DIVX FINDER

Ludzie są naiwni, łatwowierni i bardzo łatwo ich nabrać – wystarczy tylko odpowiedni pomysł. Prosty, lecz skuteczny. Taki morał wypływa z historii, którą mam zamiar Wam teraz opowiedzieć.

Plagą filmowych grup dyskusyjnych, od jakiegoś czasu są poszukiwacze filmów, kodeków i napisów do filmów. Zamiast dyskutować o filmach, bo do tego te grupy są przeznaczone, co chwilę ktoś pyta, czy nie ma załatwić ktoś jakiegoś filmu w divixie, albo napisów do niego. „Plis, plis, plis, potrzebuję napisów do „Gwiezdnych wojen 7″, szukałem wszędzie, ale nigdzie nie mogę ich znaleźć!” – takich postów jest cała masa. Walczyć się z tym nie da, bo ani prośby, ani groźby nie skutkują. No, ale można zrobić coś innego i wychodząc z takiego założenia, Bocznica postanowiła mieć ubaw z takich poszukujących łosi.

Pomysł był prosty, a wykonanie nie nastręczało dużo roboty. Metodą burzy mózgów powstał projekt „Divx Finder”. Pierwszą fazą projektu, było zrobienie pliku zip zawierającego instalkę DFa. Podstawowym składnikiem owego zipa, był plik „divxfinder.exe” rozpoczynający instalację programu właściwego. Plik ów powstał z przemianowania na nazwę pożądaną, ważącego niewiele kilobajtów pliku „reboot.exe”, którego uruchomienie powodowało ponowne uruchomienie komputera. Przemianowaliśmy więc „reboot.exe” na „divxfinder.exe”, dorzuciliśmy do zipa parę ciężkich, do niczego niepotrzebnych plików (co by ściąganie programu trwało dłużej) i tak powstał plik „divxfinder.zip”, który należało rozpakować na dysk i uruchomić odpowiedniego exeka, który według naszych zapewnień miał rozpocząć instalację programu, a tymczasem on restartował kompa. Początek był już zrobiony.

Druga faza projektu obejmowała zrobienie strony domowej Divx Findera. Graficy zrobili parę screenów programu przedstawiających DFa przy pracy (screeny przedstawiały proces ściągania jakiejś nowości filmowej przy pomocy DFa, szybkość transferu i takie tam) i założyliśmy stronę, na której można było poczytać o zaletach programu, zobaczyć ww. screeny oraz ściągnąć instalkę programu. Oprócz tego, na stronie było również forum dyskusyjne na temat DFa, w którym wpisaliśmy kilka entuzjastycznych opinii o programie. „Ściągnąłem wczoraj wersję 1.13 i jestem zachwycony. Szybki transfer, same nowości, a co najważniejsze współpracuje z wszystkimi sieciami p2p. Prince of Darkness” itp. Fazę numer dwa zakończyło założenie mailowego konta, pod którym rzekomo urzędował twórca DFa, do którego należało pisać maile, gdy były jakieś kłopoty z programem.

Faza trzecia była krótka, bo obejmowała reklamowanie strony domowej DFa na grupie dyskusyjnej o filmie. Gdy ktoś pytał o filmy, bądź o napisy, to odpisywaliśmy, że wszystko można znaleźć DFem i wrzucaliśmy do niego linka. Pozostało czekać na efekty.

Długo czekać nie trzeba było. Wkrótce zaczęły masowo napływać maile od użytkowników DFa, którzy nie mogli go zainstalować, bo po kliknięciu w instalkę, restartował im się komputer. „Cze mam problem DivX Finder nie instaluje mi się (wyłacza kompa) mam wersję 0.57 beta w czym jest problem? PZDR Viper” itd. W przypływie dobrego humoru odpisywało się, że trzeba przeinstalować system, albo coś w tym stylu. Maile w każdym bądź razie napływały w liczbie bardzo dużej, a apogeum projektu „Divx Finder” miało miejsce w momencie, gdy nabrał się na niego jeden z członków Bocznicy. „Ostatnio znalazłem tu link do strony o tym progu. Ściągnąłem, a to ciulstwo zamiast się instalować rozłącza mnie z netem i robi restart. Chyba specjalnie. Bravo pomóż!”

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.