Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
plakat Tak tu cicho o zmierzchu
A zori zdes tikhie (1972), reż. Stanisław Rostocki

Recenzja filmu Tak tu cicho o zmierzchu, czyli Tak tu głośno o zmierzchu

Z powtórką tego klasyka radzieckiego kina zbierałem się od dawna. Zebrałem się w końcu wtedy, gdy niespodziewanie odkryłem, że powstał jego remake. Trzasnąłem oba za jednym zamachem.

Tak tu cicho o zmierzchu razy dwa

Po raz pierwszy z nominowanym do Oscara dla nieanglojęzycznego filmu dziełem Stanisława Rostockiego zetknąłem się we wczesnej młodości. Niewiele z niego pamiętam, ale mam jakieś przebłyski wrażenia, jakie na mnie wywarł. W głowie pozostaje głównie scena śmierci na bagnach, która najwyraźniej musiała wstrząsnąć młodym umysłem Quentina na tyle, że pozostała w jego świadomości do dzisiaj. Domyślać się tylko mogę, że jako niewinne dziecko musiałem zaliczyć minitraumę przed telewizorem. I aż do wczoraj Tak tu cicho o zmierzchu nie powtórzyłem.

Gdybyście zastanawiali się nad tym, o której z wersji tej historii jest to wpis, to od razu mówię, że o obydwu jednocześnie. Bo i obydwa można traktować jako jeden i ten sam film – są na tyle zbliżone do siebie, że drugi to po prostu unowocześniona wersja dzieła starego. Różnic trochę jest, jedna najbardziej poważna, i potem o niej wspomnę, ale całościowo to po prostu wpis o Tak tu cicho o zmierzchu.

Fabuła Tak tu cicho o zmierzchu

Uważaj, o co prosisz, mógłby powtarzać sobie w duchu dowódca leżącej w pobliżu fińskiej granicy baterii przeciwlotniczej sierżant Fiedot Waskow. Pewnego dnia prosi on przełożonego o nowych ludzi do obsługi baterii. Tylko takich, którzy nie piją i są odporni na wdzięki kobiet (wioska, w której stacjonuje pełna jest jednego i drugiego). Jak wiadomo, w Związku Radzieckim wszyscy piją i nie ma tam homoseksualizmu, więc prośba wydaje się być wyjątkowo abstrakcyjna, ale przełożony znajduje wyjście z tej sytuacji i kilka dni później podsyła oddział złożony z samych kobiet. Lesbijek w Związku Radzieckim też nie ma.

Sytuacja się zagęszcza, gdy w pobliżu zostaje wypatrzony patrol złożony z Niemców sztuk dwóch. Waskow postanawia ruszyć na misję mającą na celu pojmanie szkopów i wyciśnięcie z nich informacji o tym, cóż takiego tu porabiają. Do towarzystwa wybiera pięć kobiet, z którymi chce zastawić pułapkę na wrogich żołnierzy. W tym celu przedzierają się przez lokalne bagna, by ku swojemu przerażeniu odkryć, że zmagać się będą musieli z oddziałem znacznie liczniejszym niż dwóch zwiadowców.

Klasyka kina radzieckiego. Klasyka kina

Dla dobra sprawy i udanego seansu najlepiej odłożyć na bok wszelkie kwestie polityczne, propagandowe i tego typu rzeczy. Jasne, nie trzeba być specjalnie uważnym, żeby z łatwością wyśledzić trochę zgrzytów, ale – szczególnie w wersji oryginalnej – są to drobiazgi, które nie powinny mieć wpływu na uniwersalny odbiór filmu. Nie jest tajemnicą, że w ZSRR/Rosji potrafili/potrafią robić kino wojenne i o ile nie ciąży na nim za duży podprogowy przekaz propagandowy, to te filmy ogląda się z niekłamaną przyjemnością. Na oryginalnym Tak tu cicho o zmierzchu propaganda nie ciąży, jeśli zaś chodzi o remake to mam wrażenie, że obserwując aktualną sytuację polityczną automatycznie dodaje się temu filmowi więcej niż w rzeczywistości ma do powiedzenia.

Dlatego lepiej zostawić to na boku i po prostu traktować Tak tu cicho o zmierzchu jako świetny film wojenny (antywojenny właściwie, choć osobiście widywałem filmy, które w sposób o wiele głośniejszy mówiły wojnie NIE; inaczej: jakoś nie odczułem „antywojenności” tego filmu, ot zobaczyłem smutną, wojenną historię), którym de facto jest. Nie ma przesady w stwierdzeniu, że to klasyka kina światowego, która od 1972 roku wcale nie zestarzała się aż tak bardzo. Jest tu wszystko, czego należy oczekiwać od świetnego kina. Prosta i ciekawa historia, bohaterowie, z którymi łatwo się zżyć i potem kibicować im, aby przeżyli, śliczne krajobrazy, które jednak w moim odczuciu tracą na czarno-białym filmowaniu i o wiele lepiej wyglądają w wersji z 2015 roku.

Oryginał kontra remake

Napisałem wyżej, że obydwa filmy niewiele się od siebie różnią, nawet dialogi są podobne, ale jest parę rzeczy, które trzeba wypunktować. Największą zmianą in minus w stosunku do oryginału jest fakt, że twórcy remake’u chyba nie doczytali, jaki jest tytuł filmu, za jaki się biorą. Tak tu CICHO o zmierzchu. W ich wydaniu można by raczej napisać, że nakręcili Tak tu głośno o zmierzchu, zastępując odgłosy przyrody monumentalną muzyką, która momentalnie budzi u widza chęć wyruszenia na podbój Ukrainy (to właśnie to, o czym pisałem wyżej – sami sobie dopowiadamy coś, czego najprawdopodobniej w filmie nie ma). Sama symfoniczna muzyka jest bardzo ładna i do niej nie ma się co czepiać, ale jest sporo momentów, w których zupełnie nie pasuje. Bohaterowie idą przez las, a muzyka jakby zdobywali K-2. Nie mówiąc o scenach śmierci – zdecydowanie bardziej porażająca jest śmierć na bagnach „w towarzystwie” cykania świerszczy i okrutnej ciszy. A gdy dodasz do tego theme „Death of a Hero”, to już nie ma tej samej siły.

Za plus dla remake’u na pewno trzeba uznać ładne dla oka zdjęcia, choć to raczej zasługa techniki filmowej, która bardzo poszła do przodu przez ponad 40 lat od premiery oryginału. I tego, że w przeciwieństwie do oryginału, cały film nakręcony został w kolorze. Co za tym idzie lasy naprawdę wyglądają tu pięknie, a pierwsze sielskie ujęcia leżącej pośród tych lasów wioski w połączeniu z ww. muzyką sprawiają wrażenie oglądania co najmniej Władcy pierścieni. W remake’u bardziej przypadła mi też do gustu rezygnacja z bajkowych, kolorowych wstawek z przedwojennego życia bohaterów i całkowite wywalenie czasów współczesnych (nie było raczej innej opcji, w końcu oryginał nakręcono 30 lat po wojnie, a remake lat 70, więc nie było wyjścia – i dobrze). Te flashbacki zdecydowanie lepiej wypadły w remake’u, za to w dłuższym o 30 minut oryginale lepiej zżyłem się z bohaterkami, co pomogło w śledzeniu drugiej części filmu. Mam wrażenie, że remake’owi brakło tej potrzebnej chwili zadumy i wyciszenia jakby całość uwagi poświęcono na to, by nie zapomnieć o żadnej scenie, którą chciano przenieść do remake’u i to było priorytetem. A czasem trzeba trochę oddechu i wyłączenia symfonicznego podkładu.

Dobra wiadomość dla męskiej części widowni – zarówno w oryginale jak i remake’u błyszczy scena kąpieli w łaźni parowej. W remake’u bardzie. Pozwólcie, że ostatecznie przekonam Was do seansu:

Jewgienia Małachowa nago, A zori zdes tikhie nude scene

A wy jak macie w łazience?

Średnia 8/10. Oryginał 9/10, remake 7/10.

Ósemka wydaje się być odpowiednią oceną dla obydwu filmów traktując je jako całość, czyli zbierając do kupy to, co gdzie jest najlepsze. Drugi z pewnością jest bardziej nowoczesny i przyjemniejszy dla oka, ale brakuje mu tego rosyjskiego romantyzmu i ckliwej rosyjskiej duszy. Techniczna biegłość to nie wszystko, potrzeba też oddać filmowi trochę serca, czego wydaje mi się zabrakło. Nie jest to najbardziej dołujący film na świecie, ale bez dwóch zdań liczba tragedii, jakie tu wepchnięto znacznie przewyższa normę. Tym większe zasługi dla twórców, że mimo to długimi momentami Tak tu cicho o zmierzchu jest lekkim i pozytywnym kinem, które ogląda się z przyjemnością. A potem zaraz dostajesz w łeb. Jak w życiu.

(1962)

Z powtórką tego klasyka radzieckiego kina zbierałem się od dawna. Zebrałem się w końcu wtedy, gdy niespodziewanie odkryłem, że powstał jego remake. Trzasnąłem oba za jednym zamachem. Tak tu cicho o zmierzchu razy dwa Po raz pierwszy z nominowanym do Oscara dla nieanglojęzycznego filmu dziełem Stanisława Rostockiego zetknąłem się we wczesnej młodości. Niewiele z niego pamiętam, ale mam jakieś przebłyski wrażenia, jakie na mnie wywarł. W głowie pozostaje głównie scena śmierci na bagnach, która najwyraźniej musiała wstrząsnąć młodym umysłem Quentina na tyle, że pozostała w jego świadomości do dzisiaj. Domyślać się tylko mogę, że jako niewinne dziecko musiałem zaliczyć minitraumę…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: A zori zdes tikhie (1972). 9/10. II wojna światowa. Oddział kobiet walczy przeciwko przeważającej sile wroga. Klasyka radzieckiego kina wojennego. Klasyka kina w ogóle. A zori zdes tikhie... (2015). 7/10. Bardzo porządny remake klasycznego filmu.

10 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Czy to jest ten film, gdzie kobieta przedziera się przez bagna i ma kij ze szmatką (chyba) a potem tonie w bagnie i tylko ten kij ze szmatką z bagna wystaje?

  2. Quentin

    Ten sam.

  3. frank drebin

    O kurde, przez lata szukałem tego filmu :)
    Oglądałem go ze 30 lat temu i zapamiętałem z niego tylko tę scenę i ta scena męczy mnie do dziś. Jak tylko widzę gdzieś w filmach bagna to od razu mi się przypomina. Nawet lata temu pytałem o to, chyba na filmwebie, ale nie dostałem odpowiedzi. Ale wtedy wydawało mi się, że to był polski film i miał coś wspólnego z ucieczką z Warszawy po Powstaniu.

    Jednak warto czasem na ten blog zajrzeć 😉
    (szczególnie w niedzielę o 7 rano)

  4. Quentin

    Widzę zatem, że nie tylko mnie na psychice odcisnęła piętno ta scena :)

  5. Witam Kolegę. Oglądnąłem po długich latach z lat swojej młodości, starą wersję tego wspaniałego rosyjskiego filmu, jak i aktualna wersję-remake z 2015. Twój opis obu filmów jest bardzo ciekawy i raczej trafny, choć każdy na pewno coś jest w stanie indywidualnego od siebie do opisu odczuć dorzucić. Coś mnie tsak tchnło i chciałbym odkurzyć w swojej pamięci inne szlagiery rosyjskiego kina wojennego : np. „Los człowieka” czy też „Lecą żurawie”. I tu mam do Ciebie Kolego pytanie : czy nie byłbyś w stanie wskazać mi jakiś najprostszych ścieżek wejścia w necie na te oba filmy do pełnego ich obejrzenia, gdyż niestety po przeglądnięciu sporej części linków trafiam albo na jakieś problemy technicznego odczytu tego jednego i drugiego filmu ( tak mam na cda.pl ) albo na oczekiwanie kasy za odczyt ( tak jest na homikuj.pl ). Byłbym wdzięczny za techniczną pomoc.

  6. Film „Tak tu cicho o zmierzchu” pamiętam ze sceny z bagnami. Tak naprawdę nie pamiętałam tytułu, tylko tę scenę. Teraz znam tytuł. Pamiętam jeszcze sceną jak dziewczyna ucieka przed Niemcami i śpiewa, tak jakby chciała dodać sobie odwagi. Pierwszy raz widziałam ten film w szkole ( na siłę chodziliśmy do kina na Dni Filmu radzieckiego). Nie myślałam, że po tylu latach wrócę do tych filmów, ot chociażby „Los człowieka” czy „Lecą żurawie”. I co się okaże? Są to piękne filmy. Pozdrawiam.

  7. Quentin

    A i owszem, to był/jest kawał kina, zresztą radziecka kinematografia to była siła na skalę światową. Tak to już jednak jest, że jak cię karmią czymś na siłę z każdej strony, to masz tego dość. Na szczęście dożyliśmy takich czasów, że 1. możesz oglądać co chcesz, 2. dużo rzeczy jest dostępnych od ręki w ten czy inny sposób. Swego czasu wyszła np. na DVD fajna seria z klasykami radzieckiego kina:
    http://esensja.stopklatka.pl/esensjopedia/?rodzaj_epedii=1&idcyklu=1277

  8. Ja niestety miałem okazję widzieć tylko remake i faktycznie jest całkiem w porządku. Fakt, tytuł nijak ma się do zawartości :) i jest parę patriotycznych pogadanek (coś jak u Emmericha), ale generalnie daje radę. Sympatyczne bohaterki, ładne krajobrazy, nieskomplikowana ale wciągająca fabuła… no, dobra, i tak największa perła to scena w łaźni. :))

  9. tez go ogladalem ze 30 lat temu, szmatki nie pamietam, tylkoze wlasnie utonela w bagnie, a pozniej ten dowodca chyba poszedl i rozwalal tych niemcow, wszystkie zginely jesli sie nie myle, te kobiety znaczy,

  10. Zgadzam się!
    Prawie! [ale to tylko wrodzona przekorność ;)]

    Przygotowywałem poprawiany wpis – wojskowo merytoryczny, ale laptoku się zdechło = przepadło.
    W każdej wersji „jest zgrzyt”, kontekstowy/podprogowy_przekaz i PROPAGANDA :)
    A bo ten.., jest też CHIŃSKI serial … i dzielnie wszystkie odcinki zobaczyłem – pufff!
    Chińczycy przynajmniej – zafascynowani – nie ukrywali, że CHCĄ DOSŁOWNIE (hehehe..) odtworzyć film z 1972 dobierając aktorów i tło, fabułę rozbudowując [nie trza oglądać –> chińskie aktorstwo, TAKIE WYRAZISTE i DOSŁOWNE w każdej minie i wydłużonym ujeciu, itd… ]
    Bo wszystkie te filmy to KALKI [często najdosłowniejsze w ujęciach, tekstach, sceneriach]

    Też oglądałem KIEDYŚ – na Rubinie 413. Wywarło wrażenie, fakt!
    I też szukałem…

    Pzdr!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.