Nowy początek [Arrival] (2016), reżyseria Denis Villeneuve.
Nowy początek [Arrival] (2016), reżyseria Denis Villeneuve.

Nowy początek. Recenzja filmu Arrival

Nie jest wielką tajemnicą, że od początku nie byłem przekonany do najnowszego filmu Denisa Villeneuve’a, którego filmy na przemian bardzo mi się podobają i podobają mi się mniej. Do wizyty w kinie przekonały mnie dopiero pozytywne recenzje filmu (a dokładniej rzecz biorąc opinie o nim), no i fakt, że nie było za bardzo innego, lepszego wyboru. Po seansie filmu Nowy początek uczucia mam mieszane – z jednej strony potwierdziły się moje obawy, z drugiej strony nie mogę napisać, że była to kompletna i nudna na dodatek bzdura. Recenzja filmu Nowy początek aka Arrival (2016), reżyseria Denis Villeneuve.

O czym jest film Nowy początek

Zaczyna się bez ostrzeżenia. Nad Ziemię nadlatują olbrzymie czarne cygara, które najwyraźniej są statkami kosmicznymi z obcą cywilizacją w środku. Miejsce ich lądowań jest całkowicie przypadkowe i nikt nie wie, dlaczego wylądowały tam, gdzie wylądowały. Tajemnic jest zresztą więcej, a właściwie to niespodziewana wizyta jest całkowitą tajemnicą. By ją rozwikłać, amerykańskie wojsko zaprasza do obozu wybudowanego naprędce obok jednego ze statków, zdolną lingwistkę, panią doktor Louise Banks (Amy Adams). W helikopterze lecącym na miejsce Louise spotyka równie zdolnego matematyka Iana Donnelly’ego (Jeremy Renner). Tymczasem w obozie w najlepsze wre praca nad rozwiązaniem największej zagadki kosmicznych przybyszów – przyjechali nam nakopać, czy może mają bardziej pokojowe zamiary. Gorąca linia między wszystkimi krajami, w których zaobserwowano UFO ułatwia zbieranie do kupy wszelkich poszlak, ale tych jest niewiele. Dopiero Louise, która z miejsca zostaje wysłana do środka kosmicznego statku, by pogadać z jego pasażerami, zaczyna jako tako się z nimi dogadywać. Łatwo nie jest, ale obydwa gatunki nawiązują nić porozumienia. Choć równie dobrze może to być ustalanie warunków kapitulacji, któż to może wiedzieć.

Recenzja filmu Nowy początek

Od razu ważna wiadomość – nie ma w filmie Nowy początek niczego ekscytującego dla poszukiwaczy wybuchów, efektów specjalnych i strzelanin z kosmitami. Nie ma tego w zwiastunie, nie ma tego w filmie. Nowy początek to produkcja wręcz ascetyczna, przy której Interstellar to widowisko. Nie powinno to zresztą dziwić nikogo, kto widział choć jeden film Villeneuve’a – bądź co bądź wszystkie jego filmy są ascetyczne, nawet jeśli są thrillerami, nie mówiąc już o czarno-białej Politechnice. Pod tym względem Villeneuve pozostaje sobą i między bajki włóżcie te wszystkie określenia typu: „to film science-fiction, który efekty specjalne podporządkuje fabule, a nie na odwrót”. Włóżcie, bo efektów specjalnych tu za wiele nie ma. W końcu jak ascetycznie, to ascetycznie. Villeneuve z jednej strony analitycznie próbuje podejść do tematu nie popuszczając za bardzo wodzów fantazji, a z drugiej strony… cóż, jest zupełnie odwrotnie. Popuszcza wodze fantazji, niestety (dla mnie) w stronę, której nie lubię.

Podobnie jak w Interstellar, także i w opartym na opowiadaniu Teda Chianga „Story of Your Life” (Villeneuve po raz kolejny sięga po książkowy pierwowzór, wcześniej przełożył na język filmu (Enemy) powieść Joségo Saramago; i trzeba przyznać, że łatwo można wyłowić wzór na to, co interesuje reżysera w poszukiwaniu materiału książkowego do zekranizowania) filmie Nowy początek wydarzenie science-fiction (tu wizyta kosmitów) jest dla reżysera pretekstem do pofantazjowania na tematy, które z łatwością można określić jednym słowem: „bzdura” (kombinacje z czasem, żeby zajrzeć zza półek z książkami do swojej biblioteki, czy jak to tam w Interstellar było; no bzdura). I ja osobiście nie lubię takiego podejścia do sprawy, bo momentalnie z filmu, który mimo nieprawdopodobnego punktu wyjścia pokazuje jak by się dalej faktycznie mogła rozwinąć sprawa, zmienia się w film, w którym reżyser używa kosmitów jako wymówki do przedstawienia pewnego wydumanego scenariusza, który niby ta wizyta mogłaby nam umożliwić. Sorry za kręcenie wokół tematu, ale po spoilery zapraszam niżej. I trzeba mieć naprawdę otwarty umysł, żeby nie machnąć ręką i nie syknąć wyżej wymienionej bzdury.

A ja? Cóż, ja miałem umysł ledwie uchylony, ale to na szczęście wystarczyło (na szczęście, bo gdyby nie, to umarłbym z nudów), żeby nie krzyczeć teraz o bzdurach. Trudno odmówić Villeneuvowi sprawnego i dość logicznego przekonywania widza do swoich racji i wiarygodnego prowadzenia fabuły mimo zupełnie niewiarygodnego tematu. W wydaniu takim jak w filmie Nowy początek ta bzdura nawet, nawet zamienia się w sensowną ewentualność i można przytaknąć, że fakt, tak by to mogło być. Niemniej jednak uważam również wszelkie zachwyty nad filmem Nowy początek za przesadzone. Krzyki o arcydziele, wiwisekcji człowieczeństwa i tego typu rzeczy są zdecydowanie over the top. A wykrzykujący je widzowie, którym wydaje się, że zrozumieli coś więcej, czego 95% widzów nie zrozumie, bo są za ciency w mózgu… Cóż, wydaje mi się, że widzą coś, czego w filmie Nowy początek nie ma i tylko wydaje im się, że jest. No ale może jestem w błędzie. Niezależnie od tego, Nowy początek ma sporo słabości, które nawet bez analizy i interpretacji trzeciego dna sprawiają, że do arcydzieła filmowi Villeneuve’a sporo brakuje.

Nowy początek – SPOILERY!

Tak naprawdę Nowy początek tylko skrobie po powierzchni wątek wizyty kosmitów. Skrobie tam, gdzie reżyserowi pasuje i gdzie pasuje wymyślonej przez niego fabule/przesłaniu. Innymi słowy: Nowy początek w całości podporządkowany jest finalnemu rozwiązaniu, często zapominając albo olewając rzeczy równie interesujące, które mogłyby zaburzyć założoną z góry linię partii.

Przede wszystkim partia zakłada (przypominam SPOILERY!), że kosmici przybyli na Ziemię w zupełnie pokojowych zamiarach. Tyle, że dramaturgia filmu zakłada też niewiadomą do samego końca: będą strzelać, czy może chcą nas przytulić? W związku z tym ludzie się pocą, stają na głowie i prawie nie pobiją ze sobą, żeby zagadkę rozwiązać, a kosmici łaskawie pokazują się na chwilę i machają swoimi mackami wychrząkując dwuznacznie brzmiące zdania. Moim zdaniem kłóci się to z logiką, bo jeśli wybieram się do kogoś, by wręczyć mu dar, który nie tylko pomoże ofiarowanemu, ale i mnie, to, kurde, staram się zrobić wszystko, żeby zrozumiał moje intencje! Nie wiem, zapraszam nie tylko na korytarz, ale i do wnętrza statku oprowadzając go po każdym zakamarku. Przedstawiam swoich naukowców, którzy próbują rozkminić język angielski, jestem otwarty 24/7 nie tylko raz na osiemnaście godzin itd. itp. A ci nic. Pokazują się, wypisują atramentowe kółka i znikają. No ale wtedy nie byłoby filmu, gdyby w jakiś sposób odpadła niepewność celu wizyty, bądź zostałby odkryty parę razy szybciej.

Partia zakłada również (przypominam SPOILERY), że Renner będzie ojcem dziecka Adams. Nie byłoby filmu, gdyby wyszło to na jaw już na początku, więc trzymamy tę informację do końca filmu. Ale też do końca filmu trzymamy postać Rennera – Iana, która jest niemal całkowicie zbędna! Przez większość filmu wszystko rozkminia Adams, a ten się tylko kręci po bazie i coś tam od czasu do czasu powie. W końcu, nadchodzi jego wielki moment i… mierzy odległości między literami! No dzięki ci, Ian, bez ciebie nie byłoby przełomu! Generalnie więc przez większość filmu pozostaje zagadką, jakiego haka ma Ian na postać Whitakera, że ten trzyma go w obozie mimo że jest całkowicie zbędnym darmozjadem i tylko miejsce zabiera innym.

Filmowemu zamysłowi przeszkodziłyby również inne interesujące wątki, więc i te są ledwo poskrobane po powierzchni. Jakieś protesty w Bangladeszu, jakiś bloger narzekający na rząd, idiotyczny zamach na statek kosmiczny (jakim cudem udałoby się przemycić taki ładunek, kto w ogóle był za to odpowiedzialnym, dlaczego nie było żadnych reperkusji tego wydarzenia – kto chciał (Adams), dalej bez problemu wchodził z powrotem do statku…). Wspomina się o tym ledwo na zasadzie odhaczenia na liście i więcej nie wraca. A szkoda.

Amy Adams w filmie Nowy początek Arrival

No i nie jestem lingwistą, ale wydaje mi się, że uczenie kosmitów na dzień dobry słów „człowiek”, „ja” i „Louise” jest z deka dziwne. Ziemianin pokazuje palcem na siebie i wypowiada trzy różne słowa określające najwyraźniej pokazującą osobę – gdybym był kosmitą, to bym się nie połapał!

(2152)

Nie jest wielką tajemnicą, że od początku nie byłem przekonany do najnowszego filmu Denisa Villeneuve'a, którego filmy na przemian bardzo mi się podobają i podobają mi się mniej. Do wizyty w kinie przekonały mnie dopiero pozytywne recenzje filmu (a dokładniej rzecz biorąc opinie o nim), no i fakt, że nie było za bardzo innego, lepszego wyboru. Po seansie filmu Nowy początek uczucia mam mieszane - z jednej strony potwierdziły się moje obawy, z drugiej strony nie mogę napisać, że była to kompletna i nudna na dodatek bzdura. Recenzja filmu Nowy początek aka Arrival (2016), reżyseria Denis Villeneuve. O czym jest…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Nad Ziemią pojawia się dwanaście statków kosmicznych. Utalentowana lingwistka próbuje dogadać się z kosmitami, co do ich zamiarów. Propozycja dla sierot po "Interstellarze", weekendowi zjadacze popcornu się zanudzą.

26 odpowiedzi

  1. Pełna zgoda, że główne rozczarowanie wynika z faktu, że widz wybiera się DO KINA na film SF, a wychodzi z czegoś, co spokojnie można obejrzeć na 40″, na własnej kanapie, pod kocykiem i z kubkiem herbaty z miodem (albo lepiej bez herbaty, żeby nie rozlać, jak się człowiek zdrzemnie).

    Co zaskakuje, to łączenie wątków oniryczno-fiozoficznych z typowo komediowymi. No bo ciężko nie popuścić już na samym początku, gdy okazuje się, że znajomość perskiego kwalifikuje do tłumaczenia na angielski z języka kosmitów. A jak już Ci kosmici coś tam gulgoczą, a na ekranie pojawiają się napisy z tłumaczeniem… Lepiej odstawić płyny, bo można się zakrztusić. Albo wspomniany zamach – „tylko strzały ostrzegawcze, żeby uniknąć ofiar” 😀 😀

    Co do przesłania filmu to przyszło mi do głowy, że zachwyceni będą z niego wychodzić prolajfersi – spłódź dziecko, nawet jeśli wiesz, że na 100% umrze w męczarniach. Cud narodzin! Jupi!!! Dać im 4000PLN!!!!

    A Renner to drewno.

    pozdrawiam

  2. Quentin

    Czepiasz się :). Nie chodziło stricte o perski, tylko o (nie)umiejętność wyłapywania niuansów w słowie, które można przetłumaczyć tak samo, a jednak różnie znaczeniowo. Choć oczywiście Whitakerowi i tak by nic to pytanie o słowo nie dało, bo niby czemu miałby uwierzyć tłumaczeniu Louise, a nie tego drugiego mózga.

    A napisy w trakcie przemówień kosmitów czemu nie? W końcu rozumiała już co mówią/piszą. Dopóki się nie nauczyła (czy tam pozazmysłowo rozumiała 😉 ) napisów nie było.

    Renner tak, absolutnie. Nie lubię go na równi z Chrisem Pine’em :)

  3. Nie czepiam się, tylko cytuję z głowy – „tłumaczyła Pani dla nas z perskiego 2 lata temu, więc przyszedłem najpierw do Pani”. Myk z krowami nie był dowodem na kompetencje do tłumaczenia, tylko argumentem za tym, żeby zabrać ją do kosmitów, a nie puszczać jej gulgot z dyktafonu za 10$ (który, jak wiadomo, jest najdoskonalszym narzędziem w arsenale wywiadu wojskowego do precyzyjnego odsłuchu kosmicznego gulgotu – LOL 😀 )

    Tak na marginesie – w trailerze https://www.youtube.com/watch?v=8QMATxqe-DM jest scena z helikopterami strzelającymi do obcych (2:20). Obejrzałem go dopiero teraz i nie pamiętam tej sceny z filmu – przespałem, czy oszukali?

  4. Quentin

    No właśnie, coś mi się z tym perskim nie zgadzało a propos Twoich zastrzeżeń, masz rację :). Co do krów obstaję przy swoim.

    Nie, nie przespałeś, nie było. Na IMDb 😉 też rozkminiają.
    http://www.imdb.com/title/tt2543164/board/thread/263244711

  5. Za myk z krowami dam sobie obciąć paznokieć. Ona mówi, że chce do kosmitów, a Whitaker na to, że albo tłumacz z dyktafonu albo on wychodzi i nie wróci. Ona pyta, czy jak wyjdzie, to pójdzie do typa z Berlkey. Whitaker, że tak. A ona – to spytaj, jak ten z Berkley rozumie to słowo. Potem Whitaker wraca (a miał nie wracać) i mówi, że słowo według Berlkey znaczy „kłótnia” (czyli co – wrócił, bo nie spodobało mu się to tłumaczenie?), a ona na to, że coś z krowami. Whitaker robi karpika i zabiera ją do kosmitów – mimo że za żadne skarby nie było to wg niego możliwe w poprzedniej scenie.

    Wersja TLDR: Tłumaczenie z kosmicznego zaproponował jej, bo znała perski. Zgodził się zabrać ją na miejsce, bo mu zaimponowała krowami (dalej nikt nie kuma dlaczego akurat krowami :D)

    Generalnie nie ma o co toczyć sporu, bo to nie ostatni wątek w tym filmie, który jest nielogiczny, niekonsekwentny i LOLogenny. Taki pomysł na film. :)

  6. Errata – przyszedł do niej najpierw, bo tłumaczyła z Perskiego i jeszcze przez dwa lata ma certyfikat dostępu do tajnych informacji.

  7. Quentin

    Ano właśnie, sensu nie ma niezależnie od wersji mojej czy Twojej tekstu o krowach, bo miałoby to wszystko sens tylko wtedy, gdyby Whitaker był nadtłumaczem i wszystko wiedział bez tłumaczy :).
    Oczywiście trzeba by wtedy tłumaczyć sens posiadania tłumaczy…

    Akurat wspomniał o perskim i tym starym tłumaczeniu, ale na pewno miał też w aktach, że zna inne języki i dlatego przyszedł – jak widać dalej z filmu bez problemu radziła sobie z mandaryńskim itd. Sam perski by mu nie zaimponował – poszedłby do Broniarka :)

  8. A propos mandaryńskiego – związek przyczynowo skutkowy, w którym trzeba poznać język obcych, żeby umieć zajrzeć w przyszłość, żeby dowiedzieć się w tej przyszłości, co zrobić, żeby ta przyszłość w ogóle miała szansę się wydarzyć… LOL do kwadratu.

  9. Quentin

    Bo w ogóle ci kosmici jak na pomocnych kosmitów byli tu zajebiście mało pomocni. Jak baby – domyśl się o co im chodzi :).

    Inna sprawa, że pewnie wejrzeli w przyszłość i widzieli, że w końcu się domyślimy ococho.

  10. Dzięki za recenzję, w końcu ktoś obiektywnie podszedł do tematu.
    Bardzo nakręcałem się na ten film, a z upływem czasu pojawiało się coraz większe znużenie i zdenerwowanie, najbardziej na tego profesorka. Swoje też robił generał z zezem. Wnioski:
    – skoro obce są takie mądre to dlaczego nie zaparkowali choćby na orbicie, wsiedli w mniejszy statek i nie wylądowali? Może w ten sposób by nie było tyle niepokojów społecznych
    – na prawdę cywilizacja która ma taką technologię nie potrafi np. obrazkowo przedstawić skąd przybywają, po co itp? Albo czy nie mogła wcześniej wysłać np. w okolicę Marsa jakiś statek i przez ileś tam lat zbierać dane o naszej cywilizacji i później przylecieć na gotowe. Bo właśnie to mi nie pasuje do głównej koncepcji, że obcy to wszystko i tak widzieli.
    – skoro główna bohaterka ma ten sam dar co obcy, dlaczego widzimy przebłyski przyszłości tylko do śmierci dziecka. Czemu nie dalej? Pewnie dlatego że reżyserowi rozjechałaby się klamra kompozycyjna zbudowana w okół jej dramatu.
    – nie wiesz jak zbudować napięcie za pomocą obrazu? jeb..j co chwilę serię dziwnych, zbyt głośnych i wkur….ch dźwięków, a recenzenci i tak będą zachwycać się „minimalizmem” ścieżki dźwiękowej

    Dla mnie najlepszą sceną w tym filmie był przylot helikopterem, widok dysku z wlewającą się mgłą i pierwszy kontakt. I tyle z niego zapamiętam.

  11. Po pierwsze – nie generał tylko pułkownik.
    Po drugie – Whitaker nie ma zeza tylko opadającą powiekę (ptoza).

  12. Zgadzam się z ru2044. Jak Ci kosmici byli tacy super to dlaczego zamiast ich języka nie pokazali na początek pisma obrazkowego? Łatwiej nawiązać kontakt…

    po za tym o co chodziło z tą bombą? Tak tak… wejdź sobie do statku na ostatnią pogawędke z kosmitami a my wam nic nie powiemy, że masz 5 minut i zaraz Cię kosmita uratuje…

  13. Quentin

    Bomba to siakiś sabotaż był.
    Kosmici są właśnie najsłabszym elementem tej filmowej układanki. Zależało im na porozumieniu, ale za nic nie chcieli się porozumieć. Zrobili dokładnie nic, żeby jakoś pomóc. No ale inaczej być nie mogło, bo reżyser chciał, żeby nie było wiadomo czy przybyli w pokoju czy wręcz przeciwnie. Że się zacytuję:

    „…bo jeśli wybieram się do kogoś, by wręczyć mu dar, który nie tylko pomoże ofiarowanemu, ale i mnie, to, kurde, staram się zrobić wszystko, żeby zrozumiał moje intencje! Nie wiem, zapraszam nie tylko na korytarz, ale i do wnętrza statku oprowadzając go po każdym zakamarku. Przedstawiam swoich naukowców, którzy próbują rozkminić język angielski, jestem otwarty 24/7 nie tylko raz na osiemnaście godzin itd. itp. A ci nic. Pokazują się, wypisują atramentowe kółka i znikają”.

    No i słówko o mgle jeszcze – potwierdzam, była mega. Też od razu zwróciłem na nią uwagę :)

  14. Ale kit w tej twojej „recenzji” !

    Spróbuj się porozumieć z kimś po chińsku lub po arabsku na samym piśmie dodaj do tego że prawdopodobnie jesteś od niego głupszy.

    W filmie chodziło o to by zjednoczyć ludzkość i by każdy mógł się porozumieć tym językiem, bo wygląda na to, że jest uniwersalny tak jak np. język migowy

    Choć wiem, że gdybam ale co jeśli kiedyś my się z takim przypadkiem spotkamy od razu założysz że ktoś przybył w pokojowym zamiarze ? jak się z kimś takim porozumieć ? moim zdaniem film był realistyczny i nie było żadnej zapowiedzi o tym co się stanie normalny dzień w szkole po prostu.

    Mnie film zaskakiwał na każdym kroku był niebanalny i każdemu kto jeszcze nie oglądał gorąco polecam

  15. Quentin

    Nie chce mi się kolejny raz pisać tego samego, ale dobrze. Oczywiście, że jak przylecą ufoki to uznam, że mogą mnie chcieć wyparować i będę ostrożny w kontaktach z nimi. Tak samo jak nie będę miał pojęcia jak się z nimi dogadać. Wszystko się zgadza, masz rację.

    ALE.

    Postaw się w roli tego kosmity na chwilkę. Oni przylecieli w jasnym zamiarze, bez dylematów. Chcieli nam coś dać, co w przyszłości pomoże im. Mieli dobre zamiary, niezależnie od tego, co myśleli o nich ludzie. Nie chcieli nas zniszczyć ani nic takiego. Co robisz, gdy jedziesz, nie wiem, na pół roku do Indii? Liczysz na to, że się dogadasz po polsku? Wątpię, uczysz się języka, jeśli nie znasz, szczególnie że masz tam ważną sprawę do załatwienia. Nie zamykasz się na całe dnie w pokoju i nie otwierasz drzwi na pół godziny, żeby Indusi mieli czas spróbować się z tobą dogadać i domyślić się, czego ty od nich chcesz. Stojąc w tych drzwiach i rysując kółka z atramentu. Sprawiając wrażenie wrogiego na dodatek i tajemniczego.

    Powinni przygotować tę misję jak należy, przylecieć, wręczyć co mają do wręczenia i odlecieć wiedząc, że lecą do tępaków, którzy są od nich głupsi i na pewno zareagują siłą jak to głupsi. A nawet jeśli przylecieli bez przygotowania to powinni zrobić wszystko, żeby ułatwić dogadanie się z nimi. Nie zrobili nic.

    Wg mnie to najmniej sensowna filmowa „inwazja” od czasu „Znaków”, kiedy ufoki, których zabija woda przylecieli na planetę składającą się w 70% z wody.

  16. „Co do przesłania filmu to przyszło mi do głowy, że zachwyceni będą z niego wychodzić prolajfersi – spłódź dziecko, nawet jeśli wiesz, że na 100% umrze w męczarniach.”

    NIE

    To nie jest „spłodziła dziecko, mimo że wiedziała że umrze”
    To jest: nauczyłam się przypominać sobie przyszłość. Ale ta przyszłość jest równie niezmienna jak przyszłość. Po prostu się wydarzy. Świadomość tego jest przerażająca, ale jestem silna i zniosę to.
    Pamiętacie, że powiedziała, że wie już, dlaczego rozstała się z mężem? Bo przypomniała sobie, że mu powiedziała, że dziecko umrze. Nie mogła nic zmienić w przeszłości ani przyszłości.

  17. Za niska ocena, mimo wad nawet, niekoniecznie nawet takich które tu wskazujecie. Dla mnie największą bolączką jest amerykańsko-banalny wątek polityczny (źli Chinole rwą się do wojny… dajcie spokój), powiązany z tym trochę wątek generała Changa (chodzi mi o ten telefon który wszystko zmienia) i wrażenie, że wszyscy mają w d… aspekty naukowe czy technologiczne (ja rozumiem, że reżysera to nie interesuje, ale gdyby chociaż na drugim planie jacyś jajogłowi zastanawiali się ot choćby nad biologią przybyszów, to od razu byłoby wiarygodniej, a tak można odnieść wrażenie że istotni są tylko lingwiści). Niemniej zważywszy że tu jakieś popierdółki mainstreamowe czasem 3,5 wyciągają lekką ręką film tej klasy winien mieć ocenę wyższą. ;P 😉 PS: W opowiadaniu (takim sobie wg mnie) cel przybycia kosmitów do końca pozostaje nieznany i żadnych górnolotnych misji jednoczenia ludzkości nie było. Może byłoby lepiej gdyby tak samo pozostało w filmie Villeneuve’a…

  18. I jeszcze jedno
    Czytam sobie komentarze i mam wrażenie że wiele zarzutów wobec fabuły wynika z tego, że kosmici powinni niby działać wg ludzkiego sposobu myślenia, pojmowania czasu i przestrzeni. A przecież ideą całego konceptu opowiadania i książki było to, że oni kompletnie tak nie myślą i nie działają. Można sobie dywagować nad naukowymi aspektami takiego podejścia do czasu i implikacji tegoż, ale trzymając się takich koncepcji filozoficzno-naukowych z jakich wyszli twórcy film na pewno nie ma tylu dziur ile mu wmawiacie.
    i jeszcze ostatnie
    „…bo jeśli wybieram się do kogoś, by wręczyć mu dar, który nie tylko pomoże ofiarowanemu, ale i mnie, to, kurde, staram się zrobić wszystko, żeby zrozumiał moje intencje! Nie wiem, zapraszam nie tylko na korytarz, ale i do wnętrza statku oprowadzając go po każdym zakamarku. Przedstawiam swoich naukowców, którzy próbują rozkminić język angielski, jestem otwarty 24/7 nie tylko raz na osiemnaście godzin itd. itp. A ci nic. Pokazują się, wypisują atramentowe kółka i znikają”
    Rozumiem, że tak działał Kolumb jak do Ameryki dopłynął? 😀
    A kosmici nie przylecieli wręczyć nam dar. To miała być owa gra o sumie niezerowej.

  19. Quentin

    A to Kolumb z przyjacielską wizytą zawitał? Nie wiedziałem. Ocena w sam raz, sprzeciw oddalony :). Zgadzam się, że Denis miał dobre chęci, ambitnie podszedł do sprawy i skłonił nas tu do dyskusji, o których inne filmy tak samo ocenione mogą tylko pomarzyć, ale za tę straszną nudę tej opowieści więcej być nie może.
    Poza tym nie porównywałbym Arrivala do mainstreamowych popierdółek. Mają te same oceny w swoich kategoriach wagowych. Wiadomo, że mistrz świata w ciężkiej nakopie mistrzowi świata w piórkowej, ale oba są mistrze świata :).

  20. Quentin

    PS. Bardziej pod taki film jak zaprezentował Denis pasuje właśnie takie zakończenie jak w opowiadaniu (w sensie, że nie wiadomo po co przybyli) i na pewno byłoby lepiej. Denis pozmieniał i przekombinował.

  21. „A to Kolumb z przyjacielską wizytą zawitał?” – tak zapewne powiedział Indianom a mimo tego nie zaprosił ich na mostek kapitański. 😛 Anyway jeśli kosmici mieli jakiekolwiek pojęcie o rasie ludzkiej to naprawdę dziwisz się, że nie zapraszali ich nazbyt długo do środka statku? Toż ta hołota nieproszona jakieś materiały wybuchowe wnosi. 😉
    A co do osobnych kategorii oceniania dla kina rozrywkowego i ambitnego… Nie mogę się zgodzić do końca, bo nie chodzi mi o to, że coś powinno być wyżej ocenione bo jest filmem ambitnym czy wybitnie artystycznym. Nie, ale kino rozrywkowe nie musi być tylko pustą, poprawnie zrealizowaną popierdółką jakie dziś (głównie) wychodzą z Hollywoodu. Dawne szlagiery Spielberga czy Camerona jak najbardziej zasługują na wyższe noty niż Arrival, jakieś kultowe pozycje campowego kina też, czemu nie, ale jakieś tam bezpłciowe remaki, sequele, spinoffy czy siedemdziesiąte ósme odsłony przygód „Avengersów i spółki” nie powinny mieć not nawet zbliżonych. 😛

  22. Quentin

    Jeśli na arajwalach i awendżersach bawię się tak samo przeciętnie, to i ocenę daję taką samą. Choć oczywiście zgadzam się, że może to być niesprawiedliwe właśnie pod tym kątem, o którym piszesz. No ale nic nie poradzę, że taki Ant-Man mi więcej frajdy przyniósł co Arrival, choć ocenę afair mają tę samą.
    Kosmitom oczywiście, że się dziwię, przecież mieli wgląd w przyszłość, wiedzieli, że wszystko będzie dobrze ;).

  23. Dla mnie to była po prostu nudna lekcja kleksografi.

  24. W filmie pięknie uchwycono walkę młodego małżeństwa ze śmiertelną chorobą dziecka. Pokazuje jak różne postawy wobec tego dramatu można przyjąć. Idealnie ujęto jak choroba zmienia życie ludzi mądrych i wykształconych, którym zrozumienie przyczyn jej „pojawienia się” zajmuje mnóstwo czasu. A gdy częściowo zrozumieją jest już za późno. Klamry czasowej nie ma żadnej. Nie ma wybiegania w przyszłość poza śmierć dziecka, bo tam już nic nie ma. Jest tylko pętla czasowa, która wciąga i przerabia po tysiąckroć zostawiając mnóstwo pytań bez odpowiedzi. W tym filmie nie ma żadnych kosmitów…

    Jak bardzo zmienia się świat, przy założeniu oczywiście rozumnego postrzegania, gdy się dzieci człowiek dorobi…

  25. Quentin

    Dałbym lajka, gdyby się dało :).

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.