Bushwick (2017), reż. Cary Murnion, Jonathan Milott.
Bushwick (2017), reż. Cary Murnion, Jonathan Milott.

Bushwick. Recenzja sensacyjnego filmu Bushwick

Bywają takie filmy, które z automatu dają jego twórcom przepustkę do większego kina, większego budżetu, większej kariery. Udowadniają, że dzięki reżyserskiej biegłości i odwadze w szarpnięciu się na film, który z niewielkim budżetem powinien zostać jedynie w sferze marzeń, można wszystko. Takim filmem bez wątpienia jest Bushwick. Recenzja filmu Bushwick.

O czym jest film Bushwick

Lucy (Brittany Snow) razem ze swoim chłopakiem odwiedzają dzielnicę nowojorskiego Brooklynu, tytułowy Bushwick. Tu wychowała się Lucy, tu ma swoją rodzinę. Wkrótce ją odwiedzą, no chyba, że… Ano właśnie, szybko zaczyna się robić dziwnie. Opustoszała bez słowa stacja metra jest tylko trochę tajemnicza, ale kiedy na peron wbiega podpalony koleżka, wtedy już wiadomo, że sprawa jest poważna. Chłopak Lucy postanawia sprawdzić o co chodzi, ale ginie w wybuchu chwilę po tym, jak tylko wybiegł na ulicę. Lucy wpada w panikę i rozpoczyna paniczny bieg ulicami Bushwick, na których trwa regularna masakra. Ubrani na czarno, zamaskowani napastnicy strzelają do cywili, a miejscowe gangi czują się jak ryby w wodzie. Wkrótce Lucy zmuszona jest uciekać nie tylko przed strachem, ale i przed dwoma bandziorami, którzy nie mają wobec niej dobrych zamiarów. W trakcie ucieczki trafia do mieszkającego w piwnicy woźnego Stupe’a (Dave Bautista). Były żołnierz szybko rozprawia się z gangusami i wkrótce zgadza się na to, by połączyć z Lucy siły. Najpierw postarają się dotrzeć do babci i siostry Lucy, a następnie do żony i syna Stupe’a. Nie będzie to łatwe, bo Bushwick opanowała totalna anarchia.

Recenzja filmu Bushwick

Nie jest to pierwszy raz, kiedy na Listę Do Obejrzenia trafił film Cary’ego Murniona i Jonathana Milotta. Wcześniej znaleźli się na niej dzięki przewrotnemu Cooties, który zwrócił uwagę widza fajnym pomysłem na film i widowiskowym zwiastunem, któremu niestety nie do końca sprostał cały film. Tym razem dwójka panów wzięła się za apokalipsę w miejskim wydaniu, opierając swój film na scenariuszu Nicka Damiciego. Bodaj jednego z najciekawszych aktorów/scenarzystów niskobudżetowego kina klasy B (Stake Land, Jesteśmy tym, co jemy, Chłod w lipcu, Late Phases, The Sacrament etc.). I tym razem scenariusz Damiciego jest odważny (jak na niskie budżety, które nakazywałyby rozsądkowi kręcić we wnętrzach i oprzeć się na dialogach) i dość oryginalny, choć akurat zdecydowanie jest najsłabszą częścią filmu Bushwick.

No ale i nie o scenariusz w przypadku tej produkcji chyba chodziło. Wystarczyło tylko nakreślić sytuację, w jakiej znaleźli się bohaterowie, a cały ciężar oryginalności i sukcesu filmu skupił się na realizacji. Otóż Bushwick to przykład filmu nakręconego niemal w całości na jednym ujęciu, a właściwie to zestaw kilku kilkuminutowych scen kręconych steadycamem na jednym ujęciu. Przy czym oprócz oczywistych cięć (można je policzyć na palcach jednej ręki) sporo tu sztuczek a’la Birdman, czyli najazdów na słońce czy ekstremalnych zbliżeń, w których łatwo coś niewidocznie zmontować. To przeczucie, ale myślę, że z trochę większym budżetem autorzy postaraliby się w całości ogarnąć Bushwick jednym ujęciem, bo jednak w tych kilku cięciach nie widać żadnego większego zamysłu czy potrzeby. No chyba, że przegapili :).

Wobec takiego podejścia do realizacji cała reszta spada na drugi plan i Bushwick po prostu ładnie się ogląda, począwszy od przelotu wojskowym helikopterem nad Nowym Jorkiem. Snow i Bautista robią swoje biegając po ogarniętym chaosem mieście, a reżyserzy nie ułatwiają pracy operatorowi każąc mu biegać po dachach, piwnicach, dymach zasnuwających ulice i po nocy. Tylko deszczu w zasadzie zabrakło. Jest sporo akcji i choć zwykle w takich momentach piszę, że zabrakło trochę więcej makabry i krwi, to tu ich niedobór mi nie przeszkadzał. Są tam gdzie trzeba i tyle.

Jak wspomniałem, jeśli ktoś od dobrze zrealizowanego, wartkiego filmu o miejskiej apokalipsie woli przemyślaną, głęboką historię, to się zawiedzie. Filmowi nie służy wyjawienie tajemnicy zamaskowanych napastników (właściwie to już w opisie filmu na IMDb jest to wyjawione) i klimat tajemniczości pryska wraz z nim. Większego sensu nie ma też zapalczywość owych napastników szczególnie im bliżej końca. Trochę rekompensuje to parę odważnych rozwiązań fabularnych, które można uznać za niespodziewane.

(2283)

Bywają takie filmy, które z automatu dają jego twórcom przepustkę do większego kina, większego budżetu, większej kariery. Udowadniają, że dzięki reżyserskiej biegłości i odwadze w szarpnięciu się na film, który z niewielkim budżetem powinien zostać jedynie w sferze marzeń, można wszystko. Takim filmem bez wątpienia jest Bushwick. Recenzja filmu Bushwick. O czym jest film Bushwick Lucy (Brittany Snow) razem ze swoim chłopakiem odwiedzają dzielnicę nowojorskiego Brooklynu, tytułowy Bushwick. Tu wychowała się Lucy, tu ma swoją rodzinę. Wkrótce ją odwiedzą, no chyba, że... Ano właśnie, szybko zaczyna się robić dziwnie. Opustoszała bez słowa stacja metra jest tylko trochę tajemnicza, ale kiedy…

Czas na ocenę:

Ocena 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Dwoje bohaterów stara się przetrwać inwazję zamaskowanych żołnierzy, którzy opanowali dzielnicę Nowego Jorku. Zrealizowany na jednym ujęciu emocjonujący film, któremu do pełni szczęścia zabrakło lepszego scenariusza.

7 odpowiedzi

  1. Film fajny ale 9/10 to przesada. Drugą „Ucieczką z Nowego Jorku” to nie zostanie raczej. :) Tym bardziej, że naciągany punkt wyjścia nie prowadzi do jakiegoś szczególnie ciekawego zakończenia.

  2. Dziewięć za formę nie treść. Przyznasz że lepszy np. od Free Fire? 😉
    Nigdy za Ucieczką nie przepadałem :). Fajny bohater, takise film.

  3. Polarbear_pl

    Gdzie to można obejrzeć?

  4. Quentin

    Well…
    😉

  5. OD Free Fire trochę chyba faktycznie lepszy. Co do Ucieczki… tu mi właśnie zabrakło zarówno takiego Snake’a. :) Klimat nawet był, fajny temacik muzyczny też (ten z napisów początkowych, ale za mało go było), tylko momentami miałem wrażenie, że gram w jakiegoś Half Life’a, jakaś wojna, bieganina pomiędzy budynkami i strzelanie… tylko trochę mało fabuły.

  6. Polarbear_pl

    Obejrzałem i początkowo było nieźle a potem jakiś taki przeciętny się zrobił. I choć doceniam końcówkę i odwagę scenarzysty / reżysera to jednak przez brak zalezenia na bohaterach a w szczególności na bohaterce powiedziałem tylko ok. Nieźle. A już scena w pralni to trochę niepotrzebne szokowanie. A skoro jest krótszy od free fire to nie obejrzę go dziś co by nie żałować straconego wieczora 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.