Kolumbijski ofensywny pomocnik James Rodriguez osiągnął w piłce nożnej dwie rzeczy (oceniając z perspektywy jego możliwości): strzelił na mundialu piękną bramkę Urugwajowi i nauczył cały świat, że jego imię wymawia się jako Hames, a nie Dżejms. Czy to wystarczająco dużo, żeby kręcić o nim trzyodcinkowy serial dokumentalny? Otóż nie. Recenzja filmu James Rodriguez: Kolumbijski mistrz (w oryginale James., czyli Hames i kropka). Netflix.
O czym jest film James Rodriguez: Kolumbijski mistrz
Jest o Jamesie Rodriguezie. Jego życiu i karierze krok po kroku – od obiecującego juniora, przez niespełnionego seniora, aż po pełnego nadziei na łabędzi śpiew w USA, Kanadzie i Meksyku doświadczonego gracza u schyłku kariery.
Zwiastun James.
Recenzja filmu James Rodriguez: Kolumbijski mistrz
Pewnego razu kolumbijski oddział dokumentalny Netfliksa otrzymał za zadanie zrobienie jakiejś interesującej produkcji poświęconej piłce nożnej przy okazji zbliżającego się mundialu. I nie jest tak, że nie mieli bardziej interesujących futbolowych historii do wyboru (temat Andresa Escobara został wyczerpany dokumentalnie już wcześniej, temat El Loco wyczerpali już wcześniej sami, ale mogli chociażby sieknąć dokument o meczach piłeczki w więzieniu La Catedral), lecz ostatecznie zdecydowali się na biografię bodaj najsłynniejszego kolumbijskiego piłkarza po Carlosie Valderramie – Jamesa Rodrigueza.
Wertując w pamięci wszystkie sukcesy Hamesa, szybko zatrzymujemy się na pięknym golu strzelonym z powietrza Urugwajowi, by przypomnieć sobie, że coś, co miało być początkiem wspaniałej historii, ostatecznie być może pozostanie jej końcem. Tak to przynajmniej wygląda z punktu widzenia laika, jakim od dawna jestem, jeśli chodzi o piłkę nożną. Czy coś przegapiłem? Z odpowiedzią przychodzi opisywany właśnie dokument. Nie, a jeśli coś przegapiłem, to niewiele.
Teoretycznie historię Jamesa Rodrigueza słyszymy w dokumencie Netfliksa bezpośrednio z jego ust, ale w praktyce trudno orzec, kto naprawdę jest bohaterem tej przeciętnej produkcji. On czy jego matka. Z serialu wyłaniają się zarysy toksycznej relacji pokroju Pączusia z Chłopaków do wzięcia i nie sposób powstrzymać się przed kilkoma żarciochami w tej kwestii. Co oczywiste, kręcony z poziomu polerowania Jamesowi butów dokument przedstawia tę opowieść jako piłkarską sagę rodzinną, w której kochana mama samotnie wychowująca przyszłego gwiazdora jest mile widzianą pomocą, opoką i wsparciem (w tej Ameryce Południowej oni tacy rodzinni są, wiadomo), ale być może ciekawym punktem wyjścia do takiej produkcji byłoby zadanie sobie pytania: a może kariera Rodrigueza potoczyłaby się lepiej, gdyby nie obserwująca go z uśmieszkiem znad ugotowanych ziemniaków i usmażonego kotleta mamusia przekonująca piłkarza, że jest najlepszy na świecie? To tylko moja pączusiowa projekcja, w dokumencie nie pojawiają się takie sceny. Obecnie pani mama nie ma czasu na takie przyziemności jak gotowanie. Zamiast tego uśmiechnięta matka w roli koryfeuszki pozwala nam poznać bliżej karierę swojego syna i tyle. Cała reszta to moje gdybanie i refleksje, jakie przyniósł mi dokument Netfliksa.
Prawdopodobnie w ojczyźnie emocje towarzyszące serialowi James Rodriguez: Kolumbijski mistrz są o wiele większe, bo mowa o ich niemal bohaterze narodowym, ale z punktu widzenia zewnętrznego widza nie ma tu za wiele emocji i korzyści z seansu. Po trudnych tematach – a jest ich sporo – serial ślizga się jak bojer, o wiele bardziej interesując się farmazonami bohatera, który opowiada, jak to najważniejsze na świecie jest granie dla swoich dzieci i swoich rodaków. To oczywiście prawda, ale nie można oprzeć się wrażeniu, że Rodriguez korzysta z takich banałów, bo wie, że dobrze brzmią i dobrze o nim świadczą. A pogódźmy się jeszcze z ojcem na koniec…
Rodrigueza stać było na o wiele większą karierę, niż zrobił, ale w oczach piłkarza zdaje się, że to cały świat jest tu najbardziej winien. A to Rafa Benitez go nie lubił (tym razem Rafa, w przeciwieństwie do planowanego na opisanie w przyszłości Cudu w Stambule wciela się w rolę czarnego charakteru), a to za mało ludzi oglądało go w Katarze, a to pojechał grać dla pieniędzy, ale mu się odwidziało, a to znowu trafił na Beniteza. A w Monachium było za zimno. Same kłody pod nogi. A mnie się widzi, że miał za duży talent i myślał, że już nie musi nic więcej robić (znam takich…).
Bo talentu bohaterowi odmówić nie można. Wręcz trzeba o nim głośno mówić. James. ciekawie opowiada o młodości gwiazdora, wyjeździe do Argentyny i drodze na szczyt, ale cóż się tu dziwić, gdy do gry wchodzi Netflix ze swoimi utalentowanymi researcherami i kluczami do rozmów z wszystkimi najważniejszymi osobami, które o karierze Rodrigueza mogłyby opowiedzieć przed kamerami najwięcej. Udało się też znaleźć sprytną klamrę, w którą zamknięty jest ten serial. Być może byłaby jeszcze sprytniejsza, gdyby poczekać na rozwój zbliżającego się mundialu, ale może rzeczywiście lepiej było nie ryzykować.
Płynie sobie ów dokument do przodu, za długo nie zatrzymując się w żadnym momencie, żeby przypadkiem nie dokopać się za głęboko. Przedstawia piłkarza, w którego życiu piłkarskim wiele dzieje się najwyraźniej przypadkiem i głównie w futbolu reprezentacyjnym. Jednym razem Kolumbia jest słaba, ale nie wiadomo dlaczego. Potem Kolumbia znów jest dobra, ale też nie wiadomo dlaczego. Chcą nam wmówić, że to dlatego, że Rodriguez kocha grać dla swojego kraju, ale wtedy cały czas byliby dobrzy. No ale to pewnie wina trenera.
Co za tym idzie, z polskiego punktu widzenia ciekawe mogą być jedynie odniesienia do Tsubasy oraz fragmenty oklepu naszej repry u ruskich skomentowane przez kolumbijskiego komentatora (tak naprawdę to nie wiem, bo oglądałem z lektorem).
(2669)
Ocena Końcowa
5
w skali 1-10
Podsumowanie : Dokument Netfliksa opowiada o karierze Jamesa Rodrigueza – od wielkiego talentu i mundialowego błysku po niespełnione ambicje i powolny zjazd z piłkarskiego szczytu. Mimo kilku ciekawych momentów i solidnego zaplecza archiwalnego serial sprawia wrażenie zbyt zachowawczego, uciekającego od trudniejszych tematów i bardziej zainteresowanego budowaniem pomnika bohatera niż próbą zrozumienia, dlaczego jego kariera nie potoczyła się lepiej.
Podziel się tym artykułem:

