Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Wszystkie pieniądze świata, All the Money in the World (2017), reż. Ridley Scott.
Wszystkie pieniądze świata, All the Money in the World (2017), reż. Ridley Scott.

Wszystkie pieniądze świata. Recenzja filmu All the Money in the World

Wchodzący do kina jutro (piąteczek) film Wszystkie pieniądze świata Ridleya Scotta potwierdza jedną z lansowanych przeze mnie od dawna teorii. Szczegóły później. Recenzja filmu Wszystkie pieniądze świata.

O czym jest film Wszystkie pieniądze świata

Rzym, rok 1973. Szesnastoletni Paul (Charlie Plummer) spaceruje sobie nocą po zaułkach Wiecznego Miasta. Zaczepia prostytutki, kozakuje, aż tu nagle przy krawężniku zatrzymuje się furgonetka, otwierają się drzwi i Paul ląduje na jej tyle. Ani się obejrzy – w końcu ma na głowie worek – i już siedzi na zadupiu południowych Włoch, zamknięty za kratą i pilnowany przez nieogolonych facetów w kominiarkach. W tym samym czasie porywacze, a konkretnie niejaki Pięćdziesiątka (Romain Duris), dzwonią do matki chłopaka: Gail Harris (Michelle Williams) i oznajmiają, że okup za dzieciaka wynosi 17 milionów dolarów. Kto inny by się załamał, ale nie Gail. Po pierwsze nie należy do kobiet, które się załamują, po drugie jej byłym teściem jest najbogatszy Amerykanin w historii – J. Paul Getty (Christopher Plummer). Tyle tylko, że teściu nie chce się z nią widzieć. Zamiast tego staje przed kamerami i oznajmia, że okupu nie zapłaci. Nikogo to w zasadzie nie dziwi, bo Getty to straszny skąpiec, który postawił u siebie na chacie budkę telefoniczną dla gości, którzy chcieliby gdzieś zadzwonić. Gail nie daje za wygraną. Sama nie ma takich pieniędzy, bo zrzekła się prawa do majątku byłego męża w zamian za prawo do opieki nad ich trójką dzieci. Nie jest w stanie jednak nic zwojować i jedyna pomoc, jaką może uzyskać od starego dziada to Fletcher Chase (Mark Wahlberg). Doświadczony negocjator, były agent CIA ma jechać razem z Gail do Rzymu i przeprowadzić śledztwo w sprawie porwania. Wnioski, do jakich dojdzie tam Fletcher, sprawią, że stary Getty jeszcze bardziej nie będzie miał zamiaru niczego płacić. Tymczasem porywacze robią się coraz bardziej nerwowi.

Recenzja filmu Wszystkie pieniądze świata

Jeszcze jednym powodem, dla którego Trzy billboardy za Ebbing, Missouri najpewniej dostaną za miesiąc z kawałkiem Oscara jest to, że chuchać i dmuchać trzeba na wszystkie filmy, które nie zostały oparte na prawdziwej historii. Bo niedługo wymrą śmiercią naturalną. Wszystkie pieniądze świata to kolejna historia napisana przez los i oparta na prawdziwych wydarzeniach, jaka trafia do kin. I choć trzeba przyznać, że jest bardzo ciekawa, to wydaje się, że można ją było opowiedzieć szerzej. Bądź co bądź, choć trudno w to uwierzyć, samo porwanie Paula Getty’ego nie jest jedynym tragicznym wydarzeniem w dziejach familii Gettych. Choć na pewno bardzo wyraźnym epizodem.

Ridley Scott nie ma na niego pomysłu. To utalentowany reżyser, fachura w swoim fachu, więc nie dziwi fakt, że Wszystkie pieniądze świata zostały wyreżyserowane blisko perfekcji. Świat lat 70. ubiegłego wieku oddany został kamerą Dariusza Wolskiego tak jak należy, a bohaterowie wyglądają jak żywcem wyjęci z tamtego okresu. Nieogoleni, kiepsko ostrzyżeni, w zbyt dużych i pomiętych garniakach. Letni pot południa Włoch „śmierdzi” na ekranie, a Rzym sprzed czterdziestu lat prezentuje się jak Rzym sprzed czterdziestu lat. Pod względem realizacyjnym filmowi Wszystkie pieniądze świata nie można niczego zarzucić, a niewątpliwym plusem jest fakt, że to film Ridleya Scotta. Jako taki więc krwawi tam, gdzie potrzeba i serwuje jedną scenę tylko dla widzów o mocnych nerwach. Należy to chwalić w dobie pegietrzynastek.

Tyle tylko, że sam wygląd to tylko połowa sukcesu. Wszystkie pieniądze świata cierpią na tym, o czym wspomniałem na początku poprzedniego akapitu. Finalnie nie jest to ani film o porwaniu, ani o chciwości i niszczącej człowieka potędze pieniądza. Jest o jednym i drugim, a należało się raczej zdecydować. Obydwa tematy przenikają się w całym filmie z precyzyjną regularnością, ale thriller porwania i rozpaczy matki nie emocjonuje tak jak powinien, a dramat psychologiczny o skąpym dziadku nie przynosi żadnych prawd objawionych. Scott to zdolny reżyser więc dobrze wie, że jeśli podłoży się operową muzykę do scen liczenia pieniędzy, wyjdzie coś więcej niż kinowy przeciętniak, ale to za mało, by nadać filmowi głębi i sprawić, że będzie czymś więcej niż thriller. Symboliczna finałowa scena Christophera Plummera jest taką sobie kropką nad i w sytuacji, gdy każdy widz od początku filmu ma świadomość tego, że całego tego bogactwa do grobu ze sobą nie weźmie. Scott pewnie marzyłby o tym, aby potraktować ją jako wyraźną alegorię, ale to tylko oczywista konsekwencja. Nic objawionego.

Może więc trzeba było szarpnąć się bardziej na rozłożoną na lata sagę rodu Gettych, w której wyraźniej byłoby widać, że pieniądze szczęścia nie dają? Skupianie się tylko na porwaniu przyniosło niezły film, ale i niedosyt z wykorzystania tej historii*. Mnie jeszcze dodatkowo denerwowało coś jeszcze. Jeden z bohaterów filmu Wszystkie pieniądze świata zarzuca Gail, że nic nie robi, by uratować syna. I chyba rzeczywiście. Trudno się kłócić z prawdziwą historią (informacja na końcu filmu podaje standardową formułkę, że niektóre wydarzenia zostały „udramatyzowane”, choć dziwię się, że bawili się w wymyślanie dramatycznych scen, a odpuścili fakt, że ucho młodego Paula przez trzy tygodnie nie dotarło do adresata, bo na poczcie strajkowali), ale wydaje się, że na miejscu Gail codziennie by się wystawało pod rezydencją teścia, sprzedawało do gazety brudy, uprzykrzało mu życie i inne takie, żeby w końcu dla świętego spokoju dał kasę. A ona nic. Dziadek nie chce dać kasy, a to ciul. I tyle.

Wszystkie pieniądze świata to niezły i ciekawy film, w okresie pozaoscarowym pewnie dałbym mu Siódemkę. No ale przy nawale konkurencji z aspiracjami, film Scotta jej nie dorównuje.

Co się zaś tyczy mojej lansowanej od dawna teorii, to Wszystkie pieniądze świata potwierdzają, że nie ma dobrych aktorów, są tylko dobre role do zagrania. Plummer zastąpił Spaceya i bez przygotowania sieknął rolę uprawniającą do zasłużonych nominacji do wszelkiej maści nagród. To udowadnia, że w tym biznesie trzeba mieć głównie szczęście, a nie umiejętności. Choć oczywiście umiejętności też są niezbędne. Dowcip w tym, że aktorów i aktorek z umiejętnościami jest w Los Angeles całkiem dużo. Niektórzy jedynie nigdy nie doczekają się roli, która dałaby im sławę i uznanie. Pamiętajmy o tym, gdy za jakiś czas kolejny komik zagra w dramacie i, o jejku, on umie grać, kto by się spodziewał!

*Zobaczymy jak z tą samą historią poradzi sobie Danny Boyle w przygotowywanym przez niego serialu Trust.

(2356)

Wchodzący do kina jutro (piąteczek) film Wszystkie pieniądze świata Ridleya Scotta potwierdza jedną z lansowanych przeze mnie od dawna teorii. Szczegóły później. Recenzja filmu Wszystkie pieniądze świata. O czym jest film Wszystkie pieniądze świata Rzym, rok 1973. Szesnastoletni Paul (Charlie Plummer) spaceruje sobie nocą po zaułkach Wiecznego Miasta. Zaczepia prostytutki, kozakuje, aż tu nagle przy krawężniku zatrzymuje się furgonetka, otwierają się drzwi i Paul ląduje na jej tyle. Ani się obejrzy - w końcu ma na głowie worek - i już siedzi na zadupiu południowych Włoch, zamknięty za kratą i pilnowany przez nieogolonych facetów w kominiarkach. W tym samym czasie…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Porwany zostaje wnuk najbogatszego Amerykanina na świecie. Kłopot w tym, że dziadek nie chce płacić okupu. Realizacyjnie nie ma się tu czego przyczepić. To niezłe kino, któremu brak zdecydowania czy chce być mocnym thrillerem, czy może moralitetem o zgubnej chciwości.

3 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Mam nadzieję, że w filmie nie ma więcej takich „perełek” jak ten potworny greenbox z 1:07 (Wahlberg przechodzi przez ulicę).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.