Condenados a vivir aka Cut-Throats Nine aka Bronson's Revenge (1972), reż. Joaquín Luis Romero Marchent
Condenados a vivir aka Cut-Throats Nine aka Bronson's Revenge (1972), reż. Joaquín Luis Romero Marchent

Inspiracje Quentina Tarantino – Condenados a vivir aka Cut-Throats Nine

Condenados a vivir aka Cut-Throats Nine aka Bronson’s Revenge (1972)
Reżyseria: Joaquín Luis Romero Marchent
Scenariusz: Joaquín Romero Hernández, Santiago Moncada
Obsada: Claudio Undari, Emma Cohen, Alberto Dalbés, Antonio Iranzo, Manuel Tejada, Ricardo Díaz
Zdjęcia: Luis Cuadrado
Muzyka: Carmelo A. Bernaola
Kraj produkcji: Hiszpania

Jedną z zalet filmów Quentina Tarantino jest grzebanie po seansie za filmowymi inspiracjami reżysera. Niektóre są oczywiste, inne mniej, ale oprócz tego zawsze trafi się jakiś zapomniany przez wszystkich z wyjątkiem snobów film, w którym odnajdziemy nawet więcej niż byśmy się wcześniej spodziewali. Kończysz jakiś film Tarantino, zachwycasz się, jaką to on ma wyobraźnię i jak to zajebiście wszystko obmyślił, bo chyba nigdy wcześniej czegoś takiego nie było na ekranie, a potem odpalasz film z tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego któregoś roku, a w nim te same pomysły i rozwiązania. No ale nie bez przyczyny mówi się, że Tarantino wyniósł kopiowanie do miana sztuki. I naprawdę trudno go obwiniać o to, że w filmie, który widziało pięć osób na krzyż znalazł coś fajnego, co potem przerobił na swój sposób. I trudno się też dziwić, że zwykle inspirację odnajduje w trashowym kinie exploitation, bo gdzie indziej szukać odważnych rozwiązań, które nie przeszłyby w mainstreamowym kinie?

Nie wiem czy z tych całych inspiracji Quentina Tarantino wyjdzie jakiś nieregularny cykl, ale wiem, że z „Inspiracje Quentina Tarantino” tytuł wpisu brzmi o wiele lepiej :). No ale załóżmy, że będzie to cykl, więc: w dzisiejszym, premierowym odcinku dwa słowa o hiszpańskim chorizo westernie Dziewiątka podrzynaczy gardeł aka Condenados a vivir aka Cut-Throats Nine. Filmie, który zainspirował Nienawistną Ósemkę bardziej niż by Wam się mogło wydawać.

Pasmanteria Minnie w filmie Cut-Throats Nine.

– Chłopaki, patrzcie! Pasmanteria Minnie! – recenzja filmu Cut-Throats Nine.

Mikroskopijny rys historyczny Cut-Throats Nine

Jest rok 1972. Moda na spaghetti westerny zaczyna przygasać. Formuła eurowesternu zaczyna się wyczerpywać, nic więc dziwnego, że jego twórcy zaczynają poszukiwać nowych sposobów na przyciągnięcie widza. Takim sposobem ma być łączenie stylistyki westernu z innymi gatunkami filmowymi i stąd też pomysł na gatunkowe pomieszanie z krwistymi filmem a’la Lucio Fulci i thrillerem z zagadką morderstwa. Dziewięcioro bohaterów, ktoś coś kręci… Film trafia do Stanów. Dystrybutor odpowiednio montuje zwiastun zapewniając za jakimiś tam krytykami, że to najbardziej brutalny film, jaki ktokolwiek kiedykolwiek widział na oczy. A w ramach troski o widza dorzuca tzw. Maskę Terroru, którą można było założyć w najbrutalniejszych momentach i nie patrzeć na okropieństwa, jakie dzieją się na ekranie. Skusilibyście się, prawda?

O czym jest Cut-Throats Nine

W krytym wozie przemierzającym zimowy Dziki Zachód kawalerzyści eskortują najgroźniejszych przestępców, jakich nosi okolica. Podpalaczy, morderców, gwałcicieli. Bezpośrednią pieczę nad nimi sprawuje sierżant Brown podróżujący razem z córką. Sierżant znalazł się w wozie nieprzypadkowo (aczkolwiek nie wiadomo po co wiezie ze sobą córkę zapraszając tragedię na spotkanie), podejrzewa, że jeden ze skazańców brutalnie zamordował jego ciężarną żonę. I zamierza dowiedzieć się, który z nich jest za to odpowiedzialny. Zanim jednak dane mu będzie przystąpić do śledztwa wóz zostaje zatrzymany przez bandytów poszukujących złota. Kawalerzystom nie udaje się przeżyć, ale Brown łapie za lejce i sru ze skazańcami. Szalona ucieczka kończy się wypadkiem i roztrzaskaniem wozu w pizdu. Do fortu, do którego eskortowani byli więźniowie zostało kilka dni marszu. Czy sierżantowi opiekującemu się córką uda się doprowadzić na miejsce siedmiu zwyrodnialców skutych łańcuchami?

Recenzja filmu Cut-Throats Nine

Brzmi fajnie. Jeden sprawiedliwy z misją zemsty na mordercy swojej żony eskortujący zwyrodnialców przez Dziki Zachód. I rzeczywiście, gdy się opowiada o tym filmie to wygląda na coś, na co warto poświęcić 90 minut. Brutalny western pełen odrażających typów, morderców zabijających w mgnieniu oka w świecie, w którym nie ma bohaterskich niebieskookich kowbojów odjeżdżających w stronę zachodzącego słońca. Wszystko w ponurym anturażu chłodu wdzierającego się pod opończe i szalejącej śnieżycy. Jeden fałszywy ruch i kończysz z maczetą w brzuchu krwawiąc jak przysłowiowy zarzynany świniak. A wśród przestępców kryje się ten jeden, który ma na sumieniu nieszczęście głównego bohatera i jego córki.

Dużo gorzej, gdy się go ogląda. Cut-Throats Nine nie wytrzymało próby czasu i teraz jest do obejrzenia jedynie w celu zaspokojenia ciekawości i zobaczenia, co też podkradł sobie z niego Tarantino. Każda inna perspektywa seansu przyniesie pewny wniosek, że to bardzo niemądry film, w którym nic nie ma większego sensu i jest raczej powodem do beki niż do oglądania z towarzyszącym mu obgryzaniem paznokci z emocji. Dodatkowo został dziwnie zmontowany i co chwila towarzyszą nam całkowicie zdupy zatrzymane kadry i o wiele za dużo niespodziewanych retrospekcji. Aż dwóch bohaterów filmu ma niezależne od siebie flashbacki! Filmu nie ratuje też gore, które – owszem – jest całkiem gore (flaki na wierzchu, oczy na wierzchu, grzebanie maczetą w brzuchu, dużo podpaleń i odcinania nóg – trudno powiedzieć, dlaczego film nazywa się Dziewiątką podrzynaczy gardeł; ani ich nie jest dziewięciu ani nie podrzynają gardeł, który to sposób śmierci pojawia się tu raz; bardziej więc odpowiednim tytułem byłoby Ósemka odcinaczy stóp albo Siódemka wbijaczy maczety w brzuch), ale dzisiaj na nikim wrażenia już nie zrobi. Szczególnie że większość takich scen jest kręcona na maksymalnym zbliżeniu, żeby nie trzeba się było nad tym wiele napracować – zawsze to trudniej zrobić coś makabrycznego całej osobie niż fragmentowi, który prawdopodobnie jest brzuchem.

Cut-Throats Nine gore

Krew go zalała – recenzja filmu Cut-Throats Nine

Zatem fajny w Cut-Throats Nine jest tylko pomysł na film i dwa naprawdę sympatyczne zwroty akcji. W tym jeden z gatunku WTF, ale jak to?!?! Odważnie!

Co ukradł Quentin Tarantino z Cut-Throats Nine do Nienawistnej Ósemki?

Ewentualne SPOILERY (choć nie tak bardzo) do Cut-Throats Nine, a co ważniejsze do Nienawistnej Ósemki!

Bardzo dużo, zresztą kto widział Nienawistną Ósemkę ten już odkrył przemycone w poprzednich akapitach przykłady. Począwszy od bardziej ogólnych podkradajek – zmieszanie stylistyki westernu z krwawym thrillerem wcale nie musi być wprost ukradzione od Cut-Throats Nine, a raczej z ówczesnej mody eurowesternowej, ale nie zmienia to faktu, że obydwa filmy są z grubsza o tym samym. Kilku zakapiorów (wśród nich jedna kobieta, no i wyjątkowa maruda mogłaby zwrócić uwagę na to, że w obu przypadkach ci cut-throaters i hatefulers są źle policzeni) podczas śnieżycy chroni się w samotnym domku na prerii. Wśród nich jest ktoś, kto zataja prawdę o sobie. W Cut-Throats Nine to fragment fabuły, ale nie sposób nie zauważyć podobieństw, które są więcej niż oczywiste.

Tarantino podkradł więc w zasadzie pomysł na fabułę i makabryczne jej rozwiązanie, koncepcję umieszczenia akcji swojego westernu w nieprzenikliwej zimie (choć nie tylko stąd), ale też zajumał scenę wieszania jednego z bohaterów – czyli cholernie dużo jak na film, któremu za chwilę wystawię Piątkę, o którym to filmie mało kto słyszał.

Cut-Throats Nine hero with a machete

– Przygotujcie maczety, zaraz wjeżdżamy do Krakowa – recenzja filmu Cut-Throats Nine

A przy okazji zakończenia refleksja – lubimy zachwycać się tym, jak to Tarantino potrafi wynieść kino klasy C na salony i zrobić z taniej rozrywki sztukę. Jednak po obejrzeniu takiego filmu jak Cut-Throats Nine trzeba powiedzieć jasno, że przynajmniej niektóre z tych filmów są tak słabe, że nic dziwnego, że są kinem klasy C i nie jest aż tak wielkim wyczynem zrobienie z tego czegoś fajnego – wystarczy zrobić to DOBRZE. Bo często świetne pomysły na filmy, sceny czy rozwiązania fabularne są w tych starych filmach zrealizowane tak kiepsko, że szkoda gadać. A Tarantino bardziej trzeba więc pochwalić za to, że potrafi je odnaleźć, niż za to, że potrafi to zrealizować dobrze. I za to, że znalazł sobie taką niszę, że przy dobrych wiatrach już do końca kariery będzie niepowtarzalny. Bo który inny reżyser do swojego filmu wziąłby sceny i pomysły z jakiegoś tam Cut-Throats Nine?

(2043)

Jedną z zalet filmów Quentina Tarantino jest grzebanie po seansie za filmowymi inspiracjami reżysera. Niektóre są oczywiste, inne mniej, ale oprócz tego zawsze trafi się jakiś zapomniany przez wszystkich z wyjątkiem snobów film, w którym odnajdziemy nawet więcej niż byśmy się wcześniej spodziewali. Kończysz jakiś film Tarantino, zachwycasz się, jaką to on ma…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Sierżant kawalerii zmuszony jest eskortować siedmiu bandytów, wśród których jest morderca jego żony. Brutalny na swoje czasy (1972) eurowestern gore, który zbyt mocno się zestarzał.

Odpowiedź

  1. Oglądałem ten film dość dawno temu (i niewiele już pamiętam) ale nie wydał mi się aż taki tragiczny (5/10 to zresztą nie taka zła nota jak dla mnie), zwłaszcza jak na kino klasy B z Hiszpanii (z czasów gdy kino hiszpańskie stało dużo słabiej niż dziś. Swoją drogą a propos określenia chorizo-western, to de la Iglesia o swoim „800 kul” mówił marmitako-western, no ale on jest Baskiem zdaje się a marmitako to potrawa baskijska:). Natomiast nie rozumiem narzekania na tytuł. Oryginalny to „Skazani na życie” czy jakoś tak, a czemu dystrybutorzy wymyślając world-wide english title zrobili z tego „Dziewiątkę…” to już inna sprawa. ;] Aha, mimo że efekty gore może i już się zestarzały to i tak ten film wydaje mi się brutalniejszy niż Ósemka, gdzie przemoc trochę jest chyba jednak wzięta w nawias, no i że wszyscy są tacy paskudni to jakoś nikogo nie żal. 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.