Jeden gniewny człowiek, Wrath of Man (2021), reż. Guy Ritchie.
Jeden gniewny człowiek, Wrath of Man (2021), reż. Guy Ritchie.

Jeden gniewny człowiek. Recenzja filmu The Wrath of Man

John Milius byłby dumny z nowego filmu Guya Ritchiego, a Maja Staśko bez stanika ruszyłaby na krucjatę przeciwko tej produkcji. Recenzja filmu Jeden gniewny człowiek.

O czym jest film Jeden gniewny człowiek

Fortico to firma, która zajmuje się wynajmowaniem opancerzonych półciężarówek idealnych do przewozu dużych kwot pieniężnych. Nie tylko ze względu na sprzęt, ale przede wszystkim ludzi zajmujących się konwojowaniem tychże pieniędzy. To grupa prawdziwych twardzieli, która z niejednego pieca chleb jadła. Tym bardziej czujna, że kilka miesięcy temu zginęli w trakcie jednego z konwojów ich koledzy. Do grupy dzielnych konwojentów dołącza Patrick Hill (Jason Statham), który na dzień dobry otrzymuje ksywkę H. To człowiek małomówny, pewny siebie i konkretny. Jeśli powie mu się, że z testu na strzelanie i kierowanie półciężarówką ma otrzymać wynik 70%, to otrzyma wynik 70%. Nie wszyscy koledzy w nowej pracy są dla H dobrzy. Widzą w nim świeżaka, który nie wie, na jak niebezpieczną pracę się pisze. Ale H dobrze o tym wie. Udowadnia to już podczas pierwszego konwoju, w trakcie którego załatwia sześciu napastników i chroni kasę. Zachwycony prezes Fortico widzi w nim dobry PR dla swojej firmy i nalega na bezpośredniego szefa H, by dał mu jakieś lepsze stanowisko. Słów prezesa trzeba słuchać! Tym samym H, który niedawno jeździł furgonetką na fotelu pasażera, trzy miesiące później dalej jeździ na fotelu pasażera. I czeka. Pytanie tylko: na co taki tajemniczy twardziel jak H czeka?

Zwiastun filmu Jeden gniewny człowiek

Recenzja filmu Jeden gniewny człowiek

Nazwiska Guy Ritchie i Jason Statham kojarzą się od razu i to kojarzą się jednoznacznie. Panowie odpowiedzialni za sukces Porachunków i Przekrętu ponownie spotykają się na jednym planie, by wspólnie zrobić film! (Dla dobra sprawy udajmy, że Rewolwer nie istnieje). Dla fanów tego duetu to świetna wiadomość, bo oto pojawia się okazja do kolejnego skrzącego humorem i dialogami kryminału autorstwa faceta określanego kiedyś mianem europejskiego Tarantino. Niestety z dowcipnego uroku Porachunków i Przekrętu nic tu już nie zostało, a z Tarantino została tylko poszatkowana chronologia.

„Niestety” brzmi niedobrze, ale aż tak niedobrze to na szczęście nie jest. A i owszem, Jeden gniewny człowiek nie jest Przekrętem i Porachunkami, ale też nie jest nimi dlatego, że Guy Ritchie postawił na akcję. Twardą, męską do przesady akcję. Zrobił to świadomie, rezygnując z humoru na rzecz opowieści kryminalnej z ciągle wiszącym w powietrzu pytaniem: ale o co w tym chodzi?, pulsującą muzyką dodającą filmowi akcji nawet wtedy gdy tej nie ma akcji (Jeden gniewny człowiek ma ten sam „vibe” co świetny chiński Kartel z 2012 roku z tą różnicą, że tam była akcja-akcja-nonstop, a nie muzyka-akcja-czasem) i scenami akcji kojarzącymi się jednoznacznie z Gorączką Manna. Kurde, brzmi super, nie?

No i jest w porządku, ale od super to jest jednak cholernie daleko. Tak cholernie daleko jak finalnie cholernie wymęczył mnie ten film. Zamęczył tym stałym trzymaniem mnie w stanie oczekiwania na to, co się wydarzy, a potem satysfakcjonującą, ale bez za dużego polotu akcją. Wracając jeszcze na chwilę do Kartelu, czułem się jak glina z tego filmu, który przez kilka godzin nie mógł się wysikać, bo był w trakcie akcji. Z jednej strony fajnie, bo akcja, z drugiej strony mniej fajnie, bo pęcherz pęknie! A na koniec okaże się, że nie trzeba było trzymać tylko lać pod drzewem, bo nic się nie straci.

Jeden gniewny człowiek to klasyczne kino zemsty, który utrzymuje ten fakt przez dłuższą chwilę w tajemnicy, ale przecież nie ma wątpliwości po zwiastunie i po samym zachowaniu H, że przyszedł do Fortico z tajemnicą związaną z zemstą właśnie. Nie wiadomo jaką, ale wiadomo, że istniejącą. Oczekiwanie na jej rozwiązanie potęguje achronologoczność filmu Ritchiego, w którym kolejność wydarzeń została przetasowana. Zupełnie zbędnie, jeśli by mnie ktoś o to pytał. Pozornie sprawia to wrażenie, że Jeden gniewny człowiek jest dziełem „wyższym” niż inne revenge moviesy. A nie jest, bo jego fabułę też można streścić do: twardziel się mści. Żadne przetasy wydarzeń tu niczego nie zmienią.

Zanim przejdę do SPOILERÓW, bo chciałbym jedną rzecz doprecyzować, napiszę jeszcze może tylko, że nie bardzo rozumiem, po co Ritchiemu ten film. Tzn. pewnie było tak, że miał okazję se nakręcić strzelankę to se nakręcił strzelankę, ale cóż Jeden gniewny człowiek wnosi do jego kariery? Nie jest filmem w żaden sposób wyjątkowym (w sprawną realizację potrafi coraz więcej filmowców), nie ma żadnego pomysłu na siebie poza „Statham zabija ludzi”, cofa Ritchiego do punktu przed Dżentelmenami, a na dodatek naraża się na krytykę z powodu prezentowanego maczyzmu. Czy Ritchie chciał powiedzieć nim: stop dyktaturze kobiet! Wątpię, żeby miał aż takie rozkminy, ale trochę tak to wygląda, gdy ogląda się tych przesadnych maczo i ich duże, lśniące karabiny. Karabiny, który terkoczą tu nieprzerwanym ogniem przez kilka minut z rzędu, ale w sumie ogranicza się ten terkot do strzelania w świetnie opancerzonych ludzi.

No dopsz, to do SPOILERÓW. Zakładam jeszcze trochę, że coś przegapiłem, więc może te moje zastrzeżenia będą z dupy, ale na pewno dacie mi znać, jeśli tak będzie. A jeśli niczego nie przegapiłem, to Jeden gniewny człowiek jest kolejnym przykładem filmu, który niepotrzebnie gmatwa prostą fabułę (przypominam: Statham mści się zabijając ludzi), przez co opowiedziana w nim historia robi się zwyczajnie głupia. No więc nie zarejestrowałem/albo nie było innego wytłumaczenia fakapu, który zmusił H do zemsty – oto H stał na czele grupy złodziei, którzy planowali napad na furgonetkę Fortico. Podczas planowania pechowo znalazł się z młodym („młody” wygląda jak 30-latek, który dalej mieszka w piwnicy rodziców) w środku konkurencyjnej akcji no i się potoczyło.

Wyprostujmy więc timeline filmu Jeden gniewny człowiek (dalej SPOILER), by pokazać, że Fortico to najbardziej pechowa firma „konwojarska” na świecie – ciągle ktoś na nią napada. Mamy więc bandę pana H, który ani chybi w przeszłości był jakimś tajnym agentem i wciąż ma koneksje u Pana Wysokopostawionego (Andy Garcia). Można założyć, że jego pracownicy (pracownicy hehe, „szefie, szef przyjedzie postać na rogu i rzuci okiem na furgonetkę, nie będziemy przecież wysyłać jakieś pierwszego z brzegu szczyla, żeby zobaczył, w którą stronę skręca”, „nie”, „no szef pójdzie”, „nie”, „Józek miał wypadek, musi szef iść”, „no dobra”) też mają tajną przeszłość za sobą, choć tu już sobie gdybam dla dobra stwierdzenia „byli tajni agenci zostają złodziejami” (tak czy siak pozostaje zasadne pytanie: czemu agent Statham został złodziejem Stathamem). No więc ci byli tajni agenci, którzy zostali złodziejami planują skok na furgonetkę Fortico. W tym samym czasie skok na furgonetkę Fortico przeprowadzają byli komandosi, którzy zostali złodziejami. Zabijają syna Stathama. Statham jako H zaczyna pracować w Fortico, żeby rozgryźć, kto zabił mu syna. On sobie pracuje, a byli tajni agenci, którzy zostali złodziejami planują i przeprowadzają swój drugi atak na furgonetkę Fortico, jakby nie wiedzieli, kto nią jeździ. Dowiadują się tego, uciekają dając drugi raz dupy podczas napadu na furgonetkę Fortico, a swój drugi atak na furgonetkę Fortico (i w efekcie atak na Fortico) planują byli komandosi, którzy zostali złodziejami.

No nie ma w tym Los Angelesie innych miejsc, które mogliby napaść byli agenci i byli żołnierze, którzy zostali złodziejami jak furgonetki Fortico!

Głupotę tych wygodnych zbiegów okoliczności podsumowuje finał, w którym Statham, który chciał pozabijać morderców swojego syna, tak naprawdę zabija tylko jednego z nich, a reszta wybija się sama, co nastąpiłoby również wtedy, gdyby H w ogóle nie najął się do roboty w Fortico tylko poczekał i po tym kłębku dotarł do młodego Eastwooda.

(2482)

John Milius byłby dumny z nowego filmu Guya Ritchiego, a Maja Staśko bez stanika ruszyłaby na krucjatę przeciwko tej produkcji. Recenzja filmu Jeden gniewny człowiek. O czym jest film Jeden gniewny człowiek Fortico to firma, która zajmuje się wynajmowaniem opancerzonych półciężarówek idealnych do przewozu dużych kwot pieniężnych. Nie tylko ze względu na sprzęt, ale przede wszystkim ludzi zajmujących się konwojowaniem tychże pieniędzy. To grupa prawdziwych twardzieli, która z niejednego pieca chleb jadła. Tym bardziej czujna, że kilka miesięcy temu zginęli w trakcie jednego z konwojów ich koledzy. Do grupy dzielnych konwojentów dołącza Patrick Hill (Jason Statham), który na dzień dobry…

Czas na ocenę:

Ocena: 6

6

wg Q-skali

Podsumowanie: Wyszkolony do zabijania tajemniczy mężczyzna wyrusza ścieżką krwawej zemsty. Mokry sen Johna Miliusa pełen macho-manów i lśniącej broni. Prosty revenge-movie ukryty pod płaszczem poprzestawianej niepotrzebnie chronologii wydarzeń.

Odpowiedź

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.
www.VD.pl