Trójka [Three aka San Ren Xing] (2016), reż. Johnnie To
Trójka [Three aka San Ren Xing] (2016), reż. Johnnie To

Trójka. Recenzja filmu akcji Johnniego To

Trójka, najnowszy film reżysera świetnego Drug War (u nas Kartel), przypomniał mi przede wszystkim, dlaczego nie lubię chińskich/hongkońskich akcyjniaków. Zawsze na pierwszy rzut oka wyglądają wybitnie, a potem znów to samo. W Korei zrobiliby to nieporównywalnie lepiej. Recenzja filmu Trójka aka Three aka San Ren Xing.

O czym jest film Trójka

Tong Qian (Wei Zhao) jest neurochirurgiem w jednym z chińskich szpitali. Kiedy ją poznajemy, nie ma najlepszego dnia. Jedną operacją sprawiła, że jej pacjent został sparaliżowany, drugą praktycznie zabiła innego pacjenta, a zanim dzień się skończy jeden z jej pacjentów spadnie ze schodów na jej oczach. Mimo to nie słucha sugestii kolegów, żeby wzięła sobie wolne i dalej chce operować. A okazja nadarza się szybko. Policja przywozi do szpitala oprycha (Wallace Chung) z kulą w głowie. Niespodziewanie oprych budzi się na stole operacyjnym i żąda natychmiastowego przerwania operacji. Stan pacjenta nie pozwala jednak na wypuszczenie go całkiem ze szpitala. Dostaje więc łóżko, przy którym czuwa policjant Ken (Louis Koo). Oczytany gangster zaczyna prowadzić z gliniarzem wyrafinowaną grę, której z dezaprobatą przygląda się Tong Qian. Lekarka uważa, że glina jest dla gangstera zbyt ostry, nawet jeśli oprych zapewnia wprost, że jego koledzy wkrótce przyjdą go odbić, a wtedy na pewno nie będą mieli dla nikogo litości.

Recenzja filmu Trójka

Cóż więc takiego jest w chińskich/hongkońskich akcyjniakach, czego nie lubię? Są dziecinne, są naiwne, są źle zagrane, są nieprawdopodobne, a często docierają w odległe obszary absurdu. Wszystkie te epitety można też skierować pod adresem filmu Trójka i oglądając go trudno uwierzyć, że reżyser potrafił stworzyć takie dzieło jak Kartel. W normalnych przypadkach twórca powinien się rozwijać, tu jest inaczej. Trójka to parę kroków wstecz od właściwej ścieżki, jaką wcześniej podążał Johnnie To, udowodnił to (że podążał :P) nie tylko ten jeden raz w przypadku Kartelu.

Trójka wychodzi z ciekawego założenia starcia trójki osobowości i taka konstrukcja na pewno daje możliwości do ekscytującej rozgrywki. Kłopot w tym, że już pani lekarka jest w tym równaniu z trzema niewiadomymi zbędna. Jeden wykonany przez nią telefon nie usprawiedliwia niepotrzebnych scen operacji, które mają chyba tylko wstrząsnąć co wrażliwszego widza, bo są dość krwawe i nie zostawiają wiele dla wyobraźni. Fabule w niczym większym nie służą. Pozostaje więc już tylko tradycyjna hongkońska dwójka: policjant i gangster. Zapowiadana w streszczeniu wojna psychologiczna między nimi fajnie brzmi na papierze, ale w rzeczywistości sprowadza się do godziny nudnych konwersacji, w których glina ma cały czas minę jakby chciało mu się iść do kibelka, a oprych głupio się śmieje i opowiada nieciekawe historie, jakie gdzieś tam wyczytał. Trójka jest fatalnie zagrana praktycznie jeśli chodzi o każdą postać (jednego gliniarza usprawiedliwia trochę fakt, że chodzi z nożem w dupie), a całości kinowej chińszczyzny dopełnia wepchany gdzie się da wątpliwej jakości humor.

I gdy w końcu przetrwamy te toporne gierki w kotka i myszkę, reżyser trochę osładza nam seans efektowną sceną strzelaniny nakręconą na jednym, mocno oszukanym i podrasowanym komputerowo gdzie się da, ujęciu. Panie, czego tam nie ma! Dostają cywile, trupy padają w bullet-time’ie, kamera na zmianę przyspiesza, by za chwilę filmować w zwolnionym tempie i wiele innych atrakcji. Choć cały czas zastanawiałem się czy to fajna scena, czy jednak maks przekombinowana. Niezależnie od odpowiedzi – przynajmniej coś się dzieje.

Lepsze filmy pod tym względem kręcili jednak w Hongkongu lata temu. Trójka podwiewa klimatem Johna Woo, wszak to właśnie u niego rozpieprzono szpital w Hardboiled, a w The Killer użyto zasłon/parawanów, by zwiększyć napięcie. Cóż z tego, skoro wyszło plastikowe byle co, a napięcia było tyle, że podczas absurdalnego finału cała widownia rżała w najlepsze. I trudno jej się dziwić.

(2158)

Trójka, najnowszy film reżysera świetnego Drug War (u nas Kartel), przypomniał mi przede wszystkim, dlaczego nie lubię chińskich/hongkońskich akcyjniaków. Zawsze na pierwszy rzut oka wyglądają wybitnie, a potem znów to samo. W Korei zrobiliby to nieporównywalnie lepiej. Recenzja filmu Trójka aka Three aka San Ren Xing. O czym jest film Trójka Tong Qian (Wei Zhao) jest neurochirurgiem w jednym z chińskich szpitali. Kiedy ją poznajemy, nie ma najlepszego dnia. Jedną operacją sprawiła, że jej pacjent został sparaliżowany, drugą praktycznie zabiła innego pacjenta, a zanim dzień się skończy jeden z jej pacjentów spadnie ze schodów na jej oczach. Mimo to nie…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Gliniarz, gangster i lekarka prowadzą między sobą niebezpieczną grę w trakcie dyżuru tej ostatniej. Nieudane chińskie kino akcji tylko dla prawdziwych koneserów tematu.

3 odpowiedzi

  1. Warto też podkreślić jak słaby od strony technicznej był to film, sztucznością walił na parseki. Imo lepiej by wypadł jako sztuka teatralna, tam by nikt nie musiał udawać, że jesteśmy w prawdziwym szpitalu, a aktorów by się chyba lepiej słuchało.
    I ta nadzieja, że wejdzie strzelanina, będzie fest rozpierducha chwytająca za serce, ehhh, panie Johnny…

  2. Quentin

    Ja bym nawet powiedział, że większość ichnich filmów sensacyjnych z a). większym budżetem, b). ambicjami na światowe kino rozrywkowe; cierpi na tę sztuczność. Co również sprawia, że nie po drodze mi z tymi akcyjniakami.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.