Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Belfer (2016), reż. Łukasz Palkowski.
Belfer (2016), reż. Łukasz Palkowski.

Belfer. Recenzja pierwszych dwóch odcinków serialu Canal+

8/9 Internetu zachwycona wczorajszą premierą nowego polskiego serialu kryminalnego – Belfer z Maciej Stuhrem w roli głównej. Najwyższy czas na jakiś rozsądny głos w tej sprawie :). Recenzja pierwszych dwóch odcinków serialu Belfer.

O czym jest serial Belfer

W lesie pod drzewem trójka licealistów znajduje martwą koleżankę (Katarzyna Sawczuk). Wiele wskazuje na to, że popełniła samobójstwo, ale jest też kilka niepokojących wątków w sprawie, którą zajmuje się miejscowa policja (Paweł Królikowski, Piotr Głowacki, moja ulubienica, szkoda, że jej tak mało i ubrana po szyję – Helena Sujecka). Wszystko to dzieje się w niewielkim mieście gdzieś na Mazurach, w którym standardowo wszyscy się znają itd. Następnego dnia zaczyna się nowy rok szkolny, a w szkole, do której chodziła denatka pojawia się tytułowy belfer z Warszawy, który będzie od teraz uczył tu polskiego. Facet dość tajemniczy, który nie lubi opowiadać o sobie, a na zaczepki miejscowego dziennikarza (zawsze mnie rozwalają postaci dziennikarzy z małego miasta, zwykle każdy z nich napisany jest tak jakby prowadził w pojedynkę New York Timesa; Krzysztof Pieczyński), który uważa, że skądś go zna, szybko odpowiada, że eee, zdaje mu się. Belfer rozpoczyna pracę, choć nie sposób nie zwrócić uwagi na to, że wszystko interesuje go bardziej niż uczenie polskiego. I rzeczywiście, nasz belfer rozpoczyna prywatne śledztwo zaciągając języka m.in. od wuefisty (Łukasz Simlat) i znajomych zamordowanej dziewczyny. A życie w miasteczku toczy się dalej swoim torem. Biznesmeni ubijają interesy, gangsterzy niskiego szczebla robią swoje, a miejscowa młodzież jest bardzo rozwydrzona. I każdy ma swoje tajemnice.

Recenzja dwóch pierwszych odcinków serialu Belfer

Takie prawa marketingu, że o serialu musi być głośno przed jego premierą. I o serialu Belfer też było należycie głośno, co zwykle kończy się na dwa sposoby. Albo efekt finalny w postaci serialu wyrywa z butów (rzadko), albo człowiek nasłucha się co to tam miało nie być, a tymczasem jest przeciwnie. Belfer to przykład tego drugiego rozwiązania, choć daleki jestem od twierdzenia, że jest serialem słabym. Belfer nie jest serialem słabym. Belfer jest serialem dobrym, co było już właściwie wiadomo po obsadzie (młody Stuhr w serialu, czyli to z automatu musi być coś więcej; choć akurat aktorsko tu nie błyszczy zupełnie) i reżyserze Łukaszu Palkowskim (Bogowie). Ale nie jest serialem, który zapowiadał nam jego marketing. Jeszcze w weekend Stuhr w studio telewizyjnym przekonywał, że oto w końcu serial, który nie będzie do niczego porównywany. Mieliśmy do tej pory polską wersję tego, polską wersję tamtego, a w końcu powstał serial, który uniknie porównań. Bzdura. Belfer w żaden sposób nie jest w stanie uniknąć porównań do produkcji choćby takich jak The Killing i na pewno nie jest czymś nowym. Zresztą, trudno o coś nowego w kryminale, jakim jest Belfer. Kryminał to kryminał i on rządzi się swoimi niepodważalnymi prawami. Można się nim próbować jakoś twórczo pobawić, ale wiadomo, że wszystko sprowadzi się do tego kto zabił. Belfer z kryminałem się nie bawi w ogóle. Jak po sznurku odhacza kolejne punkty kontrolne kryminału, a to, co go wyróżnia to lepsza realizacja* niż przeciętnych polskich seriali i ciut lepsza obsada.

Czego brakuje jak na razie w serialu Belfer to napięcie. Nie ma go prawie wcale. Jest solidny portret małego miasteczka (choć bez przesady, wiele elementów przeszczepiono tu na siłę z wielkiego miasta albo z amerykańskiego serialu), jest kryminalna sprawa i obowiązkowe tajemnice z przeszłości, a napięcie jak na grzybach. Śmiało można napisać, że nie wydarzyło się przez dwa odcinki nic emocjonującego, co mogłoby na chwilkę choć podnieść widzowi tętno. Słabo jak na coś, co ma ambicje bycia dobrym kryminałem. Akurat w tej kwestii postanowili iść na opak i, by nie być posądzonym o robienie swojskiej wersji czegoś tam, postanowili zrezygnować z zimnego klimatu skandynawskiego thrillera (C+ już się bawił w skandynawski klimat przy Krwi z krwi i może uznali, że wystarczy)? Ja wiem, że akcja dzieje się pod koniec lata, ale to w niczym nie przeszkadza. Tymczasem klimat jest tutaj zupełnie letni (taki od pośredniej temperatury, a nie od lata :P) – ani zimny, ani ciepły – i właściwie niewiele wystarczyłoby zmienić i mielibyśmy Ranczo.

Filmy już powoli uczymy się robić dobre, z serialami gorzej. O ile nie mają jakiegoś fajnego pomysłu, który nie potrzebuje biegłości realizacyjnej wymaganej od seriali XXI wieku (Artyści), to gdy przychodzi opowiedzieć znaną już historię, ale w emocjonujący i zachęcający do oglądania sposób – wtedy gorzej. I Belfer, jak na razie, tego kolejnym dowodem. (Choć i tak jest o niebo lepiej niż bliźniacza Zbrodnia).

*Z tą realizacją też nie jest jakoś tak do końca wybitnie. Weźmy scenę z… wchodzeniem przez furtkę :). Stuhr nie zamyka za sobą furtki, co sensowne w przypadku furtki otwieranej bzyczkiem z domu, tylko dlatego, żeby mógł za nim wejść operator kamery. Albo scenę z grą do kosza. Laski atakują na jeden kosz, a rzuty oddają do innego. No tak to wygląda, nie kłamię! :)

belfer1

belfer3

17 odpowiedzi

  1. Polarbear_pl

    Fakt – napięcia niewiele, choć dla mnie nie pójście w skandynawski klimat jest ok bo go nie lubię. realizacja ok, (chociaż hbo chyba by to lepiej zrobiło). Parę wątków już teraz z dupy np. Papiery z szafki denatki.
    Obsada niezła i dobrze dobrana poza Królikowskim – szeryfem z amerykańskiego zadupia.
    No i pytań cierpiący za miliony już w „mieście 44” – cały czas jedna mina. Reszta młodzieży daje radę.
    Ogólnie mimo wad czekam na następny odcinek bo.mnie wciągnął.

  2. Polarbear_pl

    A i jeszcze wybór tak ładnej aktorki na nielubiana przez wszystkich kujonke co najmniej dyskusyjny.

  3. Quentin

    Ano, mocno abstrakcyjna była scena, w której ww. szeryf zaczął lać przesłuchiwanego. WTF.

  4. Polarbear_pl

    Swoją drogą to pokazuje jak dużo niższe mamy oczekiwania wobec polskich seriali – wystarczy że coś na realizacje na jakimś odpowiednim poziomie (średnim w skali dla zagranicznych seriali) i nie wygląda jak klan czy inne na dobre i na złe i od razu chwalimy jakby to było nie wiadomo co.

  5. Quentin

    Ja tam nie chwalę, choć uważam, że jest lepszy od przeciętnego amerykańskiego serialu. Choć tylko z tego względu, że swojski. To tak jak z polską muzyką, na świecie nic nie znaczy, ale posłuchać miło 😉

  6. Troche takie to wszytko zbyt przewidywalne ,watek z Simlatem,te smieszne wiejskie gangusy

    bedzie troche watkow pobocznych moze nawet nie troche a sporo,co odcinek odpadnie jakis podjerzany a na koncu okaze sie ze trzeba bylo szukac podejrzanej bo zabojstwa dokonala kobieta (moze Cielecka np) … ale mozna poogladac moze czyms jednak zaskocza

    zeby tylko Stuhr dodal pare min wiecej na te chwile sa dwie : „uwaga palę” i akurat nie palę

  7. Obejrzałem pierwszy odcinek i drugi obejrzę już wyłącznie dlatego, że lubię się utwierdzać w przekonaniu, że mam rację.

    Twierdzenie, że Belfer jest dobry, bo ma lepszą od innych seriali obsadę i realizację, to największe nieporozumienie od czasu plastikowych wytłoczek w ptasim mleczku Wedla.

    Belfer jest serialem złym, bo mimo „dobrej” (kwestia gustu) obsady, dialogi wciąż są recytowane z kartki, a psychologiczną głębię postaci buduje się marsową miną.

    Belfer jest serialem złym nawet na tle innych, gorszych seriali. Po prostu te inne są tak złe, że nawet coś nie aż tak złego nie jest czymś dobrym.

    Belfer jest serialem złym, … zresztą wszystko jest w recenzji i tylko nie umiem tego połączyć z Twoim twierdzeniem, że jest dobry. Ciężki dysonans poznawczy.

    pozdrawiam

  8. Wasnie takie same mam odczucia co do tego serialu, rozdmuchana promocja a ludzie jak te owieczki ide za tym nie zastanawiajac sie za duzo, uwazam ze serial jak na polska produkcje to nie jest najgorszy ale nie jest to komplement jak sadze dla porducentow. Mam wrazenie ze z polskimi serialami jest problem z autentycznoscia , nie ma spojnosci w tych produkcjach, klimatu,a ujecia kamer bardzo amatorskie , obraz tez nadal teatralny, no i ten dzwiek ( autentycznie mysle ze jak nie popracuja nad dziwkiem to powinny byc napisy dodawane z automatu)

  9. Quentin

    Dysonans poznawczy zapewne wynika ze zrozumienia pojęć „dobry serial”, „zły serial” – ja tu widzę typowo radykalne podejście: dla mnie jest zły = jest zły. A to tak nie działa. Ma wady, ale zły nie jest. Nie jest tak ekscytujący jak by to wynikało z reklam, ale nudny też nie jest. Nie jest oryginalny, bo jest wtórny, ale to nadal nie oznacza, że jest zły. Ty chyba złego serialu harcu nigdy nie widziałeś :), a raczej stawiałbym na to, że wg Ciebie wszystkie są złe, które Ci się w ten czy inny sposób nie podobają.

    Ano, dźwięk to odwieczny polski problem i tutaj też istnieje. Ale jest jaskółka dobrodźwiękowa w postaci „Na granicy” – ten film akurat udowadnia (mimo bełkotliwych dźwiękowo zwiastunów), że jak chcemy to jesteśmy w stanie zrobić dobry dźwięk.

  10. Ja tu też widzę typowo radykalne podejście: dla mnie nie jest zły, więc nie jest zły. :) I jeszcze raz powtórzę – to, że widziałem kilka gorszych seriali, nie sprawi, Quentinie, że na ich tle ten ocenię jako dobry. Zło ma wiele twarzy !!1 (o czym zdążyłeś się przekonać, oglądając trzeci odcinek 😉 )

  11. Quentin

    No przestań, przecież ja jestem obiektywny! 😉

  12. Quentin bez avatara :P
    Quentin bez avatara :P

    Dobra, mam dwie sekundy więcej, to pełnym zdaniem :). Wydaje mi się, że nie zauważasz (albo nie chcesz zauważyć :) ) pewnej różnicy pomiędzy „serial jest dobry”, a „serial mi się podobał/nie podobał”. Raczej pochwał na jego temat w tej recenzji DWÓCH odcinków nie znajdziesz (choć już nie pamiętam do końca co pisałem, więc może się podkładam :) ), ani zachęty do oglądania. Więc trochę nie ma sensu twierdzenie „dla mnie dobry = jest dobry”. Nie wiem, może nieskutecznie, ale jednak starałem się stanąć trochę z boku w ocenie serialu, który tak mnie wciągnął, że z oglądaniem kolejnych odcinków wstrzymałem się trzy tygodnie. I z tej pozycji z boku nadal uważam, że te dwa odcinki były w porządku, a na pewno nie były złe (kwestia doboru słów wg mnie nieistotna dobry, w porządku, niezły itp.; jak ktoś będzie chciał to się czepnie, że dobry to nie to samo co w porządku, dla mnie bez różnicy). Gdyby ktoś musiał obejrzeć jakiś polski serial pod groźbą utraty życia, to „Belfer” na pewno by go nie dobił :).

    Natomiast kolejne odcinki to już zupełnie inna historia.

  13. Podkładasz się, bo napisałeś, że jest dobry. :) Jakbym miał wybierać linię obrony, to szedłbym raczej w kierunku: sorry, falstart, pijany byłem, to się więcej nie powtórzy. :)

    Ale dobra – skalibrujmy celowniki i zsynchronizujmy zegarki, żebyśmy wiedzieli, co rozumiemy przez „dobry serial”. Dla mnie dobry jest Pitbull – obsada, scenariusz, dialogi. Ok, Rosati jest drętwa, ale każda wioska ma swojego głupka, więc może po prostu pasowała do roli. W Pitbullu do niczego się nie przyczepię, nie będę męczył buły, że co prawda to czy tamto kuleje, ale pod groźbą utraty życia nikomu krzywdy nie zrobi. A Belfer to tacy Złotopolscy tylko ze Stuhrem.

  14. Quentin

    Powtarzam, napisałem, że dobre są dwa odcinki. Linia obrony mi niepotrzebna. (Plus napisałem też furę innych słów na temat serialu, z niektórymi się nawet zgadzasz 😉 tylkoś się tego jednego, biednego, „dobrego” przyczepił :)

    Z „Pitbillem” nic nie skalibrujemy, bo film był fatalny i serialu już nie oglądałem :)

  15. Ja na szczęście obejrzałem serial, a filmu albo nie obejrzałem, albo wyparłem. Vega jest dobry w krótkich formach – pojedyncze sceny, dialog sytuacyjny. Udaje mu się ogarnąć temat maks. do 45 minut, powyżej tego zwykle gubi kurs i ścieżkę, i kończy na plecach w jakichś krzaczorach. Nowym porządkom dałem na Filmwebie chyba 9, bo traktuję je jak ciąg skeczy i udaję sam przed sobą, że nie jest to klasyczny film fabularny, ale pierwszy Pitbull był na poważnie, więc braki warsztatowe Vegi musiałby boleć wyjątkowo.

    A co do biednego „dobrego”… mleko się wylało i będzie się to za Tobą ciągnąć. Już ja tego dopilnuję. 😛

  16. Quentin

    Patrz, jak bardzo się przejmuję:

  17. Quentin

    Widziałeś? :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.