Thor: Ragnarok (2017), reż. Taika Waititi.
Thor: Ragnarok (2017), reż. Taika Waititi.

Thor: Ragnarok. Recenzja filmu Taiki Waititego

Hola, przecież już z tydzień temu obejrzałem film Thor: Ragnarok i jeszcze nie ma recenzji? A za pięć lat będę się dziwił chcąc ją zalinkować gdzieś tam i nie mogac jej znaleźć, choć przysiągłbym, że pisałem… Prawda jest jednak taka, że bywają filmy, o których nie mam za wiele do napisania. Często to bardzo fajne filmy, tak jak Thor: Ragnarok, które są bardzo fajne i cóż tu więcej pisać? Spełniają oczekiwania, są takie, jakie miały być – mam wrażenie, że co bym nie napisał to tylko nabijanie na siłę znaków i akapitów. Recenzja filmu Thor: Ragnarok.

O czym jest film Thor: Ragnarok

Thor (Chris Hemsworth), syn Odyna (Anthony Hopkins), smaży się spokojnie w klatce wiszącej nad buchającą ogniem otchłanią. Czeka na audiencję u potwora Surtura, który oznajmi mu, że za chwilę zrobi z królestwa Thora, Asgardu, jesień średniowiecza, czyli zapowiadany koniec świata, tytułowy Ragnarok. Thor wyraźnie kpi sobie z Surtura i ma ku temu podstawy. Kiedy udaje mu się wyswobodzić z metalowej pułapki, pokonuje Surtura i razem z jego koroną wraca do Asgardu. A w Asgardzie ruja i poróbstwo. Król Odyn właśnie ogląda sobie przedstawienie o dzielnym Lokim, w którego rolę wciela się Matt Damon. Thor nie jest w ciemię bity i domyśla się, że w Odyna podszywa się jego wredny brat Loki (Tom Hiddleston). Wkrótce razem z nim rusza na poszukiwania ojca, który kontempluje rzeczywistość gdzieś w Norwegii. Odyn uważa, że niedługo umrze i będą mieli w Asgardzie problem, bo wraz z jego śmiercią w końcu z więzienia będzie mogła zwiać pierworodna córa, bogini śmierci Hela (Cate Blanchett). Kiedyś z ojcem zaprowadziła porządek w Iluśtam Królestwach, ale żądna władzy musiała zostać spacyfikowana. Odyn umiera i w Asgardzie mają problem. Hela panoszy się po stolicy, rozprawia się bez problemu z wiernym Odynowi wojskiem, wskrzesza swoich kamratów sprzed lat i twierdzi, że zaraz podbije wszechświat. Jedyny problem jest taki, że Heimdall (Idris Elba) czmycha z kontrolującym tęczowy most mieczem. Mniej problemów zaś sprawiają Thor i Loki. Hela rozwala na kawałki nierozwalalny młot Thora Mjolnir i wypieprza chłopaków w kosmos, gdzie lądują na śmieciówce. Na śmieciowej planecie znaczy się. Planetą rządzi uwielbiający pojedynki gladiatorów Arcymistrz (Jeff Goldblum). Lokiemu udaje się wkraść w jego łaski, ale Thor za chwilę będzie musiał walczyć z mistrzem areny Hulkiem (Mark Ruffalo). A jak sobie już dadzą po razie, Thor spróbuje wrócić do Asgardu. Pomoże mu w tym skrywająca tajemnicę z przeszłości Walkiria (Tessa Thompson) oraz kamienny koleś Korg (Taika Waititi).

Recenzja filmu Thor: Ragnarok

Kiedy ogłoszono, że za kamerą trzeciego Thora stanie Nowozelandczyk Taika Waititi (Co robimy w ukryciu), stało się jasne, że projekt trzeba śledzić z uwagą większą niż większość pozostałych komiksiaków. Bądź co bądź marvelowska seria ma już prawie dwadzieścia odcinków, więc człowiek zdążył się przyzwyczaić, że w kolejnym przyjdzie kilku superbohaterów, powalczy z jakimś czarnym charakterem i zaskoczy sceną po napisach końcowych. Sztampa. Waititi za kamerą to był znak, że może dostaniemy coś zupełnie innego. Potem pojawił się pierwszy zwiastun i wiadomo było, że rzeczywiście, coś nowego wisi w powietrzu. Byle tego nie spieprzyć.

No i nie spieprzyli. Po nudnym pierwszym Thorze i rozrywkowym, ale błahym drugim Thorze raz na zawsze (a przynajmniej na teraz) wykopano w przeszłość wszelkie Stellany Skarsgardy i inne Natalie Portmany i skupiono się na historii, która nie potrzebuje bagażu przeszłości. Thora i kochanego przez wszystkich Lokiego postawiono przed kilkoma czarnymi przeszkodami do pokonania, co wyszło na dobre filmowi, który nie musiał martwić się poprzednimi odcinkami. Dość sprytnie załatwiono też sprawę marnych szwarccharakterów, które były główną bolączką ostatnich superbohaterskich popisów. Zamiast jednego dano trójkę i zadbano o to, żeby każdy różnił się od siebie i, co ważniejsze, uczestniczył w dobrze napisanej i ciekawej historii, która uzasadnia ich obecność w filmie Thor: Ragnarok.

Właśnie ta historia opowiedziana w filmie Thor: Ragnarok podoba mi się najbardziej. Może nie w trakcie seansu, ale już po nim zacząłem o niej myśleć i wyszło na to, że w przeciwieństwie do większości innych superbohaterskich filmów, gdzie patrzę tylko na to, żeby się fajnie naparzali, tutaj okazuje się, że fajna naparzanka idzie w parze z naprawdę fajnie napisaną historią, która ma sens. Nie mówiąc o tym, że znakomicie wpisuje się w główną zasadę marvelowskiego serialu: kolejny odcinek ma wyglądać tak, żeby był efektowny i ciekawy, ale gdyby wyciąć go całkiem z serii, to nie sprawiłoby to wielkiej różnicy. Innymi słowy: trzymajmy się jak najdalej rozwiązań, które mogłyby sprawić, że nie będzie można już nic więcej opowiedzieć. A jak się da, to dorzućmy parę wątków i znanych z poprzednich części bohaterów, które otworzą nam nowe możliwości na przyszłość. Wszystko to gra jak należy w filmie Thor: Ragnarok i gdy się tak zastanowić, to z całego filmu do dalszych części trzeba zapamiętać tylko tyle, że Thor ma nową fryzurę, a Asgard… no nie będę spoilerować. No i nowych bohaterów, którzy jeszcze się pojawią, bo Thor: Ragnarok tylko ich wprowadził. Wszystko inne, co wydarzyło się w filmie, można z grubsza zapomnieć. Wielki to wyczyn jak na ponad dwugodzinny film, o którym można powiedzieć, że z punktu widzenia filmu wydarzyło się w nim dużo, ale z punktu widzenia serii nie wydarzyło się w nim prawie nic.

O całej zaś reszcie zalet filmu Thor: Ragnarok wiadomo już ze zwiastuna. Nie ma wątpliwości, że gdyby zostawiono Waititiemu całkowitą kontrolę nad filmem, to wyglądałby jeszcze inaczej, ale i tak jak na seryjną masówkę jest ponadprzeciętnie. Zaproponowana stylistyka włoskiego sci-fi z lat 80. ubiegłego wieku podbita muzą Zepellinów sprawdziła się jak należy. Film skrzy absurdalnymi kolorami, które jakimś cudem mają sens, zabawnymi dialogami, humorem sytuacyjnym, cameosami, nawiązaniami i przezabawnym Korgiem. Nawet gdy ktoś wspomina tu o anusie, to człowiek nie zastanawia się nad tym, co robi anus w filmie PG-13. Jest to zupełnie naturalny anus, o którym nikt nie pomyśli nawet, żeby się oburzać, bo niestosowny. To wszystko zasługa tego pana za kamerą, który, ile mógł, tyle naznaczył swoim stylem wciąż przemyślaną wcześniej we wszystkich możliwych tabelkach produkcję, jaką jest Thor: Ragnarok.

Choć Spider-Man: Homecoming podobał mi się ciut bardziej :P.

(2317)

Hola, przecież już z tydzień temu obejrzałem film Thor: Ragnarok i jeszcze nie ma recenzji? A za pięć lat będę się dziwił chcąc ją zalinkować gdzieś tam i nie mogac jej znaleźć, choć przysiągłbym, że pisałem... Prawda jest jednak taka, że bywają filmy, o których nie mam za wiele do napisania. Często to bardzo fajne filmy, tak jak Thor: Ragnarok, które są bardzo fajne i cóż tu więcej pisać? Spełniają oczekiwania, są takie, jakie miały być - mam wrażenie, że co bym nie napisał to tylko nabijanie na siłę znaków i akapitów. Recenzja filmu Thor: Ragnarok. O czym jest film…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Bogini śmierci Hela przejmuje władzę w Asgardzie, a Thor trafia na wygnanie na planetę, na której będzie musiał walczyć o życie. Zwiastun obiecał wiele i słowa dotrzymał. Jest klimat, dowcip, muzyka, dobra historia. Nic tylko oglądać.

8 odpowiedzi

  1. No i mam pretensję do Ciebie, że dopiero teraz zrobiłeś recenzję.
    Bo ja właśnie wróciłem z tego mega gniota, który zamęczył mnie i mojego 10 letniego syna przeokrutnie :(
    A gdybym zobaczył, że dałeś mu 8 to żadna siła by mnie na niego nie zaciągnęła! :)

  2. Quentin

    Co Wam w tym Wrocławiu PiS jakiś nowy czas wprowadził, że o 3 rano z kina wracacie? :)

    Ja to Cię podziwiam. Przez lata zdążyłeś się już sto razy przekonać, że 95% filmów to gnioty. A dalej pakujesz się w jakieś seanse jak kaczka na polowanie ;).

  3. Wróciliśmy zdrowo po północy (ostatni seans). Zanim się dzieciaki położyło spać, oporządziło wokół siebie to tak zeszło.

    Swoją drogą to jestem także bardzo rozczarowany tym IMAXem we Wrocławiu :(
    Nawet 99% filmów to gnioty, ale człek się poświęca dla młodego, żeby zaszczepić w nim zainteresowanie także filmami, a nie tylko grami i youtubem.
    Niestety źle trafiony film :(

  4. Arek, mam pytanie jaki ostatnio film z nowości Ci się podobał? Nie pytam ze złośliwości tylko z czystej ciekawości, bo Twój gust i Quentina są całkiem odmienne. Jeśli Quentin oceni pozytywnie to Ty krytykujesz. A działa to też w drugą stronę czyli co dla Quentina jest na ocenę taką jak 1-5/10 to powinien Ci się spodobać:-)

  5. @michax
    A Ci powiem, że nie mogę sobie przypomnieć by jakiś film ostatnio z nowości mi się podobał. :(

    ps
    Nie wiem dlaczego moje gusta tak się rozjeżdżają z tymi Quentina. :(
    Co prawda trochę przesadzamy, że nasze oceny są skrajnie różne, ale i tak dziwne, że tak bardzo się różnimy w odbiorze filmów.
    Ciekawe czy na polowania moglibyśmy razem chodzić bo podobałyby nam się inne kobiety :)

  6. Quentin

    Arku, Ty się z całym światem rozjeżdżasz w odbiorze filmów. Od lat! 😉

  7. Polarbear_pl

    Ja jestem na tak, po seansie wyszedłem z większym zadowoleniem niż po spidermanie (trochę). Dużo humoru na niezlym poziomie, Korg rządzi, nawet błędy w tłumaczeniu (Loki jako ‚bóg psot’ rally?) nie przeszkadzały choć w oczy się rzucały. No i muzyka robi klimat. Powinni reżyserowi dać ostatnich Guardians of the Galaxy to by byli znacznie znacznie lepszym filmem (no i w końcu bym ich do końca zmeczyl, bo jak zacząłem i usunąłem to nie mogę się zmusić).

  8. Polarbear_pl

    Usunąłem = usnąłem

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.