Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Piksele [Pixels] (2015), reż. Chris Columbus
Piksele [Pixels] (2015), reż. Chris Columbus

Wszystko gra! – recenzja filmu Piksele

Teoretycznie wstydliwą rzeczą jest chwalenie samego siebie (często przeradzające się w przechwalanie), ale co poradzić, kiedy tę recenzję muszę zacząć właśnie od czegoś takiego. Chwalę się zatem za to, że w kwestii filmów jestem taki samowystarczalny. Nie potrzebuję recenzji, opinii znajomych, gustometrów na portalach. Wręcz przeciwnie, mam je w poważaniu i nawet do nich nie zaglądam. Jasne, czasem coś w oko mi wpadnie w tym temacie, ale nigdy nie traktuje takich ocen wiążąco. Filmy oglądam od zawsze, bloga filmowego prowadzę od jedenastu lat, coś tam o filmach i ich twórcach wiem – i to wystarczy, żeby potrafić wybrać coś, co mi się spodoba lub przeczuć, że w jakiś tytuł nie ma się co pchać. Generalnie: mieć opinię o każdym filmie zanim go obejrzę bez zaglądania tu i tam po szczegóły. Nazwałbym to przeczuciem połączonym z wiedzą nabytą 😛 skoro już się chwalę.

I każdego dnia dziękuje za to, że nie muszę polegać na innych w kwestii filmów, bo cóż by to było za życie. Pełne frustracji, że zapewniano mnie o wielkości jakiegoś filmu, a ten okazał się szitem. Lub sytuacji odwrotnej, gdy pominąłbym jakiś tytuł jak w przypadku Pikseli, na które od czasu premiery trwa niezrozumiała przeze mnie nagonka. To znaczy nikt im nic złego nie robi poza wystawianiem ocen urągających zdrowemu rozsądkowi. 18% na RottenTomatoes to koronny przykład tego kretyństwa. Rozumiem, że komuś się ten film mógł nie podobać, ale 18%? To już chyba Gulczas, a jak myślisz ma lepsze notowania na IMDb, co ostatecznie udowadnia idiotyzm takiej oceny Pikseli. Skąd ten idiotyzm? Chyba wystarczyło, że główną rolę gra tu Adam Sandler. I wszyscy już wiedzą, że to na pewno gówno. Nie muszą nawet oglądać.

Donkey Kong w filmie Piksele - recenzja

– Dawać mi tu tych recenzentów!

A to błąd. Bo choć archetypowy Adam Sandler to rzeczywiście koleś, który kojarzy się z żenującym żartem i nieśmieszną komedią, to jednak nie jest to w jego przypadku normą. Nie trzeba się wysilać, by znaleźć w jego filmografii nie tylko zabawne komedie, ale i bardzo dobre poważne filmy. Szkoda, że przedziela ja pięcioma sięgającymi dna komediami, ale i te – co dziwne – kogoś śmieszą i zarabiają. Wpływają potem jednak na opinię o nim samym i stąd też m.in. dostaje się Pikselom. Co jest głupotą – widać to już po zwiastunie, który zupełnie nie przypomina żenującego swoim poziomem dowcipu Sandlera. A po obejrzeniu filmu można dodać, że to nawet nie jest komedia z Adamem Sandlerem. To komedia, w której gra Adam Sandler. A to znacząca różnica. Czasem nawet miałem wrażenie, że Sandler był nieco przygnębiony, że nie może odstawić swojej standardowej błazenady.

Nie dość, że już zwiastun Pikseli jest bardzo w porządku, to sam pomysł na fabułę też należy do wyjątkowo udanych. Jak pisałem już w ostatnim Poszedłbymie – w Hollywood potrafią zrobić film z największej głupoty i na dodatek robią to tak, że ma sens. Mniejszy bądź większy, ale ma. To samo w przypadku Pikseli, które złośliwy mógłby nazwać ekranizacją Pac-Mana. Gry komputerowej, w której żółta kulka coś tam szamie w labiryntach uciekając przed ścigającymi ją duchami. Klasyka komputerowej rozrywki, ale zupełnie nie nadająca się na film, no bo jak? A jednak wystarczył prościutki pomysł, by nabrało to sensu. Oto w 1982 roku NASA wysyła w kosmos próbki ziemskiego lajfstajlu, by ewentualni kosmici zobaczyli, że fajnie się u nas żyje. Wśród nich zapis mistrzostw świata w arkadowych grach komputerowych – Pac-Man, Donkey Kong, Centipede itd. Kosmici odbierają wiadomość na opak, jako wyzwanie do wojny. Przysyłają swoich wideo-wojowników łudząco podobnych do postaci z ww. gier komputerowych i ogłaszają zawody. Wygracie, dobrze. Przegracie, zniszczymy całą Ziemię. Do walki stają mistrzowie gier, których życie od 1982 roku potoczyło się zupełnie inaczej niż myśleli będąc na szczycie świata.

Coś nie tak z tym pomysłem na film? Chyba tylko dla wyjątkowych zgredów.

Adam Sandler w filmie Piksele - recenzja

– …and I’ll execute every motherfucking last one of ya`!

Skoro więc ustaliliśmy (no dobra, ja ustaliłem), że pomysł na film jest fajny (gwoli ścisłości – oparty na krótkometrażowym filmie… Pixels w reżyserii Patricka Jeana), to może poszukajmy teraz czegoś, co mogłoby sprawić, że Piksele są marnym filmem. Wzrok momentalnie kieruje się w stronę filmowych żartów, bądź co bądź mowa o komedii, czyli gatunku, który bez żartów nie istnieje. Tutaj jednak też nie znajdziemy winowajcy miażdżących recenzji filmu, co znów każe mi przypuszczać, że ich autorzy są totalnymi drewniakami. Wiadomo, każdy ma inne poczucie humoru i to co bawi jednego, drugiego zniesmaczy. Trudno wobec tego o jakąś obiektywną ocenę poziomu żartu w Pikselach, ale według mnie ani razu nie sięgają one poziomu klozetu, co w filmach Adama Sandlera dość częste (że sięgają, nie że nie sięgają :P). A nawet do takiego poziomu się nie zbliżają. Nie zauważyłem żadnego żenującego żartu, który zamiast rozśmieszyć wprawiłby w zakłopotanie. Jedne były bardziej sucharowe („JFK strzelał pierwszy”), drugie mniej, ale większość trzymała dobry poziom wynikający m.in. z absurdu dwóch sytuacji: ataku kosmitów o wyglądzie pikseli i przyjaźni prezydenta USA z archetypowym loserem. Ze śmiechu nie umarłem, ale wiele razy się uśmiechnąłem, a z pięć razy parsknąłem śmiechem. Niezły wynik moim zdaniem.

Moglibyście powiedzieć, że jak na komedię to słabo i rzeczywiście, ale mnie akurat najbardziej podobał się w filmie ten świetnie zmiksowany z wymaganiami filmu świat klasycznych gier komputerowych. Efekty były naprawdę ładne, kolorowe i cieszące oczy, a co rusz na ekranie pojawiały się jakieś znane postaci z gier i popkulturowe ikony lat 80. Szczególnie fajnie został przedstawiony świat graczy począwszy od wstępu w latach 80., a skończywszy na teraźniejszości. Każdy, kto oglądał dokumenty o arkadowych grach komputerowych (The King of Kong, Chasing Ghosts: Beyond the Arcade, The King of Arcades) musi przyznać, że fajnie się to Columbusowi udało odwzorować. Od nagłego wybuchu popularności takich gier i ich graczy (słynne zdjęcie z Life)…

Life, 1982, najlepsi gracze komputerowi

fot. globalnerdy.com

…aż po szybki schyłek i smutne uświadomienie sobie, że wymiatanie w Donkey Konga to tzw. useless talent nr ileś tam. Zresztą zadbano o to, by nawiązania do prawdziwych postaci miały ręce i nogi, czyli przyłożono się do produkcji, a nie odwalono jej byle tylko zarobić. Cytując za IMDb: Najlepsze filmowe wyniki oparte są na tych prawdziwych. Rekord filmowego Sama Brennera w Pac-Manie 3,333,360 to maksymalny wynik możliwy w tej grze. Jako pierwszy osiągnął go BILLY MITCHELL!!! :). Z kolei wynik filmowego Ludlowa Lamonsoffa w Centipede (16,389,548) jest tylko o jeden punkt wyższy niż rekord świata Jima Schneidera. A 1,068,100 filmowego Eddie’ego Planta w Donkey Konga różni się zaledwie o 100 punktów od rekordu świata Hanka Chiena.

Fajny pomysł, niezłe żarty, śliczne wizualizacje i jak najbliższe trzymanie się realiów… Film ideał? Nie no, aż tak idealnie to oczywiście nie jest. Szwankuje scenariusz, w którym brakuje płynności i ma się wrażenie, że powstałej drabinki (spis kluczowych scen jedna po drugiej, czyli co i kiedy ma się wydarzyć) nikt nie był w stanie odpowiednio spoić. Przez co czasem przypomina częsty w dzisiejszym kinie zbiór skeczów połączonych w fabułę. Ledwo zarysowane zostały też postaci i relacje między nimi. Wszystko jest na zasadzie umowy: teraz się nie lubią, ale już za chwilę się będą zakochiwać, choć powodów ku temu brak. Nieco nudniejsza też okazuje się druga połowa filmu, w której zabrakło mi jakiejś niespodzianki, której nie zapowiedziałby mi zwiastun. No i zdecydowanie za łatwo i za szybko się to skończyło. Ale i tak bawiłem się bardzo dobrze i normalnie dałbym mocną Siódemkę, ale za te krzywdzące opinie w necie podciągnę punkcik wyżej.

(1940)

PS. No i mogli dać jakieś małe cameo Walterowi Dayowi, ww. Billy’emu i mojemu ulubieńcowi – Robertowi Mruczkowi! No ale nie można mieć wszystkiego.

Peter Dinklage recenzja filmu Piksele

A całe towarzystwo i tak pozamiatał Peter Dinklage. Dziękuję za uwagę.

Teoretycznie wstydliwą rzeczą jest chwalenie samego siebie (często przeradzające się w przechwalanie), ale co poradzić, kiedy tę recenzję muszę zacząć właśnie od czegoś takiego. Chwalę się zatem za to, że w kwestii filmów jestem taki samowystarczalny. Nie potrzebuję recenzji, opinii znajomych, gustometrów na portalach. Wręcz przeciwnie, mam je w poważaniu i nawet do nich nie zaglądam. Jasne, czasem coś w oko mi wpadnie w tym temacie, ale nigdy nie traktuje takich ocen wiążąco. Filmy oglądam od zawsze, bloga filmowego prowadzę od jedenastu lat, coś tam o filmach i ich twórcach wiem - i to wystarczy, żeby potrafić wybrać coś, co…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Grupa podstarzałych mistrzów klasycznych gier komputerowych kontra inwazja z kosmosu. Pomysłowe i bardzo sympatyczne.

5 odpowiedzi

  1. Peter Dinklage, Serena Williams i Martha Stewart 😉

  2. Adam Sandler to pewnie ten sam cazus co „Borys Szyc, Karolak – Kac Wawa” – czyli smród, którego już się nie da odpędzić do końca świata. Nie ważne co zrobi, będzie naczelnym chłopcem do bicia dla potrzebujących wyładować frustację recenzentów 😛 😛

  3. Jak zwykle, jazda po Sandlerze tak po prostu dla zasady, coście się tak uczepili, facet ma pare fajnych filmów a Pixele wg mnie jeden z lepszych.
    Wg mnie oryginalny pomysł i do tego fajnie zrobiony z odrobiną humoru – może nie uwierzycie ale ludzie w kinie naprawdę się śmiali.
    Polecam film, sam na pewno obejrzę jeszcze raz.

  4. Popieram. Film dobry, szczegolnie dla ludzi znajacych czasy Golden Era gier arcade.
    Zeby bylo smiesznie rowniez na moim blogu odrzucam wszelkie recenzje pisane przez ludzi nie czujacych tego czym byla rozrywka w salonach gier ’80

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.