Milionerzy z Hollywood znaleźli sobie nowy sposób na zarabianie kasy, wmawiając wszystkim, że robią to wszystko dla dobra kibiców, miasta, społeczności, wyższego celu. W przypadku Witamy we Wrexham od kilku sezonów potrafią się dobrze maskować, stąd tamten serial ogląda się bardzo dobrze. Bliźniacza Necaxa, spin-off w zasadzie, to zaledwie popłuczyny po wspomnianej produkcji. Recenzja serialu Necaxa. Disney+
O czym jest Necaxa
Eva Longoria zostaje udziałowczynią meksykańskiej drużyny Club Necaxa, która wraz z rozpoczęciem jej panowania przenosi się ze stolicy Meksyku do Aguascalientes. Tam kontynuuje rozgrywki w lidze, z której nie można spaść. Nowa osoba u steru daje nadzieję na nowy początek i zawojowanie meksykańskiej piłki ligowej. Obejrzałem jak na razie trzy odcinki i nic takiego się nie dzieje, bo nie robią zupełnie nic w tym kierunku. A nie, sorry, wypożyczyli zawodnika, który od roku nie grał w podstawie.
Aha, Ryan Reynolds i Rob Mac też zainwestowali w tę drużynę, ale póki co Eva Longoria brzydzi się tym, że jak masz pieniądze, to wygrywasz, więc wstrzymuje się z proszeniem właścicieli Wrexham AFC o kasę. Zresztą zajęta jest promowaniem własnej osoby i pokazywaniem, jak to gotuje dla męża i syna oprócz swoich milionerskich obowiązków.
Zwiastun serialu Necaxa
Recenzja serialu Necaxa
A właściwie to recenzja trzech jego odcinków, bo na razie tyle obejrzałem i myślę, że skończę, bo jestem ciekawy, jak zakończy się ten rozdział w historii meksykańskiego klubu. Utrzymają się czy spadną… Żartuję, jak pisałem, z pierwszej ligi meksykańskiej nie da się spaść, a przynajmniej tak twierdzą na początku serialu. Można ją za to wygrać, ale tytułowej drużynie nie udało się to od dawna. Kiedyś się zdarzyło, i to trzy razy, ale to dawno i nieprawda.
Powtórzmy zatem. Obejrzę do końca (szkoda, że nie można oglądać przy obieraniu ziemniaków, bo serial jest w języku hiszpańskim, a lektora brak i trzeba się skupiać na napisach), bo jestem ciekaw rozwoju sytuacji (ligi meksykańskiej nie śledzę, więc choć to sezon 2024/25, nie mam pojęcia, jak się zakończy), a nie dlatego, że serial jest ciekawy albo dobry. Nie jest ani taki, ani taki. Najciekawsze jest w nim w zasadzie tylko to, jak jeszcze można chromolić różne głupoty typu „Bez Peni będzie nam ciężko wygrać!” (z Penią też nie wygrywali) i „sędziowie znowu nas przekręcili”. Albo jak w pośpiechu jest zrobiony – Longoria zachwyca się nowymi koszulkami, w jakich zagra jej drużyna, opowiada, jakie to było wzruszające zobaczyć ich wychodzących na boisko w trójkolorowych koszulkach w barwach Meksyku, a chłopaki grają mecz w starych koszulkach.
Necaxa to bliźniacza produkcja do Witamy we Wrexham, korzystająca z wypracowanego tam schematu. Trening, mecze, ludzkie historie, rzekomo dowcipne wstawki z Deadpoolem i tym drugim, poznawanie pracowników i piłkarzy klubu wraz z postępem rozgrywek, przerywniki w postaci lekcji najważniejszych hiszpańskojęzycznych powiedzonek. Jeśli ogląda się wcześniejszy serial, w ten wejdzie się bez czasu potrzebnego na oswojenie się z formułą. I z nadzieją, że też będzie taki fajny jak Wrexham. Nie będzie.
Nowy serial Disney+ (FX znaczy się) został zrobiony siłą rozpędu po Witamy we Wrexham, ale szybko wyhamowuje jego impet opowieścią o niczym ekscytującym. Ot, milionerzy zwęszyli szansę na kolejny biznes i wpakowali kasę w następny klub (w ten chyba jeszcze Will Ferrell, o ile dobrze pamiętam, ale może źle pamiętam, a w serialu na razie go nie było), więc doją temat, produkując na kolanie kolejny serial, do którego nie ma żadnego ciekawego materiału. Nie byłoby w tym nic złego (no tak, zazdrość ci dupę ściska, że kasy nie masz), gdyby była to opowieść zrobiona z takim samym sercem jak Wrexham. No ale nie jest. Głównie słuchamy banalnych monologów Longorii, która udaje, że zależy jej na klubie (ale przynajmniej nie udaje, że zna się na piłce nożnej, to plus), oraz śledzimy sezon tytułowej drużyny. O emocjach podobnych jak w Witamy we Wrexham możecie zapomnieć.
Różnic jest wiele. Necaksie prawie nikt w mieście nie kibicuje (a klub nie stara się przyciągnąć fanów np. jakimś fajnym marketingiem, skoro piłkarsko nie wychodzi; no ale co się dziwić jak klubowa sprzątaczka zarabia tyle, że nie stać jej na bilet na mecz), Necaxa ma już wypasiony stadion, Necaxa nie może dokonać żadnego spektakularnego awansu, bo już jest w najwyższej lidze rozgrywkowej. Nie poemocjonujemy się również jej spadkiem z ligi ani tym, czy wygrają ligę, bo grają beznadziejnie. I, co najważniejsze, przez trzy odcinki nie zrobili prawie nic, żeby to zmienić. Jakby przyjście Longorii (samo w sobie jakieś takie nijakie, bo nie ma takiego wpływu na klub jak Reynolds i Mac na Wrexham) miało rozwiązać problemy klubu. Trenują jak trenowali, grają jak grali, skład mają taki, jaki mieli, a do zmiany ma wystarczyć: „i walczymy z nimi tak jak potrafimy, cabrones, wtedy nikt nas nie pokona!”. Słowa, słowa, słowa.
Trener potrafi tylko tyle i nie dziwi fakt, że wszystko zmierza w kierunku zwolnienia go ze stołka, co podejrzałem w zapowiedzi kolejnych odcinków. Może to coś zmieni. I pewnie kupno paru graczy przez Reynoldsa i Maca, którzy na razie nagrali komentarz do wydarzeń za jednym posiedzeniem we wtorek i wszystkie odcinki z tego korzystają.
Stan na koniec odcinka trzeciego jest więc taki, że klub stoi w miejscu i nie robi nic, żeby się z niego ruszyć. Co za telewizja! Do tego napchana banałami piłkarskimi pod korek. Nie polecam, bo można stracić zapał do oglądania nadchodzącego mundialu.
Ocena Końcowa
5
w skali 1-10
Podsumowanie : Serial Necaxa pokazuje próbę odmienienia losów meksykańskiego klubu przez Evę Longorię i hollywoodzkich inwestorów, którzy chcą powtórzyć sukces Witamy we Wrexham. Problem w tym, że poza kopiowaniem sprawdzonej formuły i rzucaniem piłkarskich banałów serial nie ma za wiele do zaoferowania — brakuje emocji, stawki i poczucia, że cokolwiek naprawdę się tu zmienia.
Podziel się tym artykułem:
