The Clovehitch Killer (2018), reż. Duncan Skiles.
The Clovehitch Killer (2018), reż. Duncan Skiles.

The Clovehitch Killer. Recenzja filmu z Dylanem McDermottem

Pozostajemy w temacie seryjnych zabójców. Dzisiaj propozycja, która udowadnia, że można nakręcić film o serial killerze bez grama krwi i będzie się to dało oglądać z przyjemnością*. Recenzja filmu The Clovehitch Killer.

*no wiadomo o co mi chodzi 😛

O czym jest film The Clovehitch Killer

Małym, pobożnym miasteczkiem w Kentucky przed laty wstrząsnęła seria brutalnych zabójstw kobiet. Morderca określany mianem The Clovehitch Killera, nawiązującym do jego ulubionego węzła, którym związywał swoje ofiary, zamordował dziesięć osób i nigdy nie został odnaleziony. W końcu przestał mordować, ale w miasteczku pamięć o jego zbrodniach pozostała żywa po dziś dzień. Tyler Burnside (Charlie Plummer) to nastoletni skaut, którego ojciec Don (Dylan McDermott) jest zarazem jego drużynowym. Razem z matką (Samantha Mathis) i siostrzyczką Susie (Brenna Sherman) tworzą idealną, amerykańską rodzinę. Kochającą się, wspierającą i żywo uczestniczącą w życiu katolickim miasteczka. Pewnej nocy Tyler, któremu w głowie zaczynają buzować młodzieńcze hormony, zabiera samochód ojca i wybiera się na nocną przejażdżkę ze swoją sympatią. Wypad kończy się mizianiem na parkingu, ale zanim fotele zostaną rozłożone, dziewczyna odnajduje sprośną fotkę wetkniętą gdzieś pomiędzy drzwi a fotel samochodu. Fotografia przedstawia związaną dziewczynę. Romantyczny nastrój pryska, sympatia Tylera opowiada potem tylko jednej koleżance o swoim znalezisku, ale wkrótce wie o nim cała szkoła. Tyler zyskuje miano zboczeńca, no i zaczyna się zastanawiać, skąd taka fota w samochodzie jego ojca. Wkrótce rozpocznie prywatne śledztwo, a pomoże mu w tym miejscowa outsajderka, Kassi (Madisen Beaty).

Recenzja filmu The Clovehitch Killer

Na pierwszy rzut oka The Clovehitch Killer to obyczajowe kino rozgrywające się sennej scenerii zapadłej amerykańskiej dziury, w której można by nakręcić remake Footloose. Życiem mieszkańców rządzi kościół, a miejscowa trzódka afirmuje życie kręcące się wokół rodziny, biwaku i harcerstwa. Z głośników radiowych słychać miejscowe Radio Maryja, a łatka zboczeńca to najgorsza obelga, jaką mogą przylepić ci znajomi, którzy nagle nie chcą cię znać. Gdzieś w samym centrum tego rozmodlonego świata żył kiedyś morderca, który ze swoimi sadomasochistycznymi skłonnościami nie mógł gorzej trafić.

Na drugi rzut oka The Clovehitch Killer jest również tego typu obyczajowym dramatem, w którym próżno szukać momentów, w których jego reżyser – Dunckan Skiles; nazwisko do zapamiętania – traci panowanie nad opowiadaną historią i zatraca się w próbie zadowolenia widza efektownymi scenami morderstw. Tego typu uszczęśliwiaczy widza jest tutaj jak na lekarstwo. Reżysera bardziej interesuje zderzenie morderczej natury zboczeńca z prawilnym światem podporządkowanym modlitwie. Jest to dla niego wystarczająco atrakcyjne, by nie musieć silić się na makabrę.

Ale żeby nie było nudno, bo The Clovehitch Killer to jednak również film o seryjnym mordercy, znalazło się tu sporo miejsca na stopniowe rozwiązywanie zagadki morderstw i odpowiadanie na pytanie: kto zabijał i czy rzeczywiście przestał? Reżyser umiejętnie stopniuje napięcie prowadząc swoją historię przez zwroty akcji i pogrywanie z oczekiwaniami widza, serwując też parę mocniejszych akcentów. Co, biorąc pod uwagę obyczajową warstwę filmu z sennego middle-of-the-nowhere, nie potrzebuje krwi, by wybrzmieć w sposób budzący gęsią skórkę.

Całości dopełniają bohaterowie z krwi i kości, którzy budzą sympatię widza i nie są papierowymi wydmuszkami potrzebnymi tylko do tego, by na końcu okazało się, że zabijał ktoś, kto mignął w filmie przez dziesięć sekund. To nie jest tego typu kino, co nie przeszkadza zupełnie w byciu interesującym i zdecydowanie godnym uwagi. The Clovehitch Killer to jeden z lepszych filmów tego roku, szczególnie że nikt się tego pewnie po nim nie spodziewał. No i dlatego, że taka historia mogłaby się swobodnie wydarzyć także i w twoim miasteczku, drogi Czytelniku. Lepiej więc miej oczy szeroko otwarte.

(2234)

Pozostajemy w temacie seryjnych zabójców. Dzisiaj propozycja, która udowadnia, że można nakręcić film o serial killerze bez grama krwi i będzie się to dało oglądać z przyjemnością*. Recenzja filmu The Clovehitch Killer. *no wiadomo o co mi chodzi :P O czym jest film The Clovehitch Killer Małym, pobożnym miasteczkiem w Kentucky przed laty wstrząsnęła seria brutalnych zabójstw kobiet. Morderca określany mianem The Clovehitch Killera, nawiązującym do jego ulubionego węzła, którym związywał swoje ofiary, zamordował dziesięć osób i nigdy nie został odnaleziony. W końcu przestał mordować, ale w miasteczku pamięć o jego zbrodniach pozostała żywa po dziś dzień. Tyler Burnside (Charlie…

Czas na ocenę:

Ocena: 8

8

wg Q-skali

Podsumowanie: Skaut odnajduje ślad, który może wskazywać, że jego ojciec jest seryjnym mordercą. Jeden z lepszych filmów 2018 roku. Obyczajowy thriller, który potrafi zrobić wrażenie bez efektownych scen morderstw i mrocznego Miasta skąpanego w wiecznym deszczu.

Skomentuj

Twój adres mailowy nie zostanie opublikowany. Niezbędne pola zostały zaznaczone o taką gwiazdką: *

*

Quentin

Quentin
Jestem Quentin. Filmowego bloga piszę nieprzerwanie od 2004 roku (kto da więcej?). Wcześniej na Blox.pl, teraz u siebie. Reszta nieistotna - to nie portal randkowy. Ale, jeśli już koniecznie musicie wiedzieć, to tak, jestem zajebisty.