„HEI TAI YANG 731” AKA „MAN BEHIND THE SUN”

Było ciepłe popołudnie, gdy Australijscy cenzorzy zasiedli w klimatyzowanym kinie i zaczęli kolejny dzień swojej pracy od ogladania „Man Behind the Sun” nieznanego tajwańskiego reżysera T.F.Mousa. Nagle w połowie seansu film się zatrzymał i ponownie ujrzeli biały ekran. Myśląc, że to chwilowe kłopoty techniczne, siedzieli spokojnie na swoich miejscach i czekali na ciąg dalszy. Film jednak nie pojawiał się na ekranie. Po dłuższej chwili czekania postanowili sprawdzić co się stało. Weszli do sali projekcyjnej i zobaczyli powód zatrzymania filmu. Blady operator projektora siedział w kącie obok zwróconego przez siebie posiłku. Nie był w stanie dalej oglądać filmu, ani nawet włączyć projektora.

Aby napisać parę słów o filmie, należy najpierw zapoznać się z pewną wojenną historią. Historią, która wydarzyła się naprawdę.

Przez czterdzieści lat, przerażająca działalność japońskiej Jednostki 731 (Unit 731) i pokrewnych jej jednostek pozostawała najlepiej strzeżoną tajemnicą II Wojny Światowej. Prawdopodobnie do dziś informacje o Unit 731 nie dotarłyby do opinii publicznej, gdyby w 1984 roku pewien student nie odnalazł w antykwariacie zapisków pewnego oficera. Oficer ten stacjonował w Unit 731, a jego notatki pełne były przerażających opisów eksperymentów na jeńcach wojennych. Z notatek tych jasno wynikało, że do biologicznych eksperymentów Shiro Ishii i jego ekipy, wykorzystywani byli ludzie. Shiro Ishii był wojskowym mikrobiologiem znanym ze swych nacjonalistycznych poglądów i gorącym orędownikiem badań nad bronią biologiczną. Japońska inwazja na Mandżurię w 1931 roku dała mu możliwość rozpoczęcia swych przerażających eksperymentów na ludziach. Jego pierwsze laboratorium nad którym objął dowództwo nosiło nazwę „Togo Unit”. „Togo Unit” dysponowało dużym budżetem, a Ishii miał pod sobą około trzystu ludzi. Wkrótce przekształciło się w Unit 731.

Zabudowania Unit 731 znajdowały się w Pingfan. Ten odizolowany teren został wybrany ze względu na zachowanie tajemnicy i bezpieczeństwa. Budynki wchodzące w skład Unit 731 zajmowały teren około sześciu kilometrów kwadratowych, a w ich skład wchodziły budynki administracyjne, laboratoria, baraki, mieszkania pracowników, budynki, w których dokonywano autopsji, oraz specjalne więzienie, w którym trzymano ludzi (nazywanych „maruta” [pień]) wykorzystywanych w eksperymentach. W pierwszych latach swej działalności, Ishii korzystał z więźniów znajdującego się w okolicach Harbinu, „Zhong Ma Prison Camp”. Więzieni tam byli bandyci, kryminaliści, a także podejrzany element rodem z powieści Orwella. Reżim był surowy, a warunki w jakich byli więzieni okropne. Niemniej jednak więźniowie byli dobrze odżywiani i mieli zapewnione codzienne ćwiczenia – zdrowe okazy lepiej nadawały się do eksperymentów biologicznych… Oprócz tego Unit 731 zaopatrzony był w trzy ogromne piece służące do palenia ciał. Oprócz obozu w Pingfan, Ishii korzystał również z więźniów trzymanych w mniejszym obozie w Mukden, w którym przetrzymywani byli Amerykanie, Brytyjczycy, Australijczycy i Nowo Zelandczycy. Oni również używani byli do eksperymentów.

Eksperymenty były przerażające. Kiedy Ishii potrzebował ludzkiego mózgu, żołnierze chwytali więźnia, rozłupywali mu czaszkę siekierą, wyjmowali mózg i jak najszybciej zanosili go do swojego przełożonego, aby ten mógł wykonać na nim swoje testy. W pierwszych latach działalności eksperymenty Ishii’ego skoncentrowane były na chorobach takich jak dżuma czy wąglik. W jednym z testów wstrzykiwano więźniom zarazki dżumy. Po dwunastu dniach więźniowie mieli czterdziestostopniową gorączkę, a na jednym z nich, który przeżył dziewiętnaście dni, została dokonana żywcem autopsja. Więźniowie w ramach eksperymentów truci byli gazem fosgenowym, wstrzykiwano im cyjanek potasu, a także rażeni byli prądem o natężeniu 20.000 voltów. Wszystko to odbywało się pod czujnym okiem personelu Unit 731 i było dokumentowane. Ci, którzy przeżyli eksperymenty byli potem również poddawani żywcem autopsji.

Jednym z najważniejszych eksperymentów było testowanie mrozu dla potrzeb wojskowych. Podobne eksperymenty przeprowadzane były przez nazistowskiego doktora śmierci Josefa Mengele. Nadzy więźniowie (kobiety i mężczyźni) poddawani byli działaniu niskich temperatur. Typowym dla Unit 731 było to, że kończyny zamrożonych więźniów bite były drewnianymi pałkami. Kiedy w odpowiedzi dało się słyszeć „twardy” dźwięk, oznaczało to, że proces zamrożenia był kompletny. Więźniów rozmrażano przy pomocy różnych eksperymentalnych technik. Innym eksperymentem było wieszanie więźniów głową w dół, aby sprawdzić jak długo czasu zajmie aż więzień zostanie uduszony. W Unit 731 wstrzykiwano więźniom powietrze, a także koński mocz prosto w nerki. Częstą praktyką było karmienie więźniów jedzeniem zarażonym bakteriami cholery. Japońscy naukowcy filmowali eksperymenty na ludziach, a nagrany materiał zawozili do Japonii, gdzie służył w dalszych badaniach. Wątpliwym jest jednak, aby jakiekolwiek nagrania zachowały się do czasów obecnych. Pełną dokumentację eksperymentów przeprowadzanych przez Shiro Ishii można odnaleźć w książce profesora Sheldona H Harrisa „Factories of Death”.

W 1989 roku japońscy budowlańcy podczas robót w Shinjuku odnaleźli pod rozkopanym chodnikiem ukryte tam ludzkie szczątki. Przerażające informacje o znalezisku natychmiast rozprzestrzeniły się po całym Tokio, zmuszając japoński rząd do wygłoszenia oświadczenia, które ujawniło kolejny przerażający epizod IIWŚ. Kilka metrów dalej od rozkopanego chodnika znajdowało się tajne laboratorium Shiro Ishii’ego, który przeniósł swoje eksperymenty z Mandżurii do Tokio.

No to już wiecie o czym jest opisywany film. A że wszystko o czym napisałem wyżej jest w nim pokazane bez osłonek i niedomówień to już się też chyba nie dziwicie operatorowi projektora w australijskim kinie.

A żeby w pełni oddać to, co mozna zobaczyć w filmie, poniżej parę słów wprost od jego reżysera:

„Kiedy film się skończył, chińscy widzowie siedzieli w ciszy przez kilka minut. Podczas ponownych jego pokazów w 1997 roku ludzie mdleli i wychodzili z kina. W samych Chinach szesnaście osób zmarło na atak serca podczas seansu. Chińskie władze nie ostrzegły widzów czego mogą spodziewać się po filmie. Nie było żadnej kampanii reklamowej, plakatów, a sam film wyświetlany był bez napisów początkowych i końcowych. Widzowie po prostu wchodzili do kina i nie mieli pojęcia o tym co za chwilę zobaczą. A karmieni kinem kung-fu i filmami propagandowymi byli zaszokowani tym, co zobaczyli.”

„Film oparty jest na faktach. Miałem dostęp do dokumentów pochodzących z Rosji. Gdy Japończycy opuścili Unit 731, jego teren otoczony został przez Armię Czerwoną, a kilku z członków Unit 731 zostało złapanych. Materiały z ich procesów znalazły się w filmie. Znaleźliśmy także przydatny materiał w National Archives w Stanach. Odbyłem również podróż do Mandżurii i rozmawiałem z lokalnymi mieszkańcami. Oczywiście nikt nie znał dokładnych szczegółów działania Unit 731, ale dużo ludzi widziało pozostawione po jego działalności ciała, któych nie zdążono ukryć w panice przed nadciągającymi wojskami Armii Czerwonej.”

„Japończycy wykupili prawa do wyświetlania mojego filmu, ale wyświetlony on tam został tylko jeden raz. Dystrybutorzy otrzymali telefony z pogróżkami od członków prawicowych partii. Ostrzegali oni, że jeśli film zostanie wyświetlony jeszcze raz, to spalą wszystkie kina. Kiedy byłem w Tokio ostrzeżono mnie, abym natychmiast wyjechał, bo w innym wypadku zostanę zastrzelony. Zostałem jednak u przyjaciół. Wyświetliłem film japońskim studentom. Po skończonym seansie kilku miało łzy w oczach, a większość była przerażona i siedziała w ciszy. Pięć minut później zaczęli do mnie podchodzić i mówić, że to, co zobaczyli na pewno nie może być prawdą. Kilku twierdziło, że Japończycy nigdy nie byliby w stanie zrobić czegoś takiego. Na drugi seans zaprosiłem byłych członków Unit 731. Po seansie stwierdzili, że wszystko co zobaczyli jest prawdą i że w ramach eksperymentów robiono znacznie gorsze rzeczy niż pokazuje to film.”

„W tamtych czasach nie mieliśmy dostępu do wymyślnych efektów specjalnych. Scenę z komorą dekompresyjną, w której to scenie eksploduje odbyt i narządy wewnętrzne więźnia, kręciliśmy trzy dni. Wykopaliśmy dziurę pod leżącym nieruchomo aktorem i próbowaliśmy pompować przez rurkę zwierzęce wnętrzności, aby wszystko wyglądało realistycznie. Nie użyliśmy do tej sceny prawdziwych ludzkich zwłok.”

„Scena sekcji zwłok młodego chłopca składa się z pięciu różnych części i zajęła nam dwa miesiące, aby ją stworzyć. Tak, to prawda, że użyliśmy prawdziwe zwłoki młodego chłopca. Spytaliśmy policję na pobliskim posterunku czy nie słyszeli czasem o jakimś przypadku śmierci młodego chłopca z powodu choroby. Potem, pewnego dnia, dali nam znać, że mają ciało. Powiedzieli, że jeśli chcemy to ciało, to musimy się spieszyć, bo lekarze już przygotowywują się do autopsji. Wstrzymaliśmy zdjęcia, a ja pojechałem do rodziców zmarłego chłopca z prośbą o pozwolenie zarejestrowania autopsji ich syna dla potrzeb filmu. Odpowiedzieli, że będą zadowoleni, że chociaż w ten sposób będą mogli zrobić coś pozytywnego dla chińskiego narodu. Otrzymałem pozwolenie od policji, poprosiłem lekarzy, aby przebrali się w filmowe kostiumy i zarejestrowałem autopsję. Oczywiście nie użyliśmy w filmie materiału, w którym twarz chłopca jest rozcinana, a potem ściągana z czaszki. To by było o wiele za dużo!”

„Wiem, że na Zachodzie ludzie kochają zwierzęta – ja również je lubię. Jednak dla mnie jako reżysera, czterominutowa scena, w której żywy kot jest zjadany przez setki wygłodniałych szczurów, ma znaczenie – od was zależy jego odkrycie.”

Więcej:
http://www.copi.com/articles/guyatt/unit_731.html
http://www.horschamp.qc.ca/9901/offscreen_columns/

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.