Doktor Strange w multiwersum obłędu, Doctor Strange in the Multiverse of Madness (2022), reż. Sam Raimi.
Doktor Strange w multiwersum obłędu, Doctor Strange in the Multiverse of Madness (2022), reż. Sam Raimi.

Doktor Strange w multiwersum obłędu. Recenzja filmu Doctor Strange in the Multiverse of Madness

Coś jest nie tak. Tylko nie wiem czy ze mną, czy może z filmami Marvela. W sporej większości dobrze się na nich bawię, w trakcie seansu jestem pewien, że dostaną wysoką ocenę, a na koniec i tak lądują z Siódemką. Nie inaczej jest w przypadku filmu Doktor Strange w multiwersum obłędu. Recenzja filmu Doctor Strange in the Multiverse of Madness.

O czym jest film Doktor Strange w multiwersum obłędu

Doktora Strange’a prześladują nocne koszmary, w których toczy nierówną walkę z bliżej nieokreślonym monstrum. Towarzyszy mu w trakcie tej walki młoda dziewczyna (Xochitl Gomez). Na szczęście to tylko złe sny… Albo i wcale że nie. Zanim Strange to ustali, musi lecieć na ślub swojej ukochanej (Rachel McAdams). Impreza weselna zostaje przerwana, bo w mieście jak na zawołanie pojawia się inne bliżej nieokreślone monstrum. A wraz z nim ta sama młoda dziewczyna ze snów Strange’a. Wkrótce nastolatka identyfikuje się jako America Chavez i informuje, że posiada moc skakania pomiędzy multiwersami. Równoległymi rzeczywistościami, których Strange już ostatnio skosztował, ale to America jest prawdziwą specjalistką, jeśli chodzi o to zagadnienie.

Zwiastun film Doktor Strange w multiwersum obłędu

Recenzja filmu Doktor Strange w multiwersum obłędu

Bez wątpienia największym atutem filmu Doktor Strange w multiwersum obłędu jest jego reżyser: Sam Raimi. Nie zapraszam do dyskusji. W jego rękach PG-13 Doktor Strange 2 zamienia się momentami w rasowy horror, któremu ta niska klasyfikacja wiekowa zdaje się nie przeszkadzać. Mamy więc zwęglone ciała i jumpscary, przy których siedząca obok mnie dziewczyna wyskakiwała za każdym razem w powietrze. Nie była gotowa, choć ogarnięta w temacie – sądząc po prowadzonych rozmowach, dużo lepiej niż chłopak, z którym przyszła. I choć Scott Derrickson, który zrezygnował z reżyserii tego filmu już w trakcie zdjęć, też pewnie dałby radę (umówmy się, koleś ogarnął Sinister), to Sam Raimi robi to na swój własny, niepowtarzalny, niskobudżetowy, oryginalny sposób.

I w ogóle jest to jedna z najbardziej romantycznych historii w świecie filmu. Ta kariera Sama Raimiego. Na początku lat 80. ubiegłego wieku poszedł z kolegami do lasu, by za kieszonkowe rozwinąć w pełnometrażowy film swój pomysł z Within the Woods. Swoim Martwym złem nie tylko zrewolucjonizował horror, ale pokazał też, że każdy może se pójść do lasu i zostać filmowcem. Minęło 40 lat i Raimi, choć teraz kręci filmy za setki milionów dolarów, dalej korzysta z tych samych przepisów na wizualny sukces, co na początku niepewnej przecież jeszcze kariery. W filmie Doktor Strange w multiwersum obłędu można znaleźć multum ujęć wypisz-wymaluj wziętych z Martwego zła. Kurde, jeszcze nie kończy się pierwsza sekwencja, a Raimi już kopiuje niesławną scenę gwałtu dokonanego przez drzewa. W PG-13 komiksowym filmie Marvela. Feige nie zdawał sobie sprawy, do czego tu jest pite? Zdawał, ale uznał, że przecież nikt nie pamięta filmu sprzed 40 lat? Jeszcze jakieś inne rozwiązanie? To mniej istotne. Istotna jest ta romantyczna opowieść o Samie Raimim, który w świecie przegnitym przez dolary i tabelki z Excela – dalej kręci swoje kino.

Dzięki reżyserowi powstał więc ten bodaj pierwszy horror Marvela, o którym zabawnie pomyśleć, że po seansie o 22:30 o pierwszej w nocy wychodzą z niego trzynastolatkowie, którzy przecież mogą go już obejrzeć w towarzystwie swoich starych. Ciekawe, czy na młodym pokoleniu taki film zrobi podobne wrażenie, jak pewnie mógłby zrobić na mnie w młodym wieku. A może w ogóle mają ten horror w nosie, bo poszli na kolejny komiksowy film i czekają tylko, co też się w nim wydarzy.

Wydarza się wiele, a zarazem trudno nie oprzeć się wrażeniu, że oto kolejna marvelowska produkcja, której fabuła w zasadzie stoi w miejscu. Jasne, wydarza się tam wiele różnych rzeczy, głównym bohaterom przydarza się to i owo i nie jest tak, że film zaczyna się we wtorek o 16:05, a kończy tego samego dnia o 16:15. Ale jednocześnie najlepiej robi to, co najlepiej robi większość filmów Marvela: zajawia to, co wydarzy się później. Bo w Marvelach najważniejszy jest zawsze ten kolejny film, a nie ten, który właśnie oglądamy. I tak jest również w tym przypadku, co na pewno mocno łagodzi, gdy lubi się horrory.

Rozwijamy więc w drugim Doktorze Strange’u koncepcję multiwersów, przybliżając kilka spraw z nimi związanych, ale nie za dużo, żeby jeszcze zostało sporo do eksploracji. A przy okazji wrzucamy kilka „niespodziewanych” postaci (dałem w cudzysłowie, bo znów zdążyli praktycznie wszystko przed premierą zdradzić, a czego nie zdradzili to wyciekło), z których każda nadaje się właściwie na nowy film. I tak to właśnie się kręci. Z samego tylko filmu Doktor Strange w multiwersum obłędu da się nakręcić z dziesięć kolejnych Marveli. A że umiejętnie potrafią to zajawić, dajesz się na to nabierać i na nie teraz będziesz czekał! I tak się to kręci.

Doktor Strange w multiwersum obłędu ma dużo więcej zalet niż wad. Na pewno bardzo dużą zaletą jest główny filmowy złoczyńca, który ma bardzo dobrą motywację do siania zamętu. Nie śledziłem oficjalnych materiałów, więc nie wiem, czy wiadome jest ponad wszelką wątpliwość któż jest tym złoczyńcą – dlatego powstrzymam się od szczegółów. Istotne jest to, że nie jest to banalne niszczenie świata dla samego zniszczenia świata. Podobanie się filmu ułatwia, gdy jesteś w stanie utożsamić się ze złoczyńcą. Tak też jest w tym przypadku.

Na pewno minusem drugiego Strange’a jest fakt, że trzeba znać poprzedzające go seriale. Trzeba się do tego przyzwyczaić, bo skończyły się już czasy, kiedy filmy i seriale żyły swoim własnym, niezależnym życiem (nawiasem mówiąc, pytaniem bez odpowiedzi pozostanie to, czemu Disney zmusza nas do znajomości swoich seriali, choć nie był łaskawy jeszcze się u nas oficjalnie z tymi serialami pojawić). Drugim największym minusem filmu, paradoksalnie, jest coś, co jest też jego zaletą – koncepcja multiwersów. Przy jednoczesnym daniu ogromnych możliwości prowadzenia fabuły, dała też możliwość bezkarnego zabijania ważnych postaci. Kiedy wiadomo, że w innych multiwersach jest ich jeszcze ze sto z hakiem, ubicie jednego czy dziesięciu uchodzi na sucho. Bo o to też, niestety jak dla mnie,  chodzi w tych wszystkich Marvelach: jeśli kogoś zabijasz na amen, to musisz mieć do tego dobry pozaekranowy powód. W innym przypadku, choćby motywacje złola były najlepsze, nie uda mu się ukatrupić nikogo ważnego. A to przeszkadza w epopejach ciągnących się przez ponad dwadzieścia filmów.

(2532)

Coś jest nie tak. Tylko nie wiem czy ze mną, czy może z filmami Marvela. W sporej większości dobrze się na nich bawię, w trakcie seansu jestem pewien, że dostaną wysoką ocenę, a na koniec i tak lądują z Siódemką. Nie inaczej jest w przypadku filmu Doktor Strange w multiwersum obłędu. Recenzja filmu Doctor Strange in the Multiverse of Madness. O czym jest film Doktor Strange w multiwersum obłędu Doktora Strange’a prześladują nocne koszmary, w których toczy nierówną walkę z bliżej nieokreślonym monstrum. Towarzyszy mu w trakcie tej walki młoda dziewczyna (Xochitl Gomez). Na szczęście to tylko złe sny… Albo…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Posiadająca umiejętność podróżowania między multiwersami America Chavez sprawia wiele problemów ziemskiemu uniwersum zamieszkałemu przez Doktora Strange’a. Podpisany niepodrabialną ręką Sama Raimiego pierwszy rasowy horror Marvela, który fanom Raimiego da dużo Raimiego w Raimim, a fanom komiksów – dużo materiału na dyskusje o tym, jakie następne filmy nakręci Marvel.

7 odpowiedzi

  1. frank drebin

    Marvel?
    Ziew
    Panie, a po co to komu?
    Bpanmsp

  2. Quentin

    Napisałbym Ci, że jesteś marudą, ale w sumie sam mam obojętny stosunek do Marvela, więc byłoby to hipokryzją :)

  3. frank drebin

    Ostatnio próbowałem nowego Netoperka bo ponoć niezły. Obejrzałem ze 20 minut i fakt, ładnie to nakręcone ale co z tego, jak w głowie mi ciągle siedzi, że to dla dzieci? I nie chodzi mi o to, że postać komiksowa, po prostu pierwotnym targetem były dzieci (no i może pełnoletnie amerykańskie debile) i dorabianie do tego coraz większej mroczności nie spowoduje, że stanę się fanem takiego kina. Jakby kręcić coraz mroczniejsze filmy z Bolkiem i Lolkiem to też fanem nie zostanę. Co innego takie Sin City, tu mnie dosłownie z butów wyrwało i dałem 10/10 I też przecież na podstawie komiksów.

  4. A dla mnie to nie jest wada, że Doktor Strange łączy się z WandaVison dość mocno ( i też z What if…? i Lokim, ale już w mniejszym stopniu). Nawet nie dlatego, że jak ogłoszono plany na nową fazę to mówiono o tym, że WV to będzie wprowadzenie do DS 2, tylko chodzi mi o o to, że za nim pojawiły się seriale, to przecież same filmy MCU to był już serial na wielkim ekranie. Trudno było zacząć oglądać filmy MCU od któregoś tam dzieła z 3 fazy, bez znajomości wcześniejszych. Oczywiście fabularnie szło się połapać w każdym filmie, nic skomplikowanego, ale jeśli chodzi o relacje bohaterów, ich rozwój, kto z kim trzyma, kto z kim się pokłócił, itd, to lepiej znać każdy film.

    To było pewne od jakiegoś czasu, że przy tak rozbudowanym uniwersum, tylu filmach, nie da się wejść do tego świata bez nadrobienia wcześniejszych produkcji. Chyba tylko filmy i seriale, w których pojawiają się nowe postacie na pierwszym planie ogląda się jak produkcję, która nie wymagają znajomości piętnastu wcześniejszych filmów, np. Black Panther, a ostatnio Moon Knight, w którym nie ma żadnych nawiązań do MCU, ani żadnego gościnnego występu. Można oglądać bez wiedzy z poprzednich dzieł.

    A że MCU to tak naprawdę serial od początku pokazuje choćby to, że dostaliśmy 2parterowy finał sezonu (Infinity War i Endgame), którego część pierwsza zakończyła się zgodnie z zasadami seriali, czyli cliffhangerem. Zmieniło się tylko to, że do filmów doszły seriale, a to nie są też produkcje po 20 odcinków, ale 6-8 epizodów mają, co nie jest dużo.

  5. Quentin

    „A dla mnie to nie jest wada” – bo oglądałeś :)

  6. Mam słabość do Marvela. Dla mnie 8 :)

  7. pierwszy Dr Strange świetny… liczyłem na powtórkę… i się przeliczyłem… słabszy niż się spodziewałem…
    może właśnie w międzyczasie nie obejrzałem czegoś i stąd rozczarowanie…
    recenzja jak zawsze celna!!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl