Ted Lasso (2020), Apple TV+.
Ted Lasso (2020), Apple TV+.

Ted Lasso. Recenzja pierwszego sezonu serialu Apple TV+

Nie jestem fanem seriali komediowych, bo jakoś rzadko mnie śmieszą. Zamiast więc oglądać nowe próby siłowania się z tym telewizyjnym gatunkiem, wolę po raz setny pooglądać sobie Przyjaciół. Przynajmniej wiem, że się uśmieję. Tym większe brawa dla serialu komediowego Ted Lasso, bo nie dość, że to bardzo sympatyczna komedia, to do tego jeden z lepszych aktualnie emitowanych seriali. Recenzja serialu Ted Lasso. Apple TV+.

O czym jest serial Ted Lasso. Apple TV+

Historia jest prosta. Oto trener futbolu amerykańskiego Ted Lasso (Jason Sudeikis) dostaje propozycję z gatunku tych nie do odrzucenia. Może poprowadzić drużynę piłki nożnej w angielskiej Premiership. Ponieważ aktualnie zmaga się z kłopotami małżeńskimi, postanawia dać trochę oddechu żonie i wyjeżdża do Wielkiej Brytanii, choć o piłce nożnej nie ma pojęcia. Na miejscu orientuje się również, że Anglię i Amerykę dzieli o wiele więcej niż tylko sportowa terminologia. Przeciwko Tedowi są wszyscy, ale ten pogodny z usposobienia facet się nie zraża. Nie ma pojęcia, że został zatrudniony tylko po to, żeby sprowadzić klub AFC Richmond na granicę przepaści. Jego nowa prezeska (Hannah Waddingham) chce w ten sposób zemścić się na swoim byłym mężu, dla którego klub ten był prawdziwym oczkiem w głowie.

Zwiastun serialu Ted Lasso

Recenzja serialu Ted Lasso, Apple TV+

Szybka jest kariera naszego poczciwego Teda Lasso. Postać wymyślona na potrzeby reklamy Premiership w amerykańskiej telewizji sportowej doczekała się serialu. Pięć dni po jego premierze zamówiono sezon numer dwa, a niedawno – choć s2 jest wciąż u taty w majtkach – za jednym zamachem sezon numer trzy. To dobra informacja, bo im więcej Teda Lasso tym lepiej.

Co ciekawe, z radowania się zawartością serialu Ted Lasso nie przeszkadza absurdalność pomysłu na fabułę, jak również dość luźne podejście do piłki nożnej. Ci, którzy wiedzą o piłce nożnej choć trochę, z łatwością wychwycą tę czy inną bzdurę pokazaną w serialu. Tyle tylko, że w niczym to nie psuje zabawy z oglądania tej produkcji opartej na klasycznej historii o underdogu. Skazany na porażkę, nazywany koniobijcą przez wszystkich dookoła – robi swoje w drodze do osiągnięcia celu.

Siłą serialu Ted Lasso jest tytułowy Ted Lasso. Pozytywny facet z wąsem, który teoretycznie zasługuje na miano „miłego do wyrzygania”, ale oglądając serial, podobnie jak w przypadku potraktowania tu piłki nożnej, jakoś udaje się przekuć to na pozytyw. Lasso wcale nie jest miły do wyrzygania, ale po prostu jest facetem, którego chciałoby się mieć za kumpla. Lasso patrzy na świat przez pryzmat niepoprawnego optymisty, ale to nie świat będzie kształtował go do swojej szarości, tylko Lasso ukształtuje świat do swojej perspektywy. W dobie pandemii takich bohaterów nam potrzeba.

Ale i Lasso nie ma na sobie niewidzialnej zbroi przed całym tym gównem nazywanym przez wielu życiem. Kłopoty, które sprawiają, że w oczach Teda pojawiają się łzy, sprawiają też, że choć wydawałoby się, że przerysowany, jest jak najbardziej ludzki. Nagle Ted Lasso nie jest już tylko komedią o tym, jak mówi się we Francji na ćwiercfunciaka z serem, ale obyczajowym serialem o tym, co w życiu najważniejsze. I o tym, że warto być sobą niezależnie od rozwoju sytuacji.

Całości uroku tego serialu dopełniają świetnie napisane dialogi pełne komediowych diamencików i gier słownych. Jak już wspomniałem, najsłabszym elementem jest tutaj piłka nożna (zastanawiające, że w produkcjach o piłce nożnej nikt nie potrafi zrobić takiego castingu, żeby aktorzy grający piłkarzy choć przypominali piłkarzy posturą) (lepiej Ted Lasso radzi sobie w warstwie piłkarskiej pokazując otoczkę okołopiłkarską – prywatne życie piłkarzy, WAGS-y itepe), ale ona jest tu jedynie pretekstem do czegoś dużo, dużo lepszego.

Odpowiedź

  1. Zgadzam się z opinią. Dodam jedynie, że zaskoczony byłem, kto gra prezeskę. Bo jest to aktorka, która wcieliła się w Grze o Tron w zakonnicę, która służyła Wielkiemu Wróblowi, ta niezbyt przyjemna postać, która biła wszystkim kijem. Przyznam, że nie poznałem jej.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.