Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Czarna Pantera, Black Panther (2018), reż. Ryan Coogler.
Czarna Pantera, Black Panther (2018), reż. Ryan Coogler.

Czarna Pantera. Recenzja filmu Black Panther

Jak się okazuje, nie zawsze sprawdza się formuła pod tytułem: sprawdził się w niezależnym kinie, to co miałby się nie sprawdzić w kinie komiksowym. Udało się z Jonem Wattsem (Klaun -> Spider-Man: Homecoming), udało się z Taiką Waititim (Co robimy w ukryciu -> Thor: Ragnarok), moim zdaniem nie udało się z Ryanem Cooglerem (Fruitvale -> Czarna Pantera). Recenzja filmu Czarna Pantera.

O czym jest film Czarna Pantera

Rok 1992. Do Oakland w Kalifornii wpada z wizytą król Wakandy, Czarna Pantera T’Chaka (Atandwa Kani), by zabrać z powrotem swojego młodszego brata N’Jobu (Sterling K. Brown), który sporo narozrabiał. Samowolnie skontaktował się z handlarzem broni Ulyssesem Klaue’em, by ten wykradł z jego królestwa próbkę pochodzącego z kosmosu metalu o nazwie vibranium. Przed stuleciami na terytorium dzisiejszej Wakandy spadł zbudowany z niego meteoryt, a Wakandyjczycy nauczyli się wykorzystywać go do rozwinięcia supernowoczesnej technologii. Równocześnie zamykając się szczelnie przed resztą świata i trzymając vibranium dla siebie. Co ostatecznie nie spodobało się N’Jobu, który zapragnął rozdać vibranium czarnym braciom na całym świecie, by wyrwali się z okowów niesprawiedliwości społecznej. Nie wyszło. Wiele lat później król T’Chaka ginie w wybuchu bomby. Następcą T’Chaki i kolejną Czarną Panterą ma zostać jego syn T’Challa (Chadwick Boseman). Zostanie Czarną Panterą umożliwia płyn pozyskiwany ze specjalnej rośliny, która weszła w reakcję z vibranium. W efekcie osoba, która go spożyje uzyskuje nadprzyrodzone zdolności, co w połączeniu z cool gadżetami produkowanymi przez siostrę T’Challi, Shuri (Letitia Wright) daje superbohaterskie rezultaty. Podczas koronacji T’Challi na króla, pomiędzy plemionami zamieszkującymi Wakandę dochodzi do sprzeczki, ale nie zmienia to faktu i książę zostaje Czarną Panterą. Pierwszym zadaniem nowego wodza jest pojmanie Ulyssesa Klaue’a, który wyrządził Wakandyjczykom wiele złego, a niedawno znowu zaczęło być o nim głośno. Wszystko za sprawą zuchwałej kradzieży vibranumowego artefaktu z jednego z londyńskich muzeów, w której uczestniczył razem z niejakim Erikiem (Michael B. Jordan). T’Challa będzie też musiał zdecydować czy Wakanda dalej ma kontynuować politykę całkowitej izolacji, czy może jednak otworzyć się na świat. W jednym i drugim pomogą mu była dziewczyna Nakia (Lupita Nyong’o) i superwojowniczka Okoye (Danai Gurira).

Recenzja filmu Czarna Pantera

Na pewno się wynudziłem, tyle wiem. Chwaliłem tu już jakiś czas temu umiejętność specjalistów z Marvela do tworzenia filmów, które nie zmieniają praktycznie nic w całym marvelowym uniwersum, a Czarna Pantera jest tego idealnym przykładem. Film Cooglera spokojnie może sobie istnieć w pojedynkę, a do jego zrozumienia nie jest specjalnie potrzebna cała ta avengerowska otoczka. A zarazem za chwilę się okaże, że jednak wiedza o nim przyda się w kolejnych produkcjach. Nie jest to zresztą żaden zarzut tylko stwierdzenie faktu. No dobra, trochę zarzut też, bo mam wrażenie, że obejrzałem cały film, a dalej tkwię w tym samym miejscu co przed seansem. Tak czy siak, za prowadzenie tego superbohaterskiego serialu należą się Marvelowi brawa. Choć myślę, że Czarna Pantera mogłaby być lepsza, gdyby nie była powiązana z żadnym uniwersum.

Czarna Pantera to oczywiste sięgnięcie do kieszeni czarnoskórego widza, który do tej pory nie mógł się pochwalić zbyt dużą ilością superbohaterskich braci. Jest z tym coraz lepiej, ale film Cooglera to chyba pierwsza tak efektowna próba, bo do całej feerii postaci dochodzi tu jeszcze osobna mitologia oraz od podstaw wykreowane afrykańskie miejsce, jakim jest królestwo Wakandy. Mimo to w trakcie seansu nie odniosłem wrażenia, że to perfidna próba wykorzystania pokłosia akcji #OscarsSoWhite i okazja do wciśnięcia widzowi odpowiednio ukształtowanej ideologii black power. Wiadomo, przekaz jest jasny (yy…. no wiecie): czarne jest piękne, czarne jest silne, ale nie odbyło się to w sposób łopatologiczny, czego bałem się przed seansem. Momentami nawet miałem wrażenie, że gdyby reżyser filmu Czarna Pantera był biały, to dostałoby mu się za parę scen igrających ze stereotypem. Nie był, więc wszystko jest w porządku.

Szkoda tylko, że skoro Czarna Pantera nie ucierpiała na tym, czego bałem się najbardziej, to okazała się dość nudnym filmem, któremu zabrakło jaja i kreatywności. Wszystko tutaj jest takie jak powinno być, a zarazem nie zachwyca czymś wybijającym się poza schemat. Filmowi brakuje pomysłowości, a kolejne sceny są takie, no normalne. Film Cooglera tkwi gdzieś pośrodku widowiska i kina zaangażowanego społecznie – zaangażowanego w komiksowych proporcjach – i mam wrażenie, że brakuje mu zdecydowania. Podejmując ważny temat przyjmowania uchodźców i walki o prawa swojej rasy, przy okazji za wszelką cenę nie chce utracić swojej komiksowej tożsamości, co jest mieszanką ciekawą i nową w kinie spod znaku Marvela. Co moim zdaniem byłoby ciekawe, gdyby reżyser choć spróbował wyjść w jakiś sposób poza tak uformowaną tematykę, a nie dbał jedynie o to, żeby było jak należy. Gdyby zachwycił jedną czy drugą sceną godną zapamiętania. Nie znalazłem tu niczego takiego i myślę, że to główny zarzut, jaki można skierować w stronę Cooglera. Nie wiem, może jednak lepiej czuje takie filmy jak Fruitvale?

Tak chwalony wszędzie czarny charakter (biały charakter chyba?) wykreowany przez Michaela B. Jordana rzeczywiście jest w porządku, ale jest go tutaj trochę za mało, żeby zdominować swoją osobą film na tyle, by należał do niego. Szkoda, ale też nie chodziło o banalne „panowanie nad światem”, a Killmonger jest jedynie twarzą o wiele bardziej skomplikowanego problemu. Choć nie podobało mi się w tym jego wizerunku, że bez mrugnięcia okiem zgodził się na zabicie bogu ducha winnych pracowników muzeum.

Natomiast kostium Czarnej Pantery w ogóle mi się nie podoba, żeby w końcu podać jakiś żelazny argument przeciw :). No i jednak szkoda, że akcja filmu dzieje się w fikcyjnym królestwie Wakandy. Chyba fajniej by było, gdyby ten meteoryt przywalił w Bronx albo chociaż w jakichś Zulusów. Możliwość wykreowania od podstaw całego społeczeństwa daje zbyt duże pole do popisu dla przesadnej wyobraźni, która na siłę musi stworzyć coś unikatowego.

(2369)

Jak się okazuje, nie zawsze sprawdza się formuła pod tytułem: sprawdził się w niezależnym kinie, to co miałby się nie sprawdzić w kinie komiksowym. Udało się z Jonem Wattsem (Klaun -> Spider-Man: Homecoming), udało się z Taiką Waititim (Co robimy w ukryciu -> Thor: Ragnarok), moim zdaniem nie udało się z Ryanem Cooglerem (Fruitvale -> Czarna Pantera). Recenzja filmu Czarna Pantera. O czym jest film Czarna Pantera Rok 1992. Do Oakland w Kalifornii wpada z wizytą król Wakandy, Czarna Pantera T'Chaka (Atandwa Kani), by zabrać z powrotem swojego młodszego brata N'Jobu (Sterling K. Brown), który sporo narozrabiał. Samowolnie skontaktował się…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Nowym królem i Czarną Panterą Wakandy zostaje królewicz T'Challa. Będzie musiał zdecydować, czy zakończyć okres zupełnej izolacji jego superrozwiniętego królestwa. Na pewno coś nowego w kinie spod znaku Marvela. Zabrakło mu jednak "jaja" i reżysera z wyobraźnią sięgającą poza porządność, która okazała się nudna.

5 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Że też ci się chciało :) Ja z automatu odrzucam wszelkie uniwersum marvela czy tam super/spidermanów. Obejrzałem w życiu klika filmów z klimatów facetów w gatkach i uważam, że nie am tam nic co może interesować dorosłego faceta. Jedyne co mi w miarę podeszło to Kapitan Ameryka i z rozpędu obejrzałem później Agentkę Carter ale to bardziej chyba dla Hayley Atwell :)

  2. Quentin dzielnie chodzi na qpsztale, żebyśmy my nie musieli. ;D A jakby jakiś magiczny meteoryt umożliwiający dostęp do supertechnologii przywalił gdzieś w Afryce, to by było jak w „Dystrykcie 9” a nie tutaj. 😛

  3. Uuuuu… nie wiedziałem, że z Quentina taki rasista ( ͡° ͜ʖ ͡°)

  4. W którym momencie? :O Zedytuję! 😉

  5. Quentin, jakby się ktoś z Ameryki pytał to mów, że to „5” to w skali od 1 do 5, bo jak się dowiedzą, że to jednak 5/10 to już nigdy wizy nie dostaniesz. 😛

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.