Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!
Geroge Clooney recenzja filmu Kraina jutra Tomorrowland
Dżrodż Kloonejko mówi jak jest - Tomorrowland, reż. Brad Bird

Bardzo przyzwoita finansowa klapa – recenzja filmu Kraina jutra, oryg. Tomorrowland

Wyświetlany od piątku w polskich kinach najnowszy film Brada Birda to świetny punkt wyjścia do dłuższego rozważania na temat „Jak przesrać 200 milionów dolarów?”. Bo właśnie to dzieje się na naszych oczach. Oczywiście Kraina jutra się producentom zwróci, bo jeszcze trochę pofruwa w kinach, a potem we wszystkich możliwych cutach pokaże się na DVD i reszcie nośników, ale nie po to kręci się filmy za prawie 200 milionów dolarów (można by za to nakręcić 33 razy Ogniem i mieczem), żeby się tylko zwróciły. Bo nie dość, że inni w ten sposób potrafią zarobić miliard, to jeszcze dochodzi tu czas poświęcony przez twórców i tę całą resztę, która doprowadziła do powstania filmu. A przecież mogliby oni pracować nad czymś innym, co zarobi. George Clooney mógłby swoim nazwiskiem firmować jakiś sukces, a nie tego flopa. No i w końcu nie byliby poszkodowani fani T.R.O.N.-u, którzy przez klapę Krainy jutra zostali pozbawieni możliwości zobaczenia trzeciej części filmu (spokojnie, jak coś ma powstać to powstanie wcześniej czy później; Bond też już się parę lat temu definitywnie skończył).

Nie moje pieniądze, więc też nie mój problem, ale trochę niesprawiedliwie, że tak się skończyła ta cała historia z zapowiadanym od dawna widowiskiem. Bo nie jest to film zły, to na pewno. Jest w porządku, ładnie się na niego patrzy, widać te włożone dolary itd. Tylko nie jestem przekonany, że akurat na taką ładnie opakowaną bajkę był jakiś sens pompowania tylu pieniędzy. A właściwie to jestem pewien, że film przegrał w tym momencie, w którym ktoś zdecydował, że będzie jednym z najważniejszych filmów Disneya w tym roku. Nie było wielu przesłanek, żeby zapłacić za niego aż tylu milionów. No bo co? Dzieci wyciągną na niego rodziców sześć razy? Podejmie ważny temat, o którym każdy będzie rozmawiał? Da widzowi coś, czego jeszcze nie widział? Nic z tych rzeczy.

Miasto przyszłości w filmie Kraina jutra Tomorrowland

– Nieźle się musieli wypśtykać z kasy, że na tabliczki z nazwami ulic już nie wystarczyło!

Bohaterką Krainy jutra jest młoda dziewczyna (Britt Robertson), której ojciec – inżynier NASA – wkrótce może stracić pracę. Robi więc wszystko, żeby temu zapobiec. Jej zaangażowanie oraz zainteresowanie nauką zwraca uwagę tajemniczej dziewczynki, która wręcza jej nie mniej tajemniczą odznakę, po której dotknięciu nasza bohaterka przenosi się do tajemniczej krainy. Tak, wszystko tu jest takie tajemnicze. Kiedy mija pierwszy szok, nasza podobna do Julii Roberts bohaterka postanawia zgłębić temat odznaki, a to w końcu kieruje ją pod drzwi zgorzkniałego geniusza (Clooney), który odlicza czas do katastrofy. Czy uda im się uratować ludzkość? (głupie pytanie, jak na film Disneya).

Miało być efektownie i efektownie rzeczywiście jest. Komputery bez dwóch zdań pracowały pełną parą, aby pokazać nam tytułową krainę jutra w pełnej krasie i z każdej strony. Z ziemi, powietrza, skąd tylko chcecie. Razem z bohaterami podglądamy życie mieszkańców krainy jutra (głupio ubranych, jak to zawsze w hollywoodzkich wizjach przyszłości) i widać, że realizatorzy stawali na głowie, żeby ładnie nam to pokazać. Widać też jednak niestety, że Bird ma za sobą przeszłość animowaną (m.in. Iniemamocni, jedna z niewielu animek, które akceptuję) i ta jego wizja przyszłości przypomina kreskówkę przeniesioną na fabularny ekran. Trudno się jednak spodziewać po filmie przeznaczonym dla młodszego widza czegoś innego, więc o zawodzie nie może być mowy. Choć, chcąc pokazać tzw. „coś, czego jeszcze nie było” potrzeba było chyba jednak innego podejścia. No chyba, że nie chcieli tego pokazać, ale to po co aż tyle kasy wydawać?

Raffey Cassidy w filmie Kraina jutra

Raffey Cassidy w roli Atheny, czyli najjaśniejszy punkt Krainy jutra.

Może niezbyt uważnie oglądałem, ale tak naprawdę to nie wiem, o co to całe zamieszanie w filmie. Czemu ścigają głównych bohaterów, co jakiejś tam krainie jutra do tego, że ludzkość chce się samozagładzić (no przecież nie ma to wpływu na krainę jutra; choć już sam nie wiem, bo jakaś taka pusta była pod koniec) itd.? Mam wrażenie, że zbyt wielu rzeczy trzeba się domyślić samemu, jak na film dla dzieci, choć to w sumie mały problem, bo przecież Kraina jutra nie jest filmem do głębokiego przemyślenia, a do rozrywkowego oglądania. Tak czy siak według mnie scenarzysta niezbyt głęboko go przemyślał i myślę, że gdyby nikt z bohaterów nic tu nie ruszał tylko żył swoim życiem, to efekt końcowy byłby taki sam.

Czy warto wybrać się do kina na Krainę jutra? Tego niestety nie wiem ;). Wydaje mi się, że to modelowy film z gatunku „pójdziesz do kina nie pożałujesz, ale jak nie pójdziesz to też nie będziesz miał czego żałować”. Napchali do niego wszystkiego co się dało, łącznie z solidną porcją aluzji do nie tak dawno zakupionych przez Disneya Gwiezdnych wojen, ale to nie mogło pomóc, gdy cała ta feeria efektów specjalnych obudowana została na cieniutkiej fabułce, którą ratują sympatyczne postaci.

(1911)

Wyświetlany od piątku w polskich kinach najnowszy film Brada Birda to świetny punkt wyjścia do dłuższego rozważania na temat "Jak przesrać 200 milionów dolarów?". Bo właśnie to dzieje się na naszych oczach. Oczywiście Kraina jutra się producentom zwróci, bo jeszcze trochę pofruwa w kinach, a potem we wszystkich możliwych cutach pokaże się na DVD i reszcie nośników, ale nie po to kręci się filmy za prawie 200 milionów dolarów (można by za to nakręcić 33 razy Ogniem i mieczem), żeby się tylko zwróciły. Bo nie dość, że inni w ten sposób potrafią zarobić miliard, to jeszcze dochodzi tu czas poświęcony…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Nastolatka i zgorzkniały geniusz ruszają z misją uratowania świata. Przyjemne dla oka disneyowskie widowisko, ale nie widzę sensu wydawania na takie filmu 200 milionów dolarów.

Odpowiedź

  1. Nie jestem fanem Trona ale po końcówce dwójki został niedosyt i polubiłem strasznie tą serie, najpierw anulowani serial animowany Legacy (Rebelia), a teraz przez tę gówno trzecią część, to niech może Captain America 3 też anulują, wtedy będę z nimi kwita.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.