Projekt 2000 (Część 40)

Samowolka

Szału takiego jak „Psy” ten film Feliksa Falka nie wywołał, ale i tak kaseta z nim krążyła z ręki do ręki w towarzyszących przekazaniom uwagach typu „zajebiste!” (choć wtedy chyba jeszcze tego słowa nie było?), „drugie Psy” itp. Polskie kino, którym zwykły nastolatek mógłby się zachwycać było do debiutu Pasikowskiego w zaiste ciemnej dupie, więc pojawienie się każdego „kultowego filmu z tekstami” musiało budzić niezdrowe podniecenie.

Mnie osobiście najbardziej zdziwiło, że to taki krótki film. Chyba zresztą spodziewałem się czegoś zupełnie innego. W związku z tym nigdy wielkim orędownikiem tego dzieła nie byłem i myślę, że czas przykrył go mgiełką sprawiedliwego zapomnienia. Swoje w tym czasie i w tym momencie zrobił ujawniając na światło dzienne problem fali w wojsku, któremu w całości był poświęcony.

Stare wojsko trenuje świeżaków. Niszczy fizycznie i psychicznie wypytując o datę święta lasu itp. Tymczasem do armii trafia młody intelektualista (Gonera), który na jakieś tam studia się nie dostał i musi swoje dla ojczyzny odsłużyć. Fala mu się nie podoba, ale z Panem Tygrysem szans większych nie ma. Pewnej nocy, gdy oficerowie idą spać, Gonera z kumplem ruszają na spotkanie z dziewczynami. A potem budzą się demony.

***

Trzy dni bez wyroku

Czemu mam na jakiejś kasecie nagrany ten film, tego nie wiem. Szczerze powiedziawszy pamiętam z niego tylko i wyłącznie piersi Lucyny Zabawy, co jest sporym osiągnięciem, bo cycki cyckami, ale żeby zapamiętać nazwisko aktorki, która chyba nigdy więcej w niczym nie zagrała?

Mgliście kojarzą mi się jacyś kolesie z poprawczaka, którzy od czasu do czasu przez evil naczelnika zmuszani są do popełniania kradzieży. W filmie występuje Artur Żmijewski, ale za cholerę nie pamiętam, jaka jest jego rola.

Czy to tutaj Witold Pyrkosz rzuca onelinerem o modlitwie spadającego z dachu? Jeśli tak, to choćby tylko dla niego warto ten film zobaczyć.

***

Chłopcy z ferajny [Goodfellas]

Wbrew pozorom o takich filmach najtrudniej pisać. Dlatego też idealnym byłoby tu opowiedzenie jakiejś anegdotki związanej z tym filmem. Problem w tym, że żadna historia mi się z „Chłopcami z ferajny” nie kojarzy. Świetny film, ale z tego gatunku świetnych filmów, które do ulubionych nie trafiają (w moim i tylko moim przypadku). O niebo wolę „Kasyno”.

A jeśli nie mam na temat filmu żadnego kontrowersyjnego zdania to chyba można spokojnie przejść dalej. Bo „Chłopców…” wszyscy znają i nic nowego im, w ich kwestii nie powiem. A kto nie zna to niech się nie przyznaje i nadrabia, bo to klasyka kina mafijnego i kina w ogóle.

Historia młodego chłopaka, który dorasta w świecie rządzonym przez włoską mafię. Z czasem pnie się coraz bardziej po szczeblach mafijnej kariery, ale już wkrótce będzie musiał odpowiedzieć sobie na pewno zajebiście ważne pytanie.

***

Pasażer 57 [Passenger 57]

Tytułowym pasażerem jest tutaj Wesley Snipes na początku swojej świetlanej wydawało się wtedy kariery. Potem jednak postanowił zadrzeć z fiskusem, a to nawet w Bollywood nie kończy się happy endem.

„Pasażer 57” to przedstawiciel jednego z podgatunków kina akcji, a mianowicie filmu o gieroju, który musi walczyć z oprychami w jakiejś konkretnej i charakterystycznej lokalizacji. No wiecie, szklany budynek Nakatomi, amerykański okręt wojenny, pociąg (spróbowałby Seagal swoich sił w naszym osobowym)… W tym przypadku charakterystyczną lokalizacją jest pokład samolotu, którym przewożony jest Strasznie Groźny Przestępca. SGP przejmuje władzę nad samolotem, ale jak na złość, gieroj właśnie w tym samym momencie poszedł do kibla.

Przyzwoity film, który nie wnosi nic nowego do swojego gatunku, ale też nie wywołuje uczucia „znowu to samo” (a przynajmniej kiedyś nie wywoływał). Niepokonany bohater, zły jak się tylko da przeciwnik, dużo akcji, sporo onelinerów i minimalna ilość nudy.

***

Zapach kobiety [Scent of a Woman]

Nie mam co prawda żadnej listy moich dziesięciu ulubionych filmów, ale gdybym miał to „Zapach kobiety” z pewnością by się na niej znalazł. Arcydzieło, które dodatkowo ma tę zaletę, że przemawia (a przynajmniej kiedyś tam przemawiało, dawno nie powtarzałem) do mnie na poziomie utożsamienia się z bohaterami (sami sobie zgadnijcie czy z Frankiem czy z Karolkiem :P). To najlepsze co w kinie może być – gdy mówi ci coś o tobie.

Charlie (prawie debiutujący Chris O’Donnell) to biedny uczeń prestiżowej szkoły dla snobów, który może się tam uczyć dzięki stypendium dla wybitnie zdolnych i dorabianiu w miarę możliwości. Pewnego dnia dyrektorowi szkoły ktoś robi głupi dowcip, którego nasz Charlie jest świadkiem. Ma czas przez kilka dni świąt, by zastanowić się nad tym, czy wyda sprawcę, czy wyleci ze szkoły za jego krycie. Ale póki co podejmuje się opieki niewidomego pułkownika, którego rodzina jedzie na święta gdzieś tam. Nie spodziewa się, że krewki pułkownik również ma plany. Ani się obejrzą (hihihi), a już są w Nowym Jorku.

Mówiłem już, że to arcydzieło? Nie znam słabych punktów „Zapachu kobiety”. Ten film ma tylko mocne strony, a jest ich tak dużo, że nawet nie będę ich wymieniał. 11/10

(1413)

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.