„MONACHIUM” [„MUNICH”]

Historia odwetu dokonanego przez izraelski wywiad na zamachowcach odpowiedzialnych za masakrę podczas Igrzysk Olimpijskich w 1972 roku.

Mam mieszane uczucia. Pod względem technicznym nie można najnowszemu filmowi Stevena Spielberga nic zarzucić. Reżyseria, muzyka, zdjęcia, montaż itd. stoją na absolutnie najwyższym poziomie. Z przyjemnością się ogląda „Monachium” i generalnie oczu od ekranu oderwać nie można. A mimo to momentami za bardzo się nudziłem.

Problem moim zdaniem tkwi w tym, że po Spielbergu mimo wszystko należy się spodziewać dużo więcej niż tylko technicznej perfekcji. Dla większości reżyserów, taki film jak „Monachium” byłby najważniejszym dziełem ich życia, ale Spielberg to takie filmy z zamkniętymi oczami kręci i zwykła przyzwoitość nakazywałaby żeby choć trochę się wysilił. Wtedy ten film byłby lepszy. A tak to nadal zostaje dobry film, ale nie genialny. Film, który opowiada o ważnych sprawach, ale o którym za pięć lat mało kto będzie wspominał jako o nieśmiertelnym arcydziele.

Bardzo podobało mi się pierwsze pół godziny. Nawet bardziej niż bardzo. Potem jednak było zupełnie odwrotnie niż w myśl zasady Hitchcocka i tempo spadało, spadało, spadało momentami osiągając za duży poziom nudzenia. Niezależnie od tego, nie uważam, że całość była za długa. Była w sam raz. Druga rzecz, która podobała mi się najbardziej, to nazwijmy to „normalność” izraelskich mścicieli. W przeciwieństwie do całej masy filmów o „srogiej pomście”, ci nie byli ani super wyszkoleni, ani bezszelestni, ani niepokonani. Byli zwykłymi ludźmi, przed którymi postawiono niezwykłe zadanie. Zwiększało to walory filmu.

Co do aktorów to nie są oni głównym atutem tego filmu, ale też nie przeszkadzają. Jako ciekawostkę można dodać, że dość rzadkim widokiem są tańczący ze sobą Francuz z Anglikiem :)

PzS (Przyjemność z Seansu): 4+(6). Przed seansem polecam oglądnięcie „One Day in September” Kevina McDonalda.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl