recenzja filmu Edinichka
- Uwaga! Quentin recenzuje!

Recenzja filmu Jedyneczka, czyli wojenne sci-fi o przyjaźni polsko-rosyjskiej

W kolejnej w ostatnim czasie mojej przygodzie z rosyjskim kinem wojennym nie ma przypadku. W końcu to gatunek filmowy, który za naszą wschodnią granicą udaje się dość często. A co za tym idzie zawsze warto spróbować, co tam nasi propagandowi sąsiedzi wydumali. Szczególnie gdy sprawa rozgrywa się wokół

oddziału radzieckich gierojów stacjonującego w Polsce.

Tak, tak. Jest rok 1944, ruskie idą na Berlin, a podczas tej wędrówki siłą rzeczy przechodzą przez Polskę. W świetle najnowszych stosunków pomiędzy oboma tymi krajami już samo to stanowi zielone światło do seansu, bo wydaje się bardzo ciekawym, jak też rosyjscy filmowcy sponsorowani przez stosowne ministerstwo rozgryźli temat. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że to znakomita okazja do pokazania, jaka to Armia Czerwona była dobra, a wyzwalani przez nią Polacy niedobrzy. I wydawać by się mogło, że kolejne dwie godziny to duża porcja propagandowego bełkotu w słusznej sprawie. Szczególnie gdy rzuci się też okiem na dalszy zarys fabuły.

O czym jest Jedyneczka

No więc mamy już tych ruskich sałdatów na naszej ziemi, którzy otrzymują nowy rozkaz. Ich priorytetem w najbliższym czasie ma być ochrona ważnego mostu, przez który w najbliższej przyszłości przeprawi się reszta czerwonego wojska. Gdyby Niemcom udało się wysadzić ów most w powietrze, z pewnością sprawiłoby to przynajmniej chwilowe zatrzymanie ofensywy, a co za tym idzie to dość ważny punkt strategiczny.

Sałdaty się okopują, a rozglądając po okolicy dostrzegają klasztor na pobliskim wzgórzu. Świetny punkt obserwacyjny od razu zwraca ich uwagę, a podczas sprawdzenia co tam w trawie piszczy odkrywają polską zakonnicę (Anna Prus), która opiekuje się grupą głuchoniemych polskich sierot. Wtem atakują szkopy i nagle radzieccy wojacy muszą chronić nie tylko most, ale i biedne polskie dzieci. Ojej.

A żeby nie było prosto, sytuacja się zagęszcza o stacjonujący w pobliskim lesie oddział Armii Krajowej. Partyzanci za wszelką cenę chcą wysadzić w powietrze most, żeby ruskie nie poszły dalej i co byśmy nie zamienili Hitlera na Stalina.

Korea Północna, Korea Południowa, Indie, Pakistan

Przeglądając skąpe forum Filmwebu dotyczące tego filmu, natkniemy się raczej na serię standardowych wpisów o tym, jak to ruscy fałszują historię i modelują ją pod swój punkt widzenia. Trzeba przyznać, że przynajmniej jeden z komentarzy jest trafny: „Ruskiego w niewoli w latach ’20 polskie pany ćwiczyli, ale jak tam się znalazł to już nikt się nie zająknął :)”, ale wydaje mi się, że na opinii na temat Jedyneczki za bardzo ciąży przekonanie o tym, że skoro to ruski film wojenny, to będzie podobny do innych ruskich filmów wojennych – zakłamany i.. no wiadomo.

A tymczasem wcale tak nie jest. Jasne, pojawiają się w nim fragmenty takie jak z zacytowanego komentarza, ale też jasno mówi się w nim o tym, że w 39. ruscy napadli na Polskę i równie jasno przedstawia motywy, jakie żołnierze Armii Krajowej mogliby mieć przeciwko radzieckim żołnierzom. Finalny wydźwięk filmu jest zaś taki, że więcej oba narody łączy niż dzieli i że tak naprawdę to jedna wielka, słowiańska rodzina. Pod tym względem przypomina filmy z Korei Południowej czy Indii, które naiwnie brzmią hasłami pokoju, przyjaźni i pojednania z wrogiem zza miedzy. Cholera wie, może ja też jestem naiwny i może uśpili moją czujność, ale nie odniosłem wrażenia, żeby Jedyneczka była jakimś strasznym gebelsem. A na pewno takim mógłby być film o głuchoniemych polskich dzieciach chronionych za wszelką cenę przez diadię Fiedię i kolegów.

I tylko co do naszego wspólnego wroga Jedyneczka nie pozostawia wątpliwości – to oczywiście wredni… Ukraińcy. Pierwsze sceny filmu dość jednoznacznie wskazują ich na zło gorsze od faszystów.

Czy warto obejrzeć Jedyneczkę?

Bo ja wiem, chyba jednak nie. Nie jest specjalnie złym filmem i jeśli przypadkiem się gdzieś na niego natkniecie, to rzucić okiem można. Ale to dość przeciętne, standardowe kino wojenne, które nie wyróżnia się niczym na tle podobnych filmów. Na pewno na uwagę zasługuje batalistyka, która wyszła przekonywająco. Wybuchy nie rażą w oczy, kule świszczą, a krew leje się strumieniami. To na pewno najmocniejszy punkt Jedyneczki, która ożywa wraz z pierwszymi strzałami. By po strzelaninach wrócić do jakości ciut lepszej niż telewizyjna, której nie pomagają średniej jakości aktorzy. Podobała mi się też romantyczno-heroiczna nuta, jaką podszyta była całość fabuły. To pewnie specjalnie i perfidnie, żebym się wzruszył i polubił bohaterów, ale skoro wyszło, to czemu udawać, że nie. Kto wie, może gdyby nad filmem nie ciążyły okoliczności okołofilmowe oglądałoby się go lepiej nie szukając w każdej scenie ukrytych motywów.

(1965)

W kolejnej w ostatnim czasie mojej przygodzie z rosyjskim kinem wojennym nie ma przypadku. W końcu to gatunek filmowy, który za naszą wschodnią granicą udaje się dość często. A co za tym idzie zawsze warto spróbować, co tam nasi propagandowi sąsiedzi wydumali. Szczególnie gdy sprawa rozgrywa się wokół oddziału radzieckich gierojów stacjonującego w Polsce. Tak, tak. Jest rok 1944, ruskie idą na Berlin, a podczas tej wędrówki siłą rzeczy przechodzą przez Polskę. W świetle najnowszych stosunków pomiędzy oboma tymi krajami już samo to stanowi zielone światło do seansu, bo wydaje się bardzo ciekawym, jak też rosyjscy filmowcy sponsorowani przez stosowne ministerstwo…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Oddział radzieckich żołnierzy chroni w trakcie IIWŚ głuchonieme polskie sieroty. Nie tak złe, jak pewnie myślicie po przeczytaniu tego krótkiego zarysu fabuły.

7 odpowiedzi

  1. Pewnie nie zauważyłeś, bo po co oglądać film jaki jest, skoro lepiej żeby widzieć coś zgodnego z modną myślową i tym co się chce widzieć… Po odkryciu ładunków zamontowanych przez Polaków, rosyjski politruk chce ich aresztować, jednak przerywa im ostrzał niemiecki – potem politruk z Polakiem bronią się razem, bo mają wspólnego wroga. I GINĄ, a więc nie przybijają żółwika i nie rozchodzą się w różne strony… Nie wiadomo, co by było, gdyby nie niemiecki ostrzał.
    A dzieci zaprzyjaźniają się, bo są właśnie dziećmi, które sobie pomagają. Mały Andrzejek rozumie, że dla bezpieczeństwa dzieci z klasztoru zagrożeniem nie są Rosjanie (jak myślał wcześniej) tylko polska akcja dywersyjna (Agatka chce wysadzić most nie licząc się z ‚kosztami’ droga ucieczki dzieci). Kola także widzi i rozumie, że Andrzejek jest w niebezpieczeństwie i że prawdopodobnie broni mostu, więc mu pomaga. Dzieci raczej z natury nie są uprzedzone politycznie, no, może z wyjątkiem Andrzejka na początku.
    Radzieckie wojska (jak zresztą większość wojsk) odsyłała z linii frontu na tyły – jak w wypadku tych dzieci. Cywile zwykle przeszkadzają na froncie. Można ich odesłać (i oni mogą w ten sposób odejść) po dobroci, albo i nie.
    Takich partyzantów jak wspomniana Agatka mogło być i było wielu. Nie ma narodów, ani wojsk 100% bohaterów. Ona była fanatyczną po stronie polskiej. Jej koledzy wahali się przed odcięciem drogi ucieczki dzieci. I także nie jest do końca wiadome, kto ją zastrzelił (Polacy? Rosjanie? Niemcy?). Po stronie radzieckiej natomiast, tez mamy tego ‚gorszego saldata’, który urywał łeb kurze i ją kradnie.
    Podkreślenie cudowności stwierdzenia, że ‚polskie pany przećwiczyli’ tego politruka (co faktycznie jest prawdą, Piłsudski jeńców wojennych zbyt honorowo nie traktował) mogłoby się wpisać w myślenie bohaterki partyzantki Agatki. A nie było to najlepsze myślenie, choć bardzo polskie.

  2. Quentin

    Co Ty się martwisz o moje oglądanie. Ja bym się martwił o Twoje czytanie, bo mam wrażenie, że powyższy wpis przeleciałaś co najwyżej wzrokiem. Tak czy siak dzięki za obszerny komentarz :).

    No i rzeczywiście, Rosjanie zrobili film, w którym badgajem (jednym z) jest Polka Agatka. Tym bardziej dziwne, że ktoś mógłby potraktować „Jedyneczkę” jako film propagandowy :P.

  3. Misiek_Maciek

    Straszne bzdury stary piszesz. Poczytaj trochę na ten temat. Nie wszyscy Ruscy rabowali i gwałcili, było, mnóstwo przykładów świadczy o tym, że chronili Polaków przed Niemcami. Także wiele było wspólnych akcji z AK. NA przykład na Wołyniu w czasie słynnej rzeźni bywało, że Rosjanie bronili przed obłąkanymi Ukraińcami. I tak też trzeba przyjąć ten film, jako pozytywny epizod, jako przykład, choćby tych nielicznych sytuacji, gdzie ludzie byli ludźmi, niezależnie od narodowości. Dzisiaj też sytuacja między Polakami a Rosjanami nie jest ciekawa, ale jak bracie pojedziesz do Rosji, to zobaczysz, że tam lubią Polaków, często pytają – dlaczego Polacy nas tak nie lubią, a to są tacy sami ludzie jak my i nie wszyscy dają się manipulować politycznych kłamstwom i propagandzie. Ruscy są bardzo czuli na wydarzenia II wojny, tkwi to w nich do dzisiaj. Tam nikt nie wiedział, o Ribbentropach, czy Mołotowach, czy agresji na Polskę. Rosja jest też krajem, który chyba sam najbardziej też od stalinizmu. Przyznaję, że jestem prawicowym wyborcą PiS, ale mam otwarte oczy i daję się ponosić emocjom. Film jest oparty na książce „My wszyscy, nie licząc dzieci”, napisanej przez weterana wojennego. I wśród innych dramatycznych wydarzeń z udziałem Armii Czerwonej, to mogło się zdarzyć się naprawdę…

  4. Kolejny propagandowy ruski film i już się znajdują naiwniacy co w to wierzą. Ciekawe jak Niemcy nakręciliby film o swoich żołnierzach broniących biedne dzieci w Stalingradzie?

  5. Mam pytanie Gdzie dokładnie krecono ten film bo oglądam zdjecia Zamku Grodziec i nigdzie nie ma rzeki tak jak na filmie

  6. Quentin

    Ja nie mam pojęcia :(. Może magia kina tak jak w „Zemście”, gdzie nagle na zamku Ogrodzieniec okazało się, że są bogate komnaty w miejscu, gdzie jest przejście i puste ściany :).

  7. Patton powiedział, że to azjaci itd. Nie wszyscy ruscy bylo źli.. Dwuch wpadlo do sklepu w wyzwalanej Polsce gwałcili i kradli a potem przyszedł oficer i ich zastrzelił. Mhm.. To jak to z nimi jest..?

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.