Wdrożenie i opieka: MimasTech
Szokujące newsy!

Dziewczyny to tylko kłopoty, czyli marny finał s7 Deksa

Taka mnie myśl o tych dziewczynach naszła podczas oglądania finałowego odcinka siódmego sezonu. No bo patrzcie, jaki spokój i harmonia by były, gdyby w „Dexterze” nie było żadnych kobiet. A przynajmniej w rolach głównych. Angel by spędzał całe dnie na przymierzaniu kapelutków i egzystencjalnych problemach wieku średniego, Joey by machał fujarą na lewo i prawo, a jakby mu brakowało na dziwki to by się sprzedawał u oprychów, Masuka by opowiadał dowcipy, a Dexter zabijał jak zabija. Wszyscy byliby szczęśliwi, przestępczość by wzrastała jedynie na dnie morza (o ile poćwiartowane zwłoki znalazłyby sposób, żeby wyjść z worka), mieszkańców Miami chroniłby superbohaterski Dark Passenger i tylko na Doaksa by trzeba było znaleźć jakiś sposób (zapewne taki, jaki zresztą znaleziono). I żyli długo i szczęśliwie.

Ale nie. Przyszły te głupie baby i wszystko swoimi hormonami spieprzyły. I już pal licho, że zabierają Deksowi czas na robienie porządków i wyrywanie chwastów. Gorzej, że dzięki nim scenariusz trzeszczy w szwach, a właściwie to już dawno pęknął. Gdyby nie one, to ten serial byłby pewnie idealny. (I nie trwał dłużej niż dwa sezony…)

SPOILERY niżej, co oczywiste.

Nie było zaskoczenia – finał s7 okazał się marny i w zasadzie emocji nie było w nim nic. Może w samej końcówce, ale to w miarę naturalne w serialach. Przy czym, jeśli nawet była emocjonująca, to nie na tyle, żeby oglądając OIDP mrugnięcie oka do finału s1 nie myśleć „ciekawe, z czego jest uszyta ta kiecka Debry, nieźle wchłania krew – nie widać ani śladu” (to chyba nie była kiecka tak w ogóle tylko jakiś dwuczęściowy komplet – dodaję to, bo znowu się będą mnie czepiać, że nie odróżniłem Oriflame od Sorai :) ).

Winę za nędzę i rozpacz finału ponosi w całości LaGuerta, która ostatecznie może nazwać się idiotką i to przez duże I. Mając w zasadzie wszystko do przyskrzynienia Deksa postanowiła pójść na skróty i przyskrzynić go od razu. Zamiast zaaplikować mu dyskretny ogon i cierpliwie czekać na dowody, z których nijak Dex się nie wywinie (ile by to potrwało? tydzień, dwa, zanim kogoś by zamordował na jej, bądź jej ogona oczach?), to postanowiła zaaplikować mu dyskretny ogon i capnąć go za morderstwo, choć dowodu w postaci ciała nie miała (rym niezamierzony). No to jak się to mogło skończyć w sytuacji aresztowania Deksa, którego każdy lubi i na jego widok w kajdankach gotów z miejsca nerkę oddać, żeby tylko go uwolnić?

Chciałoby się, żeby Dex w końcu wpadł na całego i uciekał, choćby i przez trzy sezony uciekał. Ale nie. Z badań fokusowych pewnie wynika, że 73% widzów kocha Deksa i nie chciałoby, żeby mu się coś stało. A siły procentów nie można ignorować – a nuż miłośnicy sympatycznego seryjnego mordercy się odwrócą od telewizora i przerzucą na inną stację? Miłośnicy owi chcą, żeby nic mu się nie stało – mówisz i masz.

W tej sytuacji naprawdę trudno się dziwić temu, że stos głupot scenariuszowych się piętrzy i jego końca nie widać. Inaczej nie może być, skoro Dex po przeczołganiu się przez całą rurę pełną gówna staje za każdym razem na jej końcu czyściutki jak łza. Pętla się na nim zaciska, a on za każdym razem rozwiązuje węzeł niezależnie od tego jak gruby jest i jak bardzo wydaje się, że z niego już się nie wywinie. Pstryk, voila. Hannah na mnie nie nakabluje, bo mnie kocha. Mówisz i masz. Itd. itp. Do tego wszystkiego dochodzi całkowicie nieumiejętne żonglowanie wątkami i postaciami, które pojawiają się, znikają, wydaje ci się, że będą ważne, ale po chwili ktoś zmienia zdanie i już nie są istotne. Ten sam ktoś przypomina sobie co i rusz, że trzeba jakoś pozamykać to i tamto, więc wrzuca krótką scenę z zapijającym smutki Joeyem i lecącą na jego urok siostrą Angela (głupie samo w sobie zważywszy, że siostra wygląda na rozsądną, a Quinn jest oficjalnym dupkiem) i już. Zapominamy o tancerkach, zapominamy (zapewne) o Joeyu majstrującym na miejscu swojej zbrodni, święty spokój. Wszyscy bawimy się na imprezie noworocznej bez cienia zmartwienia na licu. Ludzie narzekają, że postać Afroamerykanina MegaCopa była marna? Dajmy im płytkę z nagraniem ze stacji benzynowej – ha! nie był w serialu po nic! Tylko czekać na scenę, w której zatłoczoną ulicą idzie sobie Dexter w skórzanych rękawiczkach, a jakieś 200 metrów za nim leci ktoś tam ze strzykawką w ręku i wrzeszczy: „proszę pana! wypadła panu strzykawka ze środkiem usypiającym! proszę pana!”. I tak się patrzą na niego ci wszyscy przechodnie, a potem się sympatycznie śmieją, gdy podaje Deksowi strzykawkę, bo wierzą w to, że jeszcze są uczciwi ludzie na świecie. Nie martw się, Debra, nie powiedzą o tym nikomu, kochają mnie! 

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.