Niepotrzebnie narzekałem na to, że produkcja, o której dzisiaj mowa, to nie dokument, a fabuła. Okazało się, że dzięki formie serialu fabularnego da się opowiedzieć o drodze Brazylii do trzeciego mistrzostwa świata w piłce nożnej w efektowny i ciekawy sposób, niedostępny dla dokumentu. Recenzja serialu Brazylia 1970: Trzecie mistrzostwo. Netflix
O czym jest serial Brazylia 1970: Trzecie mistrzostwo
Po niepowodzeniu na mundialu w 1966 roku przed brazylijską federacją piłkarską staje kilka ważnych zadań do ogarnięcia. Przede wszystkim potrzebne jest znalezienie trenera, który poprowadzi kadrę ku sukcesowi na następnym mundialu. Następnie trzeba przekonać Pelego, że warto jeszcze raz wystąpić na mistrzostwach bez obaw o to, że znowu zostanie skopany i nie dokończy ich w pełnym zdrowiu. No i jeszcze trzeba przekonać kibiców, że Król Futbolu się nie skończył i ma w nogach jeszcze trochę efektownej piłki nożnej.
Wszystko wydaje się być na właściwym miejscu, gdy trener João Saldanha tworzy maszynę do wygrywania. Do mundialu pozostaje miesiąc, gdy niewygodny dla rządzącej junty lewicujący Saldanha zostaje zwolniony z posady selekcjonera.
Zwiastun serialu Brazil 70: The Third Star
Recenzja serialu Brazylia 1970: Trzecie mistrzostwo. Netflix
Na dzień dobry uniwersalny początek, który będzie miał też rację bytu w przypadku ewentualnych produkcji, o których napiszę w tym wątku później. Fajnie, że świat zmniejszył się już na tyle, że gdy komuś z pieniędzmi przychodzi do głowy pomysł opowiedzenia lokalnej historii, pozwala opowiedzieć ją lokalnym twórcom. Jakieś 20 lat temu, o ile w ogóle taki serial miałby powstać, zrobiłby go pewnie ktoś z Hollywood na podstawie wpisu z Wikipedii. Obecnie, chcąc nakręcić serial o historii fragmentu brazylijskiej piłki, potentat, gigant, jak zwał tak zwał, zwraca się z uprzejmą prośbą do brazylijskich twórców i nie boi się dać im na to pieniędzy w obawie, że coś zepsują. W końcu nikt obcy nie opowie naszej historii tak dobrze jak my sami. Tylko inwestora potrzeba. I okazji, jaką stał się mundial w USA, Meksyku i Kanadzie.
Za opowiedzenie historii Brazylii na MŚ w Meksyku w 1970 roku wzięli się więc Brazylijczycy, których trudno byłoby podejrzewać o to, że będą chcieli opowiedzieć o swojej drugiej religii w sposób na odczep się. Tak się rzeczywiście nie stało, a w efekcie ich pracy powstał efektowny serial, który być może jako pierwszy fabularny serial w historii pokazał piłkarską historię w taki, a nie inny sposób.
Jak pokazać mecz sprzed pół wieku?
Bardzo ważne w tej opowieści są bowiem kolejne rozgrywane przez Brazylię mecze, które stanowią centralny punkt historii. A skoro tak, to trzeba je w jakiś sposób pokazać. Można byłoby wpleść nagrania archiwalne, ale te pozostawiają sporo do życzenia, jeśli pooglądać skróty na YT (nie chciało mi się sprawdzać w archiwach FIFA, może mają lepszej jakości, ale jeśli nawet tak, to by sobie pewnie zaśpiewali za nie przesadnie wysoką cenę), więc należało znaleźć inny sposób. No i nie było to oczywiście myślenie na sto mózgów, bo odpowiedź była prosta – weźmy je po prostu, zainscenizujmy. Odpowiedź prosta, ale wykonanie już nie takie łatwe.
Autorzy serialu Brazylia 1970: Trzecie mistrzostwo wracają z tej inscenizacyjnej podróży z tarczą. Zainscenizowali naprawdę duże fragmenty meczów, pokazując je na ekranie ze wszystkimi niezbędnymi szczegółami, począwszy od zaangażowania aktorów, którzy potrafią grać w piłkę. Co nie od razu gwarantowało sukces, bo o ile zainscenizowanie po prostu meczu nie byłoby trudne, to zainscenizowanie konkretnego meczu przeciwnie. Ekipa i obsada poradziły sobie bardzo dobrze, co łatwo sprawdzić, odpalając prawdziwe fragmenty spotkań. Jeśli inscenizacja nie zawsze jest kropka w kropkę, to na pewno jest przecinek w kropkę.
Co oczywiste, czuć sztuczność i zbytnią powolność ekranowych „piłkarzy”, ale umówmy się, zamachnięto się motyką na naprawdę duże słońce, a imperatyw odtworzenia oryginalnych akcji był większy niż zwykłe „byle było choć trochę podobnie”. To wymusiło pewne ograniczenia nawet z wykorzystaniem współczesnej technologii, która bez wątpienia pomogła choćby w doklejeniu piłki tam, gdzie trzeba.
I tutaj warto powrócić do wstępu oraz mojego żalu za tym, że nie jest to produkcja dokumentalna. W erze transmisji z meczów realizowanych na zylion kamer każdą akcję możemy sobie oglądać z każdej możliwej perspektywy. Łatwo zapomnieć, że mecze sprzed ponad pół wieku nie miały takich możliwości i często trudno byłoby już choćby o powtórki (a nie mówię już o czasach, gdy kibicowi pozostawał jedynie rysunek w gazecie po meczu), nie mówiąc już o szczegółach, punktach widzenia czy ustawieniach kamer tu, tam i siam.
Serial Netfliksa dał więc możliwość spojrzenia na legendarne mecze w sposób wyjątkowy. Wykorzystał tę sposobność i tak powstała produkcja, która kreatywnie przedstawia meczowe akcje, w szczególności bramki. Nie są to zwykłe inscenizacje, a kolejne gole można oglądać na różne, kreatywne sposoby. „Normalnie”, z punktu widzenia konkretnego gracza, z punktu widzenia piłki, nakręcone mastershotem, oglądane z punktu widzenia kibica, od detalu na trybunach aż po całe boisko – włożono ogrom pracy, by pod tym względem było różnorodnie i to jedna z największych zalet tej produkcji.
Kibice, którzy najbardziej przeszkadzają
Zalet jest więcej, bo sama w sobie jest to już interesująca historia, począwszy od nieortodoksyjnego przecież zwolnienia trenera na miesiąc przed mundialem po serii zwycięstw. By później ów trener został komentatorem meczów następcy. Zagrany w oparach papierosowego dymu przez znanego i lubianego Rodrigo Santoro, który jest bodaj najbardziej znaną twarzą w całej tej produkcji. W jego wątku przewijają się konteksty polityczne, ale szybko zostają stłumione po ich zasygnalizowaniu jakby piłka nie chciała mieć nic wspólnego z polityką. Bo przecież to nie tak, że nie wszystkie fakty były dla brazylijskich twórców globalnego dzieła rozrywkowego wygodne…
Brazylia 1970: Trzecie mistrzostwo przybliża mundial 1970 od strony anegdotek związanych z brazylijskim futbolem, szczegółów całej tej mundialowej kampanii i kulis zgrupowania, ale też po prostu historii i legendy mundiali – jeden z odcinków w całości poświęcony został Maracanazo z 1950 roku.
Finałową ocenę nieco naciągam, bo nie będę udawał – nie od razu wkręciłem się w ten serial i potrzeba było trochę czasu, żebym się do niego przekonał. I to nie tak, że wszystko jest tutaj wspaniałe. Najbardziej wkurzający są kibice, w szczególności sztuczna parka, która sprzedała samochód, żeby pojechać na mundial. Ale i pojedyncze pojawienia się kibiców irytują, bo głównie służą podbiciu dramatyzmu w momentach, gdy nie dzieje się nic dramatycznego. Brazylia gra bodajże z Rumunią, jest rozpędzona i na fali, a kibic psioczy, że to dziady, na pewno przegrają i niech już jadą do domu. To zdecydowanie najsłabszy element tej produkcji (śmiechowo wyglądają też gracze reprezentacji Włoch, do których obsady szukano chyba w Urugwaju), która i tak robi wrażenie realizacją, której styl roboczo nazwałem sobie brazylijskim Narcos.
Myślę, że jeszcze trochę technologii do przodu i będziemy oglądać seriale nie tylko o całych turniejach, ale i o pojedynczych legendarnych meczach odtworzonych na potrzeby takiej produkcji 1:1. Jeszcze nie teraz, ale za następne cztery lata – kto wie.
Ocena Końcowa
8
w skali 1-10
Podsumowanie : Serial fabularny przedstawia drogę reprezentacji Brazylii do zdobycia trzeciego mistrzostwa świata w 1970 roku. Dzięki fabularnej formie efektownie pokazuje legendarne mecze w sposób niedostępny dla dokumentów. Mimo kilku mniej udanych wątków i bohaterów pozostaje jedną z ciekawszych piłkarskich produkcji przygotowanych przed mundialem.
Podziel się tym artykułem:
