bohaterowie filmu Nikt nie rozumie perskich kotów
Nikt nie rozumie perskich kotów (2009), reż. Bahman Ghobadi.

Recenzja filmu Nikt nie rozumie perskich kotów, czyli Czyż nie dobija się kotów?

W kolejnej wędrówce po świecie przenosimy się ze szczytów Himalajów prosto do Iranu, gdzie zagłębimy się nieco w świat muzycznego irańskiego podziemia. Prawda, że ekscytujące?

Na początku miał być dokument

ale reżyser filmu Bahman Ghobadi uznał, że temat jest zbyt ważny/ciekawy, aby poświęcać go na ołtarzu kiepskiej dystrybucji irańskiego filmu dokumentalnego na świecie. Postanowił więc zmienić podejście i stworzyć film fabularny. A potem to już w ogóle chciał zrobić z tego cokolwiek, bo przygotowania do rozpoczęcia zdjęć cały czas bombardowane była zakazami, cenzurą i innymi tego typu naciskami, które miały przekonać reżysera do tego, że w ogóle to kręci jakieś science-fiction, bo nie ma czegoś takiego jak podziemie muzyczne w Iranie. Skąd.

W efekcie w siedemnaście dni powstała w dużej części improwizowana i obsadzona prawdziwymi muzykami hybryda filmu fabularnego z dokumentalnymi wstawkami. A żeby nie kusić losu, tuż po zakończeniu zdjęć dwójka odtwórców głównych ról zwiała do Londynu, gdzie zresztą przebywa do dzisiaj. Nic dziwnego, w trakcie zdjęć zdążyli zostać aresztowani dwa razy, a udało im się opuścić areszt tylko za sprawą łapówek i kłamstwa na temat prawdziwego tematu kręconego filmu.

kadr z filmu Nikt nie rozumie perskich kotów - irańscy muzycy rozmawiają o swoim kraju

O czym jest Nikt nie rozumie perskich kotów

Film Ghobadiego to przede wszystkim film o sile muzyki i o młodych ludziach, którzy wbrew zakazom nie poddają się w dążeniu do robienia tego, co kochają najbardziej. Dwoje głównych bohaterów zamierza skompletować zespół indie rocka i wyjechać na koncert do Londynu. Brzmi w miarę prosto, ale wymaga uzyskania wielu urzędowych zgód (np. zespoły z tylko jedną wokalistką nie dostaną zgody na legalny wyjazd, muszą być przynajmniej trzy kobiety), nielegalnego zdobycia wiz i brakujących paszportów, przekupienia kogo trzeba i sporej porcji gimnastyki, w której pomóc ma miejscowy handlarz nielegalnymi filmami i muzyką.

Ale głównym problemem jest zebranie zdolnych muzyków. Aby ich znaleźć, nasi bohaterowie przemierzają zapomniane zaułki, głębokie piwnice, obory hen za miastem i tego typu miejsca, w które zepchnięci zostali muzycy chcący grać zakazaną muzykę. Poznajemy ich historie, a także możemy usłyszeć całe spektrum irańskiej muzyki undergroundowej od popu, przez indie rock, heavy metal aż po uliczny rap. A piosenki ilustrują prawdziwe migawki z irańskiej ulicy.

Muzyczna podróż w nieznane

Nikt nie rozumie perskich kotów to właśnie taka podróż do świata odległego od pierwszych stron gazet, schowanego przed czujnym okiem władzy, ale prężnego – liczba nielegalnych kapel szacowana jest tutaj na tysiące. Jednocześnie ta siła młodości skonfrontowana jest w filmie Ghobadiego z bezduszną machiną praw i nakazów regulujących każdy aspekt życia. Kto wyjdzie zwycięsko z tej konfrontacji? Nikt nie rozumie perskich kotów nie jest słodką bajką, a poważnym głosem w sprawie. I przy okazji tak się ułożyło, że akurat ciekawym głosem w aktualnej sprawie uchodźców.

Taką egzotykę przeważnie dobrze ogląda się na ekranie, bo daje możliwość poznania zupełnie innego świata i nabrania dużo szerszej perspektywy. Co za tym idzie film Ghobadiego od początku ogląda się bardzo dobrze, i takoż samo się go słucha. W końcu bunt jest uniwersalny.

Czytaj też: Wszystko, co kocham zaiste jest filmem fajnym, ale nie na tyle fajnym, żeby piać nad nim z zachwytu
A także: Tu gdzie u nas jest tak lubiana przez polskich reżyserów martyrologia, w sąsiedzkim wydaniu znaleźć można o wiele więcej luzu, zabawy. Czyli recenzja Nic nas nie powstrzyma
I może jeszcze: Zrealizowany trochę jak serial telewizyjny, a trochę jak Dogma film śmiało można zarzucać i oglądnąć. Czyli recenzja Jesteśmy najlepsi!

Smutny epilog

Nie tylko główni aktorzy wyemigrowali za granicę po zakończeniu zdjęć. Kilku muzyków czmychnęło również do Stanów, gdzie dalej oddawali się swojej pasji w zespole The Yellow Dogs. 11 listopada 2013 roku trzech z nich (dwóch członków obsady filmu Ghobadiego oraz ich przyjaciel) zostali zastrzeleni przez znajomego z innego zespołu, który potem popełnił samobójstwo. Podobno poszło o pieniądze…

(1975)

W kolejnej wędrówce po świecie przenosimy się ze szczytów Himalajów prosto do Iranu, gdzie zagłębimy się nieco w świat muzycznego irańskiego podziemia. Prawda, że ekscytujące? Na początku miał być dokument ale reżyser filmu Bahman Ghobadi uznał, że temat jest zbyt ważny/ciekawy, aby poświęcać go na ołtarzu kiepskiej dystrybucji irańskiego filmu dokumentalnego na świecie. Postanowił więc zmienić podejście i stworzyć film fabularny. A potem to już w ogóle chciał zrobić z tego cokolwiek, bo przygotowania do rozpoczęcia zdjęć cały czas bombardowane była zakazami, cenzurą i innymi tego typu naciskami, które miały przekonać reżysera do tego, że w ogóle to kręci jakieś…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Słodko-gorzka fabularno-dokumentalna historia o irańskim podziemiu muzycznym. Siła młodości i miłość do muzyki to czasem za mało.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.