Listy do M. 4 (2021), reż. Patrick Yoka.
Listy do M. 4 (2021), reż. Patrick Yoka.

Listy do M. 4. Recenzja filmu Patricka Yoki. Player.pl

Warto być przyzwoitym – przekonywał kiedyś Władysław Bartoszewski. W przypadku filmów ta zasada się jednak nie sprawdza. Recenzja filmu Listy do M. 4.

O czym jest film Listy do M. 4?

Kopiuj-wklej: Losy kilkorga nieznajomych warszawiaków splatają się ze sobą podczas tej najpiękniejszej, bo wigilijnej nocy w roku (w trakcie której wieczorem, ludzie jak gdyby nigdy nic siedzą sobie w Cudach na kiju, zamiast w domach). Bohaterów poprzednich części Listów do M. 4 poznajemy kilka lat po zakończeniu trójki (czas odmierzany jest wiekiem córki Szczepana i Kariny: Amelki). Wraz z nimi w czwartej części pojawia się kilkoro nowych bohaterów. I tak, w kolejności od dwóch najciekawszych wątków: Samotny Informatyk (Rafał Zawierucha), który nie zamierza się z nikim spotykać na Wigilię, na skutek grubymi nićmi szytej intrygi ląduje w domu dwójki staruszków (Barbara Wrzesińska, Stanisław Brudny). Szczepan (Piotr Adamczyk) postanawia pokazać Karinie (Agnieszka Dygant) magię świąt i zaprzyjaźnić się z sąsiadami, z którymi mieszkają w jednym bloku od lat, ale wciąż się nie znają (Anna Smołowik była goła). Reszta wątków w kolejności obojętnej, bo równie nudna. Mel (Tomasz Karolak) ma nową szefową (Magdalena Boczarska), która wprowadza w starej firmie nowe porządki. Wojtek (Wojciech Malajkat) chce się oświadczyć Agacie (Izabela Kuna), ale nagle pojawia się jej eks (Cezary Pazura). Gibon (Borys Szyc) nie dogaduje się z Karoliną (Magdalena Różczka), a tu pojawia się pokusa w postaci policjantki Moniki (Vanessa Alexander). W tym czasie Karolina śledzi losy ulicznego grajka, który okazuje się być krewnym Rudolfa (Danuta Stenka). I chyba tyle, choć oglądając Listy do M. 4 ma się wrażenie, że tych wątków jest jakoś dwa razy więcej.

Zwiastun filmu Listy do M. 4

Recenzja filmu Listy do M. 4

W przypadku czwartej części Listów do M. ciekawszym od samego filmu, wydaje się to, jak ów film poradzi sobie w dystrybucji streamingowej. Z powodu kowida wypadł bowiem z kalendarza premier kinowych i zamiast być w nieskończoność odkładany w czasie, producenci zdecydowali się go pokazać na platformie Player.pl. Bez żadnych wygórowanych kwot, bo zdaje się wystarczy miesięczny pakiet za piętnaście zeta miesięcznie z możliwością rezygnacji w każdym momencie (ja miałem jakąś promkę i załapałem się na 7,50). Z punktu widzenia widza – brawo. Z punktu widzenia zarobienia na filmie – well… W materiałach promocyjnych słychać głośne „podążamy z duchem czasu” i „czegoś takiego jeszcze nie było”, ale ten duch czasu wydaje się być inny w Stanach, a inny w Polsce. Płacenie za content wciąż nie jest chyba na tyle modne, żeby wrzucenia Listów do M. 4 na Player nie trzeba było rozważać w kontekście ryzyka. Mówimy bowiem o filmie, który w kinach celował w rekordowe 3 miliony widzów i którego, co prawda, budżetu można się tylko domyślać, ale przecież te wszystkie gwiazdy nie grały w nim za darmo, nie? Film nie był kręcony na streamingi, tylko do kina, więc nie ma mowy o jakichś przesadnych oszczędnościach w produkcję (a musieli wyczarować zimę). Co się zaś tyczy bezprecedensowości takiej premiery, to od razu przychodzi do głowy np. taki W lesie dziś nie zaśnie nikt. No ale sytuacja rzeczywiście jest różna, bo twórcy W lesie film Netfliksowi sprzedali za zadowalającą kasę, a twórcy Listów postanowili pokazać film na swoim, tvn-owskim plejerze. Co za tym idzie, interesujące będą teraz losy tej produkcji, choć i tak pewnie nigdy nie dowiemy się, co z tego wyszło. Marketingowa gadka, której nikt z zewnątrz nie zmierzy (70 milionów gospodarstw domowych oglądało Bridgertonów!), to, co innego niż rzeczywistość (dwie minuty i jedna sekunda seansu = produkcja została obejrzana w całości). Netfliksowego przykładu nie da się 1:1 przystawić do Listów, ale sedno jest to samo: jak oni na tym zarobią? i czy powiedzą prawdę, jak rzeczywiście było.

Tak czy siak, za wrzucenie Listów na Player – raz jeszcze brawo. Mogli przecież zapodać go za jakieś abstrakcyjne 50 zeta, bo czemu nie?

Rozpisałem się o tym wszystkim, bo to naprawdę ciekawsze od samego filmu, który, jak już zajawiłem na początku, jest co najwyżej przyzwoity. Pierwsza część Listów, jak bardzo by nie była zerżnięta z To właśnie miłość, była fajnym powiewem polskiej nowości. Dobrego produkcyjnie filmu z dobrą obsadą i wszystkim tym, co potrzeba świątecznej komedii romantycznej do szczęścia. Kolejne części leciały już jednak siłą rozpędu i choć produkcyjna wartość pozostawała wysoka (aczkolwiek ta wciskana na siłę „magia śnieżnych świąt” może już męczyć – szczególnie na początku lutego), sam film, jego fabuła i humor, pozostawały przeciętne. Listy do M. 4 niczego w tej wypracowanej przez serię rutynie nie zmieniają. Nie są ani lepsze, ani gorsze (choć może i rzeczywiście ciut lepiej podobały mi się od trójki) i może czas byłoby zmienić scenarzystów, bo dwójka Baczyński/Kuczewski nie mają niczego nowego do zaprezentowania.

Jak już również wspomniałem, dwa wątki wyróżniają się tu ponad resztę. Wątek Szczepana jest wystarczająco zabawny, a wątek Zawieruchy wystarczająco wzruszający, żeby pociągnąć resztę filmu. Najgorzej u Malajkata, bo historia tam opowiadana zostaje przerwana bez ostrzeżenia w połowie. Z nowych nabytków jest jeszcze Janusz Chabior, ale tu to chyba jakieś podchody do piątej części były, bo pojawia się na jakieś trzy minuty. W podobnych ilościach jest tu również Eryka Lubosa.

(2454)

Warto być przyzwoitym – przekonywał kiedyś Władysław Bartoszewski. W przypadku filmów ta zasada się jednak nie sprawdza. Recenzja filmu Listy do M. 4. O czym jest film Listy do M. 4? Kopiuj-wklej: Losy kilkorga nieznajomych warszawiaków splatają się ze sobą podczas tej najpiękniejszej, bo wigilijnej nocy w roku (w trakcie której wieczorem, ludzie jak gdyby nigdy nic siedzą sobie w Cudach na kiju, zamiast w domach). Bohaterów poprzednich części Listów do M. 4 poznajemy kilka lat po zakończeniu trójki (czas odmierzany jest wiekiem córki Szczepana i Kariny: Amelki). Wraz z nimi w czwartej części pojawia się kilkoro nowych bohaterów. I…

Czas na ocenę:

Ocena: 5

5

wg Q-skali

Podsumowanie: Losy kilkorga warszawiaków splatają się ze sobą po raz czwarty podczas przygotowań do Wigilii. Przyzwoity film, którego twórcy nie muszą się wstydzić, ale którego nie zapiszą sobie nawet na dziesiątym miejscu swojej listy najlepiej zrobionych rzeczy w życiu.

2 odpowiedzi

  1. Musze zobaczyć, mimo takiej średniej opinii

  2. Film jest dobry, w szczególności obsada aktorska na plus!

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.