recenzja filmu Gunman: Odkupienie w roli głównej Sean Penn
- Uciekać stąd, bo zdejmę koszulkę! - "Gunman: Odkupienie", reż. Pierre Morel

Pożegnanie z Afryką – recenzja filmu Gunman: Odkupienie

W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki czas, że musi sobie zafarbować włosy (albo przeszczepić z tyłka), kupić sportowy samochód (malucha cabrio) i poderwać małolatę (wyhaczyć po nazwie blutufa galeriankę). Innymi słowy dowartościować się i udowodnić samemu sobie, że w ołówku zostało jeszcze trochę grafitu i niekoniecznie od razu trzeba kłaść się do trumny. W przypadku znanych aktorów sprawa się komplikuje, bo włosy już dawno przeszczepili razem ze wstawieniem porcelanowych zębów, samochodów mają na kopy, a młode laski same pukają (pun intended) do drzwi. Co w takiej sytuacji zrobić, żeby pokazać światu, jakimi to jesteśmy macho? Można na przykład złapać za karabin.

Zbudować wizerunek ekranowego macho nie jest łatwo, o wiele prościej taki wizerunek stracić. Wystarczy przyłożyć Charlize Theron i cały misterny plan w pizdu. A Madonna i Robin Wright ze zrozumieniem kiwają głowami.

Sean Penn dotychczas nie kojarzył się z Johnem Rambo, facetem, który karabinem maszynowym zwycięży każdą wojnę. Na każdego jednak przychodzi pora. Aktor nie tylko popracował na siłowni, ale też dorwał się do pióra i dopisał parę rzeczy do scenariusza. Jakich? Nie wiem, ale nazwisko Penna widnieje przy scenariuszu, więc można się tylko domyślać, że może dopisał scenę z prysznicem, a może scenę, w której bladym świtem w gaciach przemierza falę na desce surfingowej. A może jednak tę, w której daje po mordzie kobiecie (zakamuflowanemu szpiegowi, żeby nie było), w czym od lat się specjalizuje. Można się też domyślać, że oprócz gaży, motywem wpływającym na decyzję Penna o przyjęciu roli była obietnica paru scen, w których będzie mógł wyeksponować swoją stosiedemdziesięciocentymetrową męskość. Yyyy… no wiecie o co chodzi :).

Sean Penn przeładowuje broń w filmie Gunman: Odkupienie

– Magazynek też mam długi…

Penn w Gunmanie wciela się w postać Jima Terriera (terrier!). Najemnika, który na zlecenie spółki węglowej zajmuje się brudną robotą w Demokratycznej Republice Konga. Po zleconym zamachu na życie miejscowego ministra górnictwa, Terrier zmuszony jest zostawić ukochaną i zniknąć. Robi to na tyle skutecznie, że gdy następny raz pojawia się w Kongo mija osiem lat. Dręczonemu wyrzutami sumienia najemnikowi nie dane jest jednak w spokoju pracować na rzecz poprawy życia miejscowych. Podczas wizyty na miejscu odwiertu studni głębinowej zostaje zaatakowany przez uzbrojonych najemników i wkrótce będzie zmuszony znaleźć odpowiedź na pytanie: kto z jego dawnych wspólników robi mu koło pióra?

Za kamerą Gunman: Odkupienie stanął Pierre Morrel, który siedem lat temu zachwycił Uprowadzoną. Od tej jednak pory zginął gdzieś w telewizji i Gunman jest jego pierwszym pełnometrażowym filmem od czasu From Paris with Love. I fajnie byłoby napisać, że mistrz powrócił, a Gunman jest równie dobrą zabawą co Uprowadzona. Tyle, że nie byłoby w tym prawdy. Seans nie daje nawet połowy tej frajdy co Taken i wygląda na to, że wszyscy spoczęli na laurach, gdy tylko udało się zrealizować pierwszy i najważniejszy punkt z założeń filmu: zareklamujmy Seana Penna jako wspaniałego mężczyznę. Z bólem w oczach i oliwką na umięśnionej klacie.

półnagi Sean Penn w filmie Gunman: Odkupienie

– Lecę, penndzę!

Choć nie wszystko wskazywało na to, że będzie mocno przeciętnie. Początek filmu był całkiem przyjemny, czego zasługa umiejscowienia akcji w Afryce, którą bardzo lubię jako tło sensacyjnego kina pełnego najemników i maczet. Pomogły też ładne dla oka zdjęcia i realizacja na poziomie, której zarzucić wiele nie można. No jedynie w tych nieszczęsnych scenach walki z gatunku „szybki montaż, duże zbliżenie!”. Na pewno Penn przeszedł jakieś miniprzeszkolenie i szkoda, że nie pokazali tego w bardziej obszernym planie. Takim problemem było znalezienie kaskaderów niższych od niego? 😛

Reszta filmu po opuszczeniu Afryki to już nieustanne dogasanie nieźle rozpalonego ogniska. Przegadane, przepełnione romantycznie zmęczoną twarzą Penna, który Bogartem nigdy nie będzie, no i całkowite niewykorzystanie faktu, że film nie był uwiązany kategorią PG-13. Czyli mógł zaserwować krwawą rozwałkę na poziomie. Ale nie, jak zwykle zamiast w akcję poszli w jakieś bzdurne ambicje, które nikomu nie są potrzebne do szczęścia w filmach o afrykańskich najemnikach.

(1929)

W życiu każdego mężczyzny przychodzi taki czas, że musi sobie zafarbować włosy (albo przeszczepić z tyłka), kupić sportowy samochód (malucha cabrio) i poderwać małolatę (wyhaczyć po nazwie blutufa galeriankę). Innymi słowy dowartościować się i udowodnić samemu sobie, że w ołówku zostało jeszcze trochę grafitu i niekoniecznie od razu trzeba kłaść się do trumny. W przypadku znanych aktorów sprawa się komplikuje, bo włosy już dawno przeszczepili razem ze wstawieniem porcelanowych zębów, samochodów mają na kopy, a młode laski same pukają (pun intended) do drzwi. Co w takiej sytuacji zrobić, żeby pokazać światu, jakimi to jesteśmy macho? Można na przykład złapać za…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Dręczony wyrzutami sumienia najemnik walczy z przeszłością. Dwugodzinna reklamówka Seana Penna.

2 odpowiedzi

  1. Ciekawe czy dostanę powiadomienie na maila jak coś się ruszy w komentarzach.
    Wpis przeczytałem, bo chyba jakimś cudem obejrzałem tego przeciętniaka wcześniej niż sam Q-Guru. U mnie średniak o jeden niżej. Wyparowało ze mnie 2/3 filmu, więc już nawet nie pamiętam, jak się zakończył. Ale oczywiście najciekawsze w tekście jest to, że Theron nie jest już z Seanem :) Dzięki.
    Ps. Sugerujesz, że podniósł rękę na Charlize?

  2. Quentin

    Musiał podnieść, bo jest niższy :)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.