Moje córki krowy: slajd z filmu - Gabriela Muskała, Marian Dziędziel, Marcin Dorociński
Niespodziewane foto wyróżniające bez Agaty Kuleszy! :P - recenzja filmu Moje córki krowy

Moje córki krowy, czyli w końcu normalne polskie kino

Uwaga! Spoiler dotyczący mojej oceny filmu Moje córki krowy! Nietypowo zacznę od tego, że zaraz po seansie dawałem filmowi Kingi Dębskiej 7/10, ale minęło kilka dni i jestem skłonny dać oczko wyżej #ŁaskawyPan! Recenzja filmu Moje córki krowy.

Moje córki krowy (2015)
Reżyseria: Kinga Dębska
Scenariusz: Kinga Dębska
Obsada: Agata Kulesza, Gabriela Muskała, Marian Dziędziel, Marcin Dorociński, Małgorzata Niemirska, Łukasz Simlat
Zdjęcia: Andrzej Wojciechowski
Muzyka: Bartosz Chajdecki
Kraj produkcji: Polska

O czym są Moje córki krowy?

Bohaterami filmu Kingi Dębskiej (mówiłem już, że to film Kingi Dębskiej?) są tytułowe siostry, którym w życiu nie po drodze ze sobą. Ona (Agata Kulesza) jest gwiazdą telewizyjnej telenoweli, a druga ona (Gabriela Muskała, którą bardzo lubię, choć nie wiem czemu) nauczycielką. Obie łączy fakt posiadania problemów. Marta (Kulesza) nie ma chłopa, ale ma depresję. Myśli co prawda, że ani jedno ani drugie nie jest problemem, ale to raczej pobożne życzenie nadchodzącego powoli schyłku wieku średniego. Kasia (Muskała) zaś chłopa ma, ale chłop (Marcin Dorociński) jest bezrobotny i to ją frustruje coraz bardziej. Niemal tak bardzo jak i to, że co by nie zrobiła, to tatuś wielki architekt (Marian Dziędziel) i tak zawsze bardziej będzie kochał Martę.

No ale jeśli myślały, że to są problemy, to życie przygotowało dla nich niespodziankę. Podczas wizyty kontrolnej w szpitalu ich matka (Małgorzata Niemirska) ma wylew, po którym pozostanie w stanie śpiączki farmakologicznej. Siostry nie tylko będą musiały się ze sobą dogadać, ale też zająć się upierdliwym ojcem.

Plusy filmu Moje córki krowy

Każdego roku, w okolicach pierwszej dekady, kina zasypują polskie produkty filmopodobne, które mają widzowi coś opowiedzieć o życiu i zrobić to megazabawnie, superromantycznie i w ogóle tak, że ach i że ech. Oczywiście najwięcej w tych produkcjach marketingu i plastiku, a zapowiadanych wrażeń jak na lekarstwo. W świetle tej serii początkoworocznych polskich filmideł Moje córki krowy wyglądają niczym arcydzieło godne najwyższych pochwał. Choć nie są komedią romantyczną, a właściwie jej przeciwieństwem, to serwują widzowi sporą dawkę wzruszeń i humoru, a zarazem normalności. To ważne, znów w kontekście tych opowiastek o ludziach, których nikt w życiu nie poznał, ale podobno żyją w Warszawie, mieszkają w apartamentach, pracują 30 sekund (oczywiście strasznie się przy tym zapracowują) i chodzą na randki do restauracji na szczytach wieżowców z widokiem na Pałac Kultury i Nauki. Normalni bohaterowie filmu Dębskiej właśnie tą swoją normalnością biją na głowę te plastiki. I to jeden z dwóch największych plusów filmu Moje córki krowy – normalność. Normalni są nie tylko jego bohaterowie, ale i cały film. Nie ma w nim niczego wymyślnego, ot codziennie problemy wyolbrzymione wymogami fabuły i dramaturgii, ale cały czas normalne. Szybko zaczynasz oglądać film, który łatwo możesz przyłożyć do swojego życia i znaleźć elementy wspólne. A jeśli nie już teraz, to Moje córki krowy otwierają ci szerzej oczy na to, że i ciebie może to wcześniej czy później spotkać. Nie jest to zbyt miła konkluzja z seansu – choć nie ma w niej niczego odkrywczego; tak, tak, wszyscy się zestarzejemy #NewsFlash), ale Moje córki krowy raczej nie miał być miłym filmem. Tylko życiowym. Ale takim życiowy życiowym, a nie życiowo filmowym.

O drugim zaś plusie to już wszędzie przeczytaliście w leadach, więc nie będę się rozpisywał. Aktorsko Moje córki krowy to najwyższy poziom tego, co polskie kino może ci dać. Polskie i nie tylko, choć jakoś nie umiem chyba spojrzeć z odpowiedniej perspektywy. Nie wydaje mi się, aby to były kreacje godne Oscara, a raczej przypominają… dobrego sędziego piłkarskiego. Wtedy jest dobry, gdy niewidoczny. Tak bym to nazwał. I to wielka sztuka zagrać tak, żeby nie było widać, że grasz – żeby nie było wątpliwości. Najbardziej z całej zgrai podobał mi się w każdym razie Marian Dziędziel.

Agata Kulesza w peruce

O i jest, odnalazła się Agata Kulesza – recenzja filmu Moje córki krowy.

Minusy filmu Moje córki krowy

Nie ma ich za wiele, a te, które potrafię wymienić to raczej drobnostki. Choć chwaliłem film za normalność, to jednak trochę mi tej normalności za dużo. Przydałby się scenariuszowi filmu Moje córki krowy jakiś kop adrenaliny, który wprowadziłby film na jeszcze wyższy poziom. Przede wszystkim oryginalności, bo co by nie mówić, to raczej standardowo obyczajowy film, w którym nie czekajcie na niewielkie choćby twisty fabuły. Pisałem wyżej, że na tle innych polskich produkcji zasługuje na pokłony, ale to bardziej źle świadczy o tych innych produkcjach niż dobrze o nim. Gdyby było ich, takich normalnych, więcej, to Moje córki krowy już by tak nie błyszczały. Jestem zdania, że w Hollywood takich filmów jak Moje córki krowy bez wysiłku powstaje sporo i w konkurencji z nimi byłyby po prostu jednym z wielu dobrych filmów. Piszę o tym na wypadek, gdyby ktoś spodziewał się arcydzieła kina. Nie dostanie arcydzieła kina.

No i brakowało mi dla rozluźnienia sytuacji trochę więcej podśmiechujek z planu telenoweli, na którym pracowała bohaterka grana przez Kuleszę. Tematów do nich na pewno by nie zabrakło, wszak reżyserka/scenarzystka filmu (tak, Kinga Dębska) swoje na takich planach przez lata kariery odstała. „To wasze pierwsze spotkanie, ale od razu gramy big love!” – brakuje takich perełek jak ta.

Czy warto iść do kina na Moje córki krowy?

Warto.

Kończę w ten sposób tylko po to, żeby recenzja nie skończyła się na minusach, bo na to nie zasługuje.

(2041)

Uwaga! Spoiler dotyczący mojej oceny filmu Moje córki krowy! Nietypowo zacznę od tego, że zaraz po seansie dawałem filmowi Kingi Dębskiej 7/10, ale minęło kilka dni i jestem skłonny dać oczko wyżej #ŁaskawyPan! Recenzja filmu Moje córki krowy. O czym są Moje córki krowy? Bohaterami filmu Kingi Dębskiej (mówiłem już, że to film Kingi Dębskiej?) są tytułowe siostry, którym w życiu nie po drodze ze…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Dwie siostry, którym razem nie po drodze w życiu, zmuszone zostają do opieki nad podupadającymi na zdrowiu rodzicami. Ciepłe i zwyczajne kino pełne emocji.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.