Król Artur: Legenda miecza, King Arthur: Legend of the Sword (2017), reż. Guy Ritchie.
Premiery kinowe weekendu 16-18.06.2017. Król Artur: Legenda miecza, King Arthur: Legend of the Sword (2017), reż. Guy Ritchie.

Poszedłbym, odc. 180

W kinach nuda, można iść na rower.

Premiery kinowe weekendu 16-18.06.2017

Auta 3, Cars 3 (2017) Nie poszedłbym 

Tym razem mój Nieposzedłbym nie wynika z faktu, że nie lubię animek. Owszem, nie lubię, ale Auta 3 to przedstawiciel tych wartościowych animków, o których nie należy zapominać w zalewie słabo animowanych dziadostw, jakich coraz więcej. Nie ma wątpliwości, że jeśli chodzić z dzieciakami na animki to właśnie na takie jak Auta 3.

Zostawiam jednak Nieposzedłbyma, bo zwiastun zapowiada typową trzecią część hitu, która lata świetności ma już za sobą. To, co oryginalne było już wcześniej, a teraz wystarczy, że powrócą znane z wcześniejszych filmów postaci i rozegrają klasyczną historię starzejącego się mistrza, który chce odejść z hukiem. Będzie OK i tyle, a dzieci pewnie i tak będą zadowolone.

Król Artur: Legenda miecza, King Arthur: Legend of the Sword (2017) Nie poszedłbym 

To że nowy Król Artur będzie jedną z największych klap lata („ratuje” go to, że 90% letnich blockbusterów jak na razie notuje klapę), było pewne od pierwszego dziwnego zwiastuna, w którym było wszystko. A gdy jest wszystko, to zwykle nie ma nic. Potem rozbili to wszystko na kilka innych zwiastunów, gdzie porozdzielali humor do humoru, powagę do powagi, bajkę do bajki, ale filmu, na który wydano oszałamiający budżet 175 milionów dolarów już raczej nic nie uratuje. Co gorsza tej kasy wcale aż tak nie widać póki co. Trochę szkoda Guya Ritchiego, bo już jeden taki kryzys przeżył i cholera wie, czy przeżyje drugi. No ale jak ma ciągle kręcić filmy o gołych facetach bijących się na pięści…

Problem z Królem Arturem jest taki, że nie wiadomo po co chodzić na fantasy PG-13 do kina, jak w telewizji można obejrzeć sto razy ciekawszą Grę o tron.

Ostra noc, Rough Night (2017) Nie poszedłbym 

Żeby nie być taki na nie, to powiem, że już raz mi Scarlett Johansson ostatnio nie pasowała do roli (Ghost in the Shell), a okazało się, że dała radę. Tu też mi nie pasuje, ale nauczony wspomnianym doświadczeniem daruję sobie narzekanie na nią.

Ostrą noc dotyka ten sam wirus co 90% ostatnich produkcji – brak oryginalności. Już Druhny były marne, nie ma powodu, żeby wulgarna Ostra noc (ale nie na tyle wulgarna, żeby bohaterki gołe latały, to mogłoby uratować film) nie miała taka być. Obejrzę kiedyś jedynie dla Kate McKinnon.

Historia pewnego życia, Une vie (2016) Nie poszedłbym 

Klasyczna sytuacja, w której usypia mnie już zwiastun. Zbyt to ascetyczne, żeby porywać się na kinowy seans. W ogóle na jakikolwiek seans. Na pewno są na świecie fani takich rachitycznych filmów, ale ja nim nie jestem. 120 minut takiego seansu trwa zwykle przynajmniej 240 minut.

Zielona szkoła, Uilenbal (2016) Nie poszedłbym 

Przydałby mi się do oceny takich produkcji jakiś małolat. Ja tylko straciłem dwie minuty życia na zwiastun. Ale pani nauczycielka fajna.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.