekać. Pierwsza noc oczyszczenia popełnia kardynalny błąd każdej niepotrzebnej kontynuacji – chce być śmiertelnie poważna. Zamiast pobawić się koncepcją, powyginać ją, obejrzeć z każdej strony i wykorzystać na swoją korzyść, z zaangażowaniem godnym lepszej sprawy snuje opowieść, która nikogo nie zainteresuje. A zainteresować nie może, bo a). trzy poprzednie Noce Oczyszczenia opowiedziały o niej wszystko, co trzeba było wiedzieć; b). geneza Nocy Oczyszczenia nie jest aż tak interesująca, żeby robić o niej osobny film. Choć wiadomo, prequel był lepszym punktem zaczepienia do kolejnego filmu serii niż kontynuacja. I to niestety jedyny powód powstania filmu Pierwsza noc oczyszczenia. Rozwiewam wszelkie nadzieje, nie nakręcono filmu Pierwsza noc oczyszczenia dlatego, że znaleziono na niego jakiś inny pomysł niż: to już chyba tylko prequel możemy zrobić, a potem serial. Tak, będzie jeszcze serial, którego zwiastun wg netu miał lecieć po napisach, ale nie poleciał i na darmo siedziałem do końca.

Najwięcej dobrego można powiedzieć o filmowym zabijaniu. Krwawym, jak na film o ratingu wyższym niż PG-13 przystało. To niby dobra wiadomość, bo jest to film głównie o tym, ale w dobie takich widowisk sensacyjnych jak Atomic Blonde, Pierwsza noc oczyszczenia nie może zaoferować niczego lepszego. Są tu dwie porządne rozwałki (w tym jedna bardzo klimatyczna we mgle) i wtedy wizyta w kinie zaczyna nabierać na chwilę sensu. By po chwili wrócić do zmarnowanego czasu na film, który nawet nie stara się ukryć tego, że jest ostatnią próbą zarobienia w kinie na pomysłowym koncepcie.

Cóż w nim takiego pomysłowego? Temat został wyczerpany już w poprzednich filmach serii The Purge, więc nie ma sensu pisać jeszcze raz o korzyściach z usankcjonowanego zabijania i społeczeństwa niedalekiej przyszłości na progu totalitaryzmu radykalnych rządów mordujących z imieniem Boga na ustach. Gdyby tylko się tym pobawić zamiast próbować trzymać w napięciu, kiedy nie udaje się trzymać w napięciu… Bo gdy nie udaje się tego robić to film z każdą minutą jest coraz gorszy, co w przypadku filmu Pierwsza noc oczyszczenia zaowocowało beznadziejną końcówką wynikającą też z zupełnego braku jakiegoś porządnego czarnego charaktera.

Do kina więc nie warto lecieć. No chyba, że chce się zobaczyć jak bardzo można zmarnować udział w filmie Marisy Tomei. Marisy Tomei, której w ogóle nie powinno tu być, bo jest zupełnie niepotrzebna. Wystarczyłaby jakaś Jane Doe.

(2159)

Noc oczyszczenia to jeden z lepszych oryginalnych konceptów, jakie w ostatnich latach przyniosło kino. Czy się z tym zgadzacie czy nie. Nie dziwi więc fakt, że żyłują na nim, ile wlezie. Po trzech kolejnych filmach serii przyszedł czas na prequel. Nie wiadomo po co, bo przecież wszystkiego dowiedzieliśmy się już z poprzednich filmów. No ale w końcu i tak wszystko sprowadza się do zabijania, więc może nie ma na co narzekać? Recenzja filmu Pierwsza noc oczyszczenia. O czym jest film Pierwsza noc oczyszczenia Ameryka upada. Ekonomia leży i kwiczy, coraz więcej mieszkańców żyje w biedzie. To najlepszy moment do zaistnienia na…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Nowo wybrany totalitarny rząd przeprowadza eksperyment społeczny mający na celu zalegalizowanie ciężkich przestępstw na jedną noc w roku. Czwarty raz to samo pod płaszczykiem prequela traktowanego jako usprawiedliwienie do powstania filmu, przy którym nikomu nie chciało się włożyć ciut więcej zaangażowania niż to konieczne.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.