A ponieważ to właśnie tej nocy o północy reprezentacja Norwegii rozegra swój pierwszy mecz na mistrzostwach świata w USA, Meksyku i Kanadzie, jest to idealny czas na to, by rzucić okiem na dwuczęściowy dokument poświęcony tej właśnie reprezentacji i jej awansowi na wspomniany mundial. Dwa odcinki leżą sobie na Netfliksie, a trzeci rozpocznie się już dzisiaj, a właściwie jutro, wraz z pierwszym gwizdkiem w meczu przeciwko Irakowi. Recenzja serialu Norwegia: Czarny koń. Netflix.
O czym jest serial Norwegia: Czarny koń
Prawie 30 lat minęło od ostatniego awansu reprezentacji Norwegii na piłkarskie mistrzostwa świata. Świetność drużynie próbuje przywrócić Ståle Solbakken, ale jego drużyna traci szanse na awans do EURO 2024 bolesną porażką w meczu ze Szkocją. Nie kończy ona jednak trenerskiej kariery szkoleniowca. Zostaje on na posadzie i podejmuje ostatnią próbę awansowania wraz z reprezentacją Norwegii na mundial. Początkowo nikt tego głośno nie mówi, ale na oczach Norwegów rodzi się drużyna, która jak burza przechodzi eliminacje i z automatu staje się jednym z czarnych koni rozpoczętych właśnie mistrzostw świata.
Zwiastun serialu Norway: The Dark Horse
Recenzja serialu Norwegia: Czarny koń
Z racji formy, jaką zazwyczaj przyjmują produkcje dokumentalne, najczęściej nic poza historią nie różni jednego dokumentu od drugiego. Mimo to dobrze byłoby znaleźć w danym projekcie jakiś punkt zaczepienia, od którego można by potem pociągnąć temat. Wiecie, bo potem to już gadające głowy, wszystko zależy od tego, czy interesuje Was historia i jeszcze dobre archiwalia. Czyli starter pack recenzji dokumentu.
Jest w dwuodcinkowym serialu o Norwegii taki punkt, którego się czepiłem i który moim zdaniem jest najważniejszy do opisania w recenzji, która potem będzie już standardowa. Z racji podzielenia tej historii na dwa odcinki twórcy postanowili dodać do niej dramatyzmu, jak gdyby wszystko mogło jeszcze runąć jak domek z kart, tak jak w tym bolesnym meczu ze Szkocją sprzed lat. Dajmy cliffhanger, zdecydowali. Trzymajmy widzów jak najdłużej w niepewności, budujmy napięcie! Tak też wygląda przejście pomiędzy odcinkami. Przed Norwegią jeszcze jeden mecz z Włochami, od którego zależeć będzie wszystko. Tyle wysiłku fjordowi w tyłek, jeśli coś pójdzie nie po myśli Norwegów na ostatniej prostej tego wyścigu o mundial. Zawieśmy pytanie o to, czy się uda. Dorzućmy wypowiedź o stresie wiążącym nogi, bo mundial jest już tak blisko, ale jeszcze trzeba zagrać ten ostatni mecz. Zwalniajmy tempo obrazków, pompujmy muzykę, jak super dla dramaturgii, bo to Włosi strzelają pierwszą bramkę!
No jest w tym przejściu wiele emocji, a brakuje tylko jednego. Wzmianki o tym, że aby awansować na mundial, Włosi musieli wygrać ten mecz różnicą bodaj dziewięciu bramek. Śmiechowo się to ogląda, prawdę mówiąc, i nie wiem, dla kogo ten cliffhanger. Bo przecież nie dla Norwegów, którzy pewnie głównie będą oglądać ten norweski dokument. Ani dla kogoś, kto widział wcześniej, że Norwegowie wygrywali każdy mecz kilkoma bramkami. Nawet tabela była, choć z racji zapewne pośpiechu pokazana za szybko i przed meczem, który już został w niej uwzględniony.
Myślę sobie również, już zmieniając temat, że choć Norwegia: Czarny koń to typowa sportowa produkcja dokumentalna, to jednak warto doceniać autorów za to, że po prostu zrobili ją jak należy i nie kombinowali. Niby nic, a przecież mogli zrobić drugie Będziesz legendą, człowieku. Dlatego nie sądzę, aby typowość była jakimś wielkim problemem w tym przypadku. To nie miejsce na artyzm, to miejsce na wykorzystanie dostępu do reprezentacji, która rozstawia po kątach wszystkich na swojej drodze do mundialu.
Autorzy serialu dokumentalnego Netfliksa otrzymali dostęp do reprezentacji w trakcie jej zmagań eliminacyjnych do MŚ. Dzięki temu widzowie otrzymują możliwość zobaczenia tego awansu od środka. Są wywiady ze sztabem szkoleniowym, wywiady z piłkarzami. Co ciekawe, nie wypowiada się tu zapewne najbardziej interesujący dla widzów Erling Haaland, a jeśli słychać jego wypowiedzi, to są to wypowiedzi udzielone komuś innemu. Czyżby w produkcji był już serial o Erlingu Haalandzie? Są migawki z meczów, troszeczkę wspomnień, ale wyjątkowo niedużo, jakby nie chciano odbiegać od sedna, no i w drugim odcinku przygotowania do samych mistrzostw. Wszystkiego po trochu, żeby niczego nie zabrakło, i nie za dużo, żeby za długo w jednym miejscu nie siedzieć. W typowym tonie dokumentalnym bez silenia się na bycie cool i takim zabawnym luzakiem. Co pewnie nie leży w naturze Norwegów, więc nie ma potrzeby zakłamywać rzeczywistości. Szczególnie że całość utrzymana jest też w takich „norweskich”, bez przerwy zimnych barwach.
To po prostu dokument do obejrzenia przy okazji, taki z gatunku: „drogi pamiętniczku”. Zapewne jeszcze bardziej wartościowy, jeśli Norwegii te mistrzostwa się udadzą. No i bez wątpienia ciekawy, żeby sobie zaaplikować wystarczającą dawkę wiedzy o reprezentacji Norwegii przed jej meczem z Irakiem.
Ocena Końcowa
6
w skali 1-10
Podsumowanie : Dwuczęściowy dokument śledzi drogę reprezentacji Norwegii od rozczarowujących eliminacji do EURO 2024 aż do wywalczenia awansu na mistrzostwa świata po niemal trzech dekadach przerwy. Klasyczny sportowy dokument korzystający ze sprawdzonej formuły dostępu za kulisy reprezentacji, bez zbędnych eksperymentów i udziwnień. Choć twórcy momentami sztucznie pompują dramaturgię wydarzeń, całość stanowi ciekawy zapis narodzin drużyny, która z outsidera stała się jednym z najciekawszych zespołów mundialu.
Podziel się tym artykułem:
