bohaterowie filmu Oda do mojego ojca - recenzja filmu
Ode to My Father (2014), reż. Yoon Je-kyoon

Oda do mojego ojca, czyli recenzja koreańskiej epopei rodzinnej

Rzadko się zdarza, że filmy z mojej listy Do Obejrzenia można w Polsce obejrzeć na dużym ekranie. Dlatego nie zastanawiałem się ani chwili, gdy w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmów Koreańskich na początku grudnia w Kinotece pojawiła się Oda do mojego ojca. Zapraszam do recenzji.

Oda do mojego ojca [Gukjesijang aka Ode to my Father] (2014)
Reżyseria: Yoon Je-kyoon aka JK Youn
Scenariusz: Soo-jin Park
Występują: Jeong-min Hwang, Yunjin Kim, Dal-su Oh, Jin-young Jung, Young-nam Jang, Mi-ran Ra
Kraj produkcji: Korea Południowa

Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich

Fajnie, że kino południowokoreańskie doczekało się u nas swojego osobnego festiwalu (nieosobno pojawia się co roku w różnych ilościach na 5. Smakach), ale szkoda, że jego ubogi repertuar bardziej skupił się na produkcjach ambitnych, a niemal całkowicie ominął mainstream. Zresztą, żeby nie skłamać, zawsze dziwiło mnie to polskie uwielbienie do Kim Ki Duków i zamykanie oczu na produkcję bardziej rozrywkową, która przecież – tłukę o tym od lat – nie dość, że realizacyjnie dorównuje kolegom z Hollywood, to często bije ich filmy na głowę. No dobra, może ostatni rok nie jest specjalnie wybitny dla południowokoreańskich filmów, ale nawet jeśli – w poprzednich latach powstała cała masa świetnych filmów, których obejrzenie na kinowym ekranie byłoby frajdą. I myślę, że bardziej przypadłoby do gustu przeciętnemu kinowemu Kowalskiemu niż „rozgrywający się na prowincji dramat o miłości Koreanki i Japończyka nakręcony w konwencji czarno-białego dokumentu” (A Midsummer’s Fantasia) czy „subtelna i intymna impresja o potrzebie wolności i miłości (End of Winter). A przecież o popularyzację koreańskiego kina w Polsce, jak sądzę, chodziło organizatorom festiwalu? Szkoda też, że miejsce w repertuarze dla jakiegoś blockbustera pokroju Assassination zajął bardzo dobry, bo bardzo dobry, ale jednak wyświetlany już przecież w polskich kinach (choć w wersji amerykańskiej) Snowpiercer.

Na szczęście przynajmniej Oda do mojego ojca była propozycją skrojoną pode mnie.

O czym jest Oda do mojego ojca

Bohaterami filmu Yoona Je-kyoona (Sex Is Zero, Tidal Wave; muszę w końcu obejrzeć) jest wiekowe już małżeństwo, które razem prowadzi niewielki sklepik w swojej dzielnicy. Sklepik ów jest łakomym kąskiem dla wszelkiej maści biznesmenów pragnących otworzyć na jego miejscu (i w okolicy) supermarket. Tyle, że napotykają na twardego przeciwnika w postaci właściciela Yoona Deok-soo (Hwang Jung-min) i sprawa cały czas jest rozwojowa. W międzyczasie dzieci naszych bohaterów podrzucają im do opieki swoje latorośle, by w spokoju wybrać się na zamorskie wakacje. Opieka nad małolatami i sprawa sklepu, który najwyraźniej ma dla Deok-soo sentymentalne znaczenie, budzi w mężczyźnie wspomnienia. Myślami cofa się do tragicznego 1950 roku, kiedy razem z rodzicami i rodzeństwem znalazł się w samym środku Wojny Koreańskiej. W porcie stoją amerykańskie statki, na miasto Hungnam (Korea Północna) naciera chińska armia – ludność cywilna w ilości kilku tysięcy rodzin nie ma dokąd uciekać. Wszyscy marzą o ewakuacji na południe.

Dla każdego coś miłego

Siłą filmu Oda do mojego ojca jest to, że każdy znajdzie w nim coś dla siebie. Jest tutaj dosłownie wszystko, a wrażenie robi fakt, że reżyser nie pogubił się w tym wszystkim i doskonale zbilansował dramat i komedię, rozmach i kameralność. Zwykle w takich przypadkach mówi się, że co za dużo to niezdrowo i nie sposób było zapanować nad mnogością wątków i motywów, jakie pojawiły się w filmie, ale Oda do mojego ojca nie jest przykładem takiego filmu. Jakimś cudem udaje się znaleźć balans między monumentalnymi scenami morskimi, a kameralnym codziennym życiem. Co ułatwiają bohaterowie z krwi i kości, których szybko zaczynamy lubić.

Nieprzypadkowo porównywana do Forresta Gumpa Oda do mojego ojca (nieprzypadkowo, ale na wyrost, bo to jednak inny film – znane koreańskie postaci pojawiają się tu na zasadzie filmowego smaczku, a reżyser nie opiera na nich fabuły) to skrócona historia Korei po Wojnie Koreańskiej, która pozwala bliżej poznać tragedię koreańskiego narodu i skomplikowane losy Koreańczyków. Dzięki temu, sama z siebie będąc świetnym filmem, jest znakomitym dodatkiem do innych koreańskich pozycji filmowych i serialowych, bo jej znajomość ułatwi ich odbiór. Nie każdy ma historię Korei w małym palcu i czas, żeby się z nią zapoznać. Teraz wystarczy obejrzeć film Je-kyoona.

Jak zapowiada tytuł, Oda do mojego ojca przede wszystkim skupia się na wiszącym nad filmem przesłaniu, że rodzina jest najważniejsza. To rodzina jest tutaj motorem napędowym działań bohaterów, a zadowolenie rodziny (najprostsze rzeczy, bo nie rozmawiamy tu na poziomie najnowszego samochodu) nagrodą za wszystkie wyrzeczenia, jakie bohaterowie muszą ponieść na swojej dordze. A jest ich sporo, bo do wojny dołącza bieda, emigracja, kolejna wojna i inne mniejsze lub większe problemy, z jakimi zderza się każdy.

mężczyzna trzyma w dłoniach martwe dziecko, recenzja filmu oda do mojego ojca

No dobra, nie każdy tuż po wybuchu bomby trzyma w ramionach dziecko…

Oda do mojego ojca – wzruszające widowisko

Robi wrażenie to, jak reżyser znakomicie radzi sobie zarówno w monumentalnych scenach, jak i w obyczajowym kinie często zahaczającym o melodramat. Samym wyzwaniem była już dla niego początkowa scena ewakuacji Hungnam, która w wielu przypadkach mogłaby już być kanwą całego filmu, a nie tylko jego fragmentu. Trzeba pamiętać, że w kilkanaście dni ewakuowano wtedy około stu tysięcy ludzi, a sportretowana w Odzie do mojego ojca ewakuacja na pokładzie SS Meredith Victory po dziś dzień jest największą tego typu operacją zabrania ludności cywilnej przez jeden statek. Na pokładzie Meredith Victory schronienie znalazło 14 tysięcy uchodźców. Sceny tej ewakuacji robią wrażenie, choć nie zabrakło zgrzytu – mogli sobie darować ten słaby ukłon w stronę amerykańskiego sojusznika i wyjątkowo patetyczną scenę „zabiorą ich na pokład czy nie zabiorą?”. Nie zawsze podbicie dramatyzmu przynosi spodziewany skutek.

Na drugim biegunie jest zaś cała ta obyczajowo-melodramatyczna otoczka, z którą reżyser również poradził sobie znakomicie. Film autentycznie wzrusza i bawi (płynne przejścia między jednym a drugim często usypiają naszą czujność i nigdy nie wiadomo, czy za chwilę będziemy się śmiać czy płakać), a sceny z telewizyjnym programem, w którym po latach odnajdują się podzielone rodziny przetrwają bez chusteczek tylko najtwardsi. Ależ to musiało mieć oglądalność w trakcie telewizyjnej emisji!

Świadomie czy nie, Oda do mojego ojca oprócz tego porusza też najbardziej aktualne problemy takie jak emigracja. Bohater filmu w swojej drodze do szczęścia trafia do niemieckiej kopalni i na własnej skórze po raz kolejny doświadcza tego, jaki bywa los uchodźcy/emigranta. A także, to już na marginesie, żeby wepchnąć gdzieś lostową Sun, poznaje swoją przyszłą żonę. W tej roli Yunjin Kim czyli lostowa Sun.

Yunjin Kim trzyma w ramionach dziecko - Oda do mojego ojca recenzja filmu

Przysięgam, że w filmie dzieje się o wiele więcej niż samo trzymanie na rękach dzieci. Przypadkiem akurat takie foty się wybrały!

Zasłużony sukces frekwencyjny

I znów nie dziwi fakt (piszę to za każdym razem, gdy mowa o koreańskim hicie kinowym), że Oda do mojego ojca odniosła w Korei Południowej gigantyczny sukces. Widzowie, dla których wydarzenia przedstawione w filmie z pewnością były też częścią historii ich rodziny i dzięki niemu mogli przeżyć je raz jeszcze – dopisali. 14 milionów sprzedanych biletów zapewniło filmowi drugie miejsce na liście najpopularniejszych koreańskich filmów wszech czasów. Lepszy od niego jest tylko The Admiral: Roaring Currents (ponad 17 i pół miliona biletów), ale bez wątpliwości można napisać, że to jedyna rzecz, w której The Admiral jest lepszy od Ody do mojego ojca.

(2025)

Rzadko się zdarza, że filmy z mojej listy Do Obejrzenia można w Polsce obejrzeć na dużym ekranie. Dlatego nie zastanawiałem się ani chwili, gdy w ramach Warszawskiego Festiwalu Filmów Koreańskich na początku grudnia w Kinotece pojawiła się Oda do mojego ojca. Zapraszam do recenzji. Warszawski Festiwal Filmów Koreańskich Fajnie, że kino południowokoreańskie doczekało się u nas swojego osobnego festiwalu (nieosobno…

Czas na ocenę:

Ocena: 9

9

wg Q-skali

Podsumowanie: Losy koreańskiej rodziny na przestrzeni lat począwszy od Wojny Koreańskiej aż po czasy współczesne. Widowiskowe i wzruszające. Epopeja przez duże E.

2 odpowiedzi

  1. Ni ma golizny – ni ma filmu.

  2. Quentin

    Był kawałek dekoltu z góry!! 😉

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.