Nienawistna Ósemka [The Hateful Eight] (2015) - obsada filmu Quentina Tarantino
Nienawistna Ósemka [The Hateful Eight] (2015)

Nienawistna Ósemka, czyli powtórka z Tarantino

Zapraszam do recenzji najnowszego filmu Quentina Tarantino – Nienawistna Ósemka [The Hateful Eight]. Będzie to jedna z tych standardowych Q-recenzji, w której przez cały czas narzekam, a na końcu wystawiam Siódemkę.

Przy okazji warto wspomnieć o ciekawej rzeczy. Gdzie nie zajrzę, wszędzie widzę zachwyty nad filmem Nienawistna Ósemka. „W skali do 10 mocne 11”, „Tarantino znowu to zrobił!”, „Zabrońcie mu robić filmy, bo inni reżyserzy wyglądają przy nim jak filmowi debile!” (to ostatnie zmyśliłem). I tylko na Q-Fejsie przeważnie marsowe miny i narzekanie, że to już nie to. Nie wiem, jaki z tego wyciągnąć wniosek, ale wie, że byliśmy w kinie z Aśkiem i oboje prawie usnęliśmy z nudów w pierwszej godzinie. Filmu Tarantino!

Nienawistna Ósemka [The Hateful Eight] (2015)
Reżyseria: Quentin Tarantino
Scenariusz: Quentin Tarantino
Obsada: Samuel L. Jackson, Kurt Russell, Jennifer Jason Leigh, Walton Goggins, Demián Bichir, Tim Roth, Michael Madsen, Bruce Dern, James Parks, Zoë Bell, Channing Tatum
Zdjęcia: Robert Richardson
Muzyka: Ennio Morricone
Kraj produkcji: USA

O czym jest Nienawistna Ósemka?

Przez zimowy krajobraz Wyoming podąża dyliżans. W środku łowca nagród John Szubienica Ruth (Kurt Russell). Wynajął cały dyliżans na własność, bo eskortuje skute kajdanami 10 tysięcy dolarów. To niejaka Daisy Domergue (Jennifer Jason Leigh), zło wcielone w przypominającej kobietę postaci. Ruth wie, że zanim dotrze z nią do celu, musi przygotować się na wszystko. 10 tysięcy to łakomy kąsek dla każdego łowcy nagród i innego szubrawca. Sytuacja się komplikuje, gdy nad Wyoming nadciąga burza śnieżna. W drodze do miejsca na przeczekanie śnieżycy – pasmanterii Minnie – dyliżans z Ruthem zabiera dwóch zagubionych wędrowców. To major Marquis Warren (Samuel L. Jackson) i mężczyzna podający się za nowego szeryfa pobliskiego miasteczka (Walton Goggins). W piątkę docierają do pasmanterii, gdzie schroniło się jeszcze kilka osób. Ruth szybko dochodzi do wniosku, że nikomu nie można ufać i lepiej będzie dmuchać na bardzo zimne.

Siedem u Tarantino to jak piętnaście u Zanussiego

W tym krótkim śródtytule mam nadzieję zawarłem całe wytłumaczenie faktu, że mimo późniejszego narzekania Nienawistna Ósemka dostanie aż 7/10. Prosta sprawa. Tarantino robi filmy lepsze i gorsze, ale zawsze są to filmy ponadprzeciętne. Nie widać w nich ani kawałka zrobionego na przysłowiowy odpieprz się czy przypadkowego (no w Django trochę widać). Co gubi go najczęściej to zbytnia pewność siebie i przekonanie, że co nie nakręci, to wszyscy padną do jego stóp. Umiejętności reżyserskie i odpowiednio dobrana ekipa sprawiają, że w ten czy inny sposób kolejne jego filmy to kinowe wydarzenie i temu nie zamierzam negować. Ale z każdym kolejnym filmem jest coraz więcej Tarantino w Tarantino i mimo wszystkiego dobrego, co można powiedzieć o filmie Nienawistna Ósemka (a trochę można), to jednak całość pachnie odgrzewanym po raz trzeci kotletem. Chciałoby się dostać coś nowego, świeżego, zaskakującego, a tu nic. Chciałoby się posłuchać dialogów gotowych do późniejszego cytowania, a tu tym bardziej nic. Pierwsza połowa filmu to jałowe gadanie o niczym i nic dziwnego, że można przysnąć. No ale to wciąż ponadprzeciętny film, więc traktowanie go oceną niższą niż 7/10 byłoby w moim zrozumieniu nie na miejscu. Quentin Tarantino nie robi filmów poniżej Siódemki.

Co nie zmienia faktu, że w moim Top 10 filmów Quentina Tarantino Nienawistna Ósemka zepchnęła wczoraj z dziesiątego miejsca Jackie Brown.

Recenzja filmu Nienawistna Ósemka

No dobra, to można sobie trochę ponarzekać. Moja radykalna opinia świeżo po seansie brzmiała tak: pierwszą połowę filmu wyciąć w pizdu. (Przepraszam za przekleństwa, ale to recenzja filmu Quentina Tarantino). Cóż to była za ładnie nakręcona (choć nie mam pojęcia po co używać specjalnej kamery do kręcenia wnętrza powozu itd.), jeszcze ładniej zimowa i momentami elokwentna nuda. Żadnych dyskusji o podwójnym mckróliku ze śrutem, analizy zoofilii w piosence Ricky’ego Nelsona z Rio Bravo ani nic takiego. Żadnego napięcia pomiędzy bohaterami, nic. Gadka po próżnicy, która niewiele wniosła do tej przydługiej uwertury. Tarantino próbował przemycić ww. napięcie w podejrzliwości Rutha i sianiu niepewności co do tego kto z bohaterów mówi prawdę i czy ktokolwiek w ogóle ją mówi, ale ciężko to zrobić, kiedy widz tak naprawdę nie ma żadnej postaci, której mógłby kibicować. OK, może i ten tu kłamie, ale co z tego? Niewiele. Wobec takiego stanu rzeczy seans ograniczony do słuchania rozmowy kilku ludzi w powozie staje się nudnym przeżyciem. Wyciąć to, zostawić co najważniejsze i od razu film byłby lepszy.

Szczególnie że wraz z podaniem potrawki w wiuchanej zimowym wiatrem pasmanterii w filmie Nienawistna Ósemka w końcu zaczyna się coś dziać. Ale znów, zamiast dostać coś nowego, dostajemy powtórkę z rozrywki, którą najsilniej i najwyraźniej widać w rozgrywce pomiędzy Jacksonem i Dernem. To znów ten klasyczny tarantinowski myk, który od razu wprowadził do kina na poziomie perfekcji (Prawdziwy romans, Hopper kontra Walken), a potem próbował powtórzyć, ale nigdy już tak dobrze. W filmie Nienawistna Ósemka wyszło to całkiem efektownie, ale ja osobiście czułem spory zawód, że Tarantino w kółko zmusza mnie do oglądania tego samego. Nie mówiąc o tym, że fabularnie to w ogóle w całości powtórka z Wściekłych psów. Ale tam to było po raz pierwszy i jakie miało dialogi! Pozbawione przez czas akcji (zimowy Dziki Zachód) możliwości wrzucania popkulturowych wstawek, dialogi Nienawistnej Ósemki wiały przeciętnością (1. przeciętnością jak na Tarantino, 2. kilka perełek się przemyciło, ale reszta to sztampa ożywiona dzięki możliwości pójścia na całość w tematyce rasistowsko-seksistowskiej i przylaniu parę razy kobiecie w limo) i cytować nawet za bardzo nie ma co. Może historię o Meksykanach i psach, choć tu akurat mam wrażenie, że wziętą z jakiegoś dowcipu z brodą akurat. A poza tym można było odnieść wrażenie, że gadają, bo szef sobie wymyślił, że jego film będzie trwał trzy godziny i czymś to trzeba zapełnić.

Na szczęście sytuację – jak to zwykle w filmach bywa i to nie tylko u Tarantino – uratowała krew i makabra (doszukujący się na siłę potwierdzenia swojej tezy autor mógłby tu mruknąć, że wolta fabularna przypomina tę z połowy Od zmierzchu do świtu), przez którą człowiek trochę zapomniał, że przez godzinę się nudził i gotów by pomyśleć, że cały film był dobry. Myślę, że to właśnie temu złudzeniu ulegają zachwyceni recenzenci.

Tim Roth w filmie Nienawistna Ósemka The Hateful Eight

Christoph Waltz w filmie Nienawistna Ósemka.

Muzyka w filmie Nienawistna Ósemka

Mam swoją teorię dlaczego to wszystko wyszło jak wyszło. Wszystko przez… Ennio Morricone. Jak wiadomo Tarantino od lat chciał, żeby włoski mistrz zrobił muzykę do któregoś z jego filmów. Nie wychodziło, więc musiał sobie radzić po swojemu. I stąd w każdym filmie Tarantino muzyka odgrywa kluczową rolę nie tylko wpadając w ucho, ale nadając poszczególnym scenom dodatkowej wartości. Nikt tu nic nie napisał (z grubsza) tylko powyciągane zostały rodzynki z wielu ciast. Każdy zna te sceny, to te, w których do głowy przychodzi podziw co do tego, z jaką celnością Tarantino podkrada sobie piosenki czy motywy muzyczne z innych filmów. Aż tu w końcu Morricone znalazł dla niego czas i zgodził się trzasnąć soundtrack. Tarantino oszalał ze szczęścia, batutę oddał mistrzowi i… w ten sposób nakręcił pierwszy film z taką sobie muzyką. Żadnych odpowiednio dobranych piosenek, żadnych czterominutowych arcydzieł łączących idealnie dopasowaną muzykę z wydarzeniami na ekranie – nic tylko muzyka ilustracyjna Morricone. I ktoś tu teraz powie: hola! ta muzyka została właśnie nominowana do Oscara! No ale co z tego?! W kinie nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia, ale pomyślałem, że może się dobrze nie przysłuchałem, więc rano dla pewności powtórzyłem sobie soundtrack już bez filmu i wrażenia te same, a ściślej rzecz biorąc zero wrażeń. To dobra muzyka ilustracyjna ograniczona gatunkiem filmowym – thrillerem jakby nie patrzeć – ale nic więcej. Czy to w porównaniu do starych kompozycji mistrza, czy kawałków, które do swoich filmów wydłubywał nie wiadomo skąd Tarantino. Uważam, że Nienawistna Ósemka byłaby dużo lepsza, gdyby Ennio Morricone nie walnął do niej całego soundtracku.

Aktorzy w filmie Nienawistna Ósemka

Od momentu ogłoszenia nominacji do Oscarów Internet i okolice wrzą od narzekania na rasizm Akademii. Wśród nominowanych aktorów i aktorek nie ma ani jednego czarnoskórego, Azjaty czy Indianina. Polaka też nie, rasiści! Do wczoraj uważałem to narzekanie za przesadę, bo nie widziałem żadnej nie-białej roli, która w zeszłym roku zasługiwałaby na nominację. Will Smith w Concussion? Bądźmy poważni! Żona Willa teraz będzie protestować, ale może by się zimnej wody lepiej napiła. Ale. Od wczoraj – choć nadal uważam te protesty za przesadę – to jednak myślę, że pominięcie Samuela L. Jacksona przy nominacjach to spore niedopatrzenie, bo mocno na nominację zasłużył. Obok Jennifer Jason Leigh był najjaśniejszym ( :) ) aktorsko punktem filmu Nienawistna Ósemka. Na liście nominowanych mógłby zastąpić Matta Damona w pierwszoplanowych albo połowę tych z drugoplanowych, bo i tu i tu można by go wcisnąć.

Samuel L. Jackson celuje z rewolwerów w filmie Nienawistna Ósemka.

– Wyjmij Oscara… POWOLI! I rzuć go w moją stronę! – recenzja filmu Nienawistna Ósemka.

Błysnął też Goggins i trzeba przyznać, że to sztuka zagrać tak, żeby widz nie zauważał w nim faceta z cyckami z Synów anarchii. Reszta zaś obsady może sobie odhaczyć w portfolio, że zagrała u Tarantino i to wszystko co można o nich powiedzieć. No jeszcze to, że Tim Roth zagrał rolę Christopha Waltza, a Michael Madsen rolę Daryla z The Walking Dead.

No i szacuneczek dla Channinga Tatuma. Ludziom automatycznie włącza się hejt na gogusia i słabego aktora, ale na to pomoże już tylko maść na ból dupy. Jestem zdania, że gdyby na miejscu Tatuma pojawiły się Szyce czy inne nasze tuzy aktorstwa to skończyłoby się na tremie i jąkaniu. A Tatum przyszedł i zrobił swoje.

Co zapamiętam najbardziej z filmu Nienawistna Ósemka?

Że Tarantino zerżnął scenę od Barei :).

No, ale tego jeszcze nie grali, żeby Tarantino kopiował od Barei. Nawet czapka się zgadza! #smaczek

Posted by Q-Blog on 15 stycznia 2016

(2042)

PS. A zapomniałem. Niespodziewany narrator mówiący w środku filmu głosem Quentina Tarantino brzmiącym jak głos Tima Rotha – całkiem z dupy. Nie mam pojęcia co to miało na celu poza odhaczeniem na trivii IMDb, że także i tutaj, jak w każdym jego filmie, wystąpił osobiście.

Zapraszam do recenzji najnowszego filmu Quentina Tarantino - Nienawistna Ósemka [The Hateful Eight]. Będzie to jedna z tych standardowych Q-recenzji, w której przez cały czas narzekam, a na końcu wystawiam Siódemkę. Przy okazji warto wspomnieć o ciekawej rzeczy. Gdzie nie zajrzę, wszędzie widzę zachwyty nad filmem Nienawistna Ósemka. "W skali do 10 mocne 11", "Tarantino znowu to zrobił!", "Zabrońcie mu robić filmy, bo inni reżyserzy wyglądają przy nim jak filmowi debile!" (to ostatnie zmyśliłem). I tylko na Q-Fejsie przeważnie marsowe miny i narzekanie, że to już nie to. Nie wiem, jaki z tego wyciągnąć wniosek, ale wie, że byliśmy w kinie…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Dziewięcioro nieznajomych podczas zamieci śnieżnej zaczyna skakać sobie do gardeł. Jeden z najsłabszych filmów Quentina Tarantino. (Daj Boże, żeby wszystkie filmy były takie słabe :) ).

18 odpowiedzi

  1. Zgadzam się w zasadzie prawie ze wszystkim… Uczucia ambiwalentne, bo z jednej strony czas mi szybko minął (początek nie był tak bardzo nudny w moim odczuciu), ale z drugiej.. d… nie urwało..
    Dałbym te 7,5 za początkowy kawałek – zbudował klimat na dzień dobry.

  2. Niestety nie zgodzę się – to słaba 1 na 10. A może i gorzej bo nuda to największa zbrodnia jaką może twórca popełnić wobec filmu. Dając 7/10 ewidentnie pokazałeś niemoc wyrwania się ze szponów słabości do starej miłości :).

  3. Quentin

    Człowiek dający Jedynkę „Nienawistnej Ósemce” kwestionuje moją Siódemkę i mnie przy okazji :) Zauważam w tym sporą dawkę humoru :)

  4. Azaliż nie możesz brać krytyki swojej krytyki jak krytyki swojej osoby :)

  5. Quentin

    Azaliż ja o kwestionowaniu, nie o krytyce 😉

  6. A co do Morricone jestem zaskoczony Twoją opinią bo stworzył naprawdę dobrą muzę poczynając od kawałka rozpoczynającego film. A taka ciekawostka że i tak znalazło sie kilka jego utworów z Thing Carpentera i jeden z Egzorcysty 2 z innych filmów.

  7. Najkrótsza recenzja to wyciąć 30 minut bezsensownego gadania, resztę zostawić i spokojnie 9/10 wpadnie :)
    Momentami wkurzało mnie to gadanie – zwłaszcza dyliżans, za to historia syna Derna i lodzik na śniegu….tylko chore umysły mogą wytworzyć tak piękną historyjkę :)

  8. Na Morricone to nie ma co narzekać, bo po 1. Tarantino nie wykorzystał wszystkiego co ten mu skomponował 2. do doboru piosenek Quentin już stracił superzmysł i napchanie ich od cholery w Django Unchained dało skutek raczej odwrotny do zamierzonego. Muzyka w Nienawistnej Ósemce nie miała czasu zaistnieć bo oni… ciągle tu gadają. 😛 Wiem, że rozbudowane dialogi to cecha firmowa QT, ale na litość boską… facet kocha spaghetti westerny niby, a tam wszyscy bohaterowie razem wzięci mieli krótsze linie dialogowe niż najmniej gadatliwa postać z Hateful Eight. Jakby Tarantino miał nakręcić remake „Człowieka zwanego Ciszą” to chyba by musiał tytuł zmienić na „Człowieka zwanego Hałasem”. 😉 Problem z tymi dialogami jest taki, że one raz, że już nie zaskakują, co słusznie zauważyłeś w recenzji, że to odgrzewany kotlet trochę, a dwa, że właściwie nie posuwają fabuły do przodu. Już pomijam to nazbyt długie wprowadzenie z dyliżansem i gadki w jego wnętrzu… Nawet opowieść, którą Samuel L. Jackson sprzedaje Dernowi, przyczynia się do [mały spoiler] zniknięcia jednej postaci z ekranu, ale kompletnie nic nie zmienia we wzajemnych relacjach pozostałych bohaterów (notabene pomijając finał tej historii sposób na doprowadzenie kogoś do śmierci Quentin zerżnął z Leone, ino upał i piach zamienił na mróz i śnieg)[koniec małego spoilera]. I nie tylko dialogów się to tyczy. Ot, scenka wbijania palików i przeciągania liny do stajni i kibla. No, fajne mrugnięcie okiem w kierunku „The Thing” (pomniejsza muzyka z tego też się pojawia), ale to nie ma totalnie żadnego wpływu na dalsze losy bohaterów. I tak film zamiast półtorej czy dwóch godzin trwa niemal 3. Generalnie mimo tych wad i tak jeden z ciekawszych filmów minionego roku (czy też pewnie tego, zależy wg której daty premiery liczyć) i zgadzam się z notą w granicach 7-7,5/10. Wyraziste postaci, kapitalnie zagrane, fajnie to jest nakręcone (choć wielkiego pola do popisu zdjęciowcom scenariusz nie daje), gore w końcówce bardzo fajne :) ale całość może trochę widza wystawiać na cierpliwość. I jeśli ktoś do QT przekonany nie jest, to bez wątpienia po Ósemce zdania nie zmieni.

  9. Muzyka akurat była świetna (uwielbiam sceny z piosenkami wybieranymi przez Q, ale tu nie miały racji bytu), Samuel L. Jackson zagrał to co zwykle, a Jackie Brown jest bardzo fajny, u mnie top5 Tarantino. Poza tym – pełna zgoda.

  10. Quentin

    @Monty
    Co do muzyki kwestia gustu, ale co Ty gadasz, stary, jakie „nie miały racji bytu”? :) To Tarantino, właśnie o to chodzi, że mają rację bytu. Nie tylko dlatego, że są fajne itd., ale oglądasz film o IIWŚ, a tam David Bowie i to nie przeszkadza. Oglądasz Django i piosenki nie przeszkadzają. W tym rzecz, że leci kawałek z XXI wieku w filmie o starożytnym Rzymie i ma rację bytu :).

    @Koper
    No właśnie, jakby wybrał trochę piosenek to by miał okazję zamknąć im te ciągle gadające japy. A tak to muzyka ilustracyjna nie przeszkadza kłapaniu dziobem :)

    Ja tam lubię całą muzę z „Django”, więc naturalnie się nie zgadzam, ale to znów kwestia gustu więc łotewer.

    @Marcin
    9/10 to nie, ale z 8/10 to na pewno.
    A tam chore umysły, wystarczy sobie wyobrazić kogoś tam i zadać pytanie: w jaki sposób można by go najbardziej zdenerwować? A u Quentina T. zwykle jest jedna odpowiedź. Sycylijskiemu gangsterowi powiedz, że Sycylijczyków spłodzili Murzyni itd. :)

    @michax
    A umiesz z marszu zagwizdać jakąś melodię z TH8? :)

  11. A umiesz, Quentin zagwizdać z marszu jakąkolwiek melodię (z oryginalnej muzyki) z poprzednich filmów QT? Oh, wait… 😛 A nawet gdyby już pominąć złośliwe przytyki, że Quentin tylko brał muzę z innych filmów (czasem lepiej ją podkładał, ale czasem gorzej, ot takie „Django” 100 razy lepiej wypada w filmie z 1966 przy genialnej czołówce z gościem ciągnącym trumnę:P), to weźmy pod uwagę, że Tarantino najwyraźniej celowo chciał w tym filmie muzykę rodem z horroru, zatem nieszczególnie melodyjną (ale temacik z Egzorcysty 2 i tak łatwo zanucić). Czy słusznie? To już inna kwestia. Do zamykania japy bohaterów wcale nie trzeba natomiast piosenek. Wystarczy inaczej scenariusz napisać. 😀

  12. Quentin

    Trochę nie rozumiem po co mam gwizdać, kiedy nie tęsknię za oryginalną (oh, wait!) muzyką z filmów QT i mi jej w TH8 nie brakuje. Brakuje mi nieoryginalnej muzyki, którą z poprzednich filmów QT tak, jestem w stanie zagwizdać.

    Oczywiście to żaden argument: nie umiesz zagwizdać = kiepska muzyka. Ot tyle, że wolę muzykę, którą mogę zagwizdać.

    Tak myślę, że chciał taką właśnie muzykę z horroru i przecie tak o niej piszę „dobra, ograniczona gatunkowo”. Ale do takiej muzy nie potrzeba Morricone, ktokolwiek by mu ją sieknął. Od Morricone chciałbym coś, co da się zagwizdać :). I uważam, że byłoby to dobre dla filmu. Czy na pewno byłoby? Nie wiem :).

  13. Quentin

    PS. Ale też uważam, ze z inna muzyką, QT inaczej by ten film zrobił. Doświadczenie poprzednich filmów podpowiada mi, że lepiej. Czy na pewno? Nie wiem :).

  14. No. Podkładałby muzykę z horrorów. 😀

  15. Quentin

    Drugi raz by „Sette Note In Nero” użył i od razu byłoby co gwizdać :)

  16. Chcesz pogwizdać, to se idź na stadion a nie do kina 😀

  17. na zdjęciu podpisanym „Christoph Waltz w filmie Nienawistna Ósemka” jest Tim Roth

  18. Quentin

    Zgadza się, dokładnie tak własnie jest :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.