Hiacynt (2021), reż. Piotr Domalewski. Netflix.
Hiacynt (2021), reż. Piotr Domalewski. Netflix.

Hiacynt. Recenzja filmu Piotra Domalewskiego. Netflix

W latach 1985-1987 w ramach akcji Hiacynt inwigilowano, przesłuchano i zatrzymano tysiące osób ze społeczności LGBT (choć wtedy nazywało się to inaczej). Utworzono ponad 11 tysięcy tzw. „różowych teczek”, używanych jako narzędzie szantażu i nacisku na osoby homoseksualne. Większości teczek do dzisiaj nie odnaleziono. Fajny punkt wyjścia do świetnego filmu? Fajny! Wyszedł świetny film? Recenzja filmu Hiacynt. Netflix

O czym jest film Hiacynt. Netflix

Robert (Tomasz Ziętek) to ambitny milicjant z przyszłością malującą się w szkole oficerskiej w Szczytnie. Póki co pracuje na jednym z warszawskich komisariatów, gdzie przydzielona zostaje mu sprawa zamordowanego geja. Razem z partnerem, archetypowym Zubkiem, gliną Wojtkiem (Tomasz Schuchardt, któremu wypadałoby zmienić profilową fotkę na Filmwebie) rozpoczyna śledztwo, któremu mocno przyglądają się ich przełożeni nie tylko z milicji, ale i z SB. W trakcie śledztwa Robert postanawia zinfiltrować stołeczną społeczność gejów. Nawiązuje kontakt ze studentem Arkiem (Hubert Miłkowski), który jest dość dobrze zorientowany w temacie. Choć Robert lada chwila będzie się żenić z Halinką (Ada Chlebicka), do Arka przyciąga go coś więcej niż tylko chęć rozwiązania kryminalnej sprawy.

Zwiastun filmu Hiacynt

Recenzja filmu Netfliksa Hiacynt

Nie lubię argumentu pod tytułem „film był przewidywalny”. Często używają go osoby, które nie bardzo wiedzą jak skrytykować film, który im się nie podobał. Mówią więc, że był przewidywalny, bo przecież to mistrzowie opowiadana historii, którzy po pięciu minutach wiedzieli, jak wszystko się skończy. Trudno to oczywiście zweryfikować, bo czasu się nie cofnie i nie zatrzyma takiemu delikwentowi filmu w dziesiątej minucie, żeby powiedział, co było dalej. Jest to więc bezpieczny argument, choć w zasadzie nędzny. Bo kto powiedział, że film ma nie być przewidywalny (choć oczywiście lepiej, jeśli nieprzewidywalny jest)? Składa się on przecież z tak wielu elementów, że brak nieprzewidywalności może zrekompensować na wiele sposobów. No ale nie, film był słaby bo przewidywalny.

Piszę o tym wszystkim, bo Hiacynt od Netfliksa jest filmem przewidywalnym. Takim z gatunku do bólu przewidywalnych, w których wszystko już wiesz, gdy tylko heteroseksualny Robert spojrzy na homoseksualnego Arka. W których wiesz jeszcze więcej, gdy wysoko postawiony pułkownik chowa w barku jakąś kasetę wideo, a za chwilę milicjanci dochodzą do wniosku, że komuś zależy, żeby sprawę szybko zakończyć i skazać jakiegoś anonimowego geja. Bo to przecież gejowska patologia, dewiant, za którym nikt nie zapłacze. Mamy Polskę połowy lat 80., myślicie, ze wtedy było pod tym względem lepiej niż teraz?

Nastawiającym się więc na jakiś emocjonujący wątek kryminalny w filmie Hiacynt wylewam niniejszym kubeł zimnej wody na łeb. Takiego tu brak. Jest tak oczywisty jak ten jebisty neon MO na dachu komendy. Na dodatek naiwny. Robert, który za chwilę będzie infiltrował świat stołecznych homoseksualistów, bierze osobisty udział w ich przesłuchiwaniu. No na pewno nie utrudni mu to wtopienia się w środowisko.

Ale zdaje się też, że ten wątek kryminalny wcale tak mocno nie interesował Piotra Domalewskiego (Cicha noc), bo w zamiarze twórcy było złapanie zbyt wielu srok za ogon. Przede wszystkim była to psychologiczna sroka przemiany młodego mężczyzny pozostającego pod silnym wpływem władczego ojca i chcącego się ożenić, bo przecież tak trzeba, bo przecież już najwyższy czas. A nawet nie przemiana, a opóźnione odnalezienie siebie, które wcześniej wydawało się zbędne, by pod wpływem wydarzeń zabrzmieć głośnym pytaniem: ale halo, czy naprawdę wiesz, kim jesteś? Ale halo, czy całe życie będziesz robić to, co chce od ciebie ktoś inny i co „wypada”? Jak już pisałem, to produkcja przewidywalna, która na dodatek trafiła na Netflix. O żadne spoilery nie będzie mnie można oskarżyć.

Gdzieś obok tego wszystkiego jest też próba odmalowania PRL-owskiego środowiska homoseksualistów poniewieranego przez milicję i pozbawionego praw do czegokolwiek. Oraz wszechmocnej partii, która nie da swoim zrobić krzywdy, nawet jeśli wolą młodych chłopców. W wyobraźni wybrzmiewa to o wiele mocniej niż można zobaczyć w Hiacyncie. Jak i cały film, zostało to odmalowane zbyt oszczędnie i bez przytupu, przerzucając na widza dorobienie sobie do tego wszystkiego odpowiedniego kontekstu. My to tylko zarysujemy, reszta należy do was.

Czym się więc Hiacynt broni najmocniej to realizacją. Oszczędną i bez fajerwerków, ale solidną i przenoszącą nas w czasie do stolicy 35 lat wcześniej. Na premię zasłużył na pewno specjalista od wynajdowania lokacji, bo dużo rzeczy udało się tu załatwić bez pomocy scenografa. W połączeniu z tym wszystkim, o czym wcześniej, dostajemy powolne, solidne, ale nieemocjonujące kino, które obejrzeć można, ale nie trzeba.

(2498)

W latach 1985-1987 w ramach akcji Hiacynt inwigilowano, przesłuchano i zatrzymano tysiące osób ze społeczności LGBT (choć wtedy nazywało się to inaczej). Utworzono ponad 11 tysięcy tzw. „różowych teczek”, używanych jako narzędzie szantażu i nacisku na osoby homoseksualne. Większości teczek do dzisiaj nie odnaleziono. Fajny punkt wyjścia do świetnego filmu? Fajny! Wyszedł świetny film? Recenzja filmu Hiacynt. Netflix O czym jest film Hiacynt. Netflix Robert (Tomasz Ziętek) to ambitny milicjant z przyszłością malującą się w szkole oficerskiej w Szczytnie. Póki co pracuje na jednym z warszawskich komisariatów, gdzie przydzielona zostaje mu sprawa zamordowanego geja. Razem z partnerem, archetypowym Zubkiem, gliną…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Młody milicjant rusza tropem seryjnego mordercy gejów. Dla takich filmów wymyślono określenie „slowburner”. Gorsza sprawa, że w filmie Domalewskiego jest głównie slow, a burn nie nadchodzi nigdy. Fachowo oddany klimat lat 80., choć oszczędny, to zdecydowanie na plus.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.