Danger Close: The Battle of Long Tan. Bitwa o Long Tan (2019), reż. Kriv Stenders.
Danger Close: The Battle of Long Tan. Bitwa o Long Tan (2019), reż. Kriv Stenders.

Bitwa o Long Tan. Recenzja filmu Danger Close: The Battle of Long Tan

Od dawna marzył mi się jakiś film o Wietnamie. Ale taki jak trzydzieści lat temu u szczytu popularności VHS-ów. Wtedy „film o Wietnamie” był osobnym gatunkiem filmowym, a w propozycjach przedstawiających kolejnych komandosów na wojaczce w Azji Południowej można było wybierać. Gatunek wygasł niczym slasher i w ostatnich latach ciężko było wyłowić coś wartościowego o strzelaninach M16 vs AK 47. Czy ta australijska produkcja dała radę w kwestii zaspokojenia moich marzeń o porządnym filmie o Wietnamie? Recenzja filmu Bitwa o Long Tan.

O czym jest film Bitwa o Long Tan

Sierpień roku 1966. W najlepsze trwa wojna w Wietnamie. Wśród walczących tam żołnierzy są chłopaki z Australii i Nowej Zelandii. Wojsko to nieopierzone i niedoświadczone w walce. Wkurza to majora Harry’ego Smitha (Travis FImmel), któremu marzy się coś więcej niż niańczenie żółtodziobów. Pochodzący z wojskowej rodziny Smith robi wszystko, aby zostać przeniesionym. Zanim mu się to jednak uda, podzielone na kilka mniejszych oddziałów wojska z Antypodów zostają otoczone na plantacji kauczuku przez przeważające siły wroga. Dochodzi do starcia trochę zbyt szumnie nazwanego bitwą o Long Tan.

Zwiastun filmu Bitwa o Long Tan

Recenzja filmu Bitwa o Long Tan

Zbyt ambitna i posiadająca zbyt wielki budżet to produkcja, aby dorównać vhs-owym produkcjom z lat 80. ubiegłego wieku. Jeśli więc ktoś oczekiwałby takiego właśnie filmu to dostanie widowisko bardziej przypominające Byliśmy żołnierzami Mela Gibsona. Z mniejszą ilością patosu. Nic w tym złego, tak tylko informuję, że Bitwa o Long Tan to kino z ciut wyższej półki, choć oczywiście nadal przystępne i rozrywkowe.

Można się zdziwić, że w Wietnamie walczyli również Australijczycy, no ale film oparty został na faktach, więc zdziwienie szybko trzeba schować do kieszeni. I podziwiać produkcję, która została dedykowana poległym w bitwie o Long Tan. I znów, „bitwa” wskazywałaby na jakąś konkretną sieczkę. Cóż, wciąż bardziej pasowałoby tu określenie „potyczka”.

Zanim doczekamy się konkretów, dostajemy trochę zbyt luźne kino, które nie do końca pozwala zżyć się z bohaterami. Panujący w okopach luz i rozprężenie, pomimo walących dookoła moździerzy, wygląda trochę dziwnie i można przez chwilę się zastanowić czy to film o wojnie, czy może trochę bardziej M.A.S.H. Zgrzyta to w pojawiających się tu bardziej poważnych scenach, bo nie jest się na nie gotowym. Jakieś podśmiechujki, a tu nagle major Smith chce udusić szeregowca, który mu pyskuje.

Pyskowanie i niesubordynacja to zresztą jedne z głównych tematów tego filmu, choć przemycone niby tak, żeby nikt ich nie zauważył. Cóż, rzuca się w oczy, że w australijskim wojsku można sobie wykonać rozkaz, ale jak się nie chce tego robić, to można go sobie nie wykonać. Albo bez konsekwencji nakrzyczeć na starszego stopniem oficera.

Szybko jednak rozpoczyna się właściwa potyczka i potem ogląda się już film Bitwa o Long Tan jak pełnoprawne kino wojenne. Strzelaniny, a właściwie podbudowy do nich, trzymają w napięciu, a pociski smugowe snują powietrze jak należy. Nie jest to ten poziom wojenki co Szeregowiec Ryan, ale momentami się stara.

Przyjemność z seansu psują dwie rzeczy. Pierwsza to wietnamscy żołnierze będący tu właściwie jedynie mięsem armatnim. Wyskakują z dymu, drą się i albo zostają zastrzeleni, albo wysadzeni granatem. Druga, dla mnie większa przeszkoda, to fakt, że film Bitwa o Long Dan w ogóle nie wygląda jak gdyby rozgrywał się w Wietnamie. I rzeczywiście, zdjęcia do całości zostały nakręcone w Australii i to widać. Dżungla nie ta, temperatura nie ta, wilgotność nie ta. Co prawda prawdziwa potyczka rozegrała się na plantacji kauczuku, a nie w dżungli, no ale mimo wszystko – przez cały seans nie opuszczało mnie wrażenie, że coś nie gra w tym państwie wietnamskim.

Pomimo to film ogląda się dobrze, realizacja jest zawodowa, aktorzy interesujący, a batalistyka widowiskowa. To propozycja w sam raz na jakieś leniwe popołudnie.

(2405)

Od dawna marzył mi się jakiś film o Wietnamie. Ale taki jak trzydzieści lat temu u szczytu popularności VHS-ów. Wtedy „film o Wietnamie” był osobnym gatunkiem filmowym, a w propozycjach przedstawiających kolejnych komandosów na wojaczce w Azji Południowej można było wybierać. Gatunek wygasł niczym slasher i w ostatnich latach ciężko było wyłowić coś wartościowego o strzelaninach M16 vs AK 47. Czy ta australijska produkcja dała radę w kwestii zaspokojenia moich marzeń o porządnym filmie o Wietnamie? Recenzja filmu Bitwa o Long Tan. O czym jest film Bitwa o Long Tan Sierpień roku 1966. W najlepsze trwa wojna w Wietnamie. Wśród…

Czas na ocenę:

Ocena: 7

7

wg Q-skali

Podsumowanie: Oddział australijskich i nowozelandzkich żołnierzy zostaje otoczony podczas wojny w Wietnamie przez przeważające siły przeciwnika. Sprawnie nakręcone kino wojenne bez ambicji zostania czymś więcej niż tylko hołdem oddanym prawdziwym wydarzeniom z lat 60. ubiegłego wieku.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.