Serialowo, s13e13. Król (2020), reż. Jan P. Matuszyński. CANAL+
Serialowo, s13e13. Król (2020), reż. Jan P. Matuszyński. CANAL+

Serialowo, s13e03. Carmel, Król, Servant. Netflix, CANAL+, Apple TV+

Choć, podobnie jak i filmy, ucierpiały przez pandemię, to jednocześnie trudno byłoby wyobrazić sobie dla nich lepszy czas. Coraz lepiej i sprawniej produkowanych seriali, którym ubył konkurent w postaci kina. Na naszych oczach dzieje się historia i seriale przejmują świat rozrywki? Tego nie wiem, ale na pewno na naszych oczach dzieje się nowy odcinek Serialowa.

Serialowo, s13e03

Carmel: Kto zabił Marię Martę?, Carmel: Who Killed Maria Marta?. Netflix

Czteroodcinkowy serial dokumentalny Carmel: Kto zabił Marię Martę? pokazuje, że świat nie kończy się na naszym własnym nosie. A przynajmniej mnie to pokazał. Człowiekowi wydaje się, że słyszał o wszystkich większych głośnych sprawach kryminalnych, którymi żyły miliony, ale gdy się tak nad tym zastanowić, to kończą się one na sprawach polskich, amerykańskich, może jeszcze jakiś związanych z naszymi geograficznymi sąsiadami. A przecież istnieje jeszcze cała reszta świata, która ma swoich własnych celebrytów, o których nigdy się nie słyszało i swoje własne sprawy kryminalne, o których nie słyszało się również. Co symptomatyczne, ta konkretna wydarzyła się niewiele ponad dekadę temu, czyli jest zupełnie świeża i w dobie Internetu jej odpryski powinny dotrzeć i tutaj. Z drugiej strony czemu powinny, skoro mowa o jakimś tam morderstwie w jakiejś tam Argentynie? I żyła nim cała Argentyna na skalę, której nie potrafię porównać do niczego, co wydarzyło się u nas. A przynajmniej tak to przedstawia serial Netfliksa.

Sprawa w skrócie wygląda tak. Pewnego wieczora w domku leżącym w snobistycznym country clubie odnalezione zostało ciało kobiety. Leżące w wannie pierwszy ujrzał jej mąż. Wezwane na miejsce pogotowie oceniło, że kobieta zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku. Ciało pochowano, ale prowadzącemu sprawę prokuratorowi coś nie dawało spokoju. Zarządził ekshumacje, a sekcja zwłok ujawniła szokującą prawdę.

Carmel: Kto zabił Marię Martę? posiada wszystko, co powinien posiadać każdy szanujący się serial docu-crime. Interesującą zagadkę kryminalną, która kryje w sobie przynajmniej kilka twistów oraz następujący później proces mający odpowiedzieć na wszystkie palące pytania. Historię poznajemy z ust jej głównych, żyjących bohaterów oraz dziennikarzy relacjonujących ją w trakcie jej trwania.

Pierwszą rzeczą, o którą pytam ja, gdy ktoś zajawia mi jakiś docu-crime jest to, czy na końcu dostajemy wszystkie odpowiedzi. Wy pewnie zapytalibyście o to samo, jeśli chodzi o Carmel, a ja nie wiem, czy odpowiadać, bo to poniekąd spoiler do historii, której odbiorcy powinni unikać spoilerów. No ale odpowiem. Nie, nie wszystko zostało wyjaśnione do końca i wydaje się, że drugi sezon może powstać. Choć wcale nie musi, bo fajne w tej historii jest to, że sama odpowiedź na pytanie „kto zabił?” nie jest tu jedyną atrakcją. Dokument, krótki, bo czteroodcinkowy, pokazuje też wiele innych aspektów tej sprawy. Medialny (rola mediów w procesie stulecia jest nieunikniona), społeczny (społeczeństwo w ogóle dowiedziało się o istnieniu takich klubów dla bogaczy) czy historyczny (potrzebowaliśmy czegoś, żeby nie zamartwiać się krachem i kryzysem gospodarczym). Gdyby serial był rozwleczony jak Schody czy drugi sezon Making a Murderer, to bym go nie polecał. Ale na szczęście nie jest i trwa tyle, ile potrzeba i ile można sieknąć za jednym zamachem.

No i znowu to samo. Chcę krótko o kilku serialach, a już o pierwszym napisałem tyle, że można z tego zrobić osobny wpis. Trzeci raz z rzędu.

Król, s01e01. CANAL+

Od razu mówię, że nie znam książki Szczepana Twardocha. Chcę ją przeczytać, w sumie przeczytałem już kilka stron, po których wiem, że chciałbym poczytać dalej, ale jakoś nie mogę wcisnąć jej pomiędzy chęć obejrzenia czegokolwiek, a śpiewanie „Jadą, jadą misie” usypiającej dwie godziny córce. Serial będzie obejrzeć prościej.

Warszawa międzywojenna. W kulturowym, wielonarodowym tyglu wrze pomiędzy społecznością polską i żydowską. Bogaty możesz być tylko wtedy, gdy pójdziesz w politykę albo w gangsterkę. Utalentowany pięściarz Jakub Szapiro (Michał Żurawski) to prawa ręka kuma Kaplicy (Arkadiusz Jakubik), któremu z jednej strony chciałby udowodnić, że nadaje się na zastąpienie go, gdy przyjdzie pora na ustąpienie z tronu ojca chrzestnego, a z drugiej nie do końca zgadza się z wymaganymi do tego metodami.

Chciałbym napisać o fabule coś więcej, ale w pilotowym odcinku nie ma niczego więcej i właściwie można by się spierać, czy fabuła ta w ogóle jest. Przed premierą wybrani krytycy (piszę „wybrani”, żeby było Wam łatwiej pisać, że mnie nie wybrali i teraz marudzę) krzyczeli, że oto arcydzieło, kunszt i jeszcze lepiej, ale premiera pokazała prawdę. Jest OK, ale jeszcze nie pora na takie peany. Może owi krytycy widzieli trochę więcej – potencjał na fajny serial jest na pewno.

Po pilocie Król to takie nie wiadomo co. Polskie Gangi Nowego Jorku są serialem ambitnym, który jednak chyba trochę napotkał na ścianę polskiej produkcji. Chciałoby się, ale nie ma za co. Z jednej więc strony kostiumy, scenografia itd. robią wrażenie, ale z drugiej strony robią wrażenie „jak na polski serial”. Matuszyński, który go wyreżyserował, jest zdolnym reżyserem i radzi sobie z materią serialową o wiele lepiej niż poprzednicy przy nędznych Belfrze i Żmijowsku C+, ale chciałoby się coś więcej niż o kilka minut za długie wprowadzenie postaci. Bo tym pilot Króla jest – wprowadzeniem postaci. A że, oceniając po obsadzie, jeszcze nie wszystkie zostały wprowadzone, istnieje zagrożenie, że w kolejnych odcinkach nadal będą wprowadzane kosztem unikania wymagających większego budżetu sekwencji.

Nie wiem w sumie, czego spodziewać się dalej. Nie ma co liczyć na to, że w kolejnych odcinkach pojawi się tzw. klimat (w pilocie go brak; ww. scenografie i kostiumy sprawiają wrażenie, że przed włączeniem kamery ktoś je jeszcze przeleciał miotełką do zbierania kurzu), więc liczę w końcu na jakąś fabułę. Bo parę fajnych kreacji aktorskich i odważne założenie serialowej produkcji z rozmachem, to za mało na to, żeby było czym mieszać w szklance wody.

Servant, s1. Apple TV+

O moim szacunku do tego serialu niech świadczy fakt, że obejrzałem ciurkiem sześć odcinków, ale potem coś mnie oderwało i przez dłuższy czas do niego nie wróciłem. Kiedy w końcu pojawiła się do tego szansa, obejrzałem te sześć odcinków raz jeszcze, łącznie z pozostałymi odcinkami do końca sezonu. Czekam na drugi.

Nie ma wątpliwości, stworzony przez M. Night Shyamalana Servant to jedna z najciekawszych propozycji minionego sezonu. Jak również jeden z najlepszych telewizyjnych thrillero-horrorów serwowanych w formie serialu. Pierwszym słowem, jakie przychodzi do głowy w kontekście Servant jest oczywiście „klimat”. Nad serialem od pierwszej do ostatniej minuty wisi ten klimat niepokoju, strachu, przekonania nie tylko o tym, że za chwilę coś się wydarzy, ale wydarzy się coś mrocznego, strasznego, przerażającego. I nie szkodzi, że przeważnie się to nie wydarza. Nawet lepiej, bo strach najlepiej gdy rozkwita w wyobraźni widza, a nie w jumpscare’ach i dosłowności ekranowych wydarzeń.

Oto para bogatych mieszczuchów (ona dziennikarka telewizyjna, on smakosz) do opieki nad swoim dzieckiem wynajmuje skromną, cichą i sympatyczną dziewczynę (Nell Tiger Free). Wraz z jej pojawieniem się, w domu zaczyna dziać się coraz dziwniej, a zwrotów akcji nie zabraknie.

Kunsztem Servant jest to, że udało się stworzyć tak interesujący i trzymający przez cały czas w niepokoju serial z zaledwie kilkoma aktorami na krzyż przebywającymi w jednym mieszkaniu. Czasem wychodzimy z bohaterami przed klatkę schodową, albo wyjeżdżamy gdzieś dalej i oglądamy transmisję live na iPad-zie, ale praktycznie cała akcja rozgrywa się w kilku pomieszczeniach. Odcinki nie są długie, jest ich dziesięć – widać, że twórcy mają świadomość tego, że nie jest to materiał na dwadzieścia cztery czterdziestominutowe odcinki, nawet gdyby stanąć na głowie i je rozciągnąć o dziesiątki zapychaczy. Materiału starcza akurat na tych dziesięć półgodzinnych odcinków i taki właśnie metraż został wykorzystany w maksymalnym stopniu. Nawet jeśli od czasu do czasu pojawi się jakiś nudniejszy fragment, to i tak Servant nie traci ww. klimatu, który umila czas snucia się po pustych pomieszczeniach tonących w półmroku.

Jeśli wszystko pójdzie jak należy, to zakochacie się w Servant już w pierwszym odcinku, gdy coś zupełnie niespodziewanego walnie z hukiem w pręty.

4 odpowiedzi

  1. Schody nie są nudne, widziałem chyba z rok temu i nie nudziłem się. Ciekaw jestem serialu, opartego na tej samej historii, w którym ma zagrać główną rolę Harrison Ford.

    Servant to świetny serial, jedna z najlepszych rzeczy od Shyamalana, i piszę to bez złośliwości i ironii. Choć nie wyreżyserował wszystkich odcinków, ale narzucił swój styl w pierwszym odcinku i tego się trzymają pozostali reżyserzy. Ale nie wyobrażam sobie 5 czy 6 sezonów z tą samą historią, a podobno tyle showrunner serialu i Shyamalan planują. Z tą produkcją jest też tak, że lepiej zdradzić jak najmniej, więc jak komuś polecam to ostrzegam przed oglądaniem trailera, który zdradza zbyt wiele z pierwszego odcinka, np. o co chodzi z dzieckiem, a ja oglądałem serial nie widząc wcześniej zwiastuna, tylko wiedziałem, że to serial współtworzony przez reżysera Split. No i mnie bardzo pilot zaskoczył rozwojem wydarzeń.

    Jest to też produkcja, której nie powinno się oglądać będąc głodnym, bo dużo scen przygotowywania posiłków po których można zgłodnieć (a niektóre mogą obrzydzić). No i te sceny przygotowania jedzenia to najlepsze food porn jakie widziałem od czasu podobnych scen w serialu Fullera Hannibal.

    Co do Króla to ja bym powiedział, że opinie są bardzo dobre, zbiera serial oceny takie w granicach 8/10, że jeden z najlepszych seriali polskich i to są oceny po dwóch odcinkach, ale nie czytałem i nie oglądałem recenzji, w których pisano/mówiono, że to arcydzieło, czyli takie gdzie sypią się 6/6 i 10/10.

    Dla mnie 1 odcinek był porządny, choć nie do końca rozumiem porównań z Peaky Blinders, dla mnie bliżej tej produkcji do świetnego serialu Toma Tykwera Babilon Berlin (na HBO GO), który łączy kryminał, sensację, z polityką, obrazem społeczeństwa, akcja dzieje się też przed II wojną światową. Zresztą 1 odcinek Króla kończy się sceną, w której bohater widzi na niebie coś czego tam nie powinno być, a finał najnowszej serii BB ma scenę, w której pod ulicą, w kanałach bohater główny też widzi pewne zwierzę, które nie mogło tam być. Bardzo ogólnie piszę, bo nie chcę zdradzić co to były za zwierzęta (choć akurat nie wiem czy do sceny z BB słowo „zwierzę” pasuje), ale w tym momencie pomyślałem, że oglądam polskie Babilon Berlin.

    Ja uwielbiam BB, bo to świetny neonoir, połączony z filmem muzycznym, politycznym, zrobiony z ogromnym rozmachem, a Król zapowiada się porządnie, widać rozmach (choć do rozmachu Nikodema Dyzmy z Romanem Wilhelmi to daleko, z tym serialem porównuję większość polskich seriali kostiumowych z ostatnich lat, choć mógłbym do każdego innego serialu kostiumowego z lat PRLu), ale jest zbyt teatralnie, w BB nie jest tak czysto jak w tym serialu.

    I nie wiem co mam sądzić o aktorach, a zwłaszcza o jednym. Wszyscy grają dobrze, podobają mi się, ale nie wiem czy Szyc, którego lubię, przeszarżował czy jednak nie.

    Z ostatnich polskich seriali bardziej mi podszedł Ślepnąc od Świateł od HBO, który bardzo mi się całościowo podobał, choć pamiętam, że 1 odcinek to mnie prawie odrzucił. Wiem że seriale HBO a Canal+ to dwie skrajnie różne produkcje, ale akurat o tych dwóch wspominam, bo to chyba najgłośniejsze polskie seriale ostatnich lat (nie liczę Korony Królów;-)) i najbardziej ambitne w samej realizacji.

    A poza tym było kilka dobrych z Canal+ i HBO, jak Kruk Macieja Pieprzycy, Wataha, Zasada przyjemności, ale to w większości sa kryminały i sensacyjne produkcje. A był też serial Machulskiego Mały zgon, którym wrócił do reżyserii, ale to tylko przyzwoita produkcja, o której pewnie mało kto słyszał, choć serial od Canal+.

    Nie rozumiem tylko czepiania się co niektórych widzów co do polskiego dźwięku, bo akurat w 1 odcinku byl dobry, a nie oglądałem w słuchawkach i z polskimi napisami, i wszystko zrozumiałem. Sporo oglądam filmów i seriali polskich, więc świadom jestem jaki to problem jest w polskim kinie (choć ostatnio moim zdaniem lepiej jest), ale akurat nie dotyczy to 1 odcinka Króla.

  2. Akurat kaszalot na niebie to motyw z książki, który pojawia się tam co jakiś czas. Podobnie Szyc jako Radziwiłek, też mocno wzorowany na tym z powieści, chociaż pewnie dopiero się rozkręca.

  3. Quentin

    Nie napisałem, że „Schody” są nudne ;), choć nie dobrnąłem do końca, więc pewnie na to wychodzi. Jak dla mnie, powinni zrobić jakieś dłuższe streszczenie oryginalnego serialu i do niego dokręcić swój epilog. Słuchanie przez kilka odcinków o spadnięciu ze schodów przerosło i mnie i Aśkę i odpadliśmy w połowie serialu bez większej ciekawości o to, jak się to skończy.

    Pierwsza z brzegu przedpremierowa recka „Króla” z Onetu: „Świetny materiał wyjściowy, świetni scenarzyści, świetny reżyser, świetni aktorzy. Świetna, odważna, głęboko filmowa wizja całości”. Jak to nie jest entuzjastyczna opinia, to nie wiem, co jest entuzjastyczną opinią :).

    Porównywanie do „Ślepnąć od świateł” jak najbardziej na miejscu, choć to dwie zupełnie różne rzeczy. Ale te same, jeśli chodzi o jakość produkcji z półki „już nie polski, ale światowy”. I „Król” tego porównania nie wytrzymuje, choć to właśnie do „Ślepnąc” go trzeba porównywać, bo innej konkurencji na tym poziomie nie ma.

    „Kruk” jest bardzo fajny, to mój ulubiony polski serial C+. Z „Watahy” odpadłem przed finałem pierwszego sezonu, ale niewykluczone, że do niego wrócę. Natomiast „Mały zgon” to nieporozumienie. Być może najgorszy polski serial, gdy mówić o produkcjach z jakimiś tam aspiracjami.

    A właśnie, co z tym Radziwiłkiem? To Polak jest? A jeśli Polak to czemu mówi „po niemiecku”? (Dobra, doczytałem już) Ja tam Szyca lubię, uważam, że zagrał jak trzeba było.

  4. Król to nuda. Miła dla oka nuda. Nie chce mi się oglądać dalej. A jak takie świetne to chyba powinnam czekać kolejny odcinek. Szyc mnie tylko urzekł.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.